RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2015

Czarna dziura przed dworcem i Pan X szalejący na swym groźnym rowerze

30 wrz
Czarna dziura w centrum Goleniowa przed dworcem - to już niedługo Zdjęcie: ananasowymisiek.pinget.pl

Czarna dziura w centrum Goleniowa przed dworcem – to już niedługo
Zdjęcie: ananasowymisiek.pinget.pl

Wrócę jeszcze na chwilę do XI sesji Rady Miejskiej odbytej 9 września. Przecież nie tylko statutem OPS zajmowano się tamtego dnia. Zwrócę uwagę Szanownych Czytelników na dwa zagadnienia: jedno z początku, drugie zaś z końca posiedzenia. Więcej miejsca chcę poświęcić konkretnej sprawie obradowanej na początku sesji, zaś jej koniec pozostawiam na razie tajemniczo na deser, do ogólnego podsumowania pewnej niepokojącej tendencji.

I tak pierwszym merytorycznym punktem programu sesji była informacja o koncepcji budowy Centrum Komunikacyjnego wraz z Centrum Kultury w Goleniowie. Przedstawiona została przez Wiceburmistrza Tomasza Banacha, który genezą projektu zajmował się niewiele. Skoncentrował się na dzisiejszym stanie tematu i jego przyszłości, choć ta akurat jest raczej mglista. Spróbuję pójść tokiem jego prezentacji, a następnie przedstawić swoje zdanie, które wyraziłem też w trakcie dyskusji na sesji.

Burmistrz wspomniał pokrótce, że projekt zainicjowano w poprzedniej kadencji Rady, decydując się na realizację dużego zadania, całkowicie zmieniającego wygląd tej części miasta. Wtedy Rada postanowiła o wykonaniu dwóch sprzężonych ze sobą inwestycji: po pierwsze przebudowie goleniowskiego dworca kolejowego, autobusowego i ich bezpośredniego otoczenia, po drugie stworzeniu przed nowym budynkiem dworca tzw. Centrum Kultury. Pan Banach przedstawił też działania podjęte już w tej kadencji, zmierzające do przeprowadzenia pod egidą szczecińskiego SARP konkursu na koncepcję architektoniczną nowych obiektów. Skoncentrował się na wyniku konkursu, w którym wnioski o udział złożyło 49 podmiotów, a ostatecznie wpłynęło 16 prac. Zamówienie wygrała austriacka pracownia Riegler Riewe Architekten z Grazu. Jako główne trofeum (oczywiście poza nagrodą pieniężną w konkursie) zwycięska firma otrzymuje zlecenie na wykonanie projektu realizacyjnego tego zadania.

Wizualizacja nowego goleniowskiego dworca Z materiałów Riegler Riewe Architekten

Wizualizacja nowego goleniowskiego dworca
Z materiałów Riegler Riewe Architekten

Co do „części dworcowej”, koncepcja firmy Riegler Riewe Architekten proponuje wyburzenie wszystkich istniejących budynków (za wyjątkiem starej wieży ciśnień oraz rampy, czyli magazynu kolejowego). Budynek dworca zostanie wybudowany na nowo jako podłużny, przeszklony pawilon z zadaszeniem wysuniętym nad przystankami autobusowymi, umieszczonymi po obu jego stronach. Wewnątrz w holu przewidziano schody prowadzące do przejścia podziemnego pod torami, wiodącego do peronów. Wokół schodów będą kasy i  poczekalnia, na przeciwległych końcach toalety, sklep spożywczy i snack bar. Jak stwierdza jury konkursu: „Zaproponowane przez austriacką pracownię rozwiązania są spójne pod względem architektury, która jest oparta na prostych, lapidarnych i współczesnych formach”. Jury doceniło też „zdecydowane przeprowadzenie syntetycznej i klarownej koncepcji przestrzenno-funkcjonalnej zespołu, dobrze wpisującego się w urbanistykę miejsca”.

Projekt bardziej eksponuje Centrum Kultury, posiadające znacznie większą od dworca kubaturę. Obiekt ma duże przejście, z którego wszyscy musieliby korzystać idąc na dworzec. Wewnątrz umieszcza się salę widowiskowo-koncertową na prawie 500 widzów z balkonem, z zapleczem, kawiarnią i przestrzenią wystawową. Przewidziano pomieszczenia dla teatru, orkiestry dętej i innych pracowni Goleniowskiego Domu Kultury. W odnowionych (jak to się dziś modnie określa „zrewitalizowanych”) budynkach wieży ciśnień i rampy rozładunkowej  proponuje się umieszczenie organizacji pozarządowych oraz harcówki.

Zdaniem Burmistrza Banacha najistotniejsze jest, że wygrywająca koncepcja stwarza możliwości etapowania prac: oddzielnie dworzec, następnie Centrum Kultury, po trzecie zaś wieża ciśnień i rampa. Ważne jest to przede wszystkim dla finansowania realizacji całości prac. A to stąd, że o ile na pierwszą inwestycję środki do wykonawstwa są raczej zapewnione, to na drugą i trzecią Gmina nie ma ani grosza. Co gorsza, nie widać żadnych źródeł zewnętrznych, które ewentualnie dofinansowałyby jej plany.

Tyle mniej więcej powiedział o sprawie Burmistrz Banach. Uważam, że osobom mało zorientowanym należy się nieco szersze przedstawienie tła całego projektu. Inaczej ciężko będzie zrozumieć, czemu goleniowscy radni podejmują się budowy nowego dworca, skoro przecież mamy dworzec (ponadto zadania z dziedziny transportu kolejowego i pozamiejskiej komunikacji autobusowej nie mieszczą się w katalogu zadań własnych gmin, więc gminy dworców nie stawiają), oraz budowy Centrum Kultury, skoro istnieje przecież w Goleniowie całkiem udatny obiekt mieszczący Dom Kultury.

Tak dworzec w Goleniowie wygląda dziś Zdjęcie: www.panoramio.com

Tak dworzec w Goleniowie wygląda dziś
Zdjęcie: www.panoramio.com

Prawdą jest, że budynek oddanego jako nowy w roku 1970 dworca kolejowego nie jest szczytem dokonań architektonicznych. Taki sobie klocek, który dziś okazuje się za duży na potrzeby kolei. Za wysoki, zbyt dużo kosztujący w eksploatacji, ze zbyt dużą, trudną do ogrzania kubaturą. Tym znacznie mniej licznym pasażerom, którzy dziś jeżdżą koleją, wystarczyłby pewnie skromny baraczek, spełniający rolę dworca przed rokiem 1970. Co starsi goleniowianie wspominają go z sentymentem, bo tam można było w piątek i świątek zaopatrzyć się w piwo, którego na mieście zazwyczaj brakowało.

Także otoczenie dworca pozostawia wiele do życzenia. Obszar przed nim jest ani to skwerem, ani dworcem autobusowym. Nie zapominajmy, że to właściwie centrum Goleniowa, a takie miejsca powinny mieć szczególne znaczenie dla każdego miasta. Położone po tej stronie torów tereny są słabo zagospodarowane i właściwie do niczego nie służą. Zaś miejsca po drugiej stronie torów są obecnie prawie niewykorzystywane przez kolej. Tory oddzielają tereny przemysłowe, do których i tak wielu ludzi tam pracujących musi dojść, od centrum miasta. Prowokuje to powstawanie wypadków, które niejednokrotnie miały tu miejsce. Dojście do peronów także pozostawia wiele do życzenia. Nie jest na pewno racjonalnym dzisiejszy stan, żeby pasażerowie szli z dworca do pociągu ok. 300-400 m. Niejeden z nich, co niecierpliwszy lub bardziej spieszący się na pociąg, próbuje skrócić drogę skokiem przez kilka torowisk, grając w kolejową ruletkę. Takie są fakty, a z nimi dżentelmeni nie powinni dyskutować.

Gmina już dawniej usiłowała „podejść do tematu”, lecz wszystko blokował stan własności całego obszaru. W większości należał on do spółek PKP. Pierwsze próby pozyskania gruntów od PKP podjęto za czasów Burmistrza Wojciechowskiego, jeszcze w kadencji 2006-2010.  Kontynuowano je w kadencji 2011-2014. Można nawet powiedzieć, że sprawa była swego rodzaju idee fixe Przewodniczącego Rady Czesława Majdaka, z zawodu przecież kolejarza. Dobrze zdawał on sobie sprawę z zagrożeń wynikających z dotychczasowej sytuacji, czego nie poprawiały żadne sygnalizacje czy tablice zawierające zakazy przechodzenia przez tory. Bardzo drastycznie potwierdziły to dwa śmiertelne wypadki, gdy w grudniu 2009 r. i w styczniu 2010 r. w identycznych warunkach zginęły dwie osoby, przechodzące przez tory wprost pod wjeżdżający na stację pociąg.

Dzięki staraniom i uporowi Czesława Majdaka, oczywiście wspieranego działaniem całej Rady i Burmistrza, duża część kolejowych gruntów trafiła we władanie Gminy w trakcie minionej kadencji, i to za darmo. Zainicjowane przez niego działania pozwalają obecnie chwycić byka za rogi, umożliwiając lepsze zagospodarowanie  terenów dworcowych, lecz także zrobić coś użytecznego dla całego miast na nowo pozyskanym gruncie przed dworcem. Osobiście uważam, że całość zadania przekracza zakres działania PKP, a Gmina sobie z nim może poradzić lepiej. Oczywiście przy wykorzystaniu możliwości zewnętrznego dofinansowania inwestycji.

Tyle co do genezy przejęcia terenów kolejowych przez Gminę. Druga funkcja, czyli Centrum Kultury, to jakby oddzielny temat. Pojawił się „na doczepkę” do przebudowy dworca, dając odpowiedź na pytanie: „A co zrobimy z uzyskanymi gruntami przed dworcem?” Z kilku stron słyszałem, że ideę wysunął osobiście Burmistrz Krupowicz. Jako jedyny pomysł, od razu najlepszy. Ponieważ nie było innych, przyjęto go „przez aklamację”, bez zbędnych dyskusji. Tym bardziej, że towarzyszyła mu szczytna argumentacja.

Przedstawiono ją radnym mniej więcej tak, jak poniżej. Otóż nasza znakomita instytucja, Goleniowski Dom Kultury, dusi się w swojej siedzibie na ul. Słowackiego. Za mało miejsca na pracownie, za mała sala widowiskowa, nienowoczesne zaplecze techniczne. Brak też miejsca na działanie organizacji pozarządowych, często aktywnych na polu kultury i korzystających z bazy GDK. Co prawda przy obiekcie, a właściwie za nim, miejsca jest jeszcze sporo, ale rozbudowa kosztuje. Nadarza się zatem okazja połączenia zamierzonej przebudowy dworca z przeniesieniem siedziby GDK na nowe tereny przed nim. Powstałoby tu specyficzne połączenie funkcji komunikacyjnej z kulturalną. Ludzie i tak muszą jeździć, czekając przy tym na pociągi i autobusy, kiedy muszą się przesiąść. W naszym „centrum przesiadkowym” dostaliby możność kulturalnego spędzenia tego „straconego” czasu, a nasza bogata kultura zyskałaby dodatkowego klienta. Poniosłoby to w świat imię Goleniowa jako miejsca kulturalnego, nowoczesnego, dynamicznego. Ponieważ takie połączenie funkcji jest niesamowicie nowatorskie, pewnie znajdą się na to zewnętrzne źródła dofinansowania. Poprzednio nowatorstwo było w cenie, czemu więc nie popłynąć na tej fali?

Nie wskazywano konkretnych funduszy, do których dałoby się w tej sprawie aplikować. I tak czekało nas „nowe rozdanie środków unijnych” na lata 2014-2020, wtedy jeszcze kompletnie mgliście się rysujące, jednak optymistycznie założono, że jakieś źródła posłużą do finansowania inwestycji kulturalnych, szczególnie tak innowacyjnych, jak nasza. Najpierw musiała pojawić się koncepcja architektoniczna, z której wyniknie potrzebna na inwestycje kwota. Stąd zamiar organizacji wspomnianego na początku konkursu. No i jeszcze argument koronny: na pewno pomoże „nasz” Marszałek Województwa. Przy jego życzliwej protekcji pomysł musi wypalić!

Na tym etapie zastanawianie się zakończono, bo nawet nie można było określić skali kosztowej tak zarysowanych planów. W 2014 r. odchodząca Rada pozostawiła konkretne działania następcom. Jak zawsze część nowych radnych, do których sam się zaliczam, niewiele wie o genezie projektów „przechodzących” z poprzedniej kadencji. Oczywiście słyszałem o wielkich zamiarach wokół naszego dworca, lecz chciałem poznać je dokładniej.   Niektóre plany dziwiły mnie, lecz bez wystarczającej wiedzy nie byłem w stanie analizować swoich wątpliwości. Niezbyt wiele konkretów udało mi się jednak usłyszeć od koleżanek i kolegów z dłuższym stażem, niechętnie dzielili się szczegółami. „Starzy” radni chyba bardziej identyfikują się z poprzednio podjętymi decyzjami. Myślę jednak, że właśnie teraz jest najwyższy czas, by ponowną dyskusję podjąć. I to właśnie zaproponowałem kolegom po wystąpieniu Burmistrza Tomasza Banacha w trakcie XI sesji Rady.

Stan sprzed roku to już historia. Nie można się trzymać niewolniczo wcześniejszych decyzji, jeżeli zmieniają się najważniejsze założenia przyjęte w momencie ich podejmowania. Dziś, po rozstrzygnięciu konkursu i po analizie dostępnych funduszy, jesteśmy wyposażeni w wystarczająco dokładne informacje, by wyciągnąć nowe wnioski. Oto garść uwag, które poddałem na sesji kolegom pod rozwagę:

1. Z informacji Burmistrza Banacha jasno wynika, że prawdopodobne jest uzyskanie finansowania na I etap zadania, czyli przebudowę dworca i układu komunikacyjnego służącego podróżnym. Środki dla tej ponad 20-milionowej inwestycji są w gestii Szczecińskiego Obszaru Metropolitalnego. Gdyby to się udało, warto zadanie przeprowadzić. Uzyskana poprawa warunków bezpieczeństwa i komfortu podróżnych godna jest wszelkich starań. Nowoczesny wygląd dworca też się liczy.

2. Jak wynika także z informacji przedstawionej przez Burmistrza, jest trudne a właściwie niemożliwe, by uzyskać środki zewnętrzne na inwestycje w kulturze. Na tworzenie Centrum Kultury trzeba by więc było wydawać jedynie własne budżetowe pieniądze. Wiemy już, bo o to pytał Burmistrza Krupowicza radny Czesław Majdak, że koszt budowy Centrum Kultury przy dworcu przekroczyłby astronomiczną sumę 30 milionów złotych. One są zaś potrzebne na 100 innych spraw.

3. Grozi zatem, że jeżeli Gmina nie wygeneruje w najbliższych latach „zbędnej” kwoty ponad 30 milionów złotych, a władze będą wiernie trzymać się koncepcji budowy Centrum Kultury, to z „drugiego etapu” długo nic nie będzie. Gdy zakończymy I etap i uzyskamy piękny dworzec, na pozyskanych od kolei gruntach przed nim straszyć będzie efektowna „czarna dziura”, wypełniona jedynie resztkami megalomańskich planów.

4. Jeśli jednak ktoś się strasznie uprze, by prace w II etapie mimo wszystko podjąć, inwestycja ta wyssie skutecznie pieniądze na jakiekolwiek inne zamiary goleniowskiego samorządu w kilku budżetach naszej Gminy. Gigantomania po prostu kosztuje. Przy czym powstaje pytanie, czy jest to naprawdę najpierwsza potrzeba, bez której mieszkaniec się nie może obyć?

5. Kontynuując poprzednią myśl stwierdziłem, że goleniowska kultura ma swoją siedzibę na ul. Słowackiego. Jest tam też zapas terenu, na którym można przeprowadzać dowolne przebudowy czy rozbudowy wynikające z rosnących potrzeb. Z pewnością są one godne poważnego potraktowania. Powinno się przyjąć sensowny program modernizacji tego obiektu. Lepiej poszukiwać środków na jego realizację, niż na budowanie nowego obiektu przy dworcu od podstaw, mając puste kieszenie. Jasne, fajnie byłoby mieć całkiem nową zabawkę, ale jak nazwalibyście średnio zamożnego ojca rodziny, który wydaje górę pieniędzy na Ferrari? Bo ja bym go nazwał beznadziejnym rozrzutnikiem, bęcwałem zasługującym na pogardę i potępienie.

6. Przypomniałem kolegom radnym, że funkcję kulturalną przyczepiono do przebudowy dworca w sposób sztuczny, bez merytorycznej argumentacji i prawdziwej dyskusji. Przykładowo założono, że centrum przesiadkowe przyciągnie dodatkowych odbiorców dla naszej kultury, czyli podróżnych. To niestety niebezpieczny mit, bez pokrycia w faktach. Goleniów po prostu nigdy nie był stacją przesiadkową, gdzie podróżni spędzają wiele czasu. Jednoznacznie potwierdza to niedawno sporządzone Studium Wykonalności „Szczecińska Kolej Metropolitalna”. Cóż zatem za różnica, gdzie w Goleniowie jest Dom Kultury? Zmiana siedziby nie przyczyni się do skokowego zwiększenia liczby klientów.

7. Stwierdziłem, że bardzo ważne jest pozyskanie przez Gminę gruntów po-kolejowych, bo są to w praktyce ostatnie w mieście grunty publiczne, na których można lokować potrzebne ogółowi mieszkańców funkcje. A takich możliwych funkcji jest na pewno więcej, niż tylko kultura. Wskazałem choćby potrzeby rekreacyjne czy rozrywkowe, o tyle atrakcyjne, że mogłyby zapewnić przynajmniej częściowy zwrot poczynionych nakładów. Z braku czasu dałem zaledwie jeden przykład – kręgielni. Ile to osób z Goleniowa jeździ do Szczecina właśnie po to, by spędzić tam trochę czasu przy tej grze…

(Tu uwaga na marginesie: w notce „Kulturalne 30 baniek” z „Gazety Goleniowskiej” z 18 września redaktor Paweł Palica napisał o tym moim pomyśle z kręgielnią tak, jakbym chciał zamienić „kulturę na kręgielnię”. Cytuję: „Co ciekawe, na ostatniej sesji Rady Miejskiej niezależny radny Ireneusz Zygmański zasugerował, że należy w ogóle zarzucić plany budowy nowego centrum kultury, a oszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć m. in. na bardzo jego zdaniem potrzebną kręgielnię. Był to jedyny tego typu głos i, wydaje się, nie znalazł większego zrozumienia.” Nie szło mi o oszczędzenie środków, bo tych Gmina ani nie wydała, ani nie ma, a raczej o ocalenie terenu dla innej niż Centrum Kultury funkcji. Bo ta ostatnia, jak myślę, w tym miejscu nie ma większego sensu. Uważam ponadto, że Gmina nie musi na tę inną funkcję wydawać swoich własnych środków. Zależnie od przyjętej formuły, mogłyby je zapewnić inne podmioty. Rolą Gminy byłoby natomiast takie funkcje sprecyzować, a następnie zaprosić partnerów do wspólnej realizacji. Możliwych scenariuszy jest naprawdę wiele. Jak wynika z ciągu myślowego, przedstawionego w niniejszej relacji z sesji, pomysł kręgielni w notce redaktora Palicy raczej wyrwano ze znacznie szerszego kontekstu.)

8. W końcu stwierdziłem, że teraz jest właściwa pora dla ponownego rozpatrzenia funkcji, którą należy ulokować na tych atrakcyjnych gruntach. Wzywałem radnych do podjęcia dyskusji w tej sprawie. Tym bardziej, że z wykonawstwem Centrum Kultury na tym miejscu może być, hm, dość długotrwały przestój.

Nie jest do końca prawdą, że mój głos przeszedł bez echa. Życzliwie wypowiedziało się w tej sprawie dwoje zabierających po mnie głos radnych, Czesław Majdak i Dorota Chodyko. W podobnym tonie napisał w „Gazecie Goleniowskiej” z 25 września Pan Stanisław Jawny w rubryce „Moim zdaniem…”. Sądzę, a nawet mam pewność, że tak myśli więcej mieszkańców naszej Gminy. Rozmawiałem o tym z wieloma osobami, które pomogły mi sprecyzować dokładniej swoje zdanie. Chciałbym doprowadzić do przedyskutowania wyżej sformułowanych wniosków na forum komisji Rady Miejskiej. Będę ze swej strony do tego dążył, co niniejszym zapowiadam.

Ostatnia uwaga odnośnie tego tematu dotyczy samej przebudowy dworca. Nie mam istotnych obiekcji co do jego przyszłego wyglądu, bo trudno je mieć. Zaprezentowane wizualizacje są dość symboliczne i nie pozwalają w rzeczywistości na wyobrażenie sobie i ocenę go jako dzieła sztuki architektonicznej. Oczywiście mówię o takim przeciętnym odbiorcy, jakim jestem sam. Rasowy architekt ma zapewne inną wrażliwość, bardziej wyrobioną, podpartą fachową wiedzą. Nie lekceważyłbym jednak gustu przeciętnego laika, bo to on jest finalnym odbiorcą i użytkownikiem obiektu architektonicznego. A jako przeciętny laik z podejrzliwością podchodzę do takiego skoku jakościowego, w którym z większego klocka otrzymujemy mniejszy klocek. Ale pewnie nie znam się na tym wcale…

Na początku zapowiedziałem, że jeszcze jedna sprawa z XI sesji zostanie tu poruszona. Zrobię to bardzo ogólnie i skrótowo, za pomocą danych ilościowych. Otóż w programie tej sesji było aż 12 projektów uchwał odnoszących się do rozpatrywania różnorodnych skarg na działanie Burmistrza Gminy (spośród łącznie 27 rozpatrywanych projektów uchwał, czyli 44,4%!). Nic by nie było w tym złego, każdy przecież może się skarżyć, gdyby nie drobne ale… Mianowicie 4 spośród tych skarg (33,3%!) zostały uznane przez Radę Miejską jako zasadne. Dwie spośród nich dotyczyły nieterminowego załatwiania spraw, jedna niewłaściwego trybu udzielania dostępu do informacji publicznych, jedna zaś wykonania prac w sposób niezgodny z przepisami. Powie ktoś, że nazbierało się tak dużo spraw w trakcie wakacji. Dobrze, w takim razie dodam, że na sesji X przed wakacjami takich spraw było 5 (na łącznie 24 projekty uchwał, czyli 20,8%), przy czym 2 uznano za zasadne (z powodu przekroczenia ustawowego terminu załatwienia spraw), a jedną odesłano do dalszego rozpatrzenia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Osobiście uważam, że świadczy to niestety o pogorszeniu bieżącej pracy Burmistrza i jego ludzi. Jak to stary człowiek powiem, że drzewiej tak nie bywało. Przy czym należy stwierdzić jednoznacznie, że uznanie przez Radę skargi za zasadną rodzi wobec Burmistrza jedynie symboliczne konsekwencje. Polegają one na tym, że w konkluzji takiej uchwały, po stwierdzeniu na czym polegało naruszenie prawa, pojawia się następująca formułka: „Rada Miejska w Goleniowie (…) wnosi do Pana Burmistrza o przestrzeganie przepisów (…) i podjęcie działań mających na celu uniknięcie w przyszłości tego rodzaju przypadków.”

Paradne, nie? Rada prosi Burmistrza, żeby przestrzegał prawa! Po nim zaś spływa to jak po kaczce, gdyż ilość skarg uznanych za słuszne rośnie. Ani razu natomiast jeszcze się nie zdarzyło, by Burmistrz poinformował Radę o „działaniach podjętych w celu uniknięcia w przyszłości tego rodzaju przypadków”. I tak właśnie wyraża się funkcja kontrolna sprawowana przez ciało uchwałodawcze nad organem wykonawczym w goleniowskim wydaniu. Aha, osobiście nie widzę tu ani lekceważenia mieszkańców, którzy się skarżą, ani olewania Rady, która prosi o przestrzeganie prawa. Burmistrz jest po prostu człowiekiem roztargnionym, ma tyle spraw na głowie…

Wielki Brat cię widzi Zdjęcie: biznes.interia.pl

Wielki Brat cię widzi
Zdjęcie: biznes.interia.pl

I jeszcze z ostatniej chwili: osoba najczęściej skarżąca się na działanie Burmistrza doczekała się od niego swoistego podziękowania. Bardzo swoistego. Otóż na dniach, nazwijmy go Pan X, ukarany został wyrokiem sądu rejonowego w postępowaniu mandatowym za różne wykroczenia popełnione w trakcie jazdy rowerem po ulicach naszego miasta. Nic by nie było w tym bulwersującego, gdyby nie to, że jest to zapewne jedyny przykład zgłoszenia do sądu w takich sprawach popełnionego przez… Burmistrza Gminy Goleniów. Zapewne całkiem przypadkowo i bez związku z czymkolwiek innym, wykroczenia Pana X zostały zaobserwowane przez strażników miejskich na nagraniach z monitoringu. Strażnicy oczywiście musieli podjąć zwykłe, rutynowe w takich sprawach działania. Tak zresztą, jak zawsze wobec szalejących rowerzystów czynią. Ha, ha…

Swoją drogą, kiedy montowano u nas pierwsze kamery monitoringu, nikt nie podnosił argumentów przeciw, że mogłyby posłużyć do prywatnej vendetty wobec wybranych osób. Nikomu nie wydawało się to wtedy możliwe. Ale żarty się skończyły, władzy może podpaść każdy. Obywatelu, uważaj co robisz! Wielki Brat czuwa.

 

Wierny Soroka, srogi Luśnia i Kiemlicze bronią Częstochowy

16 wrz

Poprzedni wpis liznął zaledwie tematykę polityki personalnej Burmistrza Krupowicza, ale jednocześnie pokazał aktualny (na wtedy!) stan rozwoju autorskiego projektu zmian przeprowadzanych w goleniowskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że przynajmniej w sprawie statusu OPS Burmistrz  dostał od radnych fangę w nos. Wydawało się, że radni nie chcą przekroczyć masy krytycznej bzdur możliwych do popełnienia w tej sprawie. Cóż, popadł Krupowicz w tarapaty, a pomocy znikąd.

Dzielni Kiemlicze stają w gotowości do obrony swojego pułkownika Kadr z filmu "Potop"

Dzielni Kiemlicze stają w gotowości do obrony swojego pułkownika
Kadr z filmu „Potop”

Oj, to Wy naszego Burmistrza nie znacie. Toż nie sam on działa, a w kupie. Stare powiedzenie mówi, że w kupie raźniej, bo kupy nikt nie ruszy. Ma zastępy wiernych druhów, gotowych do nadstawienia za niego karku w każdej opresji. Tak, jak Pan Michał Wołodyjowski miał swojego srogiego Luśnię do poratowania w potrzebie, zaś Pan Kmicic wiernego wachmistrza Sorokę, że już o dzielnych Kiemliczach nie wspomnę, tak Pan Krupowicz ma ich wszystkich razem. I srogiego Luśnię, i wiernego Sorokę, że już o dzielnych Kiemliczach nie wspomnę.

Nie chwaląc się, trochę dalszy ciąg przewidziałem, w tym samym artykule wspominając: „na posiedzeniu wspólnym komisji projekt wprowadzenia statutu w proponowanym kształcie odrzucono znaczną większością głosów, przy 2 głosach przeciwnych i chyba 3 wstrzymujących się. W ogłoszonym porządku dziennym sesji projekt tej uchwały jednak figuruje. Nie dam głowy, że zostanie z niego wyprowadzony, a nawet, że nie zostanie następnie w takim właśnie kształcie przyjęty. Bo ludzie nie krowy, poglądy zmieniać im wolno.” Ciekaw jednak byłem, jak akcja zostanie przeprowadzona, bo na łatwą raczej nie wyglądała. Znam jednak talenty reżyserskie i aktorskie miłościwie nam przewodniczącego Łukasza Mituły i wierzyłem w niego. Nie zawiodłem się ani trochę. Stąd z miłą chęcią streszczę Państwu kolejne widowisko dramatyczne, wystawione na XI sesji Rady Miejskiej w Goleniowie. Tym razem „Obrona Częstochowy”, sztuka w 3 aktach. Premiera 9 września.

Geneza widowiska jest oczywista i prosta. Burmistrzowi bardzo była nie w smak prestiżowa porażka Dyrektora Łukaszewskiego (czyli przede wszystkim jego własna, burmistrzowska) w przedsesyjnych komisyjnych bojach. Jak bohaterski pułkownik Andrzej Kmicic postanowił jednak bitwę o statut wygrać, czyli Częstochowę obronić. I z tym udał się do swojego wiernego wachmistrza Soroki, którą to rolę na co dzień pełni wobec niego Przewodniczący Łukasz Mituła. „Wedle rozkazu! – ozwał się głos wachmistrza, kiedy tylko usłyszał życzenie swego pułkownika. I natychmiast przystąpił do dzieła.

Wierny wachmistrz Soroka opatruje rany pułkownika Kmicica Kadr z filmu "Potop"

Wierny wachmistrz Soroka opatruje rany pułkownika Kmicica
Kadr z filmu „Potop”

Zanim nastąpił pierwszy akt sztuki, który zaczął się przy ustalaniu porządku dziennego sesji, poczyniono wstępne przygotowania. Dnia 2 września radni otrzymali drogą mailową projekt porządku sesji i wszystkie projekty uchwał, w tym IDENTYCZNY z obradowanym na posiedzeniu komisji projekt uchwały odnośnie statutu OPS. Oczywiście dla uśpienia przeciwnika. W punkcie 12 porządku stało nadal jak byk: „Projekt uchwały w sprawie Statutu Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie”.

Przy ustalaniu porządku dziennego Przewodniczący Mituła nie poinformował radnych, że od 2 września wprowadzono do niego jakieś poprawki czy autopoprawki. Nasz wierny Soroka dopuścił nawet spokojnie do przeprowadzenia głosowania nad wnioskiem radnego Czesława Majdaka, by wyprowadzić projekt z porządku sesji. Argumentacja: z powodu stwierdzonej na posiedzeniu wspólnym komisji 1 września jego daleko posuniętej wadliwości i braku akceptacji radcy prawnego. Jako koronny argument wystarczyłoby samo negatywne zaopiniowanie przez WSZYSTKIE komisje. Jednak niespodziewanie radni dużą większością głosów wniosek odrzucili. Naiwny pomyślałby ze zdziwieniem, że zapewne chcieli ponowić dyskusję z 1 września, dokładając jakieś nowe argumenty. Naiwny nigdy by nie przypuszczał, że poprzedniego projektu… już po prostu nie ma. Zwyczajnie – wnioskodawca przerobił go na nowy. Naiwny powie, że właśnie wtedy, przy uchwalaniu porządku dziennego, była odpowiednia okazja do poinformowania, że wnioskodawca już „usprawnił” swoje dzieło. Wiernemu Soroce jakoś do głowy to nie wpadło.

Dopiero kiedy rozpoczął się drugi akt, czyli przystąpiono do obrad nad tym projektem uchwały, Przewodniczący poinformował o wprowadzeniu w nim autopoprawek „zgodnie z wnioskami wspólnych komisji”. Bzdura! Na posiedzeniu komisji 1 września nie głosowano żadnych wniosków co do poprawiania kalekiego projektu, przeprowadzono natomiast jego ogólną krytykę, wytykającą liczne wady. To nie znaczy, że wskazano jakiś katalog pożądanych zmian. Projekt po prostu odrzucono, bez wskazania która wada do tego w szczególności doprowadziła. Jedynym głosowaniem było finalnie, przeprowadzone po to, by projekt zaopiniować negatywnie i odesłać go do wnioskodawcy. Nawet nie do „poprawki przez wnioskodawcę”, tylko „do wnioskodawcy”, bez określania, co ma z nim zrobić. Dobrze wiem, bo sam taki wniosek złożyłem i właśnie on został przyjęty znaczną przewagą głosów. Dziś żałuję, że nie dopowiedziałem wtedy myśli, która mi się po głowie kołatała, bo może i to by przyjęto w głosowaniu: „zwrócić projekt do wnioskodawcy, niech go sobie zabiera do swojej piaskownicy i nie zawraca poważnym ludziom głowy”.

Następnie Przewodniczący powiedział, że radni otrzymali już ten „poprawiony projekt”. Okazało się, że rzeczywiście prawdę powiedział, sam to także w tej chwili odkryłem. Otóż przerobiony projekt wsadzony był w stosiku leżących przede mną papierów, które zastałem na stole siadając na początku sesji. Nawet nie powiedziano, że należy tam zerknąć. Ale cóż, kto gapa, tego wina. Dopiero w tym momencie mogłem sobie przeczytać, co Burmistrz raczył pozmieniać w kilkustronicowym tekście. Oczywiście wyszukując zmiany samemu, bo nikt nie pokusił się o zaznaczenie różnic. Kto gapa, tego wina. Argument, że to z innym projektem zapoznawali się radni, a tego jeszcze nie widzieli i nie opiniowali, spłynął po wiernym Soroce (to jest Przewodniczącym Mitule) jak miód po wąsach.

Bzdurą jest moim zdaniem nazwać „poprawkami” zakres ingerencji w treści zmienionego projektu. Poprawką można określić niewielką zmianę w tekście, niekoniecznie jednak bez znaczenia dla treści. Przypomnę tylko sławetne „i czasopism”, które wyrzuciło do lamusa historii SLDowski rząd premiera Millera. W naszym przypadku różnice w tekście były na tyle duże, że można mówić o całkowicie nowym projekcie uchwały. Doszła ponad strona tekstu! Czego dotyczyły dokonane „autopoprawkami” zmiany? Dwóch spraw:

a) przywrócono (jak w „starym” statucie) listę konkretnych przepisów prawa, normujących działanie OPS; wymieniono je nawet znacznie szczegółowiej, niż dotychczas;

b) przywrócono do łask tzw. „słowniczek”, precyzujący użyte w treści pojęcia (choć ten akurat skrócono o wyjaśnienie, kim jest „Zastępca Dyrektora Ośrodka” – patrz niżej).

Prawdopodobnie popełnienie tych dość kardynalnych poprawek umożliwiło w końcu radcy prawnemu złożenie na projekcie uchwały akceptacji, która się wreszcie pojawiła. Nie ruszono natomiast innych omówionych na wspólnym posiedzeniu komisji różnic wobec dotychczas obowiązującego statutu OPS, które miałem już okazję komentować na blogu. Nie miały one (przynajmniej w większości punktów) charakteru prawnego, lecz polityczny. Stąd radca prawny zapewne uznał, że to nie jego broszka, przystawiając swoją gumę. I tak:

a) poprzedni statut stwierdzał, że „Ośrodek jest jednostką organizacyjną Gminy”; nowy mówi: „Ośrodek jest samodzielną jednostką organizacyjną Gminy Goleniów, nieposiadającą osobowości prawnej. Formą organizacyjno-prawną funkcjonowania Ośrodka jest jednostka budżetowa.” Mój głos w tej sprawie, przytoczony w poprzednim wpisie na blogu, wierny Soroka skomentował: „To nie jest żaden błąd, tylko zdanie Pana Zygmańskiego”. Być może, żadnej analizy prawnej fachowiec nie przedłożył. Dlaczego więc „zdanie Pana Zygmańskiego” Burmistrz uszanował przy wspomnianych wyżej dwóch kwestiach, przyjmując je w „autopoprawkach”? Wszystkie uwagi zgłosiłem hurtem. Niektóre z nich jak widać się liczą, inne bez zbędnej deliberacji lecą do kosza. Jaki klucz wyboru Pan Burmistrz do nich stosuje? Czy mam może powiedzieć, że to „tylko zdanie wiernego Soroki”?

b) dotąd w statucie był zapis, że „Dyrektor Ośrodka i pracownicy zatrudnieni w Ośrodku powinni posiadać kwalifikacje niezbędne do zajmowanych stanowisk, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami”. Obecna propozycja brzmi: „Pracownicy Ośrodka powinni posiadać kwalifikacje niezbędne do zajmowanych stanowisk, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami”;

c) dotąd w statucie określone było stanowisko Zastępcy Dyrektora OPS; w nowym zapisie wyleciało;

d) w starym statucie stało: „Organizację wewnętrzną, szczegółowe zadania i zasady funkcjonowania Ośrodka określa regulamin organizacyjny nadany przez Burmistrza na wniosek Dyrektora Ośrodka”; w nowym zapisie: „Organizację wewnętrzną, szczegółowe zadania i zasady funkcjonowania Ośrodka określa regulamin organizacyjny nadany przez Dyrektora Ośrodka.”

Procedura przyjmowania uchwał przez Radę Miejską zawarta jest w Statucie Gminy Goleniów. Jasne, że przepisy nie przewidzą każdej sytuacji, lecz nie można ich traktować w sposób dowolny. Spróbuję poniżej wskazać, co (moim oczywiście zdaniem) Pan Przewodniczący potraktował przy procedowaniu tego projektu jednak zbyt dowolnie.

§ 35 Statutu stwierdza:W czasie rozpatrywania projektu uchwały na sesji prowadzący obrady udziela głosu w kolejności: projektodawcy uchwały lub jego przedstawicielowi, przedstawicielom komisji, które opiniowały projekt uchwały oraz Burmistrzowi Gminy (jeżeli nie on był projektodawcą uchwały) lub osobie przez niego upoważnionej. Następnie otwiera dyskusję nad projektem”.

Tak, Przewodniczący Mituła udzielił głosu projektodawcy uchwały, czyli od razu Dyrektorowi Łukaszewskiemu, nawet nie patrząc w stronę Burmistrza. Skąd wiedział, że to Dyrektor ma objaśniać burmistrzowską wolę – pewnie telepatycznie. Dyrektor nie bawił się w żadne motywowanie wprowadzonych autopoprawek czy tłumaczenie się ze swojej poprzedniej nieudolności, która całe zamieszanie zrodziła. Oświadczył tylko buńczucznie, jak jakiś srogi Luśnia, że albo radni ten statut teraz uchwalą, albo… Tu nastąpiło niedopowiedzenie, więc możliwości mogło być wiele. Do tej pory nie wiem, czy chciał nas rozstrzelać, czy palnąć sobie w łeb. Ad vocem odezwał się radny Krzysztof Rutkowski, który nie mógł już zdzierżyć dotychczasowego zachowania srogiego Luśni, tfu, Dyrektora Łukaszewskiego. Ten nie dość, że bardzo emocjonalnie i niemerytorycznie zabierał głos na posiedzeniu połączonych komisji, to teraz zamierza stawiać radnych pod ścianą straceń. Mimo wyrażenia swojego zniesmaczenia, radny Rutkowski stwierdził (z wyraźnym obrzydzeniem), że on jednak za nowym statutem zagłosuje.

Srogi Luśnia nadstawiłby własną pierś w potrzebie Kadr z filmu "Pan Wołodyjowski"

Srogi Luśnia nadstawiłby własną pierś w potrzebie
Kadr z filmu „Pan Wołodyjowski”

Ani wierny Soroka (Przewodniczący Mituła), ani sam pułkownik Kmicic (Burmistrz Krupowicz), srogiemu Luśni reprymendy nie udzielili. Ten pierwszy potraktował oryginalne wprowadzenie tematu jako odfajkowane i otworzył dyskusję. Brali w niej udział jedynie Szwedzi oblegający Częstochowę (w tych rolach obsadzeni przez aklamację radni Majdak i Zygmański). Wyraźnie otumanieni fortelem imć Pana Mituły (już mnie korciło napisać „Pana Zagłoby”) musieli powtarzać swoje wcześniejsze argumenty, strzelając z resztek zleżałej amunicji, zużytej w lwiej części na posiedzeniu wspólnym komisji.

Kule jednak do murów twierdzy nawet nie dolatywały. A gdy jakaś wpadała do wnętrza, radzili sobie z nimi dzielni burmistrzowscy Kiemlicze. Na przykład radny Krzysztof Czerwiński, ucinający biadolenia o braku Zastępcy Dyrektora. Jak stary Ojciec Kiemlicz ciął szablą na odlew, że przecież Dyrektor może na wypadek swej nieobecności wskazać dowolnego pracownika, mogącego go zastąpić. Nie wiedzieć jak tego dokona, jeśli nastąpiłby jakiś nagły wypadek? Pozwoliłem sobie zażartować, że dziwny jest postulat braku Zastępcy Dyrektora w ustach Burmistrza, który sam posiada aż dwóch zastępców. Uśmieszki się pojawiły, lecz nikt wątku nie pociągnął. Tak że nawet nie było potrzeby pytać „Łociec, prać?”

§ 36 Statutu Gminy określa sposób dokonywania zmian w projektach uchwał. Stwierdza miedzy innymi:

„3. W trakcie dyskusji radny, komisje i Burmistrz Gminy mogą zgłaszać wnioski dotyczące zmiany treści projektu uchwały prowadzącemu obrady.

6. Po zakończeniu dyskusji prowadzący może udzielić głosu projektodawcy uchwały lub jego przedstawicielowi, w celu ewentualnego zgłoszenia autopoprawek i zamyka dyskusję.

7. Po zamknięciu dyskusji prowadzący obrady rozpoczyna procedurę głosowania.”

W rzeczywistości w trakcie dyskusji ani radni, ani komisje, ani Burmistrz nie zgłosili wniosków dotyczących zmiany treści projektu uchwały. Nie uczynił tego nikt także i po zakończeniu dyskusji. Autopoprawki jednak pojawiły wcześniej, przed otwarciem dyskusji. Zatem w jakim trybie? Statut Gminy nigdzie nie mówi o innym sposobie wprowadzania zmian w projekcie uchwały. Wprawdzie § 40 ust. 1 wspomina: „Poprawek przyjętych przez projektodawcę na wniosek radnych lub komisji Rady nie głosuje się.” Lecz jak przypomnę – ani radni, ani komisje Rady nie zgłaszały żadnych wniosków odnośnie poprawek.

Ten sam § 40 stwierdza dalej:

„3. Po przegłosowaniu poprawek prowadzący obrady poddaje pod głosowanie całość projektu uchwały z przyjętymi poprawkami.” Jak się mogło zatem stać, że burmistrzowskich „autopoprawek” nie przyjmowano w tym trybie, oddzielnymi głosowaniami, a po prostu Przewodniczący Mituła kończąc dyskusję poddał pod głosowanie cały nowy projekt an block? Ano mogło, przecież z punktu widzenia wiernego Soroki zwycięstwo było już pewne, nie było już po co sprawy przedłużać. Wynik głosowania był przesądzony. Koniec przedstawienia.

Zaraz, zapytacie, a gdzie trzeci akt? Przecież miały być trzy! I skąd niby było wiadomo, że wynik głosowania był przesądzony? Odpowiedź jest prosta: źle ponumerowałem akty. Bo pierwszy akt naprawdę odbył się już przed przedstawieniem. To, co można było oglądać publicznie na sesji, to były akty drugi i trzeci. O tym publiczność miała nie wiedzieć, że już o godzinie 9.00, na dwie godziny przed oficjalną godziną rozpoczęcia sesji,  radni koalicji zebrali się pod wodzą wiernego Soroki, by ustalić sposób głosowania. Pokazano im przede wszystkim burmistrzowskie autopoprawki, stąd na sesji nie wzbudziły już u radnych koalicyjnych żadnego zainteresowania. Ustalono, co leży we wspólnym interesie drużyny, w jaki sposób głosować, jak podnieść rękę przy tej uchwale. Oczywiście, przy wszystkich innych też. Skąd o tym wiem? Nie należę przecież do śmietanki towarzyskiej i zaproszenia oczywiście nie otrzymałem. Ano, trudno o zachowanie całkowitej dyskrecji kilkunastu osób. Tym bardziej, że niektórym z nich coraz mniej podoba się rola dzielnych Kiemliczów, wspierających swojego pułkownika na każde zawołanie. Szczególnie, gdy przychodzi popierać coraz więcej ewidentnych gniotów

Instruowanie koalicyjnych radnych na nieoficjalnie prowadzonych posiedzeniach jest w tej drużynie normalnie stosowaną praktyką. Stosuje się je od samego początku obecnej kadencji. Gdy zapytałem kiedyś o to wiernego Sorokę (znaczy, Przewodniczącego Mitułę), ani myślał zaprzeczać. Powiedział po prostu, że dorośli ludzie mają prawo zbierać się kiedy chcą i rozmawiać o czym mają ochotę. Święta racja, tylko do czego ten cały teatr z odbywaniem sesji?

Tak oto Szanowni Wyborcy dba się w goleniowskiej Radzie Miejskiej o różnorodność poglądów, wspiera pluralizm, pielęgnuje tolerancję. Uzbrojona po zęby koalicja strzela do kilku zdziwionych swą ważnością i nie dopuszczonych do wspólnego stołu „opozycjonistów” na wszelki wypadek, bo najważniejsze jest zdeptanie każdej odmienności. W pierwszym roku obecnej kadencji ta maszyna do głosowania działa już bezbłędnie, oliwiona doraźnymi korzyściami i sterowana przez wyuczonych niezawodnej techniki aparatczyków. Dzielni Kiemlicze nie dostrzegają jeszcze, że całkiem niepotrzebnie dali się zapędzić do kieratu, w którym kazano im chodzić. Taka demokracja, jaką preferuje pułkownik Kmicic ze swym wiernym Soroką, to po prostu dzierżymordyzm. Obowiązuje stałe trzymanie armii pod bronią dla zachowania całkowitej jedności drużyny. W takiej demokracji uchwalona zostanie każda głupota, która jest „nasza”, a przepadnie każda mądrość, która jest „ich”. Gdzie zaś wspólny interes mieszkańców? Na razie sumienia uspakaja właśnie myśl, że przecież dla wspólnego interesu to wielkie poświęcenie.

Myślę, że ten drobny w końcu przykładzik uchwalenia statutu OPS jest odpowiednią ilustracją powyższych gorzkich stwierdzeń. Już to pisałem, lecz ponownie powtórzę: moim zdaniem nie było najmniejszej prawdziwej potrzeby uchwalania nowego statutu. Dyrektor OPS mógłby wprowadzać wszystkie planowane przez siebie nowości bez ruszania choćby jednej litery w dotychczasowym statucie. Po cóż zatem stoczono o niego tak zaciętą bitwę? Odpowiedź się narzuca sama: właśnie dla pilnowania jedności własnych szeregów. Na wszelki wypadek. Żeby nikt się z nich nie wyłamywał, znał swoje miejsce w szyku, żeby mu nie przyszło do głowy spiskować na boku. Ot, taki trening gotowości bojowej, gdyby kiedyś obecnej koalicji przyszło się rzeczywiście o coś bić.

Napisałem to wszystko nie mając zamiaru nikogo z koleżanek i kolegów radnych obrażać. Chciałem im po prostu powiedzieć, że nie podoba mi się rola stracha na wróble, jaką mi przydzielono od pierwszej sesji. Rozumiem Wasze postępowanie, co wcale nie znaczy, że je akceptuję. Lecz jeśli już musicie myśleć inaczej, to chociaż mówcie własnymi głosami, a nie dajcie się wyręczać wiernym Sorokom, srogim Luśniom, a nawet samemu pułkownikowi Andrzejowi Kmicicowi.

 

Zabierzcie małpie brzytwę

08 wrz

Do roboty! Dość „pobocznych” roślinnych tematów, bo anty-wegetarianie domagają się „pełno mięsnych dań”. Wakacje się już skończyły, oczywiście dla tych, którzy je mieli. Nie mam wyrzutów sumienia, lato spędziłem dość pracowicie, choć na pewno nie aż tak, jak niektórzy inni. Na przykład Pan Burmistrz Goleniowa Robert Krupowicz. Ten to chyba wcale nie wychodził z gabinetu, harując jak zwykle. Nad efektami jego ciężkiej wakacyjnej pracy zapewne jeszcze nie raz przyjdzie mi się na tym blogu pochylać, gdyż lwiej części jego dokonań po prostu nie rozumiem.

Nie dawajmy małpie brzytwy. Zdjęcie: ddluzniewska.wordpress.com

Nie dawajmy małpie brzytwy.
Zdjęcie: ddluzniewska.wordpress.com

(Dobra, wiem Panie Dariuszu, że też Pan zawsze musi być tak dokładny… Wiem, tytuł burmistrzowski podałem niezgodnie z oficjalnym brzmieniem: powinno być Burmistrz Gminy Goleniów. Użyłem go w tej formie, w jakiej Pan Burmistrz go woli – tak sobie przecież kazał pisać na wyborczych bilbordach. A jak Pan Burmistrz woli, tak robi. O tym będzie zresztą dzisiejszy felieton. I przy okazji – dzięki za miłe słowa).

Dzisiejszy temat dotyczy polityki personalnej prowadzonej przez Burmistrza. Trochę już o tym pisałem, charakteryzując burmistrzowskiego doradcę i asystentów. Można powiedzieć – Burmistrza sprawa, z kim chce współpracować. Można, lecz skoro prowadzi swą politykę kadrową jawnie, nie w swojej prywatnej firmie przecież, lecz w Gminie Goleniów, mieszkańcom wypada wiedzieć, jakie przesłanki nim kierują. Czy racjonalne, merytoryczne, uzasadnione wartością dobieranych pracowników, czy raczej jakieś osobiste, nieodgadnione. W końcu Burmistrz jest pracodawcą dla dużej grupy obywateli tej Gminy. Jeśli ktoś miałby decydować się na budowanie swojej kariery pod jego przewodem, z pewnością wolałby znać szefowskie preferencje. Przecież nie wybierzecie sobie świadomie za szefa nieobliczalnej małpy z brzytwą, prawda?

Mógłbym przytoczyć niejeden konkretny przejaw działań kadrowych Pana Krupowicza, bo od kilku lat się z tym zagadnieniem stykam na bieżąco, kolekcjonując z zapałem różne przypadki. Nie starczyłoby Państwu z pewnością cierpliwości, by się z nimi choćby pobieżnie zapoznać. Opiszę zatem świeży przykład, ponadto dość typowy. Mam na myśli zmiany personalne na kierowniczym stanowisku w Ośrodku Pomocy Społecznej w Goleniowie. Korzenie sprawy już kiedyś opisywałem, choć to całkiem nieodległa przeszłość.

Zbierzmy fakty, w dużej części udostępnione dla głodnej wiedzy publiczności na łamach „Gazety Goleniowskiej”. Właśnie głównie przez to medium Burmistrz porozumiewa się z mieszkańcami, w tym także z radnymi Rady Miejskiej. Gęsto wesprę się cytatami z „GG”, która piórem Pawła Palicy podawała kolejne akty serialu:

1. 02.06.2015, jeszcze jako Asystent Burmistrza, Zbigniew Łukaszewski organizuje spotkanie, w którym uczestniczy „kilkadziesiąt osób zawodowo zajmujących się w różnych formach pomocą społeczną”. Przedstawia im „wypracowaną przez kilka poprzednich miesięcy – w oparciu o doświadczenia podobnych instytucji między innymi z Krakowa – koncepcję zmian, jakie mają być dokonane. Dotyczyły one zarówno struktury organizacyjnej CIiA, jak i „filozofii” pracy. W największym skrócie chodzi o to, by pracownicy socjalni mniej czasu poświęcali na „papierologię”, a więcej na działania w terenie z ludźmi, którym w różny sposób trzeba pomóc.(…) Z. Łukaszewski zaznaczył przy tym wyraźnie, że metodyka działań i wewnętrzne przepisy w znacznym stopniu zależeć będą od samych pracowników CIiA”. ” I jeszcze: „Wydaje się, że proponowane zmiany przyjęte zostały przez obecnych na spotkaniu „socjalnych” z życzliwą uwagą. To ważne, bo nowa instytucja rozpocząć ma działalność najpóźniej 1 stycznia przyszłego roku. A już w sierpniu przedstawiony zostanie szczegółowy projekt zaplanowanych zmian.”

2. Pan Łukaszewski jak się okazuje wystąpił w tym spotkaniu w podwójnej roli. Bo także tego samego dnia na stronie www gminy w BIP-ie (nie wiedzieć czemu w rubryce „Praca w UGiM”, jakby chodziło o jakiś wydział Urzędu) Burmistrz poinformował o naborze na wolne stanowisko pracy Dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej. To samo ogłoszenie opublikowano w „GG” 05.06.2015. Zatem Pan Asystent już raczej wiedział, że jest również kandydatem na fotel dyrektora OPS. Myślę, że wiedzieli także o tym pracownicy OPS uczestniczący w spotkaniu, przyjmując jego wystąpienie „z życzliwą uwagą”. Jeszcze by spróbowali przyjąć z nieżyczliwą!

3. Dnia 02.07.2015 do konkursu stanęły dwie osoby, Pani Elżbieta Nowak, pracownica OPS, dotąd Zastępca Dyrektora tej instytucji, oraz Pan Zbigniew Łukaszewski, Asystent Burmistrza Krupowicza ds. organizacji Centrum Integracji i Aktywizacji. Nikt nie powinien mieć oczywiście wątpliwości, kto w tym tandemie zna się lepiej na opiece społecznej. Burmistrz ich nie miał, wiec w wyniku zakończenia procedury naboru na ww. stanowisko wybrana została oferta Pana Zbigniewa Łukaszewskiego. Uzasadnienie dokonanego wyboru:  „Komisja Rekrutacyjna w trakcie rozmów kwalifikacyjnych jako najkorzystniejszą wybrała ofertę Pana Zbigniewa Łukaszewskiego, która uzyskała największą ilość punktów. Kandydat spełnia wszystkie wymagania kwalifikacyjne i posiada wszechstronną wiedzę pozwalającą na piastowanie stanowiska dyrektora OPS w Goleniowie. Wyróżniał się dotychczasowymi osiągnięciami w dziedzinie pomocy społecznej oraz wykazał cechy pozwalające na skuteczne zarządzanie ośrodkiem. 13.07.15 Robert Krupowicz, Burmistrz Gminy Goleniów.” Moim zdaniem to stwierdzenie Burmistrza jest raczej dość naciągane.

4. W ogłoszeniu o konkursie przedstawiono miedzy innymi  wymagania niezbędne dla spełnienia warunków formalnych przystąpienia do niego:

1) obywatelstwo polskie;

2) pełna zdolność do czynności prawnych i korzystanie w pełni z praw publicznych;

3) brak skazania prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe;

4) nieposzlakowana opinia;

5) wykształcenie wyższe;

6) specjalizacja z zakresu organizacji pomocy społecznej , o której mowa w art. 122 ustawy z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (Dz. U. z 2009 r. Nr 175, poz. 1362 z późn. zm.);

7) co najmniej 5 letni staż pracy, w tym co najmniej 3 letni staż pracy w pomocy społecznej lub wykonywanie przez co najmniej 3 lata działalności gospodarczej w zakresie wykonywania usług z obszaru pomocy społecznej, określonych w ustawie o pomocy społecznej.

Przy całym szacunku do osoby Zbigniewa Łukaszewskiego i jego dokonań dla goleniowskiej kultury, gminne wróble ćwierkają, że prawdopodobnie nie spełnia on wymogów formalnych zawartych w punktach 6) i 7). Oczywiście mogę się mylić, gdyż nie znam dokumentów, jakie w tej sprawie przedstawił Zbigniew Łukaszewski Komisji Rekrutacyjnej, ani jakie kryteria interpretacji tych dokumentów ona zastosowała. Odnośnie wymogów kwalifikacyjnych złożę zatem do Burmistrza Krupowicza szczegółowe zapytanie.

5. 17.07.2015 „GG” podaje, że: „Rozstrzygnięty został już oficjalnie konkurs na objęcie stanowiska dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie. Wygrał go Zbigniew Łukaszewski, do niedawna, dyrektor GDK, a obecnie doradca (sic!) burmistrza Roberta Krupowicza ds. organizacji Centrum Integracji i Aktywizacji (CIA), które ma powstać właśnie na bazie OPS. Koncepcja funkcjonowania CIA jest już gotowa i przez najbliższe miesiące ma być wdrażana. Obiecano nam przy tym, że lada dzień zostanie udostępniona do wglądu. Zarys nowego modelu funkcjonowania pomocy społecznej w Goleniowie Z. Łukaszewski przedstawił jednak już w czerwcu, na spotkaniu z kadrą OPS (co też podpowiada, że rozstrzygnięcie konkursu było jedynie formalnością). (…) Z. Łukaszewski zastąpi na stanowisku dyrektora Gizelę Rybicką. Ta nadal ma pracować w instytucji, którą przez długie lata kierowała. Burmistrz Krupowicz powiedział nam, że na razie nie wiadomo, jaka funkcja zostanie jej powierzona. Oświadczył natomiast, że pensja nowego dyrektora będzie nieco niższa niż dotychczasowej szefowej OPS. Wynikać to będzie jednak tylko i wyłącznie z tak zwanej wysługi lat.”

6. Obiecana wyżej koncepcja, która miała być wynikiem pracy burmistrzowskiego asystenta, nie została w „GG” opublikowana do dziś. Radni nie otrzymali w tej sprawie żadnego dokumentu. Przedstawiono nam za to fragmentarycznie prezentację multimedialną, zapewne właśnie na ten temat, o której jeszcze wspomnę.

7. Dnia 07.08.2015 w „GG” ukazała się notka „Dyrektor się wgryza”: „1 sierpnia po długotrwałym okresie „rządów” Gizeli Rybickiej nastąpiła zmiana na dyrektorskim stanowisku w goleniowskim OPS. (…) Głównym zadaniem Z. Łukaszewskiego, powołanego przez burmistrza Roberta Krupowicza, będzie wprowadzenie istotnych zmian w sposobie funkcjonowania instytucji (…). Na razie, co oczywiste, nowy dyrektor OPS przede wszystkim musi zapoznać się z nowym otoczeniem. „Wgryzam się”, powiedział nam Z. Łukaszewski. „W pierwszej kolejności będę chciał zmienić system informatyczny na POMOST, z którego korzysta obecnie większość polskich instytucji zajmujących się pomocą społeczną. Już na wrześniowej sesji Rady Miejskiej przedstawię jednak radnym do akceptacji nowy statut OPS. To będzie początek zmian”. Gizela Rybicka, jak nas poinformował burmistrz Robert Krupowicz, zatrudniona zostanie w Urzędzie Miejskim (sic!). W październiku urzędniczka zajmująca się wydawaniem dowodów osobistych przechodzi na emeryturę i to właśnie ją zastąpić ma G. Rybicka. Obejmuje ją obecnie okres ochronny przed emeryturą, zachowa więc swoją dotychczasową wypłatę. W przyszłym roku będzie mogła odejść na emeryturę.” Tu też zamieszczono zdjęcie z podpisem: „Gizela Rybicka i Zbigniew Łukaszewski na zdjęciu sprzed kilku lat”.

Jak widać poprzednie stwierdzenie o dalszej pracy Pani Rybickiej w OPS uległo modyfikacji. Czy to w wyniku niemożności wspólnej pracy z nowym dyrektorem, czy to w wyniku zmiany koncepcji Pana Krupowicza, czy z jakichś innych istotnych powodów, będziemy mieli w ten sposób najdroższego urzędnika w Polsce, wydającego dowody osobiste. To nie do Pani Rybickiej przytyk, jej zdania pewnie raczej w tych roszadach nie brano pod uwagę. Całą jej gigantyczną wiedzę o pomocy społecznej wyrzuca się na śmietnik, całe doświadczenie i wszystkie sukcesy nie zasłużyły nawet na odrobinę szacunku. Ja wiem, że żadna praca nie hańbi, wydawanie dowodów osobistych jest potrzebne. Sądzę jednak, że nie na tym polega rozsądna polityka personalna, by zatrudniać wysoko kwalifikowanych specjalistów na dowolnej posadzie, tym bardziej takich kwalifikacji nie wymagającej.

Pani Gizela dyrektorowała w OPS-ie (jeśli się nie mylę) od roku 1994, jednocześnie spełniając wiele funkcji społecznych, że o byciu kilka kadencji radną powiatową i Przewodniczącą Rady Powiatu Goleniowskiego tylko wspomnę. Prowadzony przez nią OPS nigdy nie był oceniany negatywnie, a w szczególności nigdy tego nie zrobił Burmistrz Krupowicz. Nie będę sięgał do prehistorii. W bieżącym roku, a jakże, na wniosek Burmistrza,  29 kwietnia Rada Miejska przyjęła pozytywnie „Sprawozdanie z działalności Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie za rok 2014 wraz z wykazem potrzeb w zakresie pomocy społecznej”. Na kolejnej sesji 27 maja Rada przyjęła także kolejny dokument pod nazwą „Ocena zasobów pomocy społecznej Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie za rok 2014”, przedłożony również w imieniu Burmistrza. Ani razu nie towarzyszyła pracom radnych jakaś zapowiedź zmian personalnych ze strony Burmistrza. Żadnych negatywnych faktów, żadnych zdarzeń zapowiadających potrzebę zmian personalnych lub organizacyjnych.

Dodam, że stwierdzenia nowego dyrektora o „wgryzaniu się” w realia OPS stoją w rażącej sprzeczności z wcześniejszymi faktami. Miał możność jako Asystent Burmistrza obserwować tę instytucję dokładnie od wewnątrz przez 5 miesięcy, szykując na zlecenie Burmistrza „nową strukturę organizacyjną OPS w formie Centrum Integracji i Aktywizacji”. Niewiele więcej miał w tym czasie oficjalnie do roboty. Oczywiście nie szykował żadnej analizy dotychczasowego działania OPS, bo takiej mu Burmistrz nie zlecił. Obaj panowie jakby z góry zakładali, że było ono złe. Ciekawe, skąd czerpali swe przekonanie, jakimi instrumentami się przy tym posłużyli? Nie wiadomo też, skąd Burmistrz wpadł na oryginalny pomysł, by zamieniać OPS w CIiA, ale domyślać się wolno – o tym będzie dalej. Od początku marca tego roku, kiedy powołał swego asystenta, Burmistrz nie przedstawił radnym żadnych wyjaśnień w tej sprawie.

Wgryzanie się przyszłego Dyrektora. Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Wgryzanie się przyszłego Dyrektora.
Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Natomiast umieszczenie przy notce wspomnianego zdjęcia jest nietaktem do kwadratu. Widać na nim szczery uśmiech na twarzy Dyrektora Goleniowskiego Domu Kultury Zbigniewa Łukaszewskiego, składającego wyrazy najwyższego szacunku ówczesnej Dyrektor OPS Gizeli Rybickiej. „Gazeta” nie pisze, z jakiej okazji zrobiono to zdjęcie. Uzupełnię ten brak. Zrobiono je 7 grudnia 2010 r. w trakcie konferencji promocyjno-informacyjnej, poświęconej Priorytetowi VII, Promocja Integracji Społecznej Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego i Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Szczecinie. Otóż tego dnia Pani Gizela Rybicka otrzymała „Odznakę Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego” za dotychczasową długoletnią pracę na rzecz społeczności lokalnej. Wtedy Pan Łukaszewski „wgryzał się” w Panią Gizelę, szczerze gratulując sukcesu i grzejąc się w jej blasku, żeby już za 5 lat zabrać się za jej „wygryzanie” z posady. Zapewne nie omieszkał sobie skrzętnie zaliczyć udziału w tym programie jako wymaganego stażu pracy w opiece społecznej. Nie martwcie się, podatnicy, o cenę wiąchy pokazanej na obrazku; to raczej nie wy za nią płaciliście, a kupiona była z pewnością ze środków pozyskanego grantu unijnego. Dyrektor Łukaszewski zawsze dbał o szczegóły finansowe, więc rachunek za kwiaty miał przy sobie, zapewne w kieszeni marynarki.

8. Ponieważ wszystko, co opisywała we wspomnianych notatkach „Gazeta Goleniowska” działo się w trakcie wakacji, bez żadnego udziału Rady Miejskiej, na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Komisji Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu 25 sierpnia zapytałem Wiceburmistrza Henryka Zajko o sens opisanych w prasie zmian w OPS. Chciałem się dowiedzieć, jak Burmistrz uzasadnia potrzebę zmian kadrowych i organizacyjnych. Wyjaśnienie było dość mętne, a przewijała się w nim „potrzeba dostosowania struktury OPS do zmian w przepisach prawa”. Zaś gdy zapytałem, dlaczego do tych zmian nie może OPS poprowadzić Pani Gizela Rybicka, Wiceburmistrz wzruszył tylko bezradnie ramionami.

(Gdyby kogoś zainteresowało, czemu nie pytałem wprost autora całego zamieszania Roberta Krupowicza, to się roześmieję ponuro. Główny Burmistrz na posiedzenia komisji programowo nie uczęszcza, do tego ma wicków. Choć przepraszam, raz go na wspólnym posiedzeniu komisji widziałem. Ba, lecz wtedy zapowiedziano na nim akcję protestacyjną około 30 mieszkańców Miękowa i Białunia w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego. Burmistrz zagasił zarzewie rodzącego się konfliktu po mistrzowsku, zamiatając jednym zgrabnym ruchem pod dywan wszelkie poprzednie własne działania, które do tego konfliktu uprzednio doprowadziły. Ale to była akcja specjalna, zaś zwykle posiedzenie komisji to codzienna szarówka, co będzie sobie Pan Krupowicz talent dla pospólstwa marnował…)

9. Bądźmy poważni, Panie Wiceburmistrzu. Żadnych istotnych zmian w przepisach ostatnio nie było. Oczywiście, jestem świadom prowadzonej dyskusji między rządem, posłami i szerokim kręgiem instytucji współdziałających w opiece społecznej, w sprawie ewentualnych nowelizacji, szczególnie odnośnie dotychczasowych form pracy socjalnej prowadzonej przez ośrodki pomocy społecznej. Ale konia z rzędem temu, kto określi ich finalny kształt i termin uchwalenia. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło założenia do zmiany ustawy o pomocy społecznej już w kwietniu 2013 r. Prace sejmowe zmierzające do zmiany przepisów trwają nadal, choć ostatnio jakby zwolniły. Ostatnim „dużym” krokiem było przedłożenie kolejnego już wariantu założeń projektu ustawy o zmianie ustawy Stałemu Komitetowi Rady Ministrów 5 sierpnia 2014 r.

Do tego czasu kilkadziesiąt instytucji stale zajmujących się opieką społeczną złożyło setki wręcz uwag do projektowanych zmian. Olbrzymia część z nich podkreśla wady proponowanych rozwiązań. Na przykład uwagi Związku Zawodowego Pracowników Socjalnych ukazują niezbyt radosną perspektywę złożenia całości zadań projektowanych zmian na barki tej i tak słabo już opłacanej grupy osób, oczywiście bez jakiejkolwiek gratyfikacji finansowej. Merytoryczną, wielowątkową i bardzo szczegółową, a jednocześnie w wielu aspektach krytyczną analizę przeprowadziła Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej. Wiele innych instytucji zwracało uwagę na propozycje branżowo ich dotyczące, zmierzające choćby do dokonania zmian w nazewnictwie Ośrodków Pomocy Społecznej i bezcelowości tego zamiaru. Powszechnie wątpi się w celowość nagłego „przewrotu” w organizacji OPS-ów, wskazując raczej na potrzebę stopniowych działań, rozłożonych w dłuższym czasie. Należy też dodać, że w tych kierunkach zmierzają równolegle przedkładane propozycje Komisji Polityki Społecznej i Rodziny Sejmu RP. Komisyjny projekt nowelizacji ustawy o pomocy społecznej, obradowany na posiedzeniu 22 kwietnia 2015 r., zakłada szereg istotnych zmian, lecz bez „rewolucji”.

Do czego my więc tak pędzimy, czemu chcemy wskakiwać do pociągu zmierzającego w nieznanym kierunku? Niektóre dobrze poinformowane wróble ćwierkają, że zależy na tym szczególnie pewnej parlamentarzystce, której nasz Burmistrz słucha podobno szczególnie uważnie, związanej z miłościwie nam rządzącą partią, lobbującej na rzecz pewnych konkretnych rozwiązań. Gdyby stały się one u nas faktem, zapewne ułatwiłoby jej to ich przeforsowanie. Krótko mówiąc, zaplątaliśmy się w odpryski wielkiej polityki.

Zbigniew Łukaszewski, już jako nowy Dyrektor. Zdjęcie: gazetagoleniowska.com

Zbigniew Łukaszewski, już jako nowy Dyrektor.
Zdjęcie: gazetagoleniowska.com

10. Sprawa jest zatem „rozwojowa”. Przecież Dyrektor Łukaszewski zapowiedział dalsze ruchy. Nie wiedzieć czemu, pierwszym ma być doprowadzenie do uchwalenia nowego statutu goleniowskiego OPS. Do porządku najbliższej sesji 9 września Burmistrz wniósł stosowny punkt. Radni zapoznali się z projektem tej uchwały na wspólnym posiedzeniu komisji dnia 1 września. Prezentował go Dyrektor Łukaszewski. A raczej nie prezentował projektu, tylko przedstawił za pomocą prezentacji audiowizualnej założenia przeorganizowania pracy socjalnej OPS. Jego wystąpienie można byłoby przyjąć jako drugi publiczny pokaz wykonanej na zamówienie Burmistrza „nowej struktury organizacyjną OPS w formie Centrum Integracji i Aktywizacji”. Pierwszy miał miejsce w trakcie opisanego wcześniej spotkania Asystenta Łukaszewskiego z pracownikami OPS. O dziwo jednak, nazwa CIiA nigdzie się w proponowanym statucie nie pojawia. Nie mam zamiaru się z planów Dyrektora naśmiewać, znaczna część propozycji godna jest uwagi i poważnego potraktowania. Tylko, że nie mają one nic wspólnego z potrzebą zmieniania statutu. A tym bardziej z potrzebą zmieniania osoby Dyrektora OPS.

Autor nowego statutu nigdzie się nie podpisał, ale do autorstwa przyznał się radnym sam Dyrektor Łukaszewski. W uzasadnieniu uchwały jako potrzebę przyjęcia nowego statutu wskazał: reorganizację Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie [kurczę, skąd się ona wzięła, nigdy wcześniej oficjalnie o niej nie mówiono] i konieczność dostosowania zapisów do aktualnego stanu [rozumie przez to wyrzucenie zapisów niejako „historycznych” typu „uchylony punkt w którymś paragrafie”, co się dzieje 5 razy w obecnym statucie]. Nowy statut jakoby „porządkuje rzeczywisty stan prawny” [cokolwiek miałoby to znaczyć].

Moim zdaniem Dyrektor mógłby wprowadzać wszystkie nowości bez zmieniania choćby jednej litery w dotychczasowym statucie. Statut jest po prostu dokumentem ramowym, zbyt ogólnym dla określania szczegółów pracy instytucji. Konkrety normujące jej zasady pracy, strukturę i zakres działania zawiera zwykle regulamin organizacyjny. Po cóż zatem Dyrektorowi i Burmistrzowi nowy statut? Do tego  należy przeanalizować różnice w obecnie obowiązującym statucie wobec przedstawionego pod obrady. Ale o nich uzasadnienie już nie wspomina.

11. Radni dokonali takiej analizy na posiedzeniu 1 września. Pokrótce mówiąc różnice są następujące:

a) Wyrzucono ze statutu wszelkie odniesienia do konkretnych przepisów prawa, pozostawiając stwierdzenia ogólnikowe. Cytuję nowy zapis:

„§ 4. Ośrodek działa na podstawie obowiązujących przepisów prawa. Zakres jego działania

określają:

1) ustawy i akty wykonawcze do ustaw,

2) uchwały Rady Miejskiej i zarządzenia Burmistrza Gminy Goleniów

Ciekawe, że pominięto Konstytucję RP, skwapliwie wpisując akty prawa lokalnego.

b) Wyrzucono tzw. „słowniczek”, precyzujący użyte w treści pojęcia.

c) „Poprzedni” statut stwierdzał, że „Ośrodek jest jednostką organizacyjną Gminy”; nowy mówi: „Ośrodek jest samodzielną jednostką organizacyjną Gminy Goleniów, nieposiadającą osobowości prawnej. Formą organizacyjno-prawną funkcjonowania Ośrodka jest jednostka budżetowa.” Tu wyrażam daleko posuniętą wątpliwość, czy takiej zmiany można dokonać samym tylko literalnym zapisem, bez rzeczywistego utworzenia nowej jednostki. Przecież dotąd gmina nie posiadała tej jednostki budżetowej. Zgodnie z prawem należałoby jej oddzielnie przekazać w zarząd mienie potrzebne do działania. Tworzenie czegoś zupełnie nowego na pewno nie było intencją tego zapisu.

d) Dotąd w statucie jest zapis, że „Dyrektor Ośrodka i pracownicy zatrudnieni w Ośrodku powinni posiadać kwalifikacje niezbędne do zajmowanych stanowisk, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami”. Obecna propozycja brzmi: „Pracownicy Ośrodka powinni posiadać kwalifikacje niezbędne do zajmowanych stanowisk, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami”. Ot, drobiażdżek, Dyrektor już nie musi mieć kwalifikacji.

e) Dotąd w statucie określone jest stanowisko Zastępcy Dyrektora OPS. W nowym zapisie wyleciało. Ot, drobiażdżek, przypadkowo pełni tę funkcję niedawna konkurentka Dyrektora Łukaszewskiego w konkursie, Pani Elżbieta Nowak.

f) Ostatnia istotna różnica; obecnie „Organizację wewnętrzną, szczegółowe zadania i zasady funkcjonowania Ośrodka określa regulamin organizacyjny nadany przez Burmistrza na wniosek Dyrektora Ośrodka”. W nowym zapisie: „Organizację wewnętrzną, szczegółowe zadania i zasady funkcjonowania Ośrodka określa regulamin organizacyjny nadany przez Dyrektora Ośrodka.”

To, że w ostatnim punkcie wyleciał tym razem Burmistrz, zapewne drobiażdżkiem nie jest. To po prostu przejaw rzeczywistej polityki kadrowej właśnie samego Burmistrza. Polityki całkowicie autorskiej. Po co ma sobie brudzić ręce szczegółami zmian organizacyjnych i kadrowych, które miałyby w OPS nastąpić. Jakby coś się komuś nie podobało, a nie podobać się pewnie może – przecież winien osobiście Łukaszewski. To on rządzi w OPS. Poza tym, co ja mogłem, tak brzmi statut, który uchwaliła Rada Miejska! Gdyby zaś coś się nie podobało Burmistrzowi, zawsze można posunąć Łukaszewskiego.

Radni skonstatowali ze zdziwieniem brak na przedstawionym im dokumencie akceptacji radcy prawnego (obowiązkowej dla wszystkich projektów uchwał). Temu się akurat nie dziwię. Który radca prawny chciałby narazić się na śmieszność? Radni też chyba na śmieszność narażać się nie chcieli, bo na posiedzeniu wspólnym komisji projekt wprowadzenia statutu w proponowanym kształcie odrzucono znaczną większością głosów, przy 2 głosach przeciwnych i chyba 3 wstrzymujących się. W ogłoszonym porządku dziennym sesji projekt tej uchwały jednak figuruje. Nie dam głowy, że zostanie z niego wyprowadzony, a nawet, że nie zostanie następnie w takim właśnie kształcie przyjęty. Bo ludzie nie krowy, poglądy zmieniać im wolno.

Opisałem przykład polityki kadrowej Burmistrza Krupowicza, który przez niektórych jest traktowany jako normalność. Ot, Burmistrz ma prawo dobierać sobie współpracowników, tłumaczyć z tego się nie musi. Każdy może być każdym, a zmiana funkcji z Dyrektora Domu Kultury na Dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej, albo z Dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej na pracownika wydającego dowody osobiste to zwyczajna rzecz – mówią tacy. Zastanawiam się, czy to samo by powiedzieli, gdyby jakaś ważna szycha w Polskim Związku Lekkiej Atletyki kazała Anicie Włodarczyk przekwalifikować się z rzucania młotem na bieg przez płotki?