RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2015

Moje wnioski – stare i nowe

28 kwi

Ulica Józefa Sorysa Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Ulica Józefa Sorysa
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Najpierw parę słów o dwóch „starych” wnioskach, które zostały potraktowane przez burmistrza i jego ludzi w sposób poważny, czyli przyjęto je do wykonania. Jeden z moich postulatów udało się w całości zrealizować, i to tak, jak można najlepiej. Nie odpowiadając pismami, tłumaczącymi dogłębnie, dlaczego czegoś nie da się zrobić, lecz po prostu czynem.

Wniosek złożyłem nie tak dawno, bo na V sesji Rady Miejskiej dnia 25.02.2015. Był to wniosek nr 1, dotyczący ulicy im. doktora Józefa Sorysa, w części odnoszący się do tabliczki z nazwą „J. Sorysa”. Prosiłem o jej poprawienie uważając, że taka nazwa jest dla części mieszkańców Goleniowa, szczególnie młodszych, nie pamiętających osoby Doktora, niejasna. Nie od razu zostałem dobrze zrozumiany, więc początkowo musieliśmy trochę o tej sprawie „porozmawiać”. Chyba z właściwym wynikiem, skoro kilka dni temu idąc ulicą Witosa aż musiałem przystanąć ze zdumienia. Oto na początku wspomnianej uliczki już nie widniała nazwa „J. Sorysa”, lecz „Józefa Sorysa”. Nie doklejone na poprzednim miejscu literki za wysknerzone grosze, ale jak trzeba, z pełnymi szykanami, po obu jej stronach! Ktoś powie, że taka tabliczka to drobiazg, lecz przecież z drobiazgów się nasze życie składa. Dziękuję serdecznie, panie burmistrzu, takiego pana lubię.

Inna sprawa także zmierza (moim zdaniem) w dobrą stronę. Dostałem informację o losach wniosku złożonego jako piąty z kolei na IV sesji RM 16.01.2015. O zbiorniku przeciwpożarowym w Kliniskach Wielkich odpowiedź już otrzymywałem, ale zapowiadała ona dalszy ciąg. Kliniska basen ppoż ciąg dalszy I ten dalszy ciąg właśnie trwa. Oczywiście kibicuję finalnemu załatwieniu problemu, czyli oszacowaniu kosztów, umieszczeniu w budżecie właściwych kwot do przeprowadzenia remontu, a następnie wyremontowaniu zbiornika, w tym jego ogrodzenia. Zabezpieczenie zbiornika, jeżeli jest on potrzebny i będzie istniał nadal, jest tym bardziej potrzebne. Ani myślę być żadną Kasandrą wieszczącą nieszczęścia, ale po co kusić los i prowokować w tym miejscu jakiś wypadek? Lepiej zabezpieczyć basen przed dostępem osób niepowołanych niż płakać i szukać winnych po tragicznym zdarzeniu.

A teraz pora na nowy wniosek. Nie jestem wprawdzie wielkim optymistą co do jego dalszego losu, szczególnie po doświadczeniach ostatniej sesji co do koszy na śmieci, lecz sprawa nie jest całkiem błaha. Można nawet kolokwialnie powiedzieć, że jest „gówniana”. Otóż 22 kwietnia w trakcie posiedzenia Komisji Gospodarki, Inwestycji i Ochrony Środowiska złożyłem następujący wniosek:

„Proszę pana burmistrza o odpowiedź na pytanie, czy zamierza zająć się problemem braku na ulicach Goleniowa koszy na odchody psów. Coraz więcej właścicieli psów sprząta z chodników i trawników to, co ich psy tam zostawiają, lecz co zrobić dalej? Mają przede wszystkim wątpliwości, czy psie odchody można wrzucać do „zwykłych” ulicznych koszy na śmieci. Ponadto obecnie na wielu ulicach miasta takich zwykłych koszy po prostu nie ma.”

Tak by było najprościej...

Tak by było najprościej…

Sprawa jest oczywiście z gatunku „nie do załatwienia” i „przecież z tym zawsze był problem”. Tak mówili mi niemal wszyscy, którzy prosili o zgłoszenie powyższego wniosku. Niektórzy łapiąc za rękę na ulicy, inni w komentarzach na moim blogu. Nie do końca się zgodzę, że sprawa jest „niezałatwialna”. Widziałem wiele miejsc na świecie, gdzie sobie z tym poradzono. Nie tylko w super wysprzątanej Szwecji czy Holandii, ale także w Irlandii, której nie uważamy za najczystsze miejsce w Europie.

Pamiętam dyskusje radnych na ten temat w kadencji 1994-1998. Wtedy było znacznie gorzej, bo po ulicach miasta pętały się całe hordy „bezpańskich” czworonogów. Faktycznie olbrzymia większość była „pańskich”, tylko ich właściciele wypuszczali je na cały dzień z domu, mając swoje obowiązki za nic. Natomiast co do psich kup większość radnych w dyskusji wyrażała wtedy pogląd, że to problem służb miejskich. Nie właścicieli, płacących przecież podatki, z których pokrywa się koszt sprzątania ulic i chodników. Mówili: „Płacimy, powinniśmy wymagać.” Słabo przebijał się pogląd, że zanim kupę sprzątną służby miejskie, często ktoś i tak w nią wdepnie, zaś wyprowadzający psa właściciel mógłby to zrobić od razu.

Od tej pory wiele się zmieniło. Za sprawą dobrze działającej Straży Miejskiej ulice uwolniły się od niebezpiecznych psich watah, znaczny procent psów jest chipowanych, działa przytulisko dla psów (najpierw w Miękowie, a od roku mieszczące się w Budnie), poprzez które coraz sprawniej bezdomne psy trafiają do nowych właścicieli (pozdrawiam Agatę Kiziuk i innych miłośników zwierząt z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami). Przypominam akcję „Znajdź swojego psa”, prowadzoną kilka lat temu na stronie internetowej gminy Goleniów (szkoda, że jej zaprzestano!), poprzez którą wiele psów zyskało lepszych opiekunów.

... tak też dobrze

… tak też dobrze

Z kupami też jest już inaczej. Coraz powszechniejszy stał się widok osób sprzątających odchody swoich pupili od razu na miejscu zdarzenia. I rzadko spotyka się to ze zdziwieniem, najczęściej budzi natomiast odruchy sympatii u współobywateli. Sam będąc właścicielem dwóch psów zawsze wychodziłem na spacer z trzema torebkami: dwie na kupki moich suczek + jedna na czyjąś inną, „bezpańską”. Czemu ta ponadplanowa? Bo nie lubiłem wdeptywać w „cudze” kupy tak samo, jak w odchody własnych piesków. Efekt był taki, że na trawnikach prawie nigdy nie zdarzało mi się wleźć w coś smrodliwego. Co niestety zdarzało się często na miejskich chodnikach.

Wiem, że pan burmistrz jest miłośnikiem porządku, ładu i estetyki. Gdyby częściej przemierzał ulice Goleniowa na piechotę, pewnie podszedłby do wniosku w sprawie psich odchodów na poważnie. Natomiast nie ulega wątpliwości że ci, którzy po chodnikach spacerują pieszo wdeptując co rusz w kupy milusińskich, powinni zostać potraktowani przez burmistrza poważnie.

 

Kiedy gramy drużynowo – sukces murowany

24 kwi

Otwarcie turnieju Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Otwarcie turnieju
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Sukces to najczęściej wynik dobrej drużynowej pracy. Rzadko da się go osiągnąć w pojedynkę. A na pewno nie da się tego uczynić grając w siatkówkę. Zatem jest to bardzo dobry sport dla samorządowców, bo uczy tej prostej prawdy w bardzo łatwy sposób. Chcesz wygrać – współdziałaj! Nie zrobisz dobrej drużyny – polegniesz, to pewne.

We are the champions! Nasza drużyna (bez Artura Panka) ze Starostą Tomaszem Kuliniczem Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

We are the champions! Nasza drużyna (bez Artura Panka) ze Starostą Tomaszem Kuliniczem
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Turniej siatkówki, w którym wzięła udział drużyna samorządowa gminy Goleniów w sobotę 18 kwietnia, był bardzo dobrą ilustracją wspomnianej wyżej zasady. Udało się nam go wygrać, bo mieliśmy bardzo fajną drużynę, w której każdy robił jak najlepiej umiał to, co powinien; to, co zostało ustalone. W składzie naszej drużyny, jak w dobrym samorządzie być powinno, znaleźli się przedstawiciele władzy uchwałodawczej (alfabetycznie wymienieni radni: Łukasz Dykowski, Marcin Gręblicki, Łukasz Mituła, Artur Panek, Ireneusz Zygmański), władzy wykonawczej (wiceburmistrzowie Tomasz Banach i Henryk Zajko), jak też faktycznych wykonawców (pracowników Urzędu Gminy i Miasta), reprezentowanych przez Kamilę Kościółek-Fietz. Dopiero taka mieszanka może dać dobrą współpracę i końcowy sukces.

Chwila odpoczynku: Kamila, Marcin i Łukasz Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Chwila odpoczynku: Kamila, Marcin i Łukasz
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Być może tego właśnie brakowało nam poprzednim razem, gdy zagraliśmy turniej w Zakładzie Karnym. Tam grali tylko sami radni. Wprawdzie zabawa była fajna i sympatycznie się grało, ale czegoś zabrakło: sukcesu sportowego. Być może nabraliśmy wtedy ochoty na poważniejsze granie, a bez szerszego udziału goleniowskich samorządowców to się nie mogło udać. Wyciągnęliśmy zatem wnioski i myślę, że czegoś nas tamten turniej nauczył. Z dumą powiem, że jak zawsze w Goleniowie, uczymy się szybko.

Wiceburmistrzowie się grzeją Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Wiceburmistrzowie się grzeją
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Czyżbym zapomniał powiedzieć, jaki to turniej wygraliśmy? Już spieszę z wyjaśnieniem. Otóż drużyna gminy Goleniów po kilkuletniej przerwie wystartowała w tradycyjnym Halowym Turnieju Piłki Siatkowej dla radnych i pracowników Gmin Powiatu Goleniowskiego o Puchar Starosty Goleniowskiego, organizowanym od roku 2001 przez Starostwo Powiatowe w Goleniowie. Wprawdzie portal Starostwa podaje numerację inaczej twierdząc, że był to dopiero VII taki turniej, lecz moja pamięć mówi co innego. Uczestniczyłem w nim corocznie w latach 2001-2011, zatem na pewno do dziś edycji było znacznie więcej. Pamiętam dobrze trudne boje naszych drużyn z rywalami, a szczególnie wiele finałów rozgrywanych z drużyną Maszewa. Pół na pół wygrywaliśmy, zajmując pierwsze miejsce, albo przegrywaliśmy, a wtedy wygrywali oni. Skąd ta różnica w numeracji – może wyjaśniłby ktoś z organizatorów? Ale nie jest moim celem pisanie kroniki tego turnieju, lecz nasz udział w jego bieżącej edycji.

Stawił się w nim komplet drużyn reprezentujących drużyny naszego powiatu. Tym razem nie było drużyny Starostwa Powiatowego, ale Starosta Tomasz Kulinicz i tak sobie pograł. Otóż w pierwszym meczu drużyny Nowogardu jeden z zawodników odniósł kontuzję, a Starosta zastąpił go na placu. Drużyny podzielono w losowaniu na dwie grupy: I z Nowogardem, Przybiernowem i Stepnicą, oraz II z Goleniowem, Maszewem i Osiną. W grupach grano „każdy z każdym” do wygrania dwóch setów. Wygrywający grupę grali o I miejsce, drugie drużyny w grupach o III miejsce, zaś w „meczu pocieszenia” można było zapewnić sobie miejsce V.

Gramy mecz grupowy z Osiną Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Gramy mecz grupowy z Osiną
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

W grupie I eliminacje z kompletem zwycięstw wygrał Przybiernów, drugie miejsce zajęła Stepnica, a trzecie Nowogard. Nie obserwowałem ich walki, siłą rzeczy skupię się na „naszej” II grupie. Pierwszy mecz graliśmy z Osiną, dość wyraźnie, choć nie bez zaciętej walki, zwyciężając 2:0. Potem przeciwnicy z Osiny i Maszewa zagrali zażarty mecz, w którym 2:1 maszewianie wygrali. Musieliśmy ich zatem pokonać, by być na pierwszym miejscu w grupie. O dziwo, mieliśmy z tym mniej kłopotów niż z Osiną. Może oni mieli „w nogach” poprzedni mecz, a nam udało się zregenerować siły? Zatem po wygraniu grupy było już pewne, że zagramy w finale.

Zacięty mecz grupowy Osiny z Maszewem Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Zacięty mecz grupowy Osiny z Maszewem
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

W meczu o V pozycję siatkarze Osiny pewnie pokonali 2:0 (25:12, 25:17) Nowogard.  Trzecią lokatę walczyli samorządowcy Maszewa, pokonując Stepnicę 2:0 (25:17, 25:20). Nam przypadł do zagrania finał z Przybiernowem, który okazał się szczególnie trudnym rywalem.  Ten mecz był naprawdę zacięty i emocjonujący, a wynik  w setach 27:25 i 25:23 świadczy o jego dramaturgii. Zaczęło się wprawdzie od bezproblemowego prowadzenia 7:0 w pierwszym secie, ale później to już trzeba było naprawdę walczyć o wygraną. Całe szczęście, że sił starczyło nam równo do ostatniego punktu.

Narada w meczu grupowym z Osiną Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Narada w meczu grupowym z Osiną
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Co można powiedzieć o naszej grze? Nikogo bym nie wyróżnił indywidualnie, bo zagraliśmy naprawdę zespołowo. Momentami była to naprawdę bardzo fajna siatkówka, której nie powinniśmy się wstydzić. Wiele akcji nadawałoby się do pokazania na każdym przyzwoitym amatorskim turnieju. Przede wszystkim nie było straconych piłek i obowiązywała zasada ”póki piłka nie spadła na ziemię – gramy do końca!”. Amatorzy „w sile wieku” wprawdzie nie muszą mieć fantastycznej kondycji, ale techniki się łatwo nie zapomina. Co natomiast szwankowało? Oczywiście zgranie, bo tak naprawdę w tym składzie wystąpiliśmy pierwszy raz. Sprawdza się, że tylko wspólny trening może zapewnić dobre zrozumienie i właściwą organizację gry. Trzeba z tego wyciągnąć właściwe wnioski na przyszłość.

Akcja w meczu finałowym z Przybiernowem Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Akcja w meczu finałowym z Przybiernowem
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Zespoły otrzymały pamiątkowe dyplomy, a trzej medaliści – puchary. Najważniejsza była jednak wspólna zabawa i przyjazna atmosfera. Starosta Tomasz Kulinicz dziękując uczestnikom na zakończeniu za ambitną walkę zaprosił ich jednocześnie na kolejną siatkarską imprezę. Tym razem na plażową edycję turnieju, która odbędzie się w czerwcu w Lubczynie. Kto wie, może się skusimy? Na razie wprawdzie nogi bolą mnie do dziś, ale „amatorzy w sile wieku” mają tak stale.

Zakończenie imprezy Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

Zakończenie imprezy
Zdjęcie: Starostwo Powiatowe

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Nowe felietony

 

Zakresy czynności doradcy i asystentów Burmistrza Krupowicza

20 kwi

Dla dokończenia serialu artykułów o asystentach i doradcy burmistrza pragnę uzupełnić jeszcze dwie sprawy. Skłonił mnie do tego jeden z czytelników, dzwoniąc specjalnie z wyrzutem. Stwierdził, że skoro opublikowałem i omówiłem jeden z zakresów czynności – asystenta Zbigniewa Łukaszewskiego, to czemu nie udostępniam pozostałych, przecież znanych mi? – Co to, cenzura jakaś? A może kumplostwo? – powiedział. Rzeczywiście wcześniej napisałem, że otrzymałem od burmistrza zakresy czynności wszystkich tych osób. Udzielił mi na ten temat informacji w trybie art. 10.1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, na mój złożony w tej sprawie wniosek. No i to właśnie są te dwie sprawy, które dziś muszę poruszyć, żeby nie wyjść na cenzora i zaspokoić czytelniczą ciekawość.

Chwali się burmistrzowi, że dostałem wszystko bez zbędnej zwłoki. Mam jednak pretensję, że moje wystąpienie niechcący naraziło goleniowskich podatników na zbędny wydatek. Wprawdzie naliczono mi koszta kserowania 4 stron formatu A4 w kwocie 0,76 zł (którą oczywiście niezwłocznie uiściłem w kasie Urzędu Gminy i Miasta), jednak niepotrzebnie wysłano mi kserokopie listem poleconym. Wcale o to nie wnioskowałem, bo po co mnożyć niepotrzebne koszta. Umawiałem się w Biurze Obsługi Interesanta, bym mógł odebrać wszystko samodzielnie, skoro bywam tam regularnie. A tak całe 3,55 zł się zmarnowało! Skarżyć się oficjalnie na burmistrza Radzie Miejskiej w tej sprawie nie będę (jak jeden z goleniowian, któremu – o zgrozo – kosztów kserowania nie naliczono, co uznał za niegospodarność), jednak obawiam się, czy przez to nie będzie miał on kłopotów z uzyskaniem absolutorium w niedalekiej przyszłości (oczywiście burmistrz, a nie ten obywatel) .

Paweł Bartoszewski Portal Gminy GoleniówDo rzeczy! O zadaniach asystenta Zbigniewa Łukaszewskiego pisałem dokładnie, nie będę więc nic tu dodawał. Z pozostałych dwóch panów na pierwszy ogień doradca, bo to wyższa szarża, niż asystent. A zatem pan Paweł Bartoszewski, doradca burmistrza ds. inwestorów w Goleniowskim Parku Przemysłowym. W artykule na jego temat zakresu czynności nie zamieszczałem, cytując tylko to, co sam w wywiadzie powiedział. Dziś można to porównać. Oto jego zakres czynności: Zakres czynności Pawła Bartoszewskiego Zakres czynności Pawła Bartoszewskiego dokończenie

Strasznie dużo tych zadań, prawda? Aż 14, przez co nie zmieściły się na jednej stronie. Ja jednak postarałbym się je na jednej stronie zmieścić. Bo po co trzykrotnie powtarzać kwestię „poszukiwania środków zewnętrznych” zawartą w punktach 1c), 2c) i 14? Gdyby to inteligentnie zredagować, wyszedłby jeden punkt. To samo dotyczy punktów 1, 1b) i 4. Czy nie brzmi zabawnie hasło: „1) obsługa inwestorów w GPP, w tym (…) 1b) obsługa inwestorów w GPP”?; natomiast „inwestorzy w GPP” to w szerokim rozumieniu niemal to samo, co „podmioty działające w GPP”, zaś „obsługa” jest na tyle pojemnym słowem, że „bieżąca koordynacja” spokojnie by się w nim zawarła. Także zamieszczenie bardzo odkrywczego punktu 5 wydaje się całkowicie zbędne. Czyżby zachodziło podejrzenie, że doradca burmistrza bez tego zapisu nie będzie się go słuchał?

Nie wiem na czym ma polegać zadanie 2b): „realizacja serwisu internetowego GPP”. Jak rozumiem, „realizacja” oznacza „stworzenie, wykonanie”, a może „prowadzenie”? Czyżby GPP miał „wyfrunąć” ze strony www gminy? Jeśli tak, to kto będzie go prowadzić? Doradca osobiście, czy jakaś firma pośrednicząca za drobne kilka tysięcy złotych? Zupełnie też nie rozumiem punktu 3a): czyżby dziś w GPP nie można było budować hal pod wynajem? To co zbudowała firma Prologis? Z całego punktu 3 zostaje właściwie tylko budowa Zakładu Aktywizacji Zawodowej. Przykro mi, ale jednoosobowe prowadzenie tego zadania przez doradcę przekracza moją wyobraźnię. Tym bardziej, że koncepcja tworzenia ZAZ ma dopiero powstać, na co w budżecie „siedzi” 100.000 zł.

Zwrócę też uwagę, że od punktu 6 do 13 włącznie brak jest jakichkolwiek zadań własnych,  specyficznych dla tego stanowiska. Identyczne punkty mogłyby dotyczyć każdego z pracowników urzędu, pewnie zresztą figurują w ich zakresach obowiązków. Reasumując w języku znanym doradcy, w tym zakresie obowiązków jest zdecydowanie „too much of bla bla”. Jakby próbowano rozdmuchać go na siłę. Gdyby się natomiast zdarzyło, że inwestorzy nadal do Goleniowa nie „walą drzwiami i oknami”, panu Bartoszewskiemu grozi na jego stanowisku nuda i marazm. Nie sądzę także, żeby z tak sporządzonego zakresu zadań dało się jego pracę rozliczyć komukolwiek i kiedykolwiek. I bardzo dobrze, jak mawiał klasyk.

Cezary Martyniuk Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Cezary Martyniuk
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

To teraz asystent Cezary Martyniuk. Także i jego zakresu czynności pisząc o nim jeszcze nie znałem. Jest to dokument krótszy od wyżej omówionego, konkretniejszy. Zakres czynności Cezarego Martyniuka Nie ma w nim wszystkich punktów, które znalazły się u Pawła Bartoszewskiego czy Zbigniewa Łukaszewskiego (od 6 do 13 obu dokumentów). Może zatem te zadania go wyjątkowo nie dotyczą? Natomiast autor zapisów w zakresie czynności nie uniknął powtórek czy blablania. Po co, przecież pan Martyniuk i tak będzie miał na swojej posadzie dużo do roboty…

Co do powtórek – chyba tylko jedna. W punkcie 9 mówi się o „sporządzaniu informacji na stronie internetowej Gminy”. Czy nie powinno się tego skomasować z punktem 13, który w całości mówi o podobnym zakresie? Natomiast blablania jest niestety więcej i czasami nie da się rozgryźć, co autor miał na myśli. Już punkt 1 jest niepojęty: „opracowanie i realizacja systemu komunikacji społecznej”. Tomasz Goban-Klas, polski socjolog, medioznawca, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, w ramach definiowanych przez siebie typów systemów komunikowania, wyróżnia między innymi system komunikacji społecznej. Jest nim ogól relacji komunikowania między członkami systemu społecznego. Na system ten składa się codzienna wymiana opinii, wiadomości, zdań w małych grupach (rodzina, towarzyska, pracownicza). Miało brzmieć uczenie, a wyszła „mowa-trawa”. Co ten Martyniuk ma więc zrobić: wymyślić nowy język, może jakiś lepszy system gestykulacji, a może nowe środki techniczne do komunikowania?

Także w punkcie 2 asystent dostał ambitne zadania. Będzie tworzył politykę gminy nie tylko w klasycznych przekaziorach medialnych, ale wkroczy z tym zadaniem także do „mediów społecznościowych”. Czyli gdzie? Przez „media społecznościowe” (ang. Social Media) rozumie się ogólnie pojęte korzystanie z internetowych i mobilnych technologii, by przekształcić klasyczną komunikację „face to face” w interaktywny dialog. Takie media mają wiele postaci, między innymi są w formie magazynów internetowych, różnego rodzaju blogów, serwisów gromadzących muzykę, zdjęcia i video, rankingów oraz zakładek społecznościowych (social bookmarking). Ten blog jest właśnie przykładem „medium społecznościowego”. I co, Martyniuk będzie prowadził jakieś gminne kampanie na moim blogu, bo mu burmistrz tak każe? Zawartego w punkcie 4 reagowania na informacje medialne to nawet bym z chęcią oczekiwał, ale na razie tego zaszczytu jeszcze nie dostąpiłem.

Zadań zawartych w wielu punktach oczekuję z utęsknieniem. Stąd cieszę się z zapowiedzi zawartych w punktach 3, 4 i 5. Sam burmistrza pytałem o politykę w zakresie reagowania na krytykę prasową (wniosek nr 2 z III sesji RM). Chyba obecnie zmienił on swoje wyrażone w odpowiedzi zdanie, że ma zamiar odpowiadać tylko na krytykę przesyłaną bezpośrednio na jego ręce. Jakiś mały sukcesik moje pytanie odniosło, co chełpliwie sobie przypisuję. Nie mam też nic przeciw punktom 6, 7, 8, 9 i 10. Szczególnie czekam na te konferencje prasowe burmistrza. Nie wiem natomiast, co kryje się za hasłem „wizytacji oficjalnych delegacji” zawartym w punkcie 11. Trudno, nie wszystko muszę rozumieć. Grunt, żeby rozumiał asystent.

Wyjaśnię jeszcze tylko, czemu szczegółowo rozliczam treść zakresów czynności. Przecież, jak ktoś powie, nie sami panowie doradca i asystenci je pisali, nie do nich więc pretensje. Pisał pewnie ktoś inny, natomiast oni przyjęli je do wiadomości i wykonania. Zatem zawsze mogli poprawiać ich lichą treść. Zakres czynności to klasyka literatury urzędniczej, w której nie ma miejsca na powtórki czy niejasne sformułowania. Przecież delikwenta szef właśnie z tego ma rozliczać. Za niewłaściwe wykonanie karać, a za znakomite nagradzać. Z pisanych nowomową powyższych zakresów nikt na pewno nie da rady przeprowadzić rzetelnych rozliczeń. I o to zapewne szło.

A zresztą, pobawcie się we własne analizy, Drodzy Czytelnicy. Może wykoncypujecie więcej, niż Wasz nie zawsze kumaty komentator? Dokumenty oryginalne macie od tej chwili w ręku, wszystko powinno zatem być jasne. Od tej chwili nikt nie ma prawa twierdzić że nie wie, po co burmistrz powołał doradcę i asystentów.  

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Nowe felietony

 

Odpowiedzi na pytania złożone na VI sesji Rady Miejskiej 25.03.2015

15 kwi

Moje pytania z VI sesji:

Odpowiedzi burmistrza na pytania

Mój komentarz:

Uff, uspokoiłem się… Jak lakonicznie, a jak treściwie. Nie to, co moje wypociny… Po co było mi snuć niepotrzebne domysły, skoro sprawa jest tak banalna i prosta. Asystent Zbigniew Łukaszewski nie ma żadnych zadań wobec Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie, nie jest też dla jego pracowników żadną szarżą. On tam po prostu tylko bywa. No, nie było gdzie indziej miejsca, to tam go posadzili. Gdyby zdarzało się, że chciałby porozmawiać o czymś z pracownicami OPS, byłyby to rozmowy całkiem prywatne. Panie z OPS oczywiście tych prywatnych rozmów prowadzić z nim nie muszą. Mają wystarczająco dużo roboty, aby nie tracić czasu na prywatne pogaduchy. Jeśliby czuły dotąd jakiś dyskomfort, jakąś niepewność co do przyszłości swej instytucji, którą powodowałaby obecność asystenta burmistrza, powinny wyzbyć się takich niepokojów. Troszkę więcej luzu, drogie panie, po prostu… Róbcie mu herbatę i ładnie się uśmiechajcie, a stosunki ułożą się jak ta lala.

Zawarty w zakresie obowiązków asystenta punkt 1: „Przygotowanie nowej struktury organizacyjnej OPS w formie Centrum Integracji i Aktywizacji” nie jest oczywiście zadaniem wykonywanym „wobec  OPS”. Najwyżej „wobec burmistrza”, skoro to jego osobisty asystent. Burmistrz zapewne chciałby mieć przygotowaną taką strukturę „na wszelki wypadek”, gdyby miała się kiedyś przydać. Jak już tę nową strukturę organizacyjną asystent przygotuje, to burmistrz mu podziękuje i zastanowi się, do czego ewentualnie ją wykorzystać. I czy wykorzystać. Zaś OPS to nie dotyczy w najmniejszym stopniu. Wcale.

Także i następny punkt z zakresu obowiązków: „Przygotowanie nowej koncepcji działu pracy socjalnej w strukturze OPS” nie jest zadaniem wykonywanym „wobec OPS”. To także jedynie robota teoretyczna, taka etiuda pod roboczym tytułem „Świeżym spojrzeniem waszą pracę ocenię”. Przygotowanie koncepcji nie musi przerodzić się przecież we wprowadzanie ich w życie. Mało to wokół nas koncepcji, walających się po zakurzonych półkach?  

Uspokojony niemal całkowicie troszkę tylko nie rozumiem odpowiedzi na pytanie 3, o uzgodnienie z dyrektorem OPS ewentualnych działań. Bo czy „Dyrektor Rybicka została poinformowana o zatrudnieniu asystenta Zbigniewa Łukaszewskiego” oznacza uzgodnienie czegokolwiek, to śmiem wątpić. Lecz z drugiej strony, skoro asystent nie ma żadnych zadań „wobec OPS”, to co miał Burmistrz z nią uzgadniać?

Zanosi się zatem na happy end. Wcześniej opublikowane informacje prawdopodobnie podrzucili jacyś źli ludzie. Jak okazuje się, Ośrodek Pomocy Społecznej może raczej nadal prowadzić pracę socjalną w staromodny sposób, bez żadnych rewolucji. Asystent ds. organizacji Centrum Integracji i Aktywizacji może sobie spokojnie rozmyślać nad niezwykle ważnymi koncepcjami niezwykle ważnej instytucji. Burmistrz zgromadzi na podorędziu sporo nowatorskich koncepcji na różne okazje. A nędzne 3700 zł miesięcznie („na rękę”) do końca kadencji to chyba niezbyt wiele za tak dobre wieści?

 

Moje wnioski złożone na VI sesji Rady Miejskiej 25 marca 2015 z trzecim asystentem burmistrza w tle

07 kwi

Wszystko, o co Burmistrza w trakcie tej sesji pytałem, związane było z Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Goleniowie i działaniem w nim burmistrzowskiego asystenta, Zbigniewa Łukaszewskiego. Zadałem następujące 3 pytania:

1) jakie zadania zlecił do wykonania swemu asystentowi Zbigniewowi Łukaszewskiemu wobec Ośrodka Pomocy Społecznej, jego dyrektora i pracowników?

2) czy upoważnił pana Zbigniewa Łukaszewskiego do dysponowania pracownikami OPS i wydawania im poleceń służbowych?

3) czy ewentualne działania zostały skonsultowane i uzgodnione z dyrektorem OPS?

Mój komentarz:

Zbigniew Łukaszewski, asystent burmistrza ds. organizacji CIA Zdjęcie: www.goleniow.pl

Zbigniew Łukaszewski, asystent burmistrza ds. organizacji CIA
Zdjęcie: www.goleniow.pl

Transfer Zbigniewa Łukaszewskiego, człowieka bardzo dla goleniowskiej kultury zasłużonego, do drużyny burmistrzowskich asystentów i doradców, był w lutym i na początku marca tego roku sensacyjnym lokalnym newsem. Sprawa od razu zaistniała w postaci dojrzałej koncepcji gotowej do wprowadzenia w życie. O wszystkim mówiła informacja zamieszczona najpierw na stronie www gminy Goleniów, a niemal natychmiast w bardzo podobnej formie zaprezentowana na portalu „Gazety Goleniowskiej”. I tak w piątek 13 lutego (jak nie wierzyć w feralność dat?) strona gminy podała taką wiadomość:

„Z GDK do CIA”

1 marca nastąpią zmiany personalne w Goleniowskim Domu Kultury, a w połowie roku obejmą one również Ośrodek Pomocy Społecznej. Planowane jest przekształcenie Ośrodka Pomocy Społecznej w gminne Centrum Integracji i Aktywizacji. Dotychczasowy OPS wraz ze swoimi zadaniami ma się stać jednym z pionów CIA.

Nowa instytucja zajmie się – zgodnie z nazwą – integracją i aktywizacją osób korzystających z pomocy społecznej, zajmie się jednak również seniorami, emerytami i rencistami. Przejmie szereg zadań, które obecnie w stosunku do tych środowisk realizuje Goleniowski Dom Kultury. Nic więc dziwnego, że na czele nowej struktury stanie Zbigniew Łukaszewski, na razie – na czas jej organizacji – jako pełniący obowiązki. Dotychczasowy dyrektor GDK dał się poznać jako osoba wrażliwa na potrzeby społeczne, jest świetnym i doświadczonym animatorem życia społecznego.

Goleniowskim Domem Kultury od 1 marca będzie kierować Aleksandra Holz, wieloletnia zastępczyni dyrektora GDK, znająca tę placówkę doskonale.”

Ujawnienie planów burmistrza okazało się chyba przedwczesne, jako że zapomniał on o tym pomyśle poinformować kogokolwiek, poza samym Zbigniewem Łukaszewskim. Oczywiście przede wszystkim zapomniał powiedzieć o tym goleniowskim radnym. Merytoryczna komisja Rady Miejskiej, czyli Komisja Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu, o sprawie usłyszała (ode mnie) na posiedzeniu dnia 17 lutego. Widocznie nie wszyscy radni zaglądają na portal swojej gminy tak często, jak ja. Byli zdumieni, że nikt z nimi idei nie konsultował, a o samym pomyśle stworzenia CIA nie mieli bladego pojęcia. Obecny na spotkaniu zastępca burmistrza  Henryk Zajko niczego nie wyjaśnił, obiecując jedynie, że radni się wszystkiego dowiedzą w odpowiedniej chwili i że nic się nie stanie bez ich wiedzy. Na drugi dzień po wspomnianym posiedzeniu komisji informację ze strony gminy dyskretnie zdjęto.

Aż do sesji Rady w dniu 25 marca burmistrz niczego jednak radnym w tej sprawie nadal nie wyjaśnił. Czyżby ta „właściwa chwila” do przedstawienia sprawy miała nastąpić za 3 miesiące na sesji, kiedy pozostawi radnym niezbędną formalność klepnięcia swoich pomysłów stosowną uchwałą? Bo to nie burmistrz, a Rada Miejska nadaje statut gminnej jednostce organizacyjnej, jaką jest Ośrodek Pomocy Społecznej. Doprowadzenie do zapowiedzianych zmian wymaga całkowitego przebudowania obecnego statutu OPS. Dziś reguluje go uchwała Nr XXIV/310/04 Rady Miejskiej w Goleniowie z dnia 13 października 2004 r. (później trzykrotnie zmieniana). Oto kilka istotnych wyjątków z tego statutu:

„§ 3. 1. Ośrodek jest jednostką organizacyjną Gminy.

§ 6. Organem zarządzającym i nadzorującym działalność Ośrodka jest Burmistrz.

§ 8. Zakres działania Ośrodka określają:

1)     ustawy i akty wykonawcze do ustaw,

2)     uchwały Rady i zarządzenia Burmistrza.

§ 17. 1. Ośrodkiem kieruje Dyrektor Ośrodka, który reprezentuje Ośrodek na zewnątrz i jest za niego odpowiedzialny.

2. Dyrektora Ośrodka zatrudnia i zwalnia Burmistrz.

3. Burmistrz udziela Dyrektorowi Ośrodka upoważnienia do wydawania decyzji administracyjnych w indywidualnych sprawach z zakresu pomocy społecznej należących do właściwości gminy.

4. Dyrektor Ośrodka kieruje pracą Ośrodka przy pomocy Zastępcy Dyrektora oraz kierowników komórek organizacyjnych.”

Co z tego wynika? Że działaniem OPS zarządza przede wszystkim Burmistrz. Do bieżącego kierowania ma Dyrektora OPS. O nikim innym mającym wpływ na bieżące zarządzanie jak i na strategiczne działania OPS w statucie się nie wspomina. Od niedawna jednak w tym polu działania kręci się (wręcz dosłownie) asystent burmistrza Zbigniew Łukaszewski, któremu nawet dano stałe krzesło w sali konferencyjnej OPS. Nie jest on żadnym organem statutowym tej instytucji, podlega zaś wprost burmistrzowi, a działa jedynie w oparciu o bezposrednie polecenia służbowe. Dostał dość tajemniczy zakres czynności, zmierzający krótko mówiąc do demontażu dotychczasowej struktury. Jak burmistrz wyobraża sobie zapowiedziane przekształcenie, bez popsucia bieżącej pracy OPS – nie wiem. Stąd zadane przeze mnie pytania. Może uchylą one nieco rąbka tajemnicy co do kierunku zapowiedzianych przekształceń OPS?

Gizela Rybicka, Dyrektor OPS w Goleniowie Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Gizela Rybicka, Dyrektor OPS w Goleniowie
Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Od wielu lat rolę dyrektora OPS pełni pani Gizela Rybicka. Przeżyła na swoim stanowisku 3 kadencje burmistrza Wojciechowskiego, jedną burmistrza Lewka i jedną burmistrza Krupowicza. Nie słyszałem nigdy dotąd, by na jej „dyrektorowanie” któryś z nich się skarżył, nigdy też doroczne sprawozdanie OPS z działania w roku poprzednim nie spotkało się z trudnościami przy zatwierdzaniu przez Radę Miejską. Krótko mówiąc, pod jej rządami ta instytucja robiła i robi to, do czego jest stworzona.

Nie ukrywajmy, niewiele nowatorskiego organizacyjnie można w tym zakresie wymyślić. Działanie ośrodków pomocy społecznej wynika wprost z art. 110 ustawy o pomocy społecznej, a o żadnych „CIA” mowy w tej ustawie nie ma wcale. Nie sądzę, by łatwo to było zmienić oddolnymi inicjatywami bez stwarzania pewnych zagrożeń. Choćby zagrożenia utraty środków przekazywanych przez wojewodę na różne formy działania OPS. Byłby to dla nas bardzo niebezpieczny eksperyment. Nikt też dotąd w jakikolwiek znany mi sposób nie prowadził w naszej gminie dyskusji na temat czegokolwiek o nazwie „Centrum Integracji i Aktywizacji”. Wspomniana niewiedza radnych jest tu znamienna. Cokolwiek zatem by to być miało wydaje się, że istnienie takiej instytucji potrzebne jest burmistrzowi do czegoś zupełnie innego, niż usprawnienie działania OPS. Usprawnienie, którego nikt wcześniej nie postulował.

Dlaczego mówię, że potrzebne jest burmistrzowi? To on przecież powołał swojego asystenta i powierzył mu zakres czynności. Od niedawna dysponuję jego treścią, którą niniejszym Państwu przedstawiam. Zakres obowiązków Zbigniewa Łukaszewskiego Tak naprawdę pierwsze 3 punkty tego zakresu odnoszą się do jakiegoś koncepcyjnego zadania przed asystentem postawionego. Przyznam, że nic z tego nie rozumiem. Wydaje się, że burmistrz na razie zna tylko samą nazwę CIA, pod którą jeszcze nic się konkretnego nie kryje. Po prostu zadanie jest tak nowatorskie, że jego inicjator nie zna go nawet w ogólnych zarysach. Kurczę, gdyby pan Krupowicz polecił panu Łukaszewskiemu przygotować koncepcję postępowania w gminie z kendraktytami lub fibzikami owocowymi, byłoby to mniej więcej to samo!

Mam na ten temat pewną śmiałą teorię, która może oczywiście być prawdziwa, choć kto wie, co naprawdę poeta ma na myśli? Brzmi ona tak: powstanie CIA potrzebne jest jedynie do personalnego  zniknięcia Zbigniewa Łukaszewskiego sprzed oczu Roberta Krupowicza. Ten dał mu tymczasową rolę asystenta, żeby sprawę załatwić kulturalnie i bez „rozlewu krwi”. Ma on sobie wymyślić instytucję, na której czele będzie mógł stanąć, nie włażąc więcej w oczy burmistrzowi. Który go czemuś, jak gminne wróble ćwierkają,  nie całkiem lubi. Poczytajcie sobie wywiad Leszka Ozimka ze Zbigniewem Łukaszewskim w „Gazecie Goleniowskiej” z 27 marca, poczujecie te klimaty. Po zakończeniu „nowatorskiej transformacji” pan burmistrz upiecze kilka pieczeni na jednym ogniu: będzie miał i czyste ręce, i spokój sumienia, i otwartą przestrzeń przed ócz błękitem, nieskażoną widokiem osób nie całkiem lubianych.

Co, niesprawiedliwie i bez żadnego uzasadnienia tak sobie powiadam? Przykro mi, ale nic innego nie uzasadnia w mojej chorej głowie powierzenia koncepcji tworzenie instytucji pomocy społecznej o autorskim zakresie działania człowiekowi, nie mającemu bladego pojęcia o działaniu pomocy społecznej. Przecież kompetencje Zbigniewa Łukaszewskiego w tej dziedzinie równe są choćby moim lub innej pani Frani. Potwierdza to także powtarzane wielokrotnie w różnych miejscach jak refren zdanie: pan Łukaszewski dostaje na stanowisku asystenta dotychczasową dyrektorską pensję 3.700 zł na rękę, żeby „nie był stratny”. Tylko burmistrzowskie wyrzuty sumienia usprawiedliają stworzenie za takie pieniądze stanowiska asystenta do spraw CIA, kendraktytów lub innych fibzików (owocowych).

 

Odpowiedzi na moje wnioski z V sesji Rady Miejskiej 25.02.2015

01 kwi

Moje wnioski z V sesji:

Treść odpowiedzi na Wniosek nr 1 V sesja:

Później o tym wniosku napisałem:

Mój komentarz:

Wiem, że oznakowanie jest prawidłowe. Sam to powiedziałem we wniosku. Znak drogowy D-40 „strefa zamieszkania” ma konkretne znaczenie, wystarczająco opisujące ograniczenia i obowiązki uczestników ruchu. Zależało mi na przypomnieniu kierowcom, że na takim terenie obowiązuje limit prędkości do 20 km/h, a nie, jak w terenie zabudowanym, do 50 km/h. W praktyce prawie nikt tego limitu nie przestrzega. Interwencje Komendy Powiatowej Policji czy Straży Miejskiej pewnie powinny się tam odbywać częściej, żeby o tym przypominać. Boję się jednak, że skończy się na kilku pouczeniach lub mandatach. Nie zadziała to prawdopodobnie „szkoleniowo”, raczej rozdrażni przypadkowo przyłapanych. Gdyby odżałować parę złotych i umieścić tam znaki informujące o ograniczeniu do 20 km/h, byłoby to stałe przypomnienie. Nikt wtedy nie mógłby tłumaczyć się niewiedzą, a zagrożenie kolizji z pieszymi lub rowerzystami zmniejszyłoby się. Ale dobre i to. Co do parkowania – mam nadzieję, że opinia od KPP wpłynie szybko. W ślad za nią właściciel drogi, czyli gmina Goleniów, powinien zdecydować się, czy na ulicy Józefa Sorysa parkowanie jest dozwolone i w jaki sposób. Stan dzisiejszy świadczy albo o braku decyzji, albo o intencji niepozwalania na parkowanie. A skoro ulica jest stale „umeblowana” parkującymi samochodami, to właściciel może w każdej chwili sobie o tym „przypomnieć”, wyciągnąć bloczek mandatowy i zacząć karać kierowców. No tak, ale przecież oni święcie wierzą, że nic złego nie robią. Stosowne znaki powinny ich o prawdziwych intencjach właściciela poinformować.

Tabliczka z nazwą ulicy Józefa Sorysa Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Tabliczka z nazwą ulicy Józefa Sorysa
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Co do tej nieszczęsnej tabliczki, za krótkiej dla umieszczenia bardzo długiego imienia „Józef”… Tu rzeczywiście nic się już nie da zrobić. Bo jak, wymienić „całkiem dobre” tabliczki? Od „wielu lat” zresztą stosowane. Dokładnie od października 2011 r., bo wtedy nazwę uliczce nadano. To by była jawna rozrzutność, no i naruszenie odwiecznej już tradycji. Przypomnę, że od samego początku z tymi tabliczkami był kłopot. Najpierw pisało na nich po prostu „Sorysa”. Po medialnej krytyce, na przykład w „Gazecie Goleniowskiej”, ktoś dokleił „J.” i uznał, że sprawa załatwiona. Super oszczędnie, przyznaję. Żeby gmina była tak oszczędna we wszystkich wydatkach, pretensji bym nie miał. Ale kiedy płaci się za uliczne kosze na śmieci 4600 zł za sztukę, oszczędność kilku złotych na paru od początku źle zrobionych tabliczkach z nazwą ulicy po prostu denerwuje. Jedyną szansą zmiany pozostaje apel do miejscowych chuliganów. Pomóżcie, kochani! Zamiast niszczyć kosze na śmieci, zniszczcie te nieszczęsne tabliczki. Może wtedy wymienią je w ramach naprawy na nowe? Oby nie z napisem „J. Sorysa”…    

Treść odpowiedzi na Wniosek nr 2 V sesja

Mój komentarz:

Cieszę się, że nikt nie popełnił przestępstwa. Wszystko było legalnie, za przyzwoleniem gminnej decyzji. Fachowcem od chorób drzew nie jestem, zatem polemizować ze zdecydowanymi stwierdzeniami w niej zawartymi nie mam zamiaru. Na moje amatorskie oko te drzewa były w dobrym stanie. Tak samo sądzili zresztą gminni urzędnicy za burmistrza Wojciechowskiego, nie pozwalając na ścięcie tych drzew około 10 lat temu, gdy ówczesny Swedwood zwrócił się z takim samym wnioskiem. Polecono przyciąć radykalnie konary i gałęzie, a drzewa nabrały wspaniałego wyglądu. Widocznie przez te 10 lat drzewa dostały galopujących suchot i nic już się nie dało zrobić dla ich uratowania. Dla formalności zapytałbym tylko, czy gminni urzędnicy załatwiający te sprawy legitymują się dyplomami wyższych uczelni, potwierdzającymi wiedzę dendrologiczną? Albo posiłkują się opiniami ekspertów w wypadkach wycinki drzew z powodów zdrowotnych? Jeśli tak, już milczę i czekam na szybkie posadzenie tych nowych „27 drzew dowolnego rodzimego gatunku” lub „50 sztuk krzewów ozdobnych rodzimego gatunku”. Aha, przypomniało mi się. Ukochane przez wielu tuje nie są gatunkiem rodzimym. Niestety…