RSS
 

Archiwum - Luty, 2016

Nabici w butelkę – czyli zderzenie z czołgiem

28 lut
Nie tylko wodę da się nabić w butelkę Rysunek: bejsment.com

Nie tylko wodę da się nabić w butelkę
Rysunek: bejsment.com

Siedzę przy klawiaturze, pisząc o XVII sesji Rady Miejskiej i już nawet nie płaczę. Początkowo szloch mną targał taki, że nie dawałem rady trafiać w dobre klawisze, a z łez zrobiła się niezła kałuża. A mówią, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze… Nie wierzcie, płacze bezproblemowo, szczególnie po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z innym prawdziwym mężczyzną, jak się okazuje rzeczywistym twardzielem. Ta twarda ściana tytanowych mięśni i umysłu jak siekiera ostrego, o którą się na sesji boleśnie potłukłem, to nasz Szanowny Przewodniczący Łukasz Mituła.

Przewodniczący Łukasz Mituła czujnym okiem wypatruje zagrożeń dla koalicji Fot.: twitter.com@lukaszmitula

Przewodniczący Łukasz Mituła czujnym okiem wypatruje zagrożeń dla koalicji
Fot.: twitter.com@lukaszmitula

Co, nie dowierzacie, że Wódz Wszystkich Radnych mógł mnie jakoś brutalnie potraktować?! Że niemożliwe, kłamię, że to przecież dobroduszny człowiek, który muchy by nawet nie skrzywdził, a co dopiero kolegę (bądź co bądź) radnego? Otóż mógł, bo o ile muchy pewnie szanuje, to z radnymi już inna bajka. Pan Mituła poważa tylko „swoich” radnych, kolegów z klubu „Porozumienie”, ścieląc się podnóżkiem u ich stóp, otaczając troskliwie opiekuńczym ramieniem, chroniąc przed najmniejszą troską. Stanowczo przeciwdziała najbardziej choćby nieśmiałym i niewinnym próbom wyrażania opinii dla swego klubu niepochlebnych, zresztą niepochlebnych tylko w jego mniemaniu. Nie ukrywajmy, Pan Przewodniczący jest „Porozumienia” tak dalece zaangażowanym stronnikiem, że radnych do niego nie należących traktuje standardowo jako „nieporozumienie”. Moja sesyjna przygoda, którą Szanownym Czytelnikom dziś opiszę, będzie -jak sądzę- wystarczająco obrazową ilustracją tych gorzkich słów.

A sam sobie jestem winien, przyznaję. Po pierwsze, bo nie zapisałem się do klubu radnych „Porozumienie”, od początku obecnej kadencji miłościwie nam panującego. Toż przecież zaraz po powstaniu klubu, na drugiej sesji Rady Miejskiej, Pan Przewodniczący łaskawie wszystkim błądzącym (czyli jeszcze w klubie niezrzeszonym) rękę podawał, zapraszając do niezwłocznego dopisania się – sam o tym pisałem. Po drugie, zamiast sobie siedzieć cicho i brać dietę, jak to konstruktywnej opozycji wypada, pyszczę na sesjach i posiedzeniach komisji, wiecznie jakieś pretensje zgłaszam, czepiam się przestrzegania jakichś (tfu!) zasad, ignoruję „ustalenia”, często zresztą mi nieznane, ciągle gdzieś węszę za błędami, wytykam pomyłki, krytykuję, pytam o liczby, fakty i przyczyny, ośmielam się targać godność burmistrzów, przewodniczącego rady, a nawet doradców burmistrza i, Bożeż ty mój, Dyrektora Łukaszewskiego! A najgorsze po trzecie, że jeszcze często mam rację…

Dobra, już kończę się użalać i śpieszę opisać, jak to mnie ten czołg na sesji potrącił. W zasadzie opowieść dotyczy tylko jednego punktu obrad, choć kilka innych było wręcz frapujących. Skoro jednak głos zabierałem przy kilku z nich, już wcześniej przyszło mi przyjąć ogień zaczepny naszego czołgu, dość mało celny zresztą. Na przykład przy punkcie „Projekt uchwały w sprawie zawarcia porozumienia partnerskiego z Województwem Zachodniopomorskim dotyczącego współdziałania w realizacji zadań pn. Zachodniopomorska Karta Rodziny i Zachodniopomorska Karta Seniora”, Przewodniczący udzielając mi głosu już wstępnie ocenił moje wystąpienie (zanim się odezwałem!). Okazało się jednak, że intuicja go zawiodła – mówiłem o czymś innym. W tym samym punkcie jako „wice czołg” wystąpił wiceburmistrz Henryk Zajko. Kiedy ubolewałem, że od prawie roku nic nie dzieje się z „Goleniowską Kartą Rodziny”, rekomendowaną w marcu 2015 r. przez Komisję Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu jako gotowy projekt do przyjęcia na sesji, zastępca burmistrza odpowiedział mi coś takiego: „Przypominam panu radnemu Zygmańskiemu, że przecież to sami radni zdjęli ten projekt z porządku dziennego sesji”. Ano zdjęli, a było to na VIII sesji w kwietniu zeszłego roku, na wniosek … Przewodniczącego Łukasza Mituły. Pamiętam, że motywacja była bardzo mętna, a ja osobiście byłem najbardziej zdziwiony. Przecież projekt ten został przez ludzi pana burmistrza przygotowany w marcu właśnie na wniosek … Przewodniczącego Mituły. I jak tu zrozumieć stosunki w tej rodzinie? Oni się o coś tam powadzili, a winien Zygmański…

Wracam do tego jednego punktu obrad, który mam Państwu opowiedzieć. Chodzi o zatwierdzenie taryf dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków w naszej gminie, co wnioskowała spółka Goleniowskie Wodociągi i Kanalizacja. Uściślając, w porządku sesji były to dwa oddzielne punkty, bo Rada miała osobno podjąć uchwałę o cenie wody, a osobno o cenie ścieków. Za te tematy zabrano się zgodnie z porządkiem w punktach 15 i 16, gdzieś około godziny 14, czyli już (jak się pozornie zdawało), pod koniec sesji. Jaki tam koniec: mimo „omówienia” tych zagadnień na wspólnym posiedzeniu stałych komisji w poprzednim tygodniu, dyskusja wraz z głosowaniami zajęła prawie godzinę. Na marginesie, już kilka wcześniejszych punktów przedłużyło się w czasie, za co osobiście winię sposób prowadzenia obrad przez Przewodniczącego Mitułę. Jego często zaczepne wypowiedzi prowokowały niektórych radnych do głosów „ad vocem” i do niepotrzebnego polemizowania. O nie, źle się domyślacie, Wasz sprawozdawca ani razu niczego nie „advocemował”. Apogeum nasilenia tego stylu nastąpiło właśnie przy tych wodno-ściekowych tematach.

Żeby dobrze zrozumieć, o co w wodno-kanalizacyjnej bijatyce na sesji chodziło, trzeba się cofnąć i przedstawić chronologię poprzednich zdarzeń. Jak zwykle przy takiej okazji posłużę się wypunktowaniem istotnych momentów akcji.

Prezes Janusz Dawidziak, poeta wodociągów i kanalizacji Zdjęcie: www.gs24.pl

Prezes Janusz Dawidziak w całej okazałości
Zdjęcie: www.gs24.pl

1. W kwietniu zeszłego roku, na VIII sesji RM, o czym pisałem w długachnym 13 punkcie relacji z tego posiedzenia, przyjęty został „Wieloletni plan rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i urządzeń kanalizacyjnych miasta i gminy Goleniów na lata 2015-2020 będących w posiadaniu Goleniowskich Wodociągów i Kanalizacji Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Goleniowie”. Prezes GWiK Janusz Dawidziak przedstawił wtedy symulację, prognozującą wzrost cen wody i ścieków do łącznego poziomu 13,49 zł w roku 2020. Pokazywała ona przewidywany wzrost w poszczególnych latach, wynikający (jak twierdził wtedy) przede wszystkim ze skali ogromnych inwestycji. Głosujący za przyjęciem niniejszego planu radni siłą rzeczy zaakceptowali jednocześnie ten wzrost, uznając go za strawny dla płacących za wodę i ścieki mieszkańców. Siebie do tej grupy nie zaliczam, bo w głosowaniu się wstrzymałem. Moją motywację mogą Państwo znaleźć we wspomnianym wpisie na blogu.

2. 21 stycznia 2016 r. wpłynął do Burmistrza Gminy „Wniosek o zatwierdzenie taryf dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków” od spółki GWiK. Radnym został przez Burmistrza wysłany drogą elektroniczną 2 lutego. Wniosek nie był żadną niespodzianką, przecież wzrost cen zapowiedziano i poprzednią uchwałą automatycznie zaklepano w kwietniu zeszłego roku.

3. Burmistrz zdecydował, że dokona własnymi siłami weryfikacji danych zawartych we wniosku taryfowym GWiK. Chwali się, przecież gdzieś tam mogli się w wyliczeniach rąbnąć. Powierzył to sprawdzenie inspektorowi ds. kontroli UGiM w Goleniowie, pani Ewelinie Markowicz. Protokół z tej weryfikacji, sporządzony 8 lutego, radni otrzymali e-mailem 10 lutego. Podsumowując wyniki tego badania, nie stwierdza się w nim żadnych nieprawidłowości wniosku taryfowego GWiK. Na końcu stwierdza się: „(taryfy) opracowane zostały przez Spółkę zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków (…) oraz Rozporządzenia Ministra Budownictwa z dnia 28 czerwca 2006 r. w sprawie określenia taryf, wzoru wniosku o zatwierdzenie taryf oraz warunków rozliczeń za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków (…)”. Zatem wszystko w porządku, wniosek jest OK.

4. Tak przygotowany wniosek taryfowy, obudowany sporządzonym rękoma pracowników UGiM odpowiednim projektem uchwały Rady Miejskiej, miał trafić pod obrady wspólnego posiedzenia stałych komisji RM. Na takich posiedzeniach dyskutuje się i opiniuje zwykle te projekty, które mają stanąć pod obrady najbliższej sesji. Zawiadomienie o posiedzeniu komisji wraz z jego porządkiem radni otrzymali drogą elektroniczną 12 lutego. Określono w nim czas spotkania na 16 lutego na godzinę 15.30.

5. Wniosek GWiK miał trafić pod obrady połączonych stałych komisji, lecz nie trafił. Otóż w dniu posiedzenia, już 16 lutego, dokładnie o godz. 15.28, radni otrzymali e-maila z załącznikiem o nazwie „Aktualizacja wniosku o zatwierdzenie taryf dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków”. Ta „Aktualizacja” nosi datę sporządzenia w Spółce 16 lutego i taką samą datę wpływu ma w Biurze Rady Miejskiej. No, świeża bułeczka, po prostu. Przekazany radnym tekst nie miał żadnego pisma przewodniego. W szczególności nic nie wyjaśniało, czemu zaistniała potrzeba zrobienia „aktualizacji” poprzednio złożonego wniosku, skoro Rada jeszcze nie zabrała się za jego rozpatrywanie. Spółka po prostu się czemuś rozmyśliła. Wahliwi tacy.     

6. Na to ostatnie pytanie odpowiem sobie sam, już bez żadnych dokumentów i twardych dowodów, a czerpiąc wiedzę jedynie z ustnych informacji pochodzących od radnych należących do klubu „Porozumienie”. Otóż okazuje się, że Rada Miejska za rozpatrywanie wniosku już przed datą 16 lutego się jednak zabrała. Wynika z ich wypowiedzi, bez skrępowania wyrażanych także w trakcie obrad na sesji, że klub „Porozumienie” nie tylko sprawę wniosku taryfowego GWiK już omówił, ale nawet „nakazał” go poprawić zgodnie z ich intencją. Mianowicie radni klubu przed 16 lutego zebrali się dla przedyskutowania wniosku. Stwierdzili, że ceny wody i ścieków, proponowane we wniosku taryfowym, są ich zdaniem dla mieszkańców zbyt wysokie. Fajnie, że nareszcie do takiej konstatacji doszli, zgadzam się z nimi w zupełności! Nie mam żadnych dokładnych danych, co i komu w konsekwencji nakazali uczynić, by wniosek „poprawiono”, ale go przecież finalnie poprawiono! Wspomniana „Aktualizacja” była zatem dzieckiem klubowej dyskusji.

Tym samym koledzy z „Porozumienia” przeszli do porządku dziennego nad tym, że (jak wspomniałem wyżej w punkcie 1.) w kwietniu 2015 r. zaaprobowali nie tylko ambitny plan inwestycji GWiK na około 40 mln zł, ale też finansujący ten program stopniowy i wyraźnie zasygnalizowany wzrost cen wody i ścieków. Zatem klasyka – chcą zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Inwestycje – tak, każdemu się woda należy, ścieki w XXI wieku muszą iść do kanalizacji. Wzrost cen – nie, musimy chronić nasze ubogie społeczeństwo. Ja się z kolegów nie naśmiewam, sam czuję nieraz naiwną tęsknotę za tym, żeby zawsze być dobrym i wszystkim robić dobrze. Wiem jednak, jak bardzo taka dziecinna tęsknota mija się z rzeczywistością. Przykro mi, życie uczy, że wszystko kosztuje, więc musimy wybierać. A słowo się już w zeszłym roku rzekło, kobyłka u płota.

Co ja sobie o takiej praktyce działania kolegów z „Porozumienia” myślę, wyrażałem niejednokrotnie. Nie tylko na własnym blogu przy różnych okazjach, ale także w toku prac komisji i na sesjach Rady. Nie mam intencji nikogo obrażać, a tylko przedstawiam nagie fakty. Jeśli kogoś obrażają, tym gorzej dla faktów. Uważam ich zapędy rządzenia poprzez forum klubu „Porozumienie”, z pominięciem radnych do klubu nienależących, za sprzeczne z duchem demokracji, ale przede wszystkim jako działania osłabiające Radę Miejską merytorycznie. Sprzyjają one oczywiście cementowaniu rządzącej koalicji, wybitnie ułatwiając burmistrzowi Krupowiczowi bieżące rządzenie. O ile ostentacyjnie nie uczestniczy on w pracach komisji Rady, wysyłając do nich swoich zastępców, o tyle dla klubu „Porozumienie” ma czas osobiście. „Na klubie” ustala się sposób jednolitego głosowania, bez względu na wartość merytoryczną lub stronę formalną składanych przez burmistrza projektów. Utrzymywanie twardej dyscypliny klubowej, tej „maszyny do głosowania”, która daje pewność wygrania przez koalicjantów każdego głosowania na sesji, wyklucza jednocześnie z udziału w dyskusji i rządzeniu pozostałych radnych. Bagatelka, marginalizuje 1/3 składu Rady, radnych zdolnych wnieść do jej prac wiele dobrego. Próbują to zresztą stale czynić, bez wielkich nadziei na sukces. Oficjalnie ignorowani są przez członków „Porozumienia”, a w kuluarach częstowani przyjaznymi gestami i słowami w stylu „Przecież rozumiesz, muszę”.

Klub nie jest ciałem, którego obrady się protokołuje, a protokoły publikuje dla powszechnego dostępu. Na jego posiedzenia nie może wejść także publiczność, bo to w sumie spotkania prywatne. Nikt nie podaje na tablicy informacyjnej, kiedy klub się spotyka. Wszystko, czego dowiadujemy się o jego działaniu, pochodzi z „trzeciej ręki”. Nie da się odróżnić, czy są to informacje, czy dezinformacje. Zawsze łatwo się z nich wykręcić niepamięcią bądź powiedzieć, że to bezczelne kłamstwa. Członkowie klubu są informowani u źródła, wtajemnicza się ich w kulisy i tło projektów uchwał, dalekosiężnych planów, taktyki i strategii. Pozaklubowy plebs, wybrany w tych samych wyborach i teoretycznie mający takie same szanse reprezentowania swoich wyborców, może oczywiście o wszystko pytać, tylko najpierw musi wiedzieć, że jest się o co pytać. Jeśli poprzez tak działające ciało załatwia się wszystkie istotne lokalne sprawy, to jaka jest ta nasza lokalna demokracja?

Sami sobie winni ci separatyści – mogli się do klubu „Porozumienie” zapisać, prawda? A tak jako „wiecznie niedoinformowani” i „nie nasi” pchają się do pomocy, tylko zaburzając przyjęte wcześniej ustalenia klubowiczów. Co gorsza, często mącą im w głowach pokazując albo ewidentne błędy i niedoróbki projektów uchwał, albo rozwiązania po prostu lepsze, a przynajmniej alternatywne. I jeszcze motyw psychologiczny: co ma  niejeden członek „Porozumienia” zrobić ze swoim czystym sumieniem przy głosowaniu, kiedy rozum i serce mówią: „kurczę, mają rację!”, a zdrowy rozsądek pragmatycznie podsuwa: „nie pchaj palca między drzwi, głosuj jak ustaliliśmy „na klubie”, za rozbijactwo przecież cię nie pochwalą”?

Ale dość tym gorzkim żalom, wróćmy do mokrej roboty, czyli wydarzeń wodno-ściekowych.

7. Znów jesteśmy przed sesją, na wspólnym posiedzeniu stałych komisji RM 16 lutego. Tak się pechowo składa, że w rozpoczęciu tego spotkania nie uczestniczyłem z powodów zawodowych. Przyszedłem po około godzinie, czyli o 16.30, kiedy temat wniosku GWiK był już zakończony. Jak wiem z kilku relacji obecnych, załatwiono go bardzo sprawnie, choć po prawdzie nieco zaskakująco. Otóż od razu wręczono obecnym radnym wydruk przysłanej im teoretycznie dwie minuty wcześniej e-mailem „Aktualizacji wniosku GWiK” (patrz punkt 5) informując, że to treść właśnie tego wniosku będzie na posiedzeniu omawiana. Do nowego wniosku przygotowane też będą nowe projekty uchwał (w tej chwili jeszcze nie istniejące). A stary wniosek, pierwotny? Jakoś wyparował samoistnie, Rada go nie będzie rozpatrywać. Po co, skoro GWiK go „sam z siebie zaktualizował”? Moi informatorzy twierdzili, że nikogo z członków „Porozumienia” to nie zaskoczyło. Jak napisałem wcześniej, zaskoczyć nie mogło, przecież sami ten nowy wniosek zainicjowali. Pozostali radni, być może nawet co do tła wahliwości GWiK odnośnie taryf nieuświadomieni, dość biernie nie pytali o przyczyny pojawienia się nowego wniosku. Następnie prawie bezdyskusyjnie wniosek GWiK zaopiniowano pozytywnie w głosowaniu. 

Jak powiedziałem, przyszedłem na posiedzenie spóźniony. Zapytałem tylko kolegów, czy tą sprawę już zakończono. Trochę się zdziwiłem, że tak szybko. Nie miałem oczywiście świadomości, że przyjęto taryfy w wersji z „Aktualizacji”, bo o niej jeszcze nie wiedziałem. Do tego pewności nie mam, czy mi też wspomniany wydruk przekazano, gdyż zajęły mnie bieżące sprawy. Być może jako spóźnialski dostałem ten papier, czego sobie na 100% nie przypominam, ale pewnie i tak odłożyłbym go na bok, nawet nie spoglądając. Miałem przecież przy sobie własny, który wydrukowałem w domu. Jasne, że się myliłem, bo wydrukowałem oczywiście wniosek pierwotnie złożony, przesłany nam już 2 lutego. Mam te wątpliwości, bo w swoich przechowywanych skrzętnie papierach wydruków „Aktualizacji” nie posiadam. Ponieważ spraw innych było wiele, a posiedzenie jeszcze dość długo trwało, nie zaprzątałem sobie głowy wodą i ściekami. Dopiero wieczorem sprawdzając pocztę zauważyłem, że w ciągu dnia wpłynęła „Aktualizacja”. W ten sposób ominęła mnie okazja, żeby swoje rozterki rozplątać na posiedzeniu stałych komisji. Za gapowe się płaci… – Nic straconego (pomyślałem), na sesji się dopytam.

8. W tygodniu przed sesją wyjaśniło mi się, że taryfy za wodę i ścieki będą obradowane w wersji „zaktualizowanej”, a nie pierwotnej. Zapoznałem się z nowym wnioskiem, a przede wszystkim z jego najważniejszym ustaleniem – stawkami taryf. Zastanawiałem się, skąd różne wysokości stawek wobec poprzedniego wniosku. Przecież burmistrz weryfikował poprzedni wniosek wnikliwie (patrz punkt 3)? Czyżby Prezes Dawidziak dokonał jakiejś samowoli, stawiając burmistrza w kłopotliwej sytuacji? Zdziwiłem się, że brak we wniosku jakiejkolwiek motywacji jego zgłoszenia. Dopiero wtedy uzyskałem informacje o dokładnym przebiegu tego punktu programu posiedzenia wspólnego stałych komisji. Wtedy też pierwszy raz doszły do mnie słuchy o klubowej robocie kolegów z „Porozumienia”. – Nic straconego (pomyślałem), na sesji się dopytam.

9. Obiecane na posiedzeniu 16 lutego projekty uchwał „przyszły” e-mailem dnia 23 lutego o godzinie 14.53. Porównałem je ze „starymi” (przygotowanymi do zatwierdzenia taryf figurujących w pierwszym wniosku GWiK) i znów nie mogłem czegoś zrozumieć. Poza oczywistymi różnicami w wysokości stawek rzucało się w oczy coś innego. Pierwotne projekty zawierały stawki netto (bez uwzględnienia 8% VAT), zaś w nowych ceny podano brutto (już z VAT-em). Bardzo trudno było więc zauważyć, czym się właściwie różnią te ceny: czy w porównaniu są wyższe w projektach pierwotnych, czy w „aktualizacyjnych”? I czy tak może ustalili klubowicze, czy też ludzie burmistrza samodzielnie zmienili formę określenia stawek w uchwałach? Ponieważ na analizę czasu do sesji dużo nie miałem, dość pobieżnie przejrzałem cały nowy kilkudziesięciostronicowy wniosek GWiK.

10. Tu znów muszę nieco przynudzić, tym razem liczbami. Żeby dokonać jakichkolwiek porównań zrobiłem sobie zbiorczą tabelkę, którą niniejszym Państwu zademonstruję. Przedstawia ona obok siebie wszystkie trzy taryfy razem: „starą”, obowiązującą w roku 2015; następnie stawki z pierwszego wniosku GWiK; później stawki z drugiego wniosku (tzw. „aktualizacji”); najbardziej na prawo są jeszcze ostateczne (przyjęte na środowej sesji) powiększone o VAT stawki brutto, żebyście Państwo wiedzieli, ile naprawdę Was usługi GWiK będą kosztować.

Stawki za wodę netto (nie uwzględniając 8% VAT), w tym:

Stawki netto 2015 (zł)

Stawki netto wniosek

z 21.01 (zł)

Różnica % do 2015

Stawki netto wniosek

z 16.02 (zł)

Różnica % do 2015

Stawki brutto 2016 (zł)

Cena 1 m3 dostarczonej wody

3,23

3,39

+4,95

3,40

+5,26

3,67

Abonament – opłata za odczyt

2,18

2,38

+9,17

2,22

+1,83

2,40

Abonament – opłata za rozliczenie

1,63

1,66

+1,84

1,66

+1,84

1,79

Abonament – opłata za gotowość

2,82

2,96

+4,96

2,87

+1,77

3,10

Stawki za odbiór ścieków netto (nie uwzględniając 8% VAT), w tym:

Stawki netto 2015 (zł)

Stawki netto wniosek

z 21.01 (zł)

Różnica % do 2015

Stawki netto wniosek

z 16.02 (zł)

Różnica % do 2015

Stawki brutto 2016 (zł)

Cena 1 m3 odbieranych ścieków

6,94

7,24

+4,32

7,25

+4,47

7,83

Abonament -  opłata za odczyt

2,18

2,38

+9,17

2,22

+1,83

2,40

Abonament – opłata za rozliczenie

1,63

1,66

+1,84

1,66

+1,84

1,79

Abonament – opłata za gotowość

5,05

5,29

+4,75

5,55 (7,25)!

+9,90 (+43,56)!

5,55

 

11. Tworząc tabelkę korzystałem między innymi z obu złożonych przez GWiK wniosków taryfowych. Przy czym spisywałem dane nie z głównych tabel 4.1 „Wysokość cen i stawek opłat za dostarczana wodę” i 4.2 „Wysokość cen i stawek za odprowadzane ścieki” (zamieszczonych na odpowiednio 4 i 5 stronach obu wniosków), zawierających właściwe, przenoszone później do uchwał stawki. Skorzystałem z tabel o nazwie „Porównanie cen i stawek taryfy obowiązującej w dniu złożenia wniosku z cenami i stawkami opłat nowej taryfy dotyczącej: A – zaopatrzenia w wodę; B – odprowadzania ścieków”, zamieszczonych w „Uzasadnieniu wniosku taryfowego”. Teoretycznie jest to bez znaczenia, bo dane muszą w nich być identyczne. Uzasadnienie nie może dotyczyć przecież innych stawek, a tylko tych zawartych we wniosku.

Sprawdzając na końcu, czy się gdzieś nie chlapnąłem, porównywałem te dane z projektami obu uchwał. Z zaskoczeniem zauważyłem pewną różnicę. Otóż w mojej tabeli jedna ze stawek miała inną wysokość, niż finalna w ostatecznym projekcie uchwały. Dotyczyła wniosku „aktualizacyjnego” w odniesieniu do ścieków w części „Opłata abonamentowa za gotowość (ostatnia, najniższa rubryka tabeli). Sprawdziłem, o co idzie i aż dech mi zaparło z wrażenia. Otóż wniosek „aktualizacyjny” rzeczywiście MA RÓŻNE STAWKI w tej samej rubryce: 5,55 zł w głównej tabeli wniosku (ze strony 5) i 7,25 zł w tabeli w „Uzasadnieniu”. I o ile procent wzrostu +9,90 wyliczyłem sobie sam, bo główna tabela % nie podaje, to wzrost +43,56% w „Uzasadnieniu” figuruje jak byk!

Poprawiłem swoją tabelkę, pozostawiając w ostatniej rubryce te dwie różniące się wartości. Za chińskiego Boga nie jestem w stanie sobie wyjaśnić, skąd taka niespójność między wnioskiem a jego uzasadnieniem. Te wyliczenia po prostu MUSZĄ się zgadzać! Inaczej można podejrzewać, że ktoś coś tu manipulował, a całe uzasadnienie da się o kant dupy potłuc! Być może są to ślady nici, którymi szyto zamówioną przez radnych „Porozumienia” zmianę? Nie mam zresztą zamiaru snuć jakichkolwiek teorii w tej sprawie, niech wyjaśni to wnioskodawca. Przypominam, jesteśmy jeszcze przed przyjęciem nowych stawek. – Nic straconego (pomyślałem), na sesji się dopytam.

12. To jednak było tylko przygotowanie do najważniejszej roboty. Proste zebranie i porównanie danych. Przede wszystkim interesował mnie jednak finalny wynik: różnica przychodów Spółki między sprzedażą wody i odbioru ścieków po stawkach pierwotnych a po stawkach „zaktualizowanych”. Krótko mówiąc chciałem ustalić, czy nowe stawki płacącym za usługi klientom GWiK coś zaoszczędzają, czy raczej wypompują więcej pieniędzy z naszych kieszeni. Słyszałem przecież, że radni „Porozumienia” chcieli obniżyć stawki z pierwotnego wniosku GWiK. Tu zrobiłem sobie kolejną tabelkę.

Skorzystałem znów z danych GWiK zawartych w obu wnioskach. W „Uzasadnieniu” obu znajduje się Tabela G o tytule: „Zestawienie przychodów według taryfowych grup odbiorców usług, z uwzględnieniem wielkości zużycia oraz cen i stawek opłat w roku obowiązywania nowych taryf w złotych”. Dane tam zawarte porównują, ile wszyscy odbiorcy zapłaciliby w ciągu 12 miesięcy, gdyby przy zużyciu identycznej ilości wody i odprowadzeniu takiej samej ilości ścieków musieli zapłacić wnioskowane przez GWiK stawki. Otóż co mi wyszło:

Podstawa przychodów GWiK

Przychód GWiK za wodę

Przychód GWiK za ścieki

Rok 2015 (dotychczasowe stawki)

3.639.456,77 zł

6.295.125,39 zł

Rok 2016 (stawki z I wniosku)

3.839.902,35 zł

6.637.522,13 zł

Rok 2016 (stawki z „Aktualizacji”)

3.839.902,35 zł

6.637.522,13 zł

Tak, wzrok Państwa nie myli… Mimo zupełnie różnych taryf kwoty, które ma zamiar uzyskać Spółka z kieszeni mieszkańca za swoje usługi są IDENTYCZNE CO DO GROSZA!

13. Żebyśmy się dobrze rozumieli: te dane zawarła spółka GWiK w dokumentach jawnych, przekazanych radnym do rąk własnych przed sesją, uwiarygodnionych podpisem Prezesa Zarządu mgr. inż. Janusza Dawidziaka na każdej stronie. Niczego nie zmieniałem, nie pomyliłem, sprawdzałem wszystko po kilka razy. Mimo interwencji radnych, dążących ponoć do obniżenia ciężaru wydatków gminnego podatnika za wodę i ścieki, mimo spełnienia wymogu zmiany poszczególnych stawek taryfowych – GWiK i tak zgarnie od nas takie same pieniądze. Na nic zdały się nerwowe próby manipulowania wnioskiem Spółki. Tak czy tak – górą Dawidziak. Miała Spółka chęć dostać o 542.842,32 zł więcej z naszej kieszeni i tyle dostanie, ani grosza mniej! Przypominam jednak, że jesteśmy jeszcze przed przyjęciem nowych stawek. Jakby tak kolegom z „Porozumienia” zwrócić uwagę, to może się zdenerwują i „Aktualizacji” nie przyjmą? – Nic straconego (pomyślałem), na sesji się dopytam.

Niech się koń martwi Fot.: www.koniecafe.bloog.pl

Niech się koń martwi
Fot.: www.koniecafe.bloog.pl

14. Gwoli ścisłości dodam, że pewności co do powyższego wniosku jednak nie miałem. Skoro mógł się Prezes chlapnąć i umieścić w „Aktualizacji” błąd opisany w punkcie 11, to może i dane w tabelach z „Uzasadnień” obu wniosków przepisano bez zmian omyłkowo? Może po wprowadzeniu stawek zawartych w „Aktualizacji” rzeczywiste przychody Spółki mają jednak się różnić W końcu czasu na sporządzenie „Aktualizacji” radni wiele dla GWiK nie pozostawili… Tego wniosku przecież żaden kontroler UGiM nie weryfikował jak pierwotnie złożonego, może jest w nich jeszcze więcej błędów? – A co tam (pomyślałem), koń ma duży łeb, niech się martwi. Na sesji się dopytam.

15. Doczekaliście się Państwo, jestem już na XVII sesji Rady Miejskiej w Goleniowie, w środę 24 lutego. Jest około 14.00. Rozpoczął się właśnie 15. punkt programu sesji, zajmujemy się więc wodą. Mój zbiór kwestii do wyjaśnienia jest dość pokaźny, a przecież radny w dyskusji ma tylko 5 minut. Jak dochodzą słuchy z prac Komisji Statutowej i tak ulegnie to skróceniu do 3 minut w zmienianym statucie, nad którym to szacowne ciało biedzi się już rok. Podobnież sam Przewodniczący Mituła te 3 minuty zażyczył, bo mu organizacja sesji kuleje z powodu gadulstwa radnych. Szczerze mówiąc, ja na miejscu pana Przewodniczącego Mituły ograniczyłbym wystąpienia w dyskusji do 30 sekund, a za przekroczenie czasu wprowadziłbym karne rażenie prądem. Ględzą z reguły tylko niezrzeszeni w „Porozumieniu”, a skoro klub i tak już wszystko ustalił, to na co to? Przecież ustalenia już są, teraz jeszcze tylko szybkie głosowanko i po herbacie. Strata czasu i tyle.

Do dyskusji o wodzie zapisało się niespodziewanie wielu radnych, co przyjmuję z ulgą. Może uda mi się coś z gęstniejących pytań rozjaśnić, nie będę więc musiał pytać o aż tak dużo. Postanawiam poczekać, aż lista zgłoszeń się uspokoi (bo nadal rosła) i ustawić się w kolejce na końcu. Ostatecznie figurowałem tam jako drugi od końca, zaraz za koleżanką Lucyną Skałecką-Włodarczyk, a zaraz przed ostatnim kolegą Czesławem Majdakiem. Siedzę zatem spokojnie słuchając i próbując wyłowić jakieś wyjaśniające się kwestie. Nawet zaplanowałem taktycznie (się jest taktykiem!), jak podzielić moje wątpliwości na 5 minut przy punkcie z wodą, a później drugie 5 minut na punkcie ze ściekami. Przecież ten następny punkt programu jest pokrewny, wynika z tego samego wniosku GWiK. Spoko, dam radę, aż 10 minut to wręcz zbędny nadmiar luksusu.

Czekałem tak ponad pół godziny. Niestety, nic mi się nie wyjaśniało, bo wypowiedzi raczej omijały moje pytania. Poza kolejką radnych głos dostawał często Prezes Dawidziak dla udzielania wyjaśnień. I nawet burmistrz Krupowicz oderwał się na chwilę od telefonu, na którym bez przerwy od początku sesji pisał jakąś powieść, żeby dyskusję skierować na właściwy jego zdaniem tor. Na to Przewodniczący Mituła udzielił mu extra głosu „ad vocem”. Bo niektórzy dyskutanci nieco zbaczali z tematu taryf na wątki inwestycyjne chociażby. Na przykład radna Dorota Chodyko bardzo chciała usłyszeć, czy nie opóźnia się budowa wodociągu dla Niewiadowa. Roiło się od „ad vocem”, czyli „w nawiązaniu do głosu przedmówcy”, które powodowały następne „ad vocem”. Przewodniczący Mituła próbując nad tym zapanować z coraz większą rozpaczą klonował następne „ad vocem”, bo wyczuwalne w jego głosie zniecierpliwienie i mentorski ton niektórych do tego prowokowały. Tylko kolega Czesław Majdak zahaczył w dyskusji o wyjaśnienie stawianych przeze mnie pytań, nikt jednak do jego wypowiedzi nie nawiązywał, nadal niczego mi nie tłumaczył. Lecz kolejka czekających jednak się posuwała, o już tylko Lucyna, i będę się mógł pytać do woli.

16. Niewiele pamiętam z wypowiedzi koleżanki Lucyny, choć zawsze lubię jej słuchać.  Mówi zwykle sensownie, choć niekoniecznie myśli jak ja. Wiem to od urodzenia, bo tyle się przecież znamy, wychowani na jednym podwórku: ja już 56 lat, a ona coś połowę z tego – nikt by jej przecież więcej niż 25 lat nie dał. Tym razem jednak układałem sobie w głowie moje zbliżające się 5 minut. Widzę, że jej czas już się kończy, przysuwam sobie bliżej mikrofon i nagle słyszę z jej ust: – Stawiam formalny wniosek o zakończenie dyskusji. Jak obuchem w łeb, bo wiem, co będzie dalej. Pan Przewodniczący radośnie podskakuje i błyskawicznie rzuca: – Czy jest wniosek przeciwny? Pokazuję mu bezradnie ręką, że zostało już tylko dwóch dyskutantów (widzi), ale właściwego guzika już nie zdążyłem nacisnąć. Pan Mituła z uśmiechem zarządził głosowanie wniosku. Co by dało, gdybym zdążył złożyć wniosek przeciwny? Ano nic. Jak można uzyskać odwrotny wynik, skoro najpierw zgłoszony wniosek formalny uzyskuje poparcie 10:6?

Dojaśnię, że wniosek formalny zgodnie ze statutem gminy musi być głosowany natychmiast, a nie na końcu, po skończonej dyskusji. Pozytywnie przegłosowany kończy dyskusję od razu, nawet gdyby nie wiem jak ważne były uwagi chcących jeszcze zabrać głos. Znając Przewodniczącego, gdyby nie chciał dyskusji zakończyć, sam by zgłosił wniosek przeciwny. Przetrenował to już kilkakrotnie, zresztą wyłącznie na wnioskach formalnych zgłaszanych kiedyś przeze mnie. Tym razem pan Mituła nie miał zamiaru interweniować. Oczywiście widział, że już tylko dwie osoby zostały, lecz uznał, że czemuś lepiej ich do dyskusji nie dopuszczać.

Dodam jeszcze, że już po sesji koleżanka Lucyna z własnej inicjatywy mnie za tę sytuację przeprosiła. Tłumaczyła, że po prostu nie zauważyła, że jeszcze ktoś w dyskusji pozostał – siedzi przecież przy stole prezydialnym (jako Wiceprzewodnicząca Rady), tyłem do ekranu wyświetlającego listę zgłoszeń. Ja te przeprosiny przyjąłem i nie mam zamiaru się na nią obrażać. Nie obrażam się także na Przewodniczącego Mitułę, który przecież mógł skorygować błąd koleżanki Lucyny i zapytać ją, czy podtrzymuje swój wniosek jeśli pozostały już tylko dwa zgłoszenia. Jest konsekwentny w rzucaniu kłód pod nogi „nie swoim”, czemu nagle miałoby być inaczej?

17. Oczywiście za kilka chwil nastąpiło głosowanie odnośnie przyjęcia taryf za wodę, co przyjęto bezproblemowo: chlup i już mamy nowe ceny. Mój głos przeciwny w tej sprawie zabrzmiał jak plusk przy grzmiącym wodospadzie poparcia. Czemu przeciwny? Ile może być w końcu tajemnic i błędów, istotnie zaciemniających wysokość stawek z „Aktualizacji”? Jak w zgodzie z własnym sumieniem podnosić rękę za? Proszę zauważyć, że gdybyśmy głosowali pierwszy wniosek GWiK, z pewnością byłbym za nim, bo nie pałętało się koło niego tyle niejasności. Wszystko było zapowiedziane, zgodne z wieloletnim planem strategicznym, poparte niepodważalnymi (jak mi się zdawało) i zweryfikowanymi wyliczeniami. Musiałbym być super upartym matołem, żeby głosować przeciw.

18. Ochłonąłem nieco i pomyślałem: dobra, zaraz będziesz miał szansę przy ściekach. Kolejka dyskutantów była dużo krótsza, niektórzy wypstrykali się przy wodzie. No i już, pan Przewodniczący udziela mi głosu. Jest godzina 14.45.

Zacząłem po kolei, jak w tym wpisie, od przypomnienia zeszłorocznego przyjęcia programu inwestycji GWiK i skutkującego z tego planowanego wzrostu cen wody i ścieków. Szybciutko nawiązuję do pierwszego wniosku taryfowego GWiK, który w zasadzie niczego nowego nie wnosił wobec wcześniejszych zapowiedzi. Został on poddany weryfikacji przez burmistrza i okazał się spójny z przepisami normującymi tą sferę. Pytam, skąd zatem pojawił się ten następny wniosek, nazwany „Aktualizacją”. I czemu nikt nie wyraża żadnego zaskoczenia jego pojawieniem się? Przecież i radni, i Prezes byli świadomi, jak rysuje się prognozowany wzrost cen aż do roku 2020. Przypominam, że to właśnie z wpływów z usług ambitny program inwestycyjny ma być sfinansowany. A tu Pan Prezes Dawidziak, jakoby idąc w innym kierunku, składa nowy wniosek, podobno obniżając żądania Spółki z pierwotnego wniosku. Czyżby chciał zarżnąć swoją własną firmę? Jak w trakcie sesji słyszę, to radni „Porozumienia” dbając o kieszeń mieszkańców w bieżącym roku naciskają na Spółkę, korygując własny uprzedni plan.

Nie tylko mi trafia się zderzyć z czołgiem Fot.: wiadomosci.wp.pl

Nie tylko mi trafia się zderzyć z czołgiem
Fot.: wiadomosci.wp.pl

19. Tyle zdążyłem powiedzieć, a zajęło mi to około 2 minuty. Właśnie miałem przejść do zadania wielu pytań, które w tym wpisie zasygnalizowałem, ale od stołu prezydialnego grzmotnął jak wystrzał z tytułowego czołgu mniej więcej taki tekst: „O nie, panie radny, tak pan nie będzie mówił. Odbieram panu głos”. Jeszcze nie przestała mi w głowie grzmieć ta czołgowa eksplozja, gdy w ślad za tym mój mikrofon ucichł.

20. Nie pozbierałem nawet myśli, kiedy pan Mituła zdążył ogłosić zakończenie dyskusji. Byłem w niej ostatni, więc natychmiast przystąpił do prowadzenia głosowania w tym punkcie. Wybaczcie, nie pamiętam, czy w nim uczestniczyłem. Poczułem po prostu, że muszę już wyjść, a moja dalsza obecność może się źle zakończyć dla mojego zdrowia. Zdałem sobie sprawę, że nie dam rady niczego konstruktywnego wnieść do trwającej przecież nadal sesji. Chciałem zabierać jeszcze głos w kilku punktach, szczególnie odnośnie zmian w bieżącym budżecie, ale to już chyba byłoby samobójstwo, dokończenie mokrej roboty wykonanej przez Przewodniczącego. Spakowałem więc torbę i opuściłem salę, żegnając zbiorczo wszystkich obecnych.

Nie dajmy się zakneblować Fot.: wiadomosci.dziennik.pl

Nie dajmy się zakneblować
Fot.: wiadomosci.dziennik.pl

21. Jak myślicie, Drodzy Czytelnicy, dlaczego Przewodniczący Mituła zabrał mi głos? Nie powiedziałem żadnego nieparlamentarnego słowa, nie obrażałem nikogo, mówiłem tylko o rzeczach powszechnie znanych. Nie krzyczałem, starałem się mówić tak spokojnie, jak tylko można, by sprostać trudnemu zadaniu streszczenia wszystkiego w czasie krótkich 5 minut. Do ich upływu brakowało ponad połowy tego czasu. Jeśli zdradziłem jakąś tajemnicę, to tylko nieświadomie. Żadna ze spraw, które zdążyłem wspomnieć, oznaczona gryfem tajności nie była. A przecież Konstytucja gwarantuje wszystkim swobodę wypowiedzi. Z tym że jak wiadomo, Konstytucja ostatnio nie ma wysokich notowań w rankingu ważności aktów prawnych. Bardziej ceni się rozporządzenia ministrów.

No to może Przewodniczący wziął pod uwagę jakieś swoje uprawnienia, nadane mu Statutem Gminy. Sprawdźmy, zacytuję poniżej wszystko, o czym mówi w tej dziedzinie Statut:

§ 27. 1. Prowadzący obrady czuwa nad sprawnym przebiegiem i zachowaniem porządku obrad.

2. Radny lub osoba spoza składu Rady nie może zabrać głosu bez zgody prowadzącego obrady.

3. Gdy mówca odbiega od tematu, prowadzący obrady powinien go upomnieć.

4. Jeżeli mówca swoim wystąpieniem lub zachowaniem w sposób oczywisty zakłóca porządek obrad bądź uchybia powadze sesji, prowadzący obrady przywołuje go „do porządku” a gdy to nie przynosi skutku, może odebrać głos, nakazując odnotowanie tego faktu w protokole.

5. W razie rażącego zakłócania przebiegu obrad przez osobę przebywającą w sali, prowadzący może zwrócić się do właściwych organów o jej usunięcie z sali i przywrócenie porządku.”

Jak widać, moje wykroczenie nie należało do gatunku najcięższych, określonych w § 27. 5. , skoro pan Mituła nie wezwał Policji, która wyprowadziłaby mnie z sali w kajdankach. Tryb określony w § 27. 3. też nie został zastosowany, bo nikt mnie nie upomniał. Ani nie było to postępowanie zgodne z § 27. 4. – Przewodniczący nie przywoływał mnie do porządku. Zastosował nowy, nieokreślony w Statucie tryb. Po prostu zabrał mi głos. Ciach i już. Być może ćwiczy sobie już to, co się znajdzie w tej kwestii w statucie zmienionym, ale nawet laik w prawie wie, że tak nie wolno robić.

22. Powoli zbliżam się z mozołem do końca. Co zatem się stało, poza oczywistym nokautem, który zastosował wobec mnie Przewodniczący Łukasz Mituła? Otóż poprzez jego działanie Rada Miejska przyjęła nowe stawki taryf za wodę i ścieki, obarczone moim zdaniem wielu różnej rangi wątpliwościami. Radnemu, który miał zamiar o tym kolegom powiedzieć, ostrzegając przed wdepnięciem w taki błąd, Przewodniczący Rady w trybie niezgodnym ze swoimi uprawnieniami zamknął usta. Bez żadnego widocznego powodu, w kompletnie irracjonalny sposób.

Pole do domysłów mam otwarte, skoro wyjaśnień odebrania mi głosu nie widać. Zwrócę się o nie oczywiście do Pana Przewodniczącego na piśmie, ale domyślać mogę się sam. Tym bardziej, że na własnym blogu nikt mi głosu nie odbierze. A tylko jedno możliwe wyjaśnienie ciśnie mi się do głowy. Otóż prawdopodobnie kierunek mojej sesyjnej wypowiedzi jasno dał Przewodniczącemu do zrozumienia, że niewygodne pytania za kilka sekund na sesji zabrzmią. Że za chwilę trudno będzie zamieść pod dywan jakieś sprawki, które powinny jego zdaniem pozostać w ukryciu. Wydaje się, że byłem zbyt niebezpiecznie blisko prawdy, i tylko dlatego trzeba było za wszelką cenę zamknąć mi usta.

Podsumujmy, o ile się w ogóle da… Czy naprawdę tego chcieliście, koledzy radni z „Porozumienia”, żeby doprowadzając do całego zamieszania ze zmianą wniosku przez GWiK nie zmienić niczego w wysokości stawek? Przecież informacja, że chronicie mieszkańców przed podwyżkami już poszła w lud. Czy nie czujecie się nabici w butelkę i czy nie wkurza was to? A jeśli tak, to przez kogo? A może to Prezes Dawidziak powinien czuć się nabity w butelkę, skoro od kwietnia zeszłego roku liczył skrzętnie pieniądze na przeprowadzenie zaplanowanych inwestycji? A tu taka wolta, radni niczego nie pamiętają, tylko uprawiają ekonomiczne chciejstwo uważając, że stawki pewnie i tak są zawyżone, można je więc dowolnie ściąć? A może to burmistrz Krupowicz jest tym nabitym w butelkę? On lojalnie Prezesa od początku popiera, broni przed skolegowanymi radnymi tworząc dowody, że wniosek (pierwszy) GWiK jest cacy. A kiedy radni tego nie chcą słuchać, prąc do obniżenia stawek, co dostaje od Prezesa? Jakąś fałszywkę, która niby coś zmieniając, suszy kieszeń podatników identycznie, jak tego radni nie chcieli? Co będzie, kiedy się tego dowiedzą? Rany, jeszcze zbuntują się i co wtedy?

A co ja ich będę żałował, siebie mi szkoda. Za zetknięcie z sesyjnym czołgiem już sporo zapłaciłem. Cukier mi skoczył w górę na parę dni, ciśnienie łeb rozsadza, papierochów z nerwów smolę więcej niż zwykle. Pewnie niepotrzebnie grzebiąc się w wodzie i ściekach, skracam sobie właśnie życie o bezcenne tygodnie czy miesiące, których nikt mi nie odda. A oni? Sami sobie winni. Po pierwsze, drugie i trzecie, po co tworzyli mechanizm, w którym wyautowani głosu nie mając, nie mają możliwości ustrzec ich przed nabiciem w butelkę? Patentu na rację nie ma nikt, a przecież co 21 głów, to nie jedna. Może kiedyś to zrozumieją…

 

Władza słucha ludu

05 lut
Władza uwielbia takie chwile: kieruje marszałek Geblewicz, kierunek wskazuje wiceburmistrz Zajko Zdjęcie: www.szczecin.kwsp.gov.pl

Władza uwielbia takie chwile: kieruje marszałek Geblewicz, kierunek wskazuje wiceburmistrz Zajko
Zdjęcie: www.szczecin.kwsp.gov.pl

Ten wpis jest jakby suplementem do poprzedniego. W tamtym opisałem sposób, w jaki przyjęty został budżet gminy Goleniów na rok bieżący, 2016. Napisałem między innymi o wnioskach inwestycyjnych, składanych przez mieszkańców gminy. Jak ubolewałem, żadna ich lista w projekcie budżetu przedstawionym Radzie Miejskiej przez Burmistrza nie została zaprezentowana, nie przedstawiono sposobu ich obróbki przed sporządzeniem tego projektu, nie wiadomo nawet, czy jakiekolwiek z nich został rzeczywiście poważnie przedyskutowany. Przykładami takich źle potraktowanych postulatów nie sypałem zbyt rzęsiście, mogłoby wiec powstać wrażenie, że zjawisko jest marginalne. Czyli że po prostu przesadzam. Zatem dziś pokażę konkretny przykład, który powinien dobrze wyjaśnić kulisy tej (moim zdaniem niewłaściwej) praktyki. Zatem odwiedźmy… Krępsko.

Przed każdą sesją Rady Miejskiej radni otrzymują listę pism, które wpłynęły do rozpatrzenia lub zapoznania się. Te kierowane „do wiadomości” z reguły nie są obradowane, a jeśli radni żadnych z wątków w nich poruszonych nie podejmą, przykrywa je kurz niepamięci. Chciałbym jedno z takich pism Państwu przybliżyć, bo może przyczyni się do zmiany wyżej wspomnianej praktyki budżetowej. Wpłynęło ono do Biura Rady Miejskiej 18 grudnia, tuż przed grudniową sesją budżetową. Skierowane jest do burmistrza Roberta Krupowicza, a do Rady tylko do wiadomości. Zatem milczeniem Rada je przyjęła, bo jak miała zareagować? Co nadawcy odpowiedział burmistrz – nie mam bladego pojęcia; nie przedstawiono nam takiej odpowiedzi, choćby do widomości. Przeczytajcie więc sami, Drodzy Czytelnicy, o czym pani Bożena Olszewska, sołtys Krępska (wraz z całą Radą Sołecką), do burmistrza pisze.

Pismo Sołtys Krępska część 1

Pismo Sołtys Krępska część 2

Uroczystość przekazania nowego wozu strażackiego Zdjęcie: warszawa.naszemiasto.pl

Uroczystość przekazania nowego wozu strażackiego
Zdjęcie: warszawa.naszemiasto.pl

Może troszkę chaotycznie, ale w miarę jasne, prawda? Chcą mieć na ulicy Kościelnej normalną drogę, chodnik i parking przy kościele. Są rozgoryczeni, bo choć im to już nie raz obiecywano (jak pani sołtys twierdzi, na piśmie też), po raz kolejny ich wnioski w tej sprawie olano. Widocznie próbowali sobie o tym z burmistrzem Robertem Krupowiczem nieco więcej porozmawiać, ale ten pośpieszył do nich z wieścią, że „nie czuje potrzeby tłumaczenia się ze swojego postępowania”. Oczywiście nie jest to żadna „arogancja władzy”, skąd… On po prostu nie czuje takiej potrzeby. Napisał im w piśmie z 4 grudnia, że takich inwestycji nie ma w projekcie budżetu, ani także w „wieloletniej prognozie finansowej” (chyba w wieloletnim planie inwestycyjnym gminy?), czyli kiszka! Oni go molestują, a przecież burmistrz zrobił, co mógł. Zajrzał do (własnego zresztą) projektu budżetu na 2016, a nawet do „wieloletniej prognozy finansowej” (cokolwiek miałoby to znaczyć, ale jednak też sterowanej burmistrza działaniami) – a tam NIC o Krępsku nie ma! To co miał zrobić?! No i jeszcze im przypomniał, że przecież gmina już im dała w tym Krępsku tak wiele: szkoła (zbudowana w końcowych latach 90. XX wieku), i sala gimnastyczna przy niej, a nawet piękny wóz strażacki dla Ochotniczej Straży Pożarnej w Krępsku. A oni tacy niewdzięcznicy, następnego miliona się domagają…

Jesteśmy przy kościele w Krępsku, o którym mowa w piśmie Zdjęcie: fotopolska.eu

Jesteśmy przy kościele w Krępsku, o którym mowa w piśmie
Zdjęcie: fotopolska.eu

Jak objaśnia sołtys Olszewska, burmistrz Krupowicz własną ręką raczył w stronę Krępska skierować 50 tys. zł z gminnych środków, odkąd pełni swoją burmistrzowską posługę. Na kościół. Pani sołtys nazywa to wprost dotacją, choć gmina oczywiście działania Kościoła nie dotuje. Może wspierać remonty zabytków, co zresztą czyni. A że wiele spośród zabytków to kościoły, stąd wspiera ich remonty. Ale cóż, współpraca burmistrza z tą instytucją układa się dotąd wzorowo, nie ma się czemu dziwić. Mało, ale dał. Za to w blasku prezentu od Państwowej Straży Pożarnej za 690 tys. zł, czyli pięknego czerwoniastego wozu strażackiego, chętnie grzał się i Marszałek Olgierd Geblewicz, i wiceburmistrz Henryk Zajko na przednie siedzenie się załapał, i było bardzo efektowne wręczenie. Burmistrz Krupowicz też był obecny, choć zapędy do prowadzenia wozu strażackiego uznał chyba za zbyt dziecinne. Każda władza lubi to ciepełko i leci do takich okazji jak do miodu. Natomiast marudzenia niewdzięcznych włościan władza nie lubi, choćby nawet dotyczyły podstawowego zakresu działania tej władzy – czyli codziennych potrzeb bytowych swojej trzódki.

Stąd burmistrz marudzenie krępszczan odpinpongował w liście z 4 grudnia do Rady Miejskiej. To „rada nie przyjęła inwestycji”, nie on. I tyle, cóż on sam mógł przeciwko 21 niechętnym radnym? Pani sołtys ani Rada Sołecka kmiotkami nie są, pytają zatem burmistrza: „Kiedy taki projekt Pan złożył do Rady? I czy w ogóle Pan go złożył?”

Co ja mogę, biedny żuczek? Rys. Andrzej Mleczko, z www.interia.pl

Co ja mogę, biedny żuczek?
Rys. Andrzej Mleczko, z www.interia.pl

I tu cały problem, o którym wspominałem we wstępie. Brak jakichkolwiek dowodów, że burmistrz tworząc projekt budżetu rozważał potrzeby mieszkańców Krępska, którzy niejednokrotnie go o nich informowali. Brak wiedzy, skąd wzięła się wymieniona przez burmistrza kwota 1 mln zł, którą reprezentanci sołectwa zresztą kwestionują. Brak znamion, że to wredni radni Rady Miejskiej zablokowali burmistrzowi drogę do spełnienia próśb płynących z Krępska. Ale brak też jednoznacznego potwierdzenia zarzucanej burmistrzowi w piśmie „wyjątkowo złej woli” – pokażcie mieszkańcy (najlepiej na piśmie!), że to burmistrz wasze wnioski blokuje. Co, nie możecie? Czyli skończcie te wredne i całkowicie nieuzasadnione insynuacje, bo jeszcze was ktoś przed sąd poprowadzi!

Tak się to robi w Nysie Zdjęcie: www.nysa.eu

Tak się to robi w Nysie
Zdjęcie: www.nysa.eu

A teraz poważnie, bo czasem tu sobie żartujemy. Problem jest znacznie szerszy, niż się zdaje, przecież nie tylko Krępska dotyczy. Sprawa polega raczej na niezbyt transparentnym działaniu naszego samorządu, na braku pełnej jasności co do kolejności załatwiania gminnych potrzeb. I to nie tylko aktualny problem burmistrza Krupowicza, a historia ze znacznie dłuższą brodą. Niektórzy twierdzą, że przecież nasza praktyka jest powszechnie stosowana, że wszystkie samorządy tak robią. Inaczej się nie da. Otóż nie, w niektórych gminach do wniosków mieszkańców podchodzi się wręcz z pietyzmem, dbając o ich pełną jawność. Popatrzcie proszę na zdjęcie z Nysy, gdzie budżetowe wnioski mieszkańców wywiesza się na rynku dla powszechnej wiadomości. Co, staromodnie, średniowieczem zalatuje? Odwrotnie, toż to dziś nowatorstwo. Piękna, symbolicznie jawnie i publicznie prowadzona debata budżetowa, w której nikt niczego nie schowa ani nie zamiecie pod dywan. Spór na racje i pieniądze, a nie na dworskie układy.

Mam w tej dziedzinie pewne przemyślenia, z którymi wkrótce się z Państwem podzielę. Lecz przede wszystkim mam zamiar podzielić się nimi z koleżankami i kolegami radnymi. Sądzę, że dyskusja w Radzie Miejskiej ma sens. Inaczej, niż napisał w komentarzu do poprzedniego wpisu niejaki Adam Zygmański. Otóż uważam, iż wyrażona przez niego sugestia zaorania Rady Miejskiej świadczy jedynie, że i memu synowi także chwile słabości umysłowej się zdarzają. Normalnie myśli on dość rozsądnie, lecz widocznie coś mu ostatnio rozsądek nieco zaburzyło. Nie wiedzieć, nowe obowiązki ojcowskie czy to piwo namiętnie produkowane, a potem być może w nadmiarze spożywane? Co tam, nie moja broszka, duży jest, niech sam się tłumaczy…