RSS
 

Nasz powszedni wspólny widok

19 sie

Prawda, że ładnie się prezentuje moja ulica? Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Prawda, że ładnie się prezentuje moja ulica?
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Ostatni felieton został w komentarzach potraktowany z pewnym zniecierpliwieniem. Max napisał: „Tematów jest sporo, choć ten uważam za czwartorzędny, ale to pewnie na rozgrzewkę.” I dołączył się do Adamowego „Pisz, ojciec, pisz!”. Ten dodał jeszcze: „Temat rozruchowy [po dłuższej przerwie urlopowej]. Odnośnie chwaścianego artykułu: jakby jeszcze publicznie wspomnieć, do kogo należy ten niewątpliwie atrakcyjny turystycznie „Park”, to może zniknąłby szybciej…”. Odniosę się zatem najpierw do obu Komentatorów.

Nie zgodzę się z Wami, Szlachetni Komentatorzy, że temat jest poboczny. Może myli Was nieco, że podałem go w delikatniejszym niż zwykle sosie. Rzeczywiście jest tak, że nikomu nie chce się analizować jakichś straszliwych zawiłości przy temperaturze 35 stopni w cieniu. Jednak nie uważam, że to było pisanie o niczym. Wprawdzie staram się unikać łopatologicznego wyjaśniania czytelnikom, co autor miał na myśli, lecz brak zrozumienia u Wytrawnych Komentatorów tym razem skłania mnie do złożenia dodatkowych zeznań. Otóż zamarzyło mi się postukać leciutko w bardzo twardą skorupę czegoś, co uwiera mnie jak ciasne buty od wielu już lat. Streszczę główny wątek szumnie tak: próba studium problematyki przestrzeni prywatno-publicznej Goleniowa na wybranych przykładach. Ło Jezu, wyszedł mi tytuł na pracę doktorską!

Wiem synu, pewnie wolałbyś rozmowę o personaliach. Marzą ci się chyba proste rozwiązania na policyjną modłę: opornego rozpoznać, zlokalizować, wylegitymować, obezwładnić, ogłuszyć paragrafami, przekonać że „nie posiada racji w temacie”, i po kłopocie. Przypominam ci jednak, że jesteśmy na gruncie mulistym, gdzie władza nie dysponuje przepisami lokalnego prawa, zakazami i nakazami popartymi argumentem mandatu. Jak w artykule wspomniałem, goleniowska Straż Miejska za zachwaszczoną działkę w centrum miasta nie może właściciela ukarać ani przymusić do skoszenia chabazi. Brak naruszeń prawa – urzędnicy są bezradni.

Wiem też, że kiedyś szczególnie ciebie, Max, poważne studium urbanistyczne o wyżej podanym tytule zainteresowałaby bardzo. Przegadaliśmy o tych sprawach niejedną godzinę, pomysłów miałeś wiele, a część z nich doczekała się szczęśliwej realizacji. Wiesz także dobrze z własnej praktyki, jak trudno zarządzać przestrzenią publiczną w mieście. Z wielu jakże ważnych powodów, których albo sobie nie uświadamiamy, albo wolimy je wstydliwie przemilczeć. Temat ten kiedyś trochę rozwinę, ale dziś nie o tym.

Dlaczego akurat Wojewoda Zachodniopomorski tak bardzo krzaczyska chroni, ogołacając nasz regulamin czystości i porządku ze stosownych zapisów? Argumentem koronnym podobno była obrona świętego prawa własności. Dla niego widocznie chwaściska są legalną kolekcją botaniczną, której niszczenie można ścigać sądowo, jak niszczenie każdej prywatnej własności. Co jednak robić, jeśli to nienaruszalne sakrum wpycha się w przestrzeń wspólną, publiczną, łamiąc powszechnie uznawane standardy estetyki? Czemu czyjeś prywatne niechlujstwo musimy podnosić do rangi chronionej wartości? W innych województwach naszego kraju takie regulacje lokalnych przepisów się honoruje. Komendant Surmaj radzi wywierać presję moralną na właścicielu gruntu. Idę za jego radą, lecz nie na tym polega wywoływanie presji moralnej, że się krzyczy po mieście: „Ludziska, Chrzęścipiórkiewicz jest łobuz i trawska u siebie nie kosi!”. W ten sposób delikwenta tylko się zjeży, opancerzy, wyzwie do walki o honor i zapędzi do obrony odwiecznego „Wolnoć Tomku w swoim domku”. Na marginesie, w mieście wielkości Goleniowa i tak niemal wszyscy wiedzą, czyj jest opisany teren. A to już tworzy warunki do stosowania moralnego nacisku.

Kończąc komentowanie komentarzy powiem, że mnie w ogóle w tych sprawach personalia nie interesują. Liczy się dla mnie sprawa – prawo wszystkich mieszkańców do życia w miejscu estetycznym, przyjemnym i przyjaznym. Stąd obojętne mi, kto to prawo narusza, bo wszyscy powinniśmy na to reagować, żądając od właściciela terenu zachowania przyzwoitości w jego utrzymywaniu. Bez względu, czy osobie prywatnej, instytucji, czy nawet gminie, powinniśmy zwracać uwagę na złe praktyki w tej dziedzinie. Gminie może najbardziej, bo powinna świecić przykładem, wyznaczać poziom. Gdy będziemy wymagać od wszystkich aktorów goleniowskiej sceny wywiązania się z publicznych obowiązków, złe zachowania będą wyjątkami. Jeśli się natomiast przyzwyczaimy do bylejakości, rozpleni się ona jak te chwasty, które mam zamiar znowu pokazać.

No właśnie, bo ja dziś chcę znów sypnąć garścią przykładów. Pozbierałem je bez problemów w ciągu kilku minut. I to w miejscu podobno już estetycznym niebotycznie, na świeżo wyremontowanej ulicy Szkolnej i w jej bezpośredniej okolicy. Przykłady dotyczą różnych podmiotów, by nie wyglądało, że się na kogoś uwziąłem. Niestety w tej sferze grzeszy zbyt wielu.   

Jedyną ozdobą w tym miejscu był klomb przed biurowcem Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Jedyną ozdobą w tym miejscu był klomb przed biurowcem
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Na pierwszy ogień kawałek terenu na przedłużeniu ul. Szkolnej, czyli ul. Maszewskiej, tuż przy przejeździe kolejowym. Specyficznie zależy mi na jego pokazaniu. Otóż jeszcze zanim zostałem radnym, jeden z wyborców, widocznie wierzących w mój sukces, zobowiązał mnie do interweniowania w tej sprawie. Jesteśmy zatem obok budynków firmy Serwach, czyli dawnej Goleniowskiej Fabryki Mebli. Naprzeciw stojącego wzdłuż ulicy biurowca był sobie od wielu lat otoczony murkiem klomb. Do jego założenia w dużym stopniu przyłożyła kiedyś rękę moja własna Mama, sadząc rośliny i dbając o nie osobiście. Urosły tam fajnie płożące się iglaki, a widok zielonej roślinności skutecznie odciągał wzrok od niekoniecznie pięknego otoczenia. Klomb należał wtedy do GFM, lecz po wielu przekształceniach jest we władaniu prywatnego właściciela. Zaznaczam, że nie jest nim firma Serwach. Klomb, o który przestano dbać, zarósł straszliwie. Iglaki porosły nad miarę i zamiast zdobić, zaczęły straszyć. 

No, teraz dopiero jest ładnie... Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

No, teraz dopiero jest ładnie…
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Jak wyborca prosił, tak uczyniłem. Na jednym z posiedzeń komisji Rady Miejskiej poprosiłem wiceburmistrza Tomasza Banacha o zwrócenie właścicielowi uwagi na to miejsce, podjęcie próby skłonienia go do zajęcia się nim, jak na gospodarza przystało. Niestety, burmistrz chyba rzeczywiście zadziałał. Mówię „niestety”, bo właściciel zareagował na to zupełnie inaczej, niż było w intencjach mojego wyborcy i moich. Chyba dla uniknięcia dalszych nieprzyjemności, po prostu… klomb zlikwidował. Murek rozebrano, rośliny zniknęły, a teren już nigdy nie będzie potrzebować ogrodnika. Wyrzuty sumienia w tej sprawie targać mną będą zapewne do końca życia. A z ładnego kiedyś miejsca wyziera dziś smutek betonowej trylinki. Cóż, skąd ja znam to zamiłowanie do betonu?

Co tu się hoduje, drzewa czy zielsko? Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Co tu się hoduje, drzewa czy zielsko?
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Idziemy dalej w stronę centrum. Kurczę, porządnie, fajnie, jak na obrazku u góry wpisu. Ładna ta „moja” ulica! Europa… Może brakuje mi tych koszy na śmieci, co się ich tak uporczywie czepiam. Mijamy Lidl, podziwiając w tym roku posadzone młode głogi. Może starych potężnych topól brakuje, ale mój ten ból. Toć to przecież były chwasty, jak niektórzy twierdzą z uporem. Głogi urosną, będzie ślicznie. Nareszcie gmina wyznacza innym właścicielom wysoki poziom, wykazując się na swojej działce  dbałością o estetyczne doznania mieszkańców. Traweczka wykoszona, cieszy ok… Tu chciałem powiedzieć ”cieszy oko”, lecz właśnie przeszedłem parę kroków bliżej. I co widać? Zapewne zaraza, którą zaczął szerzył ten przyjemniak z opisanej działki na Szarych Szeregów, dopadła miejskich ogrodników. Czyżby też zaczynali kolekcjonować chwasty?

Po prawej wyłazi niezadbany, upstrzony resztkami betonowych placyków teren przy Orliku. Podobno ktoś miał tam zrobić plac zabaw, ale chyba zapomniał.

To same niemal miejsce, ale z innego ujęcia Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

To same niemal miejsce, ale z innego ujęcia
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Idę kawałek dalej, a tam już otwiera się urocza dżungla za garażami położonymi między ulicą a Orlikiem. Nie jestem pewien, czyj to teren, lecz zapewne należy do OSiRu. Przecież to ta gminna instytucja występowała do Starostwa o wycięcie stojących tam kiedyś drzew. Na co dzień, poza funkcją intensywnie użytkowanego przejścia na skróty dla pracowników IKEI, stanowi cudowną ostoję dla okolicznych miłośników plenerowego (oczywiście w miejscach publicznych surowo wzbronionego!) spożywania wszelkich napojów zawierających choćby śladowe ilości C2H5OH. Jest tu także darmowy szalet miejski, znacznie popularniejszy od tego marmurowego kloca na Plantach. Gdzieś pijaczki muszą przecież wydalić z siebie pozostałości popitki i zagryzki. No i wyrzucić butelki, foliowe reklamówki oraz inne tego typu przybory okołospożywcze.

To jest naprawdę obrazek z centrum naszego miasta Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

To jest naprawdę obrazek z centrum naszego miasta
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Od drugiej strony garaży prowadzi nieoficjalna ścieżka wprost do IKEI (w lewo) lub dla uczniów na skróty do Szkoły Podstawowej nr 2 (w prawo). Ci pierwsi klną przedzierając się przez stojące tam po każdym deszczu kałuże, w które z powodu egipskich ciemności i tak muszą wleźć. Bardziej klną, kiedy wejdzie im się w ludzki lub psi ekskrement, bo cały ten teren zaminowany jest właściwie zawsze. Natomiast dziatwa to miejsce uwielbia, gdyż w cieniu za garażami mogą sobie spokojnie zapalić ulubionego papieroska albo skorzystać z innych dostępnych w szerokiej gamie używek. Panowie pijaczkowie im w tym nie przeszkadzają, zabawiając szczególnie co bardziej wyrośniętą młodzież żeńską towarzyską konwersacją.

Nieoficjalna ścieżka i wejście na Orlika, przejście do IKEI i do SP2 Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Nieoficjalna ścieżka i wejście na Orlika, przejście do IKEI i do SP2
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Może tu zakończę podróż po mojej ulicy, dalej zieleni już nie ma. Na teren wokół garaży zwracałem kilkakrotnie uwagę w interpelacjach, nie spotkał się jednak z istotnym zainteresowaniem. Pytałem o możliwość jego ucywilizowania przez ustawienie kilku lamp, o położeniu chodnika nawet marząc. Odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: nie nasz teren. No cóż, czego od ulicy nie widać, tego sercu nie żal. Współgra mi taki punkt widzenia ze wspomnianym wcześniej poglądem Wojewody: wara od świętej własności prywatnej! Nie będziemy się tam wtrącać, bo to nie nasze sprawy. I tego właśnie się spodziewajmy na każdym styku gminnego z prywatnym.

Zakończę dzisiejszy felieton niespodziewaną dla mnie łączną puentą, wspólną dla dwóch wpisów: bieżącego, ale przede wszystkim poprzedniego tekstu, który na początku komentowałem komentatorom. Przypadkiem otóż spotkałem się z dawno niewidzianym kolegą, siedzącym od wielu lat w Australii. Urodzony goleniowianin, który spędził tu dzieciństwo i wczesną młodość, z okazji rzadkiego pobytu w naszym wspólnym grodzie, przeczytał mój „chwaściany” felieton. Mam nadzieję, że nie obrazi się za ujawnienie fragmentu maila, który przysłał mi po tej lekturze. Nie jako komentarz na blogu, lecz zwykły list. Zacytuję, co napisał goleniowski Australijczyk, człowiek mający do tego miasta szczególny sentyment:

„Zbiegiem okoliczności, jak to często bywa, idąc przez Goleniów (…) skręciłem w ulicę Szarych Szeregów, gdzie Mama kupowała kiedyś świeżo urwane, prosto z tamtejszej działki: rzodkiewkę, sałatę, itp. Stałem tam parę minut dumając nad polską ekonomią, która jest, jak na całym świecie, łaskawa, psotna, a czasem i okrutna. Artykuł twój wyjaśnił mi, że parcela leży w prywatnych rękach, więc z wyrozumiałością już większą patrzę na ten obrazek, przyłączając się do oczekiwań okolicznych mieszkańców, którzy przyklasnęliby, przypuszczam, widokowi skoszonej trawy i podciętych, niektórych chociaż, chwastów. Bo przecież chwasty to rośliny, których użytku jeszcze nie odkryto. Pewnie dlatego stojąc tam parę tygodni temu i patrząc na tę działkę, poczułem, lekki aczkolwiek, powiew tajemniczości.”

No cóż, swojak, ale nauczony już innej normalności, standardów kraju słynącego z pięknych krajobrazów, z pięknych miast. Sam w jednym z nich mieszka na tyle długo, by odzwyczaić się od naszych niedoskonałości. Kiedy byliśmy kilkunastoletnimi młodzieńcami, na takie rzeczy nie zwracaliśmy uwagi. Dziś jest mu najwyraźniej przykro, że jego kolega pisze o tak oczywistej sprawie. Wyraźnie czuję jego zażenowanie, gdy próbuje mi nasze chwasty jakoś wyjaśnić i usprawiedliwić.

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Nowe felietony

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Adam Zygmański

    19 sierpnia 2015 o 23:41

    W końcu coś się ruszyło na tym blogu! Ileż można czekać na jeden rzetelny wpis, człowieka, który ma w głowie nie tylko trociny, a i trochę innych substancji, ułatwiających kontemplację rzeczywistości :)

    Moja dzisiejsza wypowiedź będzie składała się, podobnie jak Twoja, z kilku wyraźnie wyszczególnionych części…

    Po preludium, które już za nami, nastąpi komentarz do komentarza komentarza:

    Po pierwsze Primo: niezmiernie cieszę się, że tak poważnie potraktowałeś nasze (Maxa i moje) komentarze. Wydaje mi się jednak, że nie do końca zrozumiałeś ich istotę. Otóż, Ty masz do sprawy podejście wyraźnie filozoficzne, które w tym wypadku niczego nie rozwiąże, a dodatkowo spowoduje różne komplikacje. Moje (i wydaje mi się, że również maxowe) podejście jest bardzo proste: skoro właściciel terenu w samym centrum miasta nie ma zamiaru zrobić czegokolwiek, bo teren ten nie straszył i powodował zawstydzenie przed przyjezdnymi, to nie ma co czekać na jego dobrowolną skruchę i naprawienie błędu… trzeba to na nim wymusić wszelkimi możliwymi sposobami. Na działanie oddolne się po prostu nie doczekamy. Możesz mi mówić, że moje myślenie jest represyjne i typowo „policyjne”, ale praktyka pokazuje, że w 90% słuszne…

    Po drugie Primo: chodzi o „rozruchowość” poprzedniego felietonu… Uważam, że niepotrzebnie zakładasz bezwład intelektualny Twoich czytelników podczas upałów. Byłoby mi bardzo przyjemnie, gdybym dla odmiany od papki sezonu ogórkowego, mógł przeczytać coś co mnie na prawdę zainteresuje. A musisz przyznać sam, że to co dla ciebie jest sezonem ogórkowym, włodarze tego miasta wykorzystali by zrobić wokół siebie pozytywne zamieszanie. W swoich działaniach byli bez słowa jakiejkolwiek krytyki, ponieważ senior Zygmański w tym czasie sobie na ogródku siedział… Błąd! Krytyka jak najbardziej powinna się pojawić. Chociażby po to, by unaocznić rządzącym, że ich działania (na przykład dotyczące remontu ulicy Szkolnej), są tylko powierzchowne i niepełne, czyli dokładnie to, co opisałeś w swoim aktualnym felietonie. Niby nic się nie stało, bo robisz to teraz, ale można było 45 dni temu… Uświadom sobie Ojcze, że już nie piszesz tylko dla swojej przyjemności. Masz pewną misję, a jakieś dziwne długie przerwy, nie przyspieszą jej wypełnienia. Poza tym, Twoi Czytelnicy są teraz uśpieni długim czasem oczekiwania na Twoje „wypociny”… Misja przede wszystkim :)
    Trzecie Primo: gołym okiem widać, że ulica Szkolna po remoncie przestała interesować włodarzy. Jak już pisałem, pokazuje to ich podejście do ogółu załatwianych spraw. Zrobić coś na pokaz, a potem odhaczyć i zapomnieć. Do następnych wyborów nie przejmować się niczym, a wszystko opisać słowami Asystenta i uwiecznić na zdjęciach, dla swojej chwały. To, że problem wcale nie został do końca rozwiązany, możemy mieć już tam, gdzie nas można w dupę pocałować, mówiąc słowami klasyka… Czyli krótko mówiąc, pokazówkę odstawiliśmy, trawę pomalowaliśmy na zielono, a efekt dla zainteresowanych mieszkańców żaden…
    Po czwarte Primo Ultimo: Zakładasz, że Twój znajomy od wielu lat mieszka w kraju pięknym, normalnym, mniej niedoskonałym niż Polska. Otóż nie prawda. To kraj inny niż nasz, ale w żaden sposób nie lepszy. Tam są duże węże, jadowite pająki, kury mają rozmiar małego słoniątka, 3/4 kraju to pustynia, a miejscowi biali ludzie tępili miejscowych czarnych ludzi tak intensywnie, że z naród tych drugich praktycznie wyniszczyli. No i gwiazdka jest obchodzona w trzydziestostopniowym upale. Rzeczywiście uroczy kraj :[ …

    A teraz… Pisz! Pisz! Pisz!

     
  2. ~g

    20 sierpnia 2015 o 14:06

    chciałabym cos napisac ale z żalem zawiadamiam że na tym punkcie regulaminu porządku i czystosci/nieistniejącym poległam mimo 4lat walki i pogrzebałam poprzedniego komendanta ALE ZYCZE ZWYCIESTWA WSZAK MAMY USTAWE KRAJOBRAZOWA to może i doczekamy porzadkowej

     
  3. ~adi124

    25 sierpnia 2015 o 19:52

    Temat za garażami jak i przed jest mi bliski bo takowy w tej lokalizacji posiadam. Tyle że właścicieli jest tyle ile garaży i nie ma chętnego aby zawiązać np. Wspólnotę Garażową. Jakiś czas temu Straż Miejska powywieszała na garażach informację, że w przypadku nie posprzątania przy swoich garażach (również z tylu) będą wyciągane konsekwencje. I na tym się skończyło, jako dobry obywatel (chyba tylko ja ) wziąłem sobie to do serca. Wysprzątałem wszystko nawet potłuczone przez amatorów trunków butelki. Tyle tylko, że później SM nic nie zrobiła aby nie zbierała się tam „elita Goleniowa”. Po kilku miesiącach poprzedni stan powrócił nie mówiąc już o dewastacji wentylacji w moim garażu. Osobnym tematem jest też parkowanie na trawniku przed garażami, tyle że to teren miasta. patrole przejeżdżają tamtędy codziennie i niczego złego nie widzą.

     
  4. ~m

    31 sierpnia 2015 o 13:59

    prosze o interpelacje -tereny wszystkich garazy w miescie wymagaja kompleksowego rozwiazania i nie chodzi tu tylko o sprzatanie po gosciach czy lokatorach tych terenow ale utrzymanie przejezdnosci itp techniczne rozwiazania ;
    2 – mam prosbe dotyczaca organizacji imprez miejskich- dlaczego nie odbywaja sie w amfiteatrze gdzie co najwazniejsze mozna usiasc i halas nie przeszkadza okolicznym mieszkancom a jest tez gdzie zaparkowac i ul Konstytucji nie jest zamykana na caly dzien oraz w imieniu wlascicieli psow i innych domowych by na plakatach reklamujacych impreze informowano o sztucznych ogniach by w pore zaopiekowac sie zwierzakiem Wciaz uwazam ze budowanie sceny d…ą do pomnika na placu zasluzonego, i blokowanie ulicy gdy caly plac jest pusty jest poprostu skandalem , nie liczeniem sie z historia , brakiem szacunku i zwyklego myslenia o wszystkich innych ktorzy zyja w miescie i niekoniecznie widza potrzebe takiego uprawiania kultury /mimo niewatpliwych zaslug zespolu /

     
    • Ireneusz Zygmański

      1 września 2015 o 02:01

      Co do organizacji imprez w amfiteatrze, psów, sztucznych ogni i blokowania ul. Konstytucji 3 Maja – niewątpliwie poruszę te tematy w interpelacjach. Co do garaży – proszę o więcej szczegółów, bo jako niezmotoryzowany słabo siedzę w temacie. Dziękuję za sygnały i pozdrawiam.

       
      • ~m

        1 września 2015 o 13:41

        z garazami jest taki sam problem jak ze sprzataniem terenu prywatnego – za garazami smieci wywalaja wszyscy -nie tylko garazujacy np na Kilinskiego takze gimbaza – przy okazji zawsze cos zniszcza palac przy tym dymka a wieczorkami – czort wie kto ale grozny skoro Straz Gminna robi tylko szybka rundke po terenie i zmiata, na tych terenach/Kilinskiego, Matejki itp / problemem jest takze zrzeszenie garazujacych by oplacic wywoz smieci , wyrownanie drog przejazdowych czy nawet monitoringu – wystarczy 1 osobnik ze swoim ,,nie,, i zakupiona wspolnie brama jest otwarta i bezużyteczna, Podejrzewam ze jedynie podniesienie oplat użytkowych wnoszonych dla gminy zabezpieczyloby wywoz smieci i prace porzadkowe w tym zasypanie dziur w nawierzchni czy nawet monitoring – bo jak wiemy na nocne patrole SG lub MO nie ma co liczyc

         
  5. ~Max

    31 sierpnia 2015 o 22:41

    Dobry tekst, zgadzam się z nim prawie w całości.
    Nie mniej jednak dopinguję pisz ojciec pisz!