RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2015

Moje wnioski z IX sesji z odpowiedziami i różne remanenty

22 cze

Karta pocztowa Cp 392 z 1968 r. dla uczczenia 700-lecia Goleniowa Skan: Ireneusz Zygmański

Karta pocztowa Cp 392 z 1968 r. dla uczczenia 700-lecia Goleniowa
Skan: Ireneusz Zygmański

Na IX sesji Rady Miejskiej dnia 27 maja 2015 r. zadałem burmistrzowi 3 pytania. Otrzymałem już odpowiedzi, przedstawiam je zatem kolejno. Dostałem także dodatkowe odpowiedzi na wcześniej złożone wnioski, których losy warto śledzić dalej. Zatem po kolei, najpierw sprawy bieżące.

1. Zapytałem czy firma STRABAG zakończyła już prowadzenie prac poprawiających stan gruntu przy garażach na łuku ul. Szkolnej w Goleniowie. W zeszłym roku w trakcie remontu tej ulicy ciężkie maszyny tej firmy ubiły na kamień teren przed prywatnymi garażami, przez co po każdym większym deszczu robi się bajoro wody, wcale nie mającej zamiaru wsiąknąć w twardy grunt. Kiedy po raz pierwszy w styczniu tego roku składałem w tej sprawie wniosek, burmistrz zapowiedział wykonanie prac poprawkowych na wiosnę. Wiosna niemal minęła, stąd pytanie o dalszy los tej obietnicy.

Odpowiedź otrzymałem następującą: Wniosek garaże

Jak widać, sprawa nie jest jeszcze zakończona. Nie ośmielę się zatem oceniać skuteczności prac. Cieszę się, że obietnica nie została zapomniana. Od kilku dni popaduje trochę deszczu, choć trudno nazwać to ulewami. Przy wjeździe na drogę prowadzącą do garaży stoi woda (to pewnie tam, gdzie zabrakło „destruktu asfaltowego”). Na odtrąbienie sukcesu poczekam zatem do oficjalnego zakończenie tego remontu, a później przedstawię Państwu, jak efekty komentują właściciele garaży.

2. Chciałem dowiedzieć się, czy przeprowadzono już przetarg na zakup 50 ulicznych koszy na śmieci. Niedawnymi zmianami w budżecie przeznaczono na to kwotę 230.000 zł. Odpowiedź niby jest prosta i konkretna, ale przyznam, że nie wszystko jest klarowne. Brzmi tak: wniosek kosze

„Z powodu braku środków finansowych”?! Odpowiedź jest na tyle lakoniczna, że może oznaczać wszystko między: „w budżecie nie ma pieniędzy, jesteśmy niewypłacalni i Gmina Goleniów zbankrutowała”, a „oferty sprzedających przekroczyły posiadane w budżecie środki na zakup”. Nic o żadnym krachu gminy mi nie wiadomo, skłaniałbym się zatem do drugiej skrajnej opcji. Czyżby 230.000 zł na zakup 50 koszy ulicznych stanowiło zbyt małą kwotę i oferty opiewały na większe sumy? Zatem jest gorzej, niż wcześniej myślałem. A sądziłem, że 4600 zł za jeden kosz to już poziom Rolls-Royce’a. Okazuje się, że na taki luksus nas jednak nie stać.

Może już poszła w świat fama, że jest w Polsce taka bardzo bogata gmina, kupująca tylko z górnej półki, której normalnych, przeciętnych cen nawet nie wypada pod nos podstawiać, bo się komisja przetargowa obrazi? Żeby nie macać we mgle postaram się tę sprawę dalej drążyć. Co by nie powiedzieć, koszy wciąż nie mamy, goleniowianie chodzą nadal z kieszeniami pełnymi papierków po cukierkach, a przetarg będzie kontynuowany. Zapewne do skutku.

3. Zgłosiłem temat, który z jednej strony wybiega w przyszłość, z drugiej zaś już trzeba o nim myśleć. Otóż w roku 2018 nasze miasto obchodzić będzie 750. rocznicę nadania praw miejskich. To okazja, jaką będziemy mieli tylko raz, by zorganizować godne tego uroczystości i przygotować naprawdę pamiętne uczczenie jubileuszu. Wnioskowałem do burmistrza o powołanie zespołu organizacyjnego obchodów rocznicy.

Udzielono mi takiej odpowiedzi: wniosek 750 lecie

Sięgnę troszkę do swoich wspomnień 8-letniego dziecka, jakim byłem, kiedy w roku 1968 Goleniów obchodził 700-lecie. Przypominam sobie przechodzące przez miasto korowody kolorowych przebierańców, wojów w zbrojach i rycerzy na koniach, mieszczan w pstrokatych strojach. Stałem z otwartą z zachwytu buzią w tłumie mieszkańców, podziwiając wspaniałą kawalkadę. Duma mnie rozpierała, wyrył mi się tak wyraźny obraz w pamięci. Nie wiem, jak wiele różnych imprez towarzyszyło temu wydarzeniu, warto jednak pokusić się o wykorzystanie zbliżającej się okazji. Niech obecne dzieci też mają co wspominać.

W odpowiedzi pojawia się motyw przygotowania jakichś pamiątek rocznicy. Moje filatelistyczne serce podskakuje z radości na wieść o możliwości wydania znaczka pocztowego z Goleniowem. Jednak chłodna głowa podpowiada, że będzie to bardzo trudne. Otóż praktyka polityki emisyjnej Poczty Polskiej jest taka, że podobne rocznice czczone są znaczkami pocztowymi nieczęsto, raczej wobec dużych i sławnych miast naszego kraju. Nadzieję jednak budzą przykłady miast nieszczególnie sławnych czy wielkich. Ostatnie okazje uczczone znaczkami były takie: 300-lecie Suwałk w roku 2012 (miasto nieolbrzymie, choć znane, ale 300 lat?! chyba mieli jakieś chody?), 750-lecie Tczewa w roku 2010 (też nie gigantyczna metropolia) czy 750-lecie Krakowa w roku 2007. Ukazało się natomiast dość wiele znaczków obiegowych z miastami bez uwidaczniania specjalnych okazji, choć takie rocznice faktycznie obchodzono. Przykładem niech będzie znaczek z Gorzowem Wielkopolskim z roku 2007, kiedy to miasto obchodziło 750. rocznicę założenia. Podobnie było ze znaczkami ze Szczecinem, Łodzią, Katowicami czy Przemyślem. Sądzę, że bez pewnego lobbingu na wysokich szczeblach władzy jednak się nie obędzie. Jestem za, warto spróbować. Byłaby to świetna promocja Goleniowa.

Reprodukcja datownika okolicznościowego z okazji 700-lecia Goleniowa z 1968 r. Skan: Ireneusz Zygmański

Reprodukcja datownika okolicznościowego z okazji 700-lecia Goleniowa z 1968 r.
Skan: Ireneusz Zygmański

Wydaje się, że łatwiej pokusić się o wydanie karty pocztowej (uwaga: nie tak zwanej karty beznominałowej). Ich tematyka nie jest poddana zbyt ścisłym regułom, a czasem świętują one okazje mniejszej wagi. Ponadto szlaki już są przetarte, bo kartę pocztową z okazji 700-lecia Goleniowa Poczta Polska już wydała, choć może być to także argument negatywny. W 1968 wyszła karta pocztowa w katalogu Fischera oznaczona numerem Cp 392, którą przedstawiam na fotografii u góry artykułu. Towarzyszył jej także pokazany obok datownik okolicznościowy, stosowany w urzędzie pocztowym Goleniów w dniach 10-12 czerwca 1968 r. (wcale nie łatwy do zdobycia, szczególnie z oryginalnej korespondencji). Goleniowskie pamiątki pocztowe przedstawię jednak kiedy indziej, nie teraz na to pora. Wróćmy do głównego wątku.

Sprawą najważniejszą wydaje mi się powołanie odpowiedniego zespołu organizacyjnego do przeprowadzenie obchodów. To, że burmistrz już to rozważa, wydaje mi się ze wszech miar optymistyczne. Tylko przy szerokim potraktowaniu tematu obchody będą miały sens. Mam na myśli rzeczywisty, integracyjny wobec lokalnego społeczeństwa wymiar kreowania dumy z życia w miejscu ważnym na mapie naszego kraju, gdzie się dużo dzieje i jest się czym pochwalić. Bez górnolotnych stwierdzeń, lepszej okazji do wspólnego świętowania w najbliższych latach mieć nie będziemy.

A teraz remanenty, czyli dalsze życie wcześniej złożonych wniosków. Po pierwsze wniosek z IV sesji z 16 stycznia 2015, czyli sprawa zbiornika przeciwpożarowego w Kliniskach Wielkich. Otrzymałem już odpowiedzi, a teraz kolejne pismo w tej sprawie: wniosek zbiornik ppoż w Kliniskach

Znów optymistycznie: ktoś się nad sprawą pochylił na tyle, że już wiadomo co trzeba zrobić i mniej więcej za ile. Jedyny problem to brak środków w budżecie. Sprawa jasna: trzeba się będzie nadal starać, żeby w budżecie na rok 2016 znalazły się pieniądze na niezbędne prace. Oczywiście zapowiadam, że będę do tego dążył. Gdyby jednak była możliwość załatwienia sprawy jeszcze w tym roku (np. w wyniku pojawienia się nadwyżki budżetowej), nie zaniecham wnioskowania o właśnie takie rozwiązanie problemu zaniedbanego już od długiego czasu. Postaram się także zyskać przychylność kolegów radnych z Komisji Rozwoju Obszarów Wiejskich, którzy mam nadzieję nie pozostaną głusi na kwestię bezpieczeństwa w tej miejscowości.

Ostatni temat, też już z brodą, to kolejne pismo w sprawie mojego wniosku z V sesji RM z 25 lutego 2015 r. w sprawie oznakowania ulicy Józefa Sorysa w Goleniowie. Tym razem sprawa dotyczy parkowania na tej uliczce. Odpowiedź brzmi następująco: wniosek parkowanie na ulicy Jócefa Sorysa

I znów czuję poważniejsze niż dotąd podejście do załatwienia sprawy. Już nie dyskutujemy, czy na ulicy Józefa Sorysa jest wszystko w porządku, czy zastawianie jej stale parkującymi pojazdami to sprawa normalna, czy bez określenia sposobu parkowania właściciel terenu (gmina Goleniów) może spać spokojnie. Na pewno niepoważnym byłoby zrobienie tej ulicy jednokierunkową, co zapewne okoliczni mieszkańcy sklęli by siarczyście. Ani myślę utrudniać im dojazdu do własnego domu, nie taką miałem intencję. Sprawę rozwiązuje tylko wykonanie odpowiedniego „rasowego” parkingu.

Wpisanie „do propozycji do projektu budżetu na rok 2016” oczywiście mnie nie uspokaja, bo to mglista zapowiedź. Od „propozycji” do „projektu budżetu” droga daleka i wyboista. O ile przy zbiorniku przeciwpożarowym skalkulowano, o jaką kwotę chodzi, w tym wypadku takiej kalkulacji brak. Ba, brak także przedstawienia koncepcji właściwego rozwiązania problemu. Bo jak parking, to gdzie? Koszt wykonania inwestycji na pewno będzie zależny od wyboru miejsca pod parking, lecz na razie żadna sugestia jeszcze nie padła. Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią dyrektora Jerzego Wysockiego temat wkrótce będzie miał dalszy ciąg. Póki jednak nie pojawia się jakakolwiek propozycja zakresu wykonania prac i kalkulacja ich kosztu, póty sprawy nie można uznać za zmierzającą do skutecznego finału.

 

Chytrość wielka – sprzedać to samo trzeci raz

08 cze

Symbol GPPCzasami chęć mnie zbiera na pogaduchy z nieznajomymi i to właśnie będzie ten przypadek. Człowiek sam do mnie zagadał, a właściwie napisał. Wysłał bowiem posta do portalu „Gazety Goleniowskiej”. Z jakiejś przyczyny redakcja zacytowała to samo w wydaniu papierowym. A przez to już wprost do mnie się zwrócił, bo jestem stałym czytelnikiem papierowej „GG”. Mówię „człowiek”, bo pewności co do płci nie mam. Podpisano frida, więc człowiek jakiś, damski albo męski. Naprawdę osoby nie znam. No dobra, może znam, ale tego nie wiem. Czasy takie, że pisać wolno każdemu, a podpisywać się nie trzeba. To znaczy, podpisują się ludziska, ale tak nienachalnie. Małą literką i zmyślonym nickiem, żeby nikt nie rozpoznał autora. Może gdzieś wszyscy jego znajomi wiedzą, kto udziela się pod takim schowankiem, ale i to niepewne. Co pewne: anonim to nie jest, skoro się autor podpisał. Na wszelki wypadek anonimowo. 

Oto co człowiek frida wysłał do „GG”, a ona w papierowym wydaniu z 5 czerwca przedrukowała:

„Ile osób w GPP jest zatrudnionych z Goleniowa? Wydaje mi się, że nie więcej niż 40 procent, o pensjach nie wspominając. Dziesięć lat te wszystkie firmy miały ulgi podatkowe i co, wiele się zmieniło? Chyba od roku czy dwóch wpływają pełne podatki. I nie jest to wcale tak ogromnie dużo. Żadna z tych firm nie raczy uczestniczyć (również finansowo i przede wszystkim) w życiu kulturalnym czy sportowym naszego „ulgowego” miasta. Wystarczy policzyć, ile jest firm. Każda z nich daje po kilka tysięcy (a biedne nie są) już można o czymś myśleć.”

Poczytałem i, przyznam, wstrząsnął mną poziom znajomości tematu oraz prostota przedstawionego rozumowania. Nie pierwszy raz stykam się w Goleniowie z podobnymi opiniami, stąd traktuję ten głos jako charakterystyczny dla stanu wiedzy i myślenia niejednego z naszych współobywateli. O Goleniowskim Parku Przemysłowym wiedzą oni zadziwiająco mało, wypowiadając się o nim jednak autorytatywnie. Spróbuję więc odkręcić zakręcone fakty, skoro temat jest mi nieco bliżej znany.

Oto odpowiedź na pierwsze pytanie fridy. Na początku tego roku w GPP zatrudnionych było ok. 3 tys. osób. Nikt nie wie dokładnie, ile osób jest z Goleniowa, bo nie ma sposobu, by to sprawdzić. Trzeba byłoby zapytać każdego z pracowników osobno, a kto by miał to zrobić?. W Urzędzie Gminy i Miasta szacują (na podstawie deklaracji podatkowych firm z GPP), że co najmniej połowa pracowników jest mieszkańcami gminy Goleniów.

Odnośnie stwierdzenia: ”Wydaje mi się, że nie więcej niż 40 procent, o pensjach nie wspominając.” – boję się wypowiadać. Musiałbym najpierw zrozumieć, o co autorowi chodzi. Zaryzykowałbym, że frida chciał (chciała?) powiedzieć: „Nie dość, że mało naszych zatrudniają, to jeszcze im dennie płacą.” Sugeruje mi to treść następna, zawierająca pretensje odnośnie ulg podatkowych. Że niby do niedawna żadna firma podatku nie płaciła, żyjąc w naszej gminie jak w podatkowym raju. Teraz coś tam już płacą, ale to pewnie grosze.

Wysokości pensji nie komentuję. Zapewne wzrosną, kiedy wymusi to koniunktura gospodarcza. Kapitalistyczna firma nie podniesie pracownikowi płacy, kiedy nic jej do tego nie zmusza. Co do podatków chciałbym jednak sprostować dużo, bo frida coś  całkiem pokiełbasiła (pokiełbasił?). Jak z tym komunikatem w Radiu Erewań, że w Leningradzie mercedesy rozdają. A naprawdę to w Moskwie, i nie mercedesy, tylko moskwicze, i nie rozdają, tylko kradną. Przede wszystkim nie żadne ulgi, tylko zwolnienia. Różnica: ulga to niższy podatek, zwolnienie to całkowite odstąpienie od poboru podatku. Poza tym nie z podatków, tylko z podatku od nieruchomości. Tylko ten podatek jest bezpośrednio gminie należny od podmiotów gospodarczych. Poza tym nie dano ich na 10 lat i nie wszystkim jak leci.

Zatem komu się zwolnienie u nas daje? Pomoc regionalna (tak się fachowo nazywa takie zwolnienie z podatku od nieruchomości) przysługuje przedsiębiorcom na terenie gminy Goleniów – wcale nie tylko GPP. Dotyczy zwolnienia z podatku od nieruchomości za grunty, budynki lub ich części, budowle lub ich części związane z działalnością produkcyjną lub usługową w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, stanowiące nowe inwestycje zrealizowane przez przedsiębiorców. Zwolnienie przysługuje na okres od 1 roku – jeśli w wyniku inwestycji zainwestowano kwotę przekraczającą równowartość 50 tys. EURO, do maksymalnie 5 lat – jeśli zainwestowano kwotę przekraczającą równowartość 2 mln EURO.

Co  tego wynika? Że olbrzymia większość podmiotów, którym zwolnienie przyznawano indywidualnie na ich wnioski, od dawna już płaci podatek w całej należnej wysokości. Kiedy ich 5-letni okres wolnizny minął, płacą pełny należny gminie podatek. W tej chwili na 31 działających w GPP płatników podatku od nieruchomości ze zwolnienia korzysta dokładnie 10. W tym roku kolejnym 6 z nich zwolnienie się kończy, pozostałym 4 skończy się w najbliższych latach. Dodajmy, że wszystkich podmiotów gospodarczych jest w GPP ok. 50, lecz nie wszystkie są płatnikami podatku od nieruchomości (np. firmy zainstalowane w obiektach Pro Logisu).

Ile to jest „wcale nie tak ogromnie dużo”, o którym mówi frida? W roku 2015 firmy z GPP zapłacą gminie dokładnie 5.381.433 zł samego podatku od nieruchomości. Jeszcze raz „po polsku”: 5 milionów i 400 tysięcy złotych bez kawałeczka. Nie wspominam, ile płacą swoim pracownikom, wszystkim operatorom medialnym za ich usługi (woda, prąd, gaz, itp.), wszelkim podmiotom obsługującym (firmom ochroniarskim, sprzątającym, budowlanym, serwisowym, prawnikom, itp., itd.). Nie liczę, ile odpisu od podatku dochodowego zasila kasę gminną poprzez budżet państwa. Przypomnę tylko regułę, że każdemu jednemu stanowisku stworzonemu w firmie produkcyjnej towarzyszy powstanie także jednego stanowiska w firmach zewnętrznych.

Dla jasności trzeba powiedzieć także, że 10 podmiotów zwolnionych dziś z podatku zapłaciłoby gminie 927.817 zł, gdyby zwolnienia nie było. Nie ma sprawy, zapłaci już niedługo. Za kilka lat należny gminie podatek od firm z GPP wynosić będzie ok. 6,3 mln zł. Co roku. A przypomnijmy, że w GPP jest jeszcze sporo działek na sprzedaż, zatem nie jest to kres możliwości uzyskania przychodów z tego podatku. Gdyby każde 400 ha terenu naszej gminy dawało takie przychody, bylibyśmy Kuwejtem, a budżet gminy Goleniów wydłużyłby się w zapisie liczbowym o jakieś dwa dodatkowe zera.

Cały teren dzisiejszego Goleniowskiego Parku Przemysłowego leżał do roku 2002 odłogiem, przynosząc gminie grosze z dzierżaw i podatków od roli, którą wtedy był. Poprzez działanie systemu zwolnień z podatku (oczywiście jako jednego z elementów ciekawej oferty inwestycyjnej) zachęcono ok. 50 podmiotów do zainstalowania się i podjęcia w tym miejscu działania. Kupiły za własne brzęczące miliony około 200 hektarów gruntów. Przychody z tego tytułu zasilały nasz budżet już od około 15 lat. Już raz ta ziemia na siebie zarobiła.

Szanowna (Szanowny?) Frido! Nie dostrzegasz, że ten już raz sprzedany  grunt  zarabia na nas dalej?! Złota kura zostawia co roku we wspólnej kasie ponad 5 dużych baniek. A Ty sugerujesz, że trzeba jej obrywać piórka i skubać ją w ogonek! Masz pomysł, żeby burmistrz kolędował z kapeluszem w ręku od bramy do bramy, udając  żebraka? Sądzisz zatem, że „należy nam się” trzecia gratyfikacja za to samo? Nie czujesz, że te firmy już „uczestniczą (również finansowo i przede wszystkim) w życiu kulturalnym czy sportowym naszego ulgowego miasta”? Gmina we wspólnym budżetowym garnku pichci z podatkowych pieniędzy to, czego wszystkim tu potrzeba. Tu skoncentruj swoją obywatelską czujność! Patrz lepiej nam, radnym gminnym, na ręce, żebyśmy te pieniądze wydawali naprawdę mądrze i dla wspólnego dobra, a nie szukaj metod przymuszenia kapitalistycznych firm do miłości za małe pieniążki. Niech każdy robi swoje. A kapitalista jest od robienia pieniędzy. Nie dla miłości gmina im swoje działki sprzedała, tylko dla zrobienia dobrego interesu. Obopólnie korzystnego, zaręczam.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Nowe felietony

 

Ważna rzecz – sztandar

01 cze
Oba sztandary, stary i nowy, razem Zdjęcie: strona www SP2

Oba sztandary, stary i nowy, razem
Zdjęcie: strona www SP2

Kilka dni temu nadarzyła mi się chwila wspomnień. Otóż nasza dawna buda, jak to pieszczotliwie kiedyś ją nazywaliśmy, dożywa 65 lat. Jestem wśród kilkudziesięciu tysięcy goleniowian, którzy mieli okazję szacowną jubilatkę ukończyć, jeszcze jako po prostu Szkołę Podstawową nr 2 im. Henryka Sienkiewicza. Jak widać, nic w tym niezwykłego. W piątek 15 maja w Szkole Podstawowej nr 2 z Oddziałami Integracyjnymi w Goleniowie odbyły się główne uroczystości urodzinowe. Nie planowałem specjalnie iść z tej okazji do szkoły, bo oficjałek nie lubię, więc nie poszedłem. Lecz później coś mnie jednak do odwiedzin skłoniło.

Otóż szkoła z tej okazji otrzymała nowy sztandar. W akademii wzięły udział dwa poczty sztandarowe. Jeden ostatni raz niósł stary sztandar szkoły, drugi zaś pierwszy raz nowy. Ten nowy, lśniący czystością, z aktualną nazwą szkoły, ufundowany został przez Gminę Goleniów, Radę Rodziców szkoły oraz prywatnych sponsorów. Jak podaje relacja na stronie www.goleniow.pl:

Poczet prezentuje nowy sztandar Zdjęcie: www.goleniow.pl

Poczet prezentuje nowy sztandar
Zdjęcie: www.goleniow.pl

„Nowy sztandar został zaprezentowany uczestnikom uroczystości, omówiono jego symbolikę, poświęcono, po czym nastąpiło symboliczne skrzyżowanie obu sztandarów – oficjalny moment zastąpienia starego sztandaru nowym. W drzewce sztandaru fundatorzy (burmistrz Robert Krupowicz, przewodnicząca Rady Rodziców Izabela Piotrowska oraz państwo Szychulcy i Van Ansen) wbili pamiątkowe gwoździe. Dyrektor szkoły, Krystyna Bielecka-Zagórna przejęła sztandar, po czym wręczyła go reprezentantom szkolnej społeczności. Kilkoro uczniów złożyło ślubowanie na sztandar.”

Szkoda, że o dokonanej zmianie nie wiedziałem, pewnie bym jednak na uroczystą akademię przyszedł. Bo mnie bardzo sztandar zainteresował. Nie tak nowy – jak stary sztandar. Miałem do tego swój własny, prywatny powód. Chciałbym się z Państwem nim dziś podzielić.

Drzewce z gwoździami Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Drzewce z gwoździami. Na wprost gwóźdź JW 1152
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Stary sztandar ma już dokładnie 40 lat, i te lata na nim, niestety, widać. Ufundowały go w roku 1975 goleniowskie zakłady pracy, instytucje, ale także ówcześni uczniowie i absolwenci szkoły. Żeby zostać fundatorem sztandaru, trzeba było wykupić symboliczne „gwoździe”, które następnie zostały umieszczone na jego drzewcu. Te „gwoździe” to zwykłe blaszki z nazwą fundatora. Jest ich tam około 80. Jak pamiętam, jeden gwóźdź kosztował kilkaset złotych. A pamiętam, bo mój ojciec, wtedy dyrektor POMET-u, pokazywał mi gwóźdź fundowany przez jego zakład. Wszystkie gwoździe zresztą zostały właśnie w POMECIE „społecznie” wykonane.

W tamtych czasach lokalne zakłady wykonywały dla szkół dużo prac, świadczyły pomoc rzeczową, zaś duże firmy obejmowały szkoły patronatem. Nie tyle pieniądz był potrzebny, co raczej pomoc w remontach, wykonanie umeblowania, wyposażenia. Każda szkoła miała kilku takich patronów. Nadanie sztandaru było dla patronów okazją niemal do fundowania obowiązkową Dziś podobną rolę spełniają prywatni sponsorzy. Signum temporis

Ze zdziwieniem konstatuję, że szkoła jest zaledwie o 10 lat starsza ode mnie. Zaczęła działać 1 września 1949 r., niedaleko od mojego domu, przy ul. Szkolnej 23 (wtedy Emilii Gierczak). A już 48 lat ma siedzibę bardzo blisko tego miejsca, przy ul. Szarych Szeregów. Choć akurat ta ulica przez wiele lat nazywała się Pionierów. I naprawdę w życiu mi ani moim kolegom nigdy do głowy nie przyszło, że ktoś mógł mieć na myśli radzieckich pionierów w czerwonych chustach. U nas, w Gollnow, Gołonogu, Golanowie, a dopiero od 1946 r. Goleniowie, gdzie po II wojnie światowej każdy przyjeżdżający Polak był autentycznym pionierem? Jak pionierzy zdobywający Dziki Zachód w Ameryce… Cóż, rok 1990 wymiótł i Emilię Gierczak, i Pionierów.

Ciągle dźwięczą mi w uszach słowa mojej mamy, która specjalnie zaprowadziła mnie w roku 1966 pod świeżutko oddany nowy budynek „tysiąclatki” (akcja „1000 szkół na 1000-lecie Państwa Polskiego”, pamiętacie?): – To będzie twoja szkoła. Patrzyłem na nią z dumą, bo wydawała mi się przepiękna. I jeszcze w tym samym roku 1966 rozpocząłem tam chodzić, do tak zwanej „klasy przygotowawczej”. A w roku 1967 do prawdziwej pierwszej klasy.  

Prawa strona starego sztandaru Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Prawa strona starego sztandaru
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Mój drobny powód, by czuć w dniu urodzin szkoły więcej niż tylko zdziwienie z upływających lat, jest związany właśnie z tym starym sztandarem. Otóż to ja miałem zaszczyt nosić go w pierwszym poczcie sztandarowym w roku 1975. Powierzono mi to zadanie wspólnie z koleżankami Teresą Jarosz i Małgorzatą Paszko. Pamiętam tremę, która dławiła mi gardło, białe rękawiczki i biało-czerwoną szarfę, dygot rąk i drżenie w sercu, kiedyśmy robili pierwszy raz rundę w naszej „olbrzymiej” (wtedy taką dla mnie była) sali gimnastycznej. Czułem wszystkie patrzące na nas oczy, zaś w głowie kołatała się taka myśl: „Żeby tylko nie zmylić kroku!”. Strasznie żałuję, ale zdjęcia żadnego na dowód nie mam.

Pamiętam, że nieśliśmy sztandar tylko kilka razy. Nie robiło się tego przecież z byle okazji, a tylko w najważniejszych momentach. Jak silne to jednak były przeżycia, skoro tkwią w pamięci już od 40 lat! Myślę, że tak samo odbierali to wszyscy następni, przekazujący sobie sztandar co roku z rąk do rąk, jak w niekończącej się sztafecie. Kiedy widzę przejęte twarze dzieci, dzisiejszych członków pocztów sztandarowych, mam taką pewność.

Lewa strona starego sztandaru Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Lewa strona starego sztandaru
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Czasy się zmieniają, przemijają ustroje, ulice dostają nowych patronów, dawne święta zapadają w niepamięć… Jednak istnieje ciągłość, cienka nić przędąca się przez lata, łącząca kolejne pokolenia, tak pozornie od siebie różne. Człowiek zawsze będzie potrzebował symboli, nadających sens codziennym chwilom, budzących poczucie wspólnoty, bycia razem w tym miejscu i w tym czasie, z tymi ludźmi. Bez nich czegoś by w nas brakowało. I nie wierzcie tym, którzy uważają je za przeżytek, zbędne gadżety, „kurzołapy”…

Ten stary sztandar to kawałek historii, nie tylko Szkoły Podstawowej nr 2. Historii naszego miasta, naszej Małej Ojczyzny. To jeden ze znaków symbolizujących naszą tożsamość, poczucie przynależności do lokalnej społeczności. Wszyscy byli i obecni uczniowie szkoły są jego właścicielami. Sądzę, że powinien znaleźć się w miejscu, w którym będzie eksponowany obok innych pamiątek naszego miasta. Dokąd rodzice będą mogli zaprowadzić swoje dzieci i go z dumą pokazać. Gdzie stanie się jeszcze jedną lekcją wychowania społecznego, lokalnego patriotyzmu.

Stary sztandar wychodzi ostatni raz Zdjęcie: strona www SP2

Stary sztandar wychodzi ostatni raz
Zdjęcie: strona www SP2

Za jedyne miejsce nadające się do tego uważam Ośrodek Dokumentacji Dziejów Ziemi Goleniowskiej „Żółty Domek” na ulicy Pocztowej (przed rokiem 1990 ul. Armii Czerwonej). Tam powinniśmy gromadzić ważne pamiątki historii naszego miasta i okolic. Po to właśnie to miejsce powstało. Proszę Dyrektor Szkoły  Podstawowej nr 2 z Oddziałami Integracyjnymi im. Henryka Sienkiewicza w Goleniowie, Panią Krystynę Bielecką-Zagórną, o podjęcie takiej inicjatywy. Gdyby stary sztandar tam właśnie się znalazł, uczniowie szkoły będą mieli jeszcze jeden powód więcej, by do „Żółtego Domku” częściej przychodzić. A na tym powinno nam wszystkim zależeć.

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Nowe felietony