RSS
 

Zaciemniające wyjaśnienia, czyli jak Burmistrz Krupowicz zdemaskował wojującego ateistę

28 mar
Prezydium Komisji Spraw Społecznych z radnymi Krystyną Jaworską i Marzeną Pach Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Prezydium Komisji Spraw Społecznych z radnymi Krystyną Jaworską i Marzeną Pach
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Dzisiejszy temat wynika niejako automatycznie: jestem winien Państwu zapowiedzianą relację z posiedzenia Komisji Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu. W środę 23 marca drugi raz zajęła się zlotem motocyklowo-rockowym, o którym pisałem poprzednim razem. Tym razem nie zachowam chronologii, gdyż pełne nagranie spotkania znajdziecie Państwo na portalu www.goleniow.net.pl. Jego jakość pozostawia wiele do życzenia, lecz najważniejsze usłyszeć można. Skoncentruję się na niektórych wątkach.

Frekwencja była nadspodziewanie wysoka. Nie poczytują sobie tego oczywiście jako własną zasługę, bo poza opublikowaniem poprzedniego wpisu nic więcej ku temu nie uczyniłem. Zatem zainteresowanie było samoistne,  a na sali obrad Rady Miejskiej, w której rzecz miała miejsce, pojawiło się kilkadziesiąt osób. Przybyło „na moje oko” około 40-50 osób – żałuję, że nie policzyłem dokładnie. Mówię oczywiście o publiczności, bo było to przede wszystkim posiedzenie KSSEKiS. Stawiła się ona w pełnym, 8-osobowym składzie: Krystyna Jaworska – Przewodnicząca Komisji, Marzena Pach – Wiceprzewodnicząca, Irena Henkelman, Agata Wilińska-Onyśko, Krzysztof Czerwiński, Artur Panek, Wojciech Łebiński i Wasz sprawozdawca, Ireneusz Zygmański.

Komisja na to posiedzenie zaprosiła Burmistrza Gminy Roberta Krupowicza, który pojawił się w towarzystwie obu zastępców, Tomasza Banacha i Henryka Zajko. Przyszedł także zaproszony Prezes Zarządu Stowarzyszenia Motocyklistów Goleniowskich pan Jacek Szambelan. Ten ostatni w towarzystwie pana Pawła Bartoszewskiego, który przedstawił się jako „osoba z zewnątrz, wspierająca SMG”.

Co do roli Pawła Bartoszewskiego wyjaśnienia były potrzebne dalej w trakcie posiedzenia, bo kilkakrotnie na pytania kierowane do organizatora imprezy, którym jest SMG, właśnie on rozpoczynał odpowiedzi. Dziwiło to, skoro nie jest on członkiem SMG (sam o tym mówił), a obok niego siedział Prezes Szambelan. Wypowiedzi pana Bartoszewskiego zajęły sporą część posiedzenia (czasu wystąpień nie ograniczano). Część pytań kierowano wprost do niego, często jednak, nawet mitygowany przez pytających, wyręczał Prezesa SMG. Ten też udzielił kilku wyjaśnień bardzo wyczerpujących. Liczne pytania dotyczyły Burmistrza Krupowicza, który był raczej lakoniczny. Wypowiedzi pytających nieraz też były obszerne, z dużą ilością komentarzy. Spotkanie trwało ok. 2 godzin. Spróbuję przedstawić, co powiedzieli poszczególni „odpowiadacze” – p. Szambelan, p. Bartoszewski i burmistrz.

Prezes Jacek Szambelan, obok radna Agata Wilińska-Onyśko, wyżej publiczność Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Prezes Jacek Szambelan, obok radna Agata Wilińska-Onyśko, wyżej publiczność
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Zaczynam od Prezesa SMG Jacka Szambelana. Planowany festiwal opisał jako przede wszystkim zlot motocyklowy organizowany przez swoją organizację. Szeroko mówił o wcześniejszych wydarzeniach organizowanych w krótkiej historii SMG. Przyszłą imprezę określił jako prywatną, biletowaną, przeznaczoną dla środowiska motocyklowego Goleniowa i wielu motocyklistów z zewnątrz, także zaproszonych z zagranicy. Koncert heavymetalowy uważa za jedną z atrakcji, przyciągających uczestników. Jako ważniejsze przedstawiał jednak czysto motocyklowe akcenty, jak parady, konkursy czy licytacje. Absolutnie nie ukrywał, że SMG ma zamiar na imprezie zarobić, a uzyskany dochód przeznaczyć na cele statutowe swej organizacji. Wykazywał, że w koncercie wystąpią zespoły o różnym zabarwieniu ideowym, nie wykluczając także grup o charakterze chrześcijańskim (cokolwiek miałoby to znaczyć). Uważał, że udział zespołu Behemoth jest przesadnie wyolbrzymiany, podczas gdy on sam za „gwóźdź programu” uważa brytyjskich weteranów z Saxona. Dementował zdecydowanie plotki, jakoby punktem koncertu miała być „czarna msza” satanistyczna, choć program jest jeszcze nieustalony. Wszystkich zamierzających oceniać negatywnie festiwal przez Internet odsyłał do ich własnych stron, bo na stronie festiwalu możliwości komentowania nie będzie. Pod koniec spotkania bez owijania w bawełnę nazwał imprezę „wielką prywatką na prywatnym terenie”, co miało oddalić publiczne zainteresowanie pytających o szczegóły.

Pan Bartoszewski odpowiada, a raczej opowiada Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Pan Bartoszewski odpowiada, a raczej opowiada
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Paweł Bartoszewski, kolejny odpowiadający na pytania publiczności, uściślił swą rolę w spotkaniu jako „nieformalny współorganizator” festiwalu, ponadto zaproszony do udziału przez Burmistrza Krupowicza jako doradca ds. Goleniowskiego Parku Przemysłowego, w którym ma mieć miejsce impreza. Później kilkakroć powtarzał, że nie jest oficjalnie w gronie organizatorów. Z drugiej strony był bardzo emocjonalnie w wydarzenie zaangażowany, często mówiąc o nim „nasz festiwal”, „nasza impreza”, „nasz koncert”. Imprezę też nazwał „prywatną, biletowaną”.

Wystąpił także w roli eksperta, bardzo szeroko analizując kulturowe aspekty wartości muzyki heavymetalowej, stosowanych w niej konwencji. Podkreślał absolutne niezrozumienie czystych intencji muzyków głównie przez środowiska chrześcijańskie. Jego zdaniem (całkowicie niesłusznie) poważnie traktują one diaboliczną oprawę koncertów, lecz to tylko jest styl, konwencja, wręcz żartobliwe mruganie do słuchaczy. Wykazywał, że niczego w tej muzyce i jej otoczce nie można traktować dosłownie, szczególnie zaś tekstów utworów, stąd nie ma sensu ich analizowanie. Argumentował, że także tekstu Biblii nie można traktować dosłownie, a tylko metaforycznie. Sugerował, że zamieszanie wokół „satanizmu” grup ciężkiego rocka jest sztucznie tworzone przez ludzi go nierozumiejących, a obawy przez nich wyrażane są wyolbrzymione. To, co streściłem w tym akapicie, panu Pawłowi zajęło łącznie kilkanaście minut. Ku wyraźnemu zniecierpliwieniu jednych, których wypowiedzi kontrował, narzucając swoje interpretacje, oraz innych, pragnących zadawać dalsze pytania.

Pan Paweł podkreślił, jak szeroko i dokładnie informuje się o przyszłym wydarzeniu, szczególnie wskazując na swój profil facebookowy, gdzie od lutego udzielane są wszelkie informacje (na razie tylko tam, bo na oficjalnej stronie festiwalu nie ma żadnego miejsca na zapytania czy komentarze). Akurat ten aspekt wydał się na spotkaniu szczególnie niejasny. Dokładniej pokażę więc, jakie poglądy Paweł Bartoszewski wygłosił co do obiektywnego informowania o imprezie i jak traktowani są chętni do „myślenia inaczej niż on”.

Jedna z osób zwróciła uwagę, że na tym profilu wpisy (powiedziała o licznych przypadkach) zawierające jakiekolwiek wątpliwości co do imprezy są natychmiast, w ciągu minut lub wręcz sekund, blokowane i kasowane, przez co nie ma mowy o rzetelnym informowaniu. Na profilu widnieją w ten sposób same pozytywne wpisy o imprezie, dające wrażenie powszechnego co do niej entuzjazmu. W odpowiedzi pan Bartoszewski strofował ją, że zadawanie pytań na profilu o godzinie 1.00 w nocy jest niewłaściwe, on o tej porze nie musi reagować. Uznał intencję tego jako sprytną chęć, by nieprzychylnie zadane pytanie „powisiało na Facebooku przez całą noc”, co dałoby okazję opatrzenia go także nieprzychylnymi komentarzami. Określił treść i formę przysyłanych na profil wpisów jako „niecywilizowane”, za przykład podając kilkunastokrotną próbę załączenia filmu dokumentalnego o satanizmie „przez środowiska chrześcijańskie”. Ponieważ celem profilu ma być „organizacyjne przedstawienie imprezy od strony zawartości”, usuwa wszystkie wątki o innym charakterze, na przykład polityczne czy ideologiczne. Ma to „wygasić napięcia między zwolennikami i przeciwnikami Behemotha”. Dodał także, że wszystkie wpisy komentujące udział Behemotha były nieprzychylne i oczywiście… zostały usunięte. Pan Paweł zapytany, dlaczego jego profil działa także w godzinach, w których jest on zobowiązany pracować, wyjaśnił bez żadnego skrępowania, że na profilu naprawdę pracują „pod jego nazwiskiem”… cztery różne osoby.

Wybaczcie, skomentuję od siebie. Ręce mi opadają, bo nigdy nie zrozumiem facetów tak „logicznie” myślących. Mieć pretensje o godziny, w jakich ktoś coś wpisuje przez Internet??? Toż „połowa Internetu” by zniknęła, gdyby zabroniono go używać w nocy! Z jednej strony on „nie ma obowiązku” odpisywać o późnej porze, bo „w nocy się śpi”, z drugiej zaś czuwa do rana, żeby nic nieprawomyślnego się nie pojawiło. Czemu zatem w ciągu dnia nie można jednak do pytań wrócić i je skomentować dowolnie, odpowiadając choćby „co ślina na język przyniesie”? Czterech „murzynów” posługujących się nazwiskiem „Paweł Bartoszewski” udaje, że rozmawiacie właśnie z nim! Zwodzą użytkowników portalu zafałszowaną tożsamością, choć to zwykłe oszustwo. Wyręcza się nimi właściciel profilu, zamiast po prostu odpowiadać na pytania czy zarzuty. I jeszcze kreowanie zakłamanego wizerunku imprezy, która ma jedynie „dobrą prasę”, wszystkim się podoba, jest bezdyskusyjnie piękna. Po co umożliwiono przysyłanie komentarzy, skoro i tak tylko jednoznacznie pozytywne mają pozostać? Żadnego regulaminu użytkowania nie podano; gdyby był i stosował opisane przez p. Bartoszewskiego reguły, może nikt by mu nie zawracał głowy i nie tracił czasu na próby kontaktu. Pokrętne i śliskie tłumaczenie, kompletny brak szacunku, lekceważenie, manipulacja dążąca jedynie do postawienia na swoim wszelkimi środkami. Żonglerka słowami „prywatny”, „służbowy”, oficjalny”, „nieoficjalny”, w której efekcie wszystko się zaciera i nikt już nie wie, co pan Paweł robi przy tej imprezie, prywatnie czy służbowo. Tak moralnie umiejscowiony gość gani bez żenady kogoś, że ośmielił się prosić o wyjaśnienia!

Za niepotrzebny zgrzyt uważam jedno z pytań zadanych p. Bartoszewskiemu przez radną p. Dorotę Chodyko. W kontekście daty przyjętej do przeprowadzenia imprezy (24 czerwca – wspomnienie Jana Chrzciciela), jej zdaniem dobranej jako prowokacja religijna, zapytała wprost: „Czy jest pan wierzący?” Usprawiedliwiam to zachowanie brakiem odpowiedzi na podnoszona przez nią kwestię, czy można wyeliminować z imprezy „złe zespoły” (miała na myśli zespoły propagujące zło, konkretnie wymieniła Behemotha). Wybacz, Doroto, Paweł Bartoszewski powinien ci odpowiedzieć, ale jego wierzenia są wyłącznie prywatną sprawą. Takimi kartami grać nie wolno.

Trzecim udzielającym licznych odpowiedzi był sam Burmistrz Robert Krupowicz. Najpierw ponownie odżegnał się od współuczestnictwa gminy w organizacji festiwalu, której udziałem ma być jedynie udzielenie pożyczki dla SMG jako organizacji pozarządowej działającej na naszym terenie. Sam festiwal z jednej strony określił jako imprezę prywatną, na gruncie prywatnym, biletowaną, prowadzoną w oddaleniu od miasta, przez co nie będzie rodzić żadnych zagrożeń dla osób postronnych. Stwierdził, że jeśli SMG złoży w odpowiednim terminie prawidłowo sporządzony wniosek o przeprowadzenie zlotu, on taka zgodę wyda. Przypomniał prezesowi o odpowiedzialności karnej wynikającej z przepisów ustawy o organizacji imprez masowych.

Tu dygresja: nie mogę pojąć, czemu wszyscy trzej „odpowiadacze” jak mantry używają terminu „biletowana impreza”. Sprawdziłem w słowniku. Biletować znaczy dokładnie tyle: sprzedwać bilety wszystkim uczestnikom wydarzenia, wyprzedać. Czyżby chodziło o zamiennik, by nie padło niesympatycznie brzmiące „impreza komercyjna”? Semantyczna sztuczka, i tyle. Komercja źle się kojarzy, więc ją ukrywają pod inną nazwą.

W odniesieniu do przyczyn udzielenia pożyczki nieznanej sobie organizacji pozarządowej, z którą wcześniej gmina nie współpracowała, pan Krupowicz powiedział jedynie: „Wniosek o przyznanie pożyczki wpłynął bodajże w grudniu albo styczniu. Od razu rozpoznałem w Stowarzyszeniu ogromny potencjał, który warto wspierać. Przyznanie pożyczki to tylko moja odpowiedzialność, ale uznałem, że należy im dać szansę.”. Zamierzoną imprezę uznał za mającą „światowy rozgłos”, o dużym walorze promocyjnym dla gminy, wręcz unikatową w skali kraju, a pieniądze z pożyczki jako świetnie zainwestowane. Przemilczał komercyjny charakter organizowanej imprezy, bagatelizując go. SMG wprawdzie nie ma zgodnie z wpisem do Krajowego Rejestru Sądowego prawa prowadzić działalności zarobkowej, lecz pana Krupowicza to nie interesuje.

Dodam, że udzielenie pożyczki przez burmistrza podlegać będzie jeszcze kontroli przez Komisję Rewizyjną. Był to wniosek radnego Wojciecha Łebińskiego (członka tego ciała), który przyjęła Komisja Spraw Społecznych na koniec posiedzenia. Konkurencyjny wniosek, by sprawę powierzyć do zbadania zewnętrznej instytucji, przepadł większością głosów. Nie wróżę inicjatywie powodzenia. Komisja Rewizyjna oceni tylko legalny aspekt sprawy, a nie on jest kwestionowany. Jak wszyscy wiedzą, interpretacje prawne to obosieczne miecze. Moralność natomiast to spojrzenie przez pryzmat sumienia konkretnych osób. Burmistrz też to wie i niczego się od tej strony złego nie spodziewa. Oświadczył już 26 marca na stronie www gminy: „Chcę wyraźnie oświadczyć, że w sprawie czerwcowego koncertu rockowego na terenie należącym do jednej z firm działających w GPP będę się kierował wyłącznie zasadami obowiązującego w Polsce prawa. Tak więc jeśli organizatorzy koncertu spełnią wymagania stawiane imprezom masowym, otrzymają zgodę na jego przeprowadzenie.(…) Oświadczam, że pożyczka została udzielona zgodnie z prawem, na powszechnie obowiązujących zasadach, podobnie jak szereg innych pożyczek udzielanych innym organizacjom działającym w gminie. Cieszę się, że sprawę zbada komisja rewizyjna Rady Miejskiej, na wynik kontroli będę czekał spokojnie.”

Logo Rock Hard Festival wykorzystuje "nasz herb" Ilustr.: http://rockhardridefree.pl

Logo Rock Hard Festival wykorzystuje „nasz herb”
Ilustr.: http://rockhardridefree.pl

Zapytany przeze mnie o pozwolenie dla SMG na użycie herbu Goleniowa burmistrz stwierdził, że je wydał. Odnośnie przeróbek dokonanych w wyglądzie herbu na banerze imprezy powiedział, że nie widzi w nich nic złego, a ich ocena zależy od subiektywnych impresji odbiorców. Jest to jedynie „projekcja artystyczna”, utrzymana w konwencji stylu miłośników muzyki hardrockowej. Tak można uważać, przyznaję. Jeśli przerabia się jakiś nieistotny znak, można się tak pobawić. Lecz nasz herb podlega ochronie prawnej. Nasuwa mi się analogia z herbem państwa, do którego stosuje się art. 137. § 1 kodeksu karnego: „Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Powie ktoś, że nasz herb to nie godło państwa. No cóż, w skali gminy to odpowiednik godła krajowego. Nie ulega wątpliwości, że w świetle Statutu Gminy na burmistrzu spoczywa obowiązek chronienia go przed zniewagą, a nie tylko przywilej uzasadniania gustowności popełnionej przeróbki. Ten zaś zwracając się do mnie, stwierdził tylko, że każdy urażony ma prawo iść do sądu i tam dochodzić praw. On urażony nie był. Ciekawe, co by się stało, gdyby projektanci plakatu goleniowskiej imprezy przerobili logo jakiegoś znanego koncernu, np. Volkswagena, Coca-Coli albo Shell? Zapewne to właśnie burmistrz byłby pierwszym biegnącym w te dyrdy do sądu, w obawie o przypisanie mu pomocy w takim świętokradztwie, a w konsekwencji nieuchronnej srogiej kary finansowej.

Zespół Behemoth już wie, jak się znieważa godło Zdjęcie: www.facebook.com/behemoth/photos

Zespół Behemoth już wie, jak się znieważa godło
Zdjęcie: www.facebook.com/behemoth/photos

Tu jeszcze jedna dygresja co do stylistyki przerobionego herbu. Wydaje się, że grafik czerpał pomysł z tego samego źródła, co projektant plakatu promującego tegoroczną trasę zespołu Behemoth. Głównym motywem jest godło Polski, Orzeł Biały, któremu dorobiono diabelskie rogi, dodano odwrócony krzyż, oplatające go węże oraz trupie czaszki na skrzydłach. Sympatyczna stylistyczna zabawa orzełkiem czy świadoma prowokacja milionów Polaków, dla których ten symbol jest święty? Tym razem już nie tylko zaczepka religijna, lecz znieważenie symbolu Państwa, za który wielu oddało swoje życie. Tytuł reklamowanego koncertu „Rzeczpospolita Niewierna” prowokuje i chrześcijan, i patriotów. Pewnie zareagują z oburzeniem, a pan Darski będzie się śmiał w kułak, kiedy ciągnące się procesy sądowe zapewnią mu darmową reklamę i status męczennika szatana na długo.    

Gdy dalej pytałem, czy nie pojawiły się u niego jakieś moralne wątpliwości co do celów festiwalu, który jest całkowicie komercyjny, a ponadto rodzi kontrowersje (ich dobitnym wyrazem było najpierw poprzednie posiedzenie Komisji Spraw Społecznych, prowadzące do przeprowadzenia bieżącego), pan Krupowicz nic zdrożnego nie odnotował. Na końcu odpowiedzi powiedział natomiast coś takiego: „Widzę pozytywny aspekt całej tej dyskusji. Otóż pan Zygmański, taki zdeklarowany antyklerykał i wojujący ateista, podejrzewam że doświadcza w tej sytuacji nawrócenia. I chciałbym, żeby pan wiedział, o czym pan mówi. (…) I niech pan przeczyta, a jak pan uzna, że już coś z tego zrozumiał, to proszę mi oddać moje Pismo Święte”. To mówiąc pan Krupowicz podszedł, z trzymanej w ręku reklamówki coś wyciągnął i położył przede mną na stole.

Czy te oczy mogą kłamać? Zdjęcie: radioszczecin.pl

Czy te oczy mogą kłamać?
Zdjęcie: radioszczecin.pl

Kiedy burmistrz szedł w moim kierunku, ledwie słyszałem, co do mnie mówi, a rozumiałem jeszcze mniej. Patrzyłem z fascynacją na jego twarz. A zbliżał się ku mnie z takim uśmiechem, jak na fotografii obok: twarz ściągnięta w sztywny grymas, zaś oczy jak stalowe noże. Nawet trochę się bałem, że wyciągnie z tej reklamówki pistolet. Jego słowa dotarły do mnie dopiero wtedy, gdy odszedł, a przede mną leżała na stole Biblia. Przyznam, że wyłączyłem się z dalszego toku spotkania na parę minut, a moje myśli były daleko od sali obrad.

Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy i w jaki sposób dałem się poznać jako zdeklarowany antyklerykał, a tym bardziej jako wojujący ateista. Czym się to u mnie przejawiało? Przecież nigdy się publicznie nie wypowiadałem na tematy religijne, nigdy nie uczestniczyłem w żadnych otwartych dyskusjach światopoglądowych, nie krytykowałem nikogo za stosunek do religii, nie napisałem ani jednego słowa przeciw komukolwiek z powodów religijnych. Nawet w prywatnych rozmowach nie są to tematy, w jakich zabierałbym głos. Nie próbowałem nikogo do ateizmu namawiać czy przekonywać. Bo że jestem ateistą, to wyłącznie moja prywatna sprawa. Przez pół wieku ani razu jeszcze nie miałem na ten temat żadnej kontrowersji z nikim. Nie mam pojęcia, skąd burmistrz zna mój światopogląd, a już zupełnie nie wiem, jak mógł sobie o mnie wyrobić opinię kogoś, kto agresywnie ateizmem się posługuje.

To ten egzemplarz Biblii dał mi burmistrz Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

To ten egzemplarz Biblii dał mi burmistrz
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Później przyjrzałem się egzemplarzowi Biblii, którą burmistrz mi dał. Piękna książka, oprawiona w grubą skórę. Wyglądała jak nowa, dziewicza, prosto z drukarni. Nie tak, jak dwa egzemplarze różnych wydań, które mam  w domu; każdy przeczytałem sumiennie po dwa razy od deski do deski, inni domownicy dołożyli swoje, więc się trochę zużyły. Dziwne, czemu ateista czyta Biblię? Pewnie znam ją lepiej niż niejeden żarliwy chrześcijanin – po prostu sądzę, że każdy człowiek powinien to dzieło znać. Znalazłem tam wiele wskazówek moralnych, jak w życiu postępować, cenię ją też za piękny język.

Kartkowałem ten śliczny egzemplarz, nie bardzo wiedząc, co mam z nim zrobić. I wtedy zauważyłem kartę wklejoną pod okładką. Pomyślałem, że burmistrz coś tam do mnie napisał. Była na niej treść, jaką zauważycie na zdjęciu zamieszczonym obok. Dopiero doszło do mnie, że pan Krupowicz dał mi Biblię swojego dziecka! Przyznam, że teraz rzeczywiście się zdenerwowałem. Czemu burmistrz miesza córkę do swojej prywatnej wojny? Czyżby nie miał w domu pod ręką innego egzemplarza, swojego, który mógłby poświęcić w wypadku utraty? Co bowiem taki antychryst jak ja z Pismem Świętym uczyni, pewności nie ma żadnej.

Dedykacja córce burmistrza w Biblii, którą mi dał Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Dedykacja córce burmistrza w Biblii, którą mi dał
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

I teraz już poważnie, bez ironii. Biblię zwróciłem burmistrzowi natychmiast, jeszcze na posiedzeniu, tuż przed swoim wyjściem. Podziękowałem mu i poprosiłem, by oddał ją swojemu dziecku. Odparł, że przecież mi jej nie dał na zawsze, a tylko użyczył. Korciło mnie, by przekręcić na „pożyczył”, ale ugryzłem się w język. Wyjść zaś musiałem, bo za chwilę zaczynały mi się lekcje. Trzeba było wrócić do realnego życia. Usłyszałem już wszystkie ważne odpowiedzi na wszystkie ważne pytania, nie było więc powodu do dalszego marnowania czasu.

Burmistrzowskie przedstawienie zostało wcześniej przygotowane, wyreżyserowane i pewnie przećwiczone przed lustrem. Biblia w reklamówce nie znalazła się przypadkiem, miała zagrać jako rekwizyt wobec widzów na sali. Nie była to sztuka wysokiego lotu. Ta fanfaronada przypominała mi pamiętne zagrania w stylu partii Palikota, która do perfekcji dopracowała wykorzystywanie różnych spektakularnych gadżetów dla dyskredytacji przeciwników. A to pistolet, a to świński ryj, a to wibrator. Czyżby burmistrz lekcje pobierał u tych samych mistrzów czarnego piaru? Przykro mi, że księgę najważniejszą dla tak wielu wykorzystano jako rekwizyt w marnym skeczu.

Akcja w stylu pana Palikota. Nocnik to jeszcze bardzo sympatyczny gadżet - były gorsze Zdjęcie: tarnowskikurierkulturalny.blox.pl

Akcja w stylu pana Palikota. Nocnik to jeszcze bardzo sympatyczny gadżet – były gorsze
Zdjęcie: tarnowskikurierkulturalny.blox.pl

Pan Robert Krupowicz wyróżnił mnie swoim gestem z rozmysłem, taktycznie. Potraktował jako domniemanego przywódcę wrogiej mu akcji, którego należy wskazać swoim wojskom, ośmieszyć przed sojusznikami, wyizolować z ich grupy. Jeśli gra się dla złej sprawy, jakoś wygrać trzeba. Należy tylko sprawę oderwać od jej meritum, odsłonić inspiratorów, zindywidualizować wroga, przedstawić jako osobiste porachunki. Taktyka, którą w wykonaniu pana Krupowicza obserwuję często, choćby wobec wcześniejszych sojuszników. „Patrzcie jaki to łobuz, z niskich pobudek osobistej i politycznej zemsty, prowadzi Was w złą stronę. Pewnie nie wiedzieliście, ale ten „moralista” nawet nie wierzy w Boga!”

Kulą w płot, panie burmistrzu! Źle pan rozpoznał wroga. Może pan w to nie wierzyć, ale ludzie na salę przyszli naprawdę przez nikogo nie inspirowani. Przywiódł ich sprzeciw dla imprezy, w którą się pan tak mocno zaangażował. A nie bierze się on tylko z pobudek religijnych, lecz przede wszystkim moralnych, także z oburzenia dla profanowania idei samorządności, z odrzucania panoszącego się kolesiostwa, z niezgody na arogancję. Nie muszę być głęboko wierzącym katolikiem, żeby mieć prawo do negatywnej oceny pańskich działań. Jeśli tak panu zależy na przyklejaniu etykietek, to ateista też jest zdolny do rozpoznawania zła. I niech się panu nie wydaje, że neutralizacja jednej osoby rozwiąże problem. Lepiej niech pan po prostu słucha, o co proszą mieszkańcy i wykonuje płynące z burmistrzowskiej przysięgi zobowiązania wobec nich.

Ta sprawa nie nazywa się „Krupowicz kontra Zygmański”, aż tak prosto nie jest. Ta sprawa to jeden z wielu wątków serialu „Krupowicz kontra mieszkańcy gminy Goleniów”. Jeżeliby Państwo mieli jeszcze wiele złudzeń co do moralnej postawy burmistrza, wróćcie do mojego bloga i przeczytajcie następny tekst. Będziecie sobie sami mogli wyrobić zdanie o moralnym kręgosłupie miłościwie nam panującego.

 
Komentarze (33)

Napisane przez w kategorii Nowe felietony

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Max

    29 marca 2016 o 00:28

    Miłość cier­pli­wa jest, łas­ka­wa jest. Miłość nie zaz­drości, nie szu­ka pok­lasku, nie uno­si się pychą; nie jest bez­wstyd­na, nie szu­ka swe­go, nie uno­si się gniewem, nie pa­mięta złego; nie cie­szy się z nies­pra­wied­li­wości, lecz współwe­seli się z prawdą.
    Szawle – Irenuszu to Twój czas!

     
  2. ~Adam Zygmański

    29 marca 2016 o 10:44

    Czytam wpisy na Twoim blogu od samego początku jego istnienia i myślałem do dzisiaj, że wielokrotnie opisywana postawa władz gminy, z Burmistrzem na czele nie może mnie już zaskoczyć… A jednak zaskakuje. Chociaż może nie jest to precyzyjne określenie. Bardziej pasowałoby tu: przepełnia niesmakiem.

    Po pierwsze:
    Popraw mnie jeśli zrozumiałem błędnie, ale z Twoich słów wynika, że Pan Paweł Bartoszewski znalazł się na spotkaniu zarówno jako „nieformalny współorganizator” (co to w ogóle znaczy???) reprezentujący rację grupy osób chcących zorganizowania prywatnego, komercyjnego przedsięwzięcia za gminne pieniądze, jak i ekspert zaproszony przez burmistrza, mający reprezentować zdanie tegoż burmistrza w powyższej sprawie. Ergo, zdania organizatorów imprezy i burmistrza należy traktować jako jedno stanowisko. Skoro ta sama osoba reprezentuje dwa osobne byty, to działają one wspólnie i w bardzo głębokim porozumieniu. Gdyby tak nie było, to Pan Bartoszewski musiałby się spierać sam ze sobą…

    Mam poważne wątpliwości, co do moralności takiego podejścia do spraw, gdzie interesy prywatne mieszają się z tymi służbowymi. W instytucji samorządowej, jaką jest gmina, jest to według mnie niedopuszczalne i bardzo źle świadczy o jej włodarzach. W końcu pracownicy Urzędu Miasta i Gminy są tu po to by służyć wszystkim jej mieszkańcom, a nie swoim własnym interesom. Jeśli chcą rozwijać prywatne inicjatywy, to niech zostaną prywatnymi przedsiębiorcami, a nie chowają się pod płaszczykiem urzędnika magistratu. Gdybym takie coś próbował zrobić w Policji, to mój Komendant bardzo szybko wybiłby mi z głowy takie działania.

    Co do charakteru samej imprezy, to dalej podtrzymuję zdanie, że obecność Behemotha nie ma tutaj żadnego znaczenia. Równie dobrze mogłaby występować Arka Noego, albo Zenek Martyniuk, Cesarz Disco Polo. I tak zdania bym nie zmienił. Nie można za pieniądze podatników organizować sobie wielkich prywatek na prywatnym terenie, tylko dla tych, którzy zgodzą się zapłacić za wejście, bo to jest niemoralne!

    Wydaje mi się, że sprawa wykorzystania herbu Goleniowa w zmienionej formie, mogłaby się spokojnie znaleźć w Sądzie, z tym że ja bym o naruszenie przepisów oskarżał osobę wydającą zgodę na takie działania, czyli burmistrza, a nie samych używających tego logo.

    Po drugie:
    Masz rację twierdząc, że burmistrz próbuje zniekształcić obraz tego sporu, twierdząc, że to ty personalnie prowadzisz wendettę wobec biednego Roberta Krupowicza. Jego zabiegi, chociaż wywołują sporo hałasu, nie są skuteczne. Z wielu stron dochodzą mnie zdania ludzi, którzy się całemu zamieszaniu przyglądają i jeszcze od nikogo nie usłyszałem, że to ty „nakręcasz” całą tą sprawę. Co więcej, zazwyczaj słyszę głosy oburzenia, jednoznacznie określające postępowanie burmistrza w sprawie „pożyczki’, jako nieetyczne. A takie zachowania burmistrzowi nie uchodzą.

    Cały cyrk z wręczaniem Biblii tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Pan Krupowicz ma bardzo instrumentalne podejście do swojej religijności. Dał Ci Biblię córki, licząc na to, że w trakcie dosyć krótkiego posiedzenia komisji przeczytasz ją od deski do deski i nawrócisz się na właściwą ścieżkę, a potem mu szybciutko zwrócisz prezent dla córki? A co by było, Gdybyś potraktował ten „podarek”, jak prawdziwy prezent i nie oddał go wspaniałomyślnie przed wyjściem? Biegałby za Tobą z wrzaskiem, żądając zwrotu? W końcu, kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera, jak mówi stare ludowe przysłowie. A może by za kilka dni złożył zawiadomienie o przywłaszczeniu przez Ciebie egzemplarza Biblii? Na miejscu innych wierzących katolików, grzecznie podziękowałbym Panu Krupowiczowi, za świetny „Piar”, w następnych wyborach.

    Śmieszne to wszystko i straszne zarazem… Myślę jednak, że cały ten upiorny cyrk ma swoje granice i burmistrz doczeka się oceny swoich postępowań. Twoim zadaniem jest, by precyzyjnie wskazywać nieprawidłowości. Apeluję jedynie o większą częstotliwość wpisów na tym blogu, bo wyraźnie widać, że im więcej piszesz, tym więcej ludzi tu zagląda, mając okazję by poczytać o wszystkich działaniach podejmowanych przez władze gminy. Takie mamy czasy, że odbiorca informacji chce je otrzymywać szybko i często. Ale nikt nie mówił, że pisanie bloga będzie lekkie, łatwe i przyjemne, prawda? :)

     
    • Ireneusz Zygmański

      29 marca 2016 o 21:14

      Synu Szanowny, twoje wnioski są tylko twoimi wnioskami, nawet jeżeli przypadkowo zbieżne są z moimi lub jakimiś innymi. Starałem się podać fakty na chłodno, najwierniej jak można. Pisałem długo, bo nie ufając pamięci porównywałem wszystko z nagraniem z portalu http://www.goleniow.net.pl. Chcę, żeby nikomu nie zdawało się, że naginam prawdę – a posłuchać nagrania może każdy i sprawdzić samemu. Zgadza się, niektóre wiadomości od razu skomentowałem, ale to mój blog o tytule „Piszę co myślę”, więc mi wolno. Poza tym najpierw podałem fakty, a później je omówiłem. Daje to szansę każdemu do użycia głowy, jeśli myśli inaczej. Ponadto każdemu wolno skomentować od razu każdy mój komentarz, ja takich wpisów nie kasuję. Uczciwe zasady? Czytajcie, sprawdzajcie, myślcie, komentujcie Drodzy Czytelnicy – po to jest mój blog.

      Synu, nie mam do dyspozycji całej redakcji ani choćby jednego murzyna. Informacje muszę pozbierać sam, choć ostatnio coraz częściej pomagają Czytelnicy bloga. Pisać daję radę tylko nocami, zamiast spać jak Paweł Bartoszewski. W dzień pracuję, przygotowuję się do pracy, jestem radnym, a czasami kradnę nawet kilka chwil na hobby. Dziękuję Ci za wsparcie w postaci gościnnych wpisów i obfitych komentarzy. Gdyby inni chętni do gościnnego pisania się pojawili, dałbym im od razu wolną antenę. Ale wiem, zacząłem sam, więc skarżyć się nie będę. Obiecuję dawać z siebie tyle, ile dam radę.

       
  3. ~Małgosia

    29 marca 2016 o 14:42

    Gwoli wyjaśnienia Panie Ireneuszu – dnia 23-03-2016r. o godz.11:44 cm zamieścił na portalu GG informację „Dziś, tj. w środę 23 marca o godz. 15.30 odbędzie się posiedzenie Komisji Spraw Społecznych Rady Miejski…” (tyle tekstu widoczne dla osób niezarejestrowanych), natomiast 22-03-2016r. o godz. 22:25 ww zamieścił na fb wpis – „Jutro na – za przeproszeniem – łonie Rady Miejskiej w Goleniowie pewnie będzie ostra dyskusja na temat czerwcowego festiwalu ciężkiego rocka. Główny wątek – Behemoth, o którym bym pewnie do dziś nic nie wiedział, gdyby nie jego przeciwnicy. …”. Jak się nie mylę to po raz pierwszy opinia publiczna została poinformowana w ten sposób o czasie i miejscu posiedzenia Komisji RM. Dlaczego? Odpowiedź znajduje się w Pańskim tekście.

     
    • Ireneusz Zygmański

      29 marca 2016 o 20:53

      Co do informowania o posiedzeniu Komisji Spraw Społecznych okazuje się, że najwcześniejsza informacja była podana… na tym blogu. Bo ja udostępniłem ją od rana 21 marca we wpisie „Dać Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Pomimo więc, że podobno jestem przy pisaniu powolny jak ślimak, i tak wyprzedziłem żyjących jedynie z informowania rasowych dziennikarzy. Może była to więc informacja po prostu nieciekawa, niegodna wykorzystania? Nie mi oceniać… Nie spodziewałem się, że będę pierwszy.

       
      • ~Adam Zygmański

        30 marca 2016 o 01:00

        Rasowych dziennikarzy??? O kim mówisz? O Panu Czarku? Wydawało mi się, że dziennikarz utrzymuje się z przekazywania i komentowania informacji na łamach prasy, radia, bądź telewizji albo mediów internetowych. Pan Czarek pracuje w Urzędzie Gminy i Miasta Goleniów, więc do dziennikarza mu daleko… Bardziej chyba pasuje określenie: propagandzista. Oficjalnym rzecznikiem prasowym urzędu też nie jest, więc strasznie ciężko nazwać jego obecny zawód. Chyba trzeba będzie pozostać przy Asystencie…

         
  4. ~Paweł Palica

    29 marca 2016 o 22:16

    Jedno cieszy: że wcześniej tego typu „prewencyjna cenzura” wobec grup heavy metalowych nie była w Goleniowie stosowana. Bo kilka naprawdę doskonałych koncertów by się po prostu nie odbyło :)

     
    • Ireneusz Zygmański

      29 marca 2016 o 22:30

      Widocznie wszystkie poprzednie nie miały takiego pecha, że zabrała się za ich organizację opisana grupa ludzi w tak niejasnych okolicznościach. Jak ktoś chce słuchać Behemotha – jego sprawa, i tak zapłaci słono za bilet. Tylko niech organizatorzy uczciwie zorganizują koncert, a nie wyrwą pieniądze od gminy na rympał, pożyczając je od całkowicie niezainteresowanych koncertem – czyli plebsu płacącego podatek. Oczywiście gustu pożyczającego (podatnika) nikt nie badał, liczył się gust bankiera.

       
    • ~Adam Zygmański

      29 marca 2016 o 23:41

      Drogi Pawle!
      Wielokrotnie już pisałem w komentarzach, że cała awantura nie ma nic wspólnego z Behemothem. Niech sobie chłopaki grają nawet dziesięć koncertów i nawet w centrum miasta. Tu nie chodzi o nich. Chodzi o to, że pewna grupa ludzi, którzy mają wspólne powiązania polityczno-przyjacielsko-biznesowe, za gminne pieniądze robi sobie dobrze… We Włoszech za takie akcje idzie się siedzieć, a całe policyjne departamenty, rozpracowują takie „rodziny”. Ja sam jestem fanem ciężkich brzmień i uważam, że w tym mieście od długiego czasu jest pustynia kulturalna, co trzeba w końcu zmienić. Ale nie w taki sposób!!! Miejmy pewne standardy. To już nie może być tak, żeby organizacją koncertu, bądź festiwalu zajęła się profesjonalna agencja, z własnymi środkami? Z tego co pamiętam, to goleniowscy motocykliści od lat organizowali sobie otwarcia i zakończenia sezonu na własną rękę i były to imprezy, o których było głośno w środowisku. Radzili sobie świetnie, bez pomocy gminy Goleniów, co tylko o nich dobrze świadczyło. Byli samodzielni i samowystarczalni jako grupa pasjonatów. Dlaczego nagle potrzebna jest im pomoc gminy???

      Już z daleka śmierdzi to wszystko prywatnym interesem i chęcią zarobku. Jako płacący podatki mieszkaniec gminy Goleniów, nie godzę się na to.

       
      • ~Paweł Palica

        30 marca 2016 o 09:50

        Mieszacie teraz – że skomentuję posty obu panów Zygmańskich – dwa porządki. Jeden to „niejasne okoliczności”, ale ja akurat piłem do drugiego, czyli oburzenia tym, że na festiwalu wystąpią „sataniści”. I proszę mi nie wmawiać, że owego poruszenia nie ma, bo chyba nie w sprawie formalnych relacji pomiędzy organizatorami festiwalu a gminą pofatygował się na posiedzenie komisji ksiądz ze Stargardu?

         
        • Ireneusz Zygmański

          30 marca 2016 o 10:25

          Chyba wyraźnie napisałem w poprzednim wpisie, że podzielam obawy różnych osób o satanistyczny charakter niektórych grup awizowanych w festiwalu? Nie wycofuję się z ani jednego słowa! Obawy wolno mieć wszystkim, a do cenzury jeszcze cała galaktyka zdarzeń. Zaś o miejsce zamieszkania nie pytałem nikogo z gości na sali – to miejsce publiczne, w którym mógłby być obecny każdy. Ciekawe, jeszcze jakichś sensacji dowiemy się o osobach zainteresowanych tą sprawą?

           
          • ~Paweł Palica

            30 marca 2016 o 10:37

            No i właśnie cieszę się, że takie obawy nie pojawiały się wcześniej, bo pewnie dla świętego nomen omen spokoju kilku ludzi mogłoby odmówić pomocy (także instytucjonalnej) przy organizacji koncertów.

            Nie spodziewałem się, swoją drogą, że zamieszkiwanie w Stargardzie to sensacja ;)

             
          • ~Adam Zygmański

            31 marca 2016 o 00:53

            A ja tam o satanizm żadnych obaw nie mam! Zespoły heavy metalove mają się do prawdziwego satanizmu nijak. Image takich zespołów to jedno, a rzeczywisty odbiór, to całkiem inna sprawa. Wracając do nieszczęsnego Behemotha, to przyznaję, że ich muzyka do mnie nie trafia. na tekstach się nie skupiam, bo możliwość zrozumienia tych wrzasków jest żadna. Równie dobrze Adam Darski mógłby zdrowaśki odmawiać w kółko, a i tak nikt by go nie zrozumiał… Jestem skłonny się pokusić o stwierdzenie, że już większą wartość mają teksty piosenek disco polo. Tam przynajmniej z grubsza wiadomo o czym wyje „wokalista” zespołu.

            Gdybym miał do czegoś Behemotha porównać, to najbardziej kojarzy mi się Rammstein. Nikt nie wie o czym śpiewają/wyją/melorecytują, ale są iskry, jest power i bulwersujące teledyski, a i muzyka może się podobać. Wyobraźcie sobie, że Behemoth ma nawet serię sygnowanych nazwą zespołu piw rzemieślniczych. I są to piwa na wysokim poziomie. Schodzą jak ciepłe bułeczki w sklepach specjalistycznych, ale nie z powodu nazwy, tylko z powodu wysokiej jakości produktu. Śmiem twierdzić, że te piwa są dużo lepsze niż muzyka zespołu.

            Wracając do tego całego satanizmu. Śmiem wątpić, by ludzie chcący wziąć udział w planowanym festiwalu w ogóle byli zainteresowani tym całym satanistycznym image’m. To będą głównie motocykliści, którzy takie bzdury mają w… Ich będzie interesowała dobra zabawa w swoim towarzystwie, bez wielkiego udziału postronnych osób. Wszystkich dziwaków, którzy im nie będą pasowali, szybko przegonią i do żadnych czarnych mszy nie dojdzie…

            Satanizm jest straszakiem dla małych dzieci i w dzisiejszych czasach nie występuje… Co nie zmienia faktu, że jestem całkowicie przeciwny organizacji samego festiwalu za publiczne pieniądze. Jak motocykliści chcą prywatki, to niech ją sobie za swoje organizują. Nie ma w tym żadnej promocji dla miasta i regionu, a przeciętny goleniowianin o wejściu na imprezę będzie sobie mógł pomarzyć, bo nawet jak zdecyduje się wydać stówkę na jednodniowy bilet, to pewnie już tych biletów nie będzie… Najzwyczajniej w świecie, ktoś chce na nas zarobić…

             
          • ~Paweł Palica

            2 kwietnia 2016 o 23:39

            Adam, absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że taki festiwal to żadna promocja dla miasta i regionu. Wiesz, że sam ciężkiej muzyki słucham, myślę przy tym, że jestem całkiem nieźle w temacie zorientowany i uwierz mi, że nazwy miast tak z pozoru anonimowe jak Wacken, Jaroměř, Fredericia, Trutnov, Schlotheim, Tilburg, Clisson czy Wurzburg zna wielu fanów metalu na całym świecie. Bo po prostu co roku zjeżdżają do tych miejscowości tysiące, czasem dziesiątki tysięcy ludzi. Byłem, widziałem z bliska, to są imprezy, na które bywalcy kupują bilet praktycznie w ciemno, nawet zanim ogłoszony jest pełen skład. Czy taki klimat uda się stworzyć w Goleniowie? Nie wiem. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć.

            Rozumiem też, że pojawiają się obiekcje co do finansowania tego przedsięwzięcia. Tylko jeśli uprzeć się przy takim modelu, że gmina nie wspiera żadnych „prywatek”, to wsparcia odmówić też należy choćby Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Ale też, z innej beczki, orkiestrze Wood & Brass Band. Przykłady można mnożyć. Proponowałbym więc nie wylewać dziecka z kąpielą.

            Poza wszystkim, wydaje mi się, że dla człowieka znającego język niemiecki teksty Rammstein są zrozumiałe bez większego problemu. A podejrzenia dotyczące czarnych mszy podczas koncertu Behemotha to już w ogóle jakiś kabaret. Ja w każdym razie mam zamiar zjeść wówczas kota, bo mnie ten zespół od kilku płyt nudzi niemiłosiernie :D

             
          • ~Adam Zygmański

            3 kwietnia 2016 o 11:46

            Może z tym brakiem promocji, to rzeczywiście przesadziłem. Tym bardziej, że nie mam zamiaru kłócić się ze specjalistą, od tego muzycznego stylu. Jak już pisałem wcześniej istnieje ogromny deficyt wydarzeń kulturalnych w gminie Goleniów, a poważnej i dużej imprezy, to najstarsi górale nie pamiętają. Nie liczę tutaj tak zwanych urodzin Goleniowa, bo to spęd zorganizowany ku poklaskowi dla obecnych władz, bez większych ambicji.

            Twierdzisz, że trzeba by wrzucić do jednego worka finansowanie planowanego festiwalu, WOŚP-u i Wood & Grass Band… Wydaje mi się to bardzo mylnym stwierdzeniem. Podstawową różnicą między tymi „wydarzeniami” jest taka, że na istnieniu orkiestry i organizacji WOŚP korzysta ogół ludzi. Nie widzę tam prywatnych interesów pojedynczych osób. Na występ orkiestry może przyjść praktycznie każdy, a zespół ten bardzo udanie reprezentuje Goleniów w różnych miejscach na świecie. Ze sprzętu fundowanego przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy korzystał chyba każdy z nas, często nawet nieświadomie. Festiwal będzie miał zamkniętą formułę dla ograniczonej grupy osób chcących zapłacić za wstęp niemałe pieniądze. Zarobi na nim mała grupa osób, a zyski pójdą na „statutową” działalność stowarzyszenia-organizatora. Gdzie tu korzyść dla mieszkańców Goleniowa? Co z tego będzie miał przeciętny Kowalski??? Nic. Będzie mógł zobaczyć setki motocykli jadących przez ulice Goleniowa i blokujących wszelki normalny ruch. Niemowlaki będą przy tym wyły w niebogłosy, a kilka staruszek dostanie zawału od samego hałasu. Poza tym takie „parady” widujemy w Goleniowie kilka razy w roku, więc to nic nowego. Nie widzę żadnego sensownego uzasadnienia dla dawania naszych pieniędzy na organizację tego festiwalu. Fakt, że na czarną mszę nie ma szans, bo nikomu z widzów festiwalu nawet nie przejdzie to przez myśl, nic tu nie zmienia.

            Oczywiście, zawsze można dorabiać sobie ideologię i na siłę szukać uzasadnień dla wydawania publicznych pieniędzy na prywatne przedsięwzięcia swoich kolegów, dające dużo zarobić wąskiej grupie osób. Można z Biblią córki latać po sali konferencyjnej urzędu i wmawiać innym wrogość do kościoła, a z siebie robić pośrednika między Jezusem Chrystusem Królem Wszechświata, a ciemnym plebsem. Ale trzeba mieć wtedy bardzo wysokie mniemanie o sobie samym i proporcjonalnie mało przyzwoitości w sobie…

            A z Rammsteinem, to się czepiasz :) Osób znających języki obce jest u nas na prawdę mało… To nawet nie jest kilka procent ogółu. Tak samo mało osób jest w stanie zrozumieć co wyje Darski :) Porównanie obu zespołów, zresztą krzywdzące dla Rammsteina, miało unaocznić mechanizm, na którym opiera się popularność zespołów pośród szerszych grup. Musisz przyznać, że są kawałki Rammsteina, w których warstwa muzyczna jest taka sobie i nic nowego nie odkrywa. Jednak ostry teledysk robi wystarczające zamieszanie wokół utworu i nabija mu popularność. Dotyczy to zresztą wszystkich stylów muzycznych muzyki popularnej i jest ogólną praktyką. Na tym robi się „piniądz”.

            Mam nadzieję, że kot, przed zjedzeniem, nie zostanie poddany ubojowi rytualnemu :D Zabrania tego ustawa :)

             
  5. ~Małgosia

    30 marca 2016 o 00:35

    Panie Ireneuszu oto co znalazłam w przepastnych zakamarkach internetu – Sygn. akt I SA/Kr 415/08

    „… Odpowiadając na zarzuty odwołujące się do konstytucyjnej koncepcji działania jednostek samorządu terytorialnego stwierdzić należy, że możliwość działania społeczności lokalnych w każdej sprawie, która nie jest zastrzeżona przez Konstytucję lub ustawy dla organów innych władz publicznych (art. 163 Konstytucji), samodzielność jednostek samorządu terytorialnego (art. 165 ust. 2 Konstytucji) oraz prawo do swobodnego dysponowania, w ramach wykonywania swoich uprawnień, posiadanymi własnymi zasobami finansowymi nie oznaczają dowolności, w dysponowaniu środkami finansowymi, niezgodnej z obowiązującym prawem. Podlegająca ochronie zgodnie z Konstytucją RP samodzielność jednostek samorządu terytorialnego nie może zatem oznaczać dowolności w ich działaniu. Przeciwdziałać zaś takim nieprawidłowościom może jedynie kontrola sprawowana przez Regionalne Izby Obrachunkowe.

    Zgodnie z treścią art. 9 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym (t. j. – Dz. U. z 2001 r., nr 142, poz. 1591 ze zm.) w celu wykonywania zadań gmina może tworzyć jednostki organizacyjne, a także zawierać umowy z innymi podmiotami, w tym z organizacjami pozarządowymi. Zadaniami w rozumieniu tego przepisu są zarówno zadania własne, jak i zlecone bądź powierzone. Przypomnienia w tym kontekście wymaga, że zgodnie z ogólną zasadą wyrażoną w art. 6 ust. 1 przywołanej ustawy do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, nie zastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Zadań własnych gminy dotyczy natomiast wprost art. 7 ust. 1 ustawy, rozumiejący przez nie, zaspokajanie przez gminę zbiorowych potrzeb wspólnoty, którą – zgodnie z art. 1 ust. 1 tej ustawy – tworzą mieszkańcy gminy. Sprawy, które należą do zakresu zadań własnych gminy, wymienia przykładowo art. 7 ust. 1 w punktach 1-20.

    Ustawa, zobowiązując do zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty, nakłada na gminę obowiązek urzeczywistnienia tych zapotrzebowań społecznych lokalnej wspólnoty, które mieszczą się w zakresie działania gminy, są potrzebami powszechnymi lub dominującymi i służą realizacji ogólnych, wspólnych kategorii interesów prawnych tej społeczności. W tym znaczeniu stają się one potrzebami o charakterze publicznym.

    Nie można zapominać, że zasadniczo wszelka aktywność gminy musi być konfrontowana zakresem zadań jednostki samorządu terytorialnego. Gmina działać może bowiem jedynie na podstawie prawa i w granicach przezeń wyznaczonych.”

    Okoliczność, że dyspozycja środkami finansowymi gminy ograniczona jest wyłącznie do takich „celów publicznych”, których realizacji prowadzi do wykonania „zadania (lub zadań) publicznych samorządu” – potwierdza orzecznictwo sądów administracyjnych i Trybunału Konstytucyjnego.

    itd.

     
    • Ireneusz Zygmański

      30 marca 2016 o 01:33

      Tak też rozumiem wydawanie publicznych środków – na zadania własne gminy, określone przepisami. Problem w tym, że ten katalog określony w ustawie o samorządzie jest sformułowany ogólnie. To, czy zadanie mieści się w zakresie zadań własnych gminy podlega interpretacji w powiązaniu z wieloma innymi przepisami prawa. A to już jest skomplikowana sprawa, rozstrzygają zaś różne organy (np. sądy powszechne, administracyjne czy RIO), w różnych trybach. A ich rozstrzygnięć przeciętny zjadacz chleba nie jest w stanie zrozumieć. Mimo wszystko w taką stronę należałoby dążyć.

       
      • ~Małgosia

        30 marca 2016 o 07:51

        Panie Ireneuszu – w jaki sposób pożyczkę udzieloną przez burmistrza, która w całości „poszła na zaliczkę dla Saxonu” (słowa -jak się nie mylę- prezesa SMG) mam wpisać w zadania własne gminy? Pod co to podciągnąć? Pod które zadanie? Krzewienie kultury? Nie jest to impreza ogólnodostępna, a świadczy o tym chociażby fakt dostępu do pola namiotowego tylko dla biorących udział w koncercie.

         
        • ~Małgosia

          15 kwietnia 2016 o 10:03

          Czy zaliczka dla zespołu Saxon wpisuje się w następującą treść – ” Przedmiotem niniejszej umowy jest udzielenie pożyczki na organizację festiwalu hardrockowego pn. Rock Hard …” . Cele stowarzyszenia są jasno wyszczególnione w statucie, jak mają być osiągane również. W tym wypadku dwa+dwa nie daje czterech.

           
  6. ~Małgosia

    30 marca 2016 o 08:45

    Pan Bartoszewski na fb twierdzi, że uczestników festiwalu dowiezie na miejsce darmowa komunikacja miejska. Problem w tym,m że komunikacja miejska działa od poniedziałku do piątku – co z sobotą?Czy w piątek zostanie zwiększona częstotliwość przejazdu autobusu? Kto zleci przejazd? Gmina czy organizator? Kto zleci i komu sprzątanie po imprezie? Gmina czy organizator? A może będzie to wkład PGK w organizowaną imprezę? Pytań dużo – odpowiedzi spowite są bardzo gęstą mgłą albo nie ma ich wcale. Jeszcze jedno, czy SMG było jedyną organizacją pozarządową, która wnioskowała o pożyczkę z budżetu Gminy na 2016 r.?

     
  7. ~Adam Zygmański

    6 kwietnia 2016 o 22:37

    A teraz z całkiem innej beczki… Na portalu GG widzę zajawkę artykułu o zerwaniu umowy z biurem projektanckim, które za grube pieniądze koncepcję budowy centrum kulturalnych przesiadek opracowywało… Czyli co??? 140 tysięcy złotych poszło w piach??? A teraz następną koncepcję sobie Pan Burmistrz karze opracowywać, za następne kilkaset tysięcy???

    Prośba do Ciebie Ojcze… Dowiedz się, „o co kaman” i nagłośnij sprawę.

     
    • ~Małgosia

      7 kwietnia 2016 o 07:35

      A rozpływająca się droga w GPP, na którą Gmina wydała 900 tys.? Czy na pewno winne były plany budowy odziedziczone po Generalnej Dyrekcji? A wycinka drzew na Wojska Polskiego? W jaki sposób usunięte zostaną karpy? Czy prace nie naruszą drogi? A 1 000 000 zł (wg. słów prezesa GWiK ) na przejście pod S6, w związku z opóźnieniem budowy kanalizacji?

       
      • ~Adam Zygmański

        7 kwietnia 2016 o 20:03

        No właśnie od kilku dni się zastanawiam, w jaki sposób zostaną usunięte korzenie wyciętych drzew na ulicy Wojska Polskiego, bez szkody dla asfaltu, który został całkiem niedawno położony :) Czyżby remont Wojska Polskiego by, tak zwaną „inwestycją wieloetapową”? :) ? :) ?

        Na pewno Urząd przygotuje Panu Burmistrzowi jakieś sensowne wytłumaczenie :)

        Lista spraw, które poszły „nie tak” jest coraz dłuższa. Ale przecież w tej gminie śpimy na pieniądzach :) Więc po co się martwić???

         
      • ~Czesław Majdak

        9 kwietnia 2016 o 13:53

        Gmina na tą drogę wydała około pięć milionów złotych! Taką informację uzyskałem na posiedzeniu komisji RM. Przypomnę tylko, że przy konstrukcji budżetu na 2015r. środki na budowę około 16 milionów zł. miały pochodzić z pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego oraz LM.. Pytanie się samo nasuwa, dlaczego organ wykonawczy tak długo ukrywał prawdę przed Radą Miejską oraz opinią społeczną, że wydał taką kasę!

         
    • ~Andrzej Bugajski

      7 kwietnia 2016 o 08:49

      Panie Adamie jakie w piach ?
      Koncepcja czy raczej wizualizacja . czyli po prostu rysunek , został użyty na kalendarzu gminy , tym samym zafundowały nam władze obrazek za 140 tyś na kalendarz. Ktoś mógłby by powiedzieć jak Pan, w piach , a ja powiem :)
      Nie w piach a na papier :)

      Wydano 140 tys z naszej kasy, na bzdet – winnych brak .
      140 tyś za obrazek, który dziś łebski dzieciak mając program do projektowania graficznego , mógłby machnąć w 30 min. Cholera też bym tak chciał zarabiać.

       
    • ~m

      7 kwietnia 2016 o 19:00

      ja tez chce wiedzieć – DLACZEGO ?

       
  8. ~Czesław Majdak

    9 kwietnia 2016 o 14:25

    Jest mi przykro, że tak się stało! centrum komunikacyjne jest moim pomysłem nad którym pracuje dziewięć lat. Pierwsze spotkania rozmowy i przejęcia gruntów od PKP rozpoczęły się za p. burmistrza Wojciechowskiego. Ta inwestycja jest największą w historii Goleniowa ma największe dofinansowana z UE oraz zmieni zasadniczo oblicze naszego miasta. Jestem zły, że jej realizacja opóźni się o rok.

     
    • ~Andrzej Bugajski

      10 kwietnia 2016 o 15:18

      Panie Czesławie .
      Dworzec owszem – „Centrum przesiadkowe” ?

      Kto z czego się na co w Goleniowie przesiada bo nie rozumiem? Przecież nasza stacja to nie stacja węzłowa np Kutno czy Krzyż , gdzie rzeczywiście taka nazwa miała by sens. i PO drugie na cholerę już projektować i umiejscawiać coś co zwie się CENTRUM KULTURY , czy jak już nazywają to przekornie mieszkańcy miasta CENTRUM WYBUJAŁEGO FANTAZJI imć Krupowicza przed tym że Dworcem. Po pierwsze nowy Dworzec warto zrobić aby od że tak powiem facjaty nasze miasto wyglądało korzystnie , zaś po co projektować to coś zwane CK skoro póki co nie ma na to kasy i wątpię żeby była, a przy takim zadłużeniu jakie ma miasto (prawie 60%) nie ma szansy na realizacje. Po drugie trzeba być skończonym kretynem a nie wizjonerem aby nie wiedzieć że taka inwestycja w tym centrum miasta zakorkuje całkowicie ruch uliczny. Zamiast pozbywać się takich czynników zwiększających ruch na zewnątrz centrum , pakuje się jakieś widzimisię jako element pogarszający całą przepustowość ruchu , która wpłynie na ruch w całym centrum miasta.. Niemcy jak projektowali mapy w 1921 roku to już wtedy zaznaczyli nowe ulice mosty , które dopiero niedawno wybudowano jak np most na Kasprowicza.. DZIŚ nasze władze miejskie są tak głupie że nawet koncepcji rozwoju miasta nie potrafią zrobić konstruktywnie na wiele lat do przodu ale i chrzanią wszelkie wcześniej powstałe rozwiązania urbanistyczne takimi właśnie idiotyzmami jak to CK a wcześniej ładując do centrum miasta markety

       
      • ~Czesław Majdak

        10 kwietnia 2016 o 18:26

        Myli się Pan, Goleniów jest stacją węzłową. Co do użycia nazwy”centrum komunikacyjnego” – powinienem użyć „węzeł transportowy”. Nazwą tą w szerszym znaczeniu potocznym określa się również obszar, najczęściej miasto, odgrywające ważną rolę w transporcie: drogowym, kolejowym, lotniczym. Moim zdaniem budowa „centrum kultury” nie dojdzie do skutku z powodu braku dofinansowania z UE, a przewidywany koszt budowy to około 30 milionów zł. „Centrum kultury” to jest pomysł p.Krupowicza.

         
        • ~KZG

          17 kwietnia 2016 o 07:54

          Co do samego koncertu.
          Trochę zawiłe te korelacje osób zaangażowanych w jego organizacje ale jako radni, powinniście jasno dopytać i uzyskać jasną odpowiedź. Dlaczego tego nie robicie? Do skutku.

          Pan Bugajski jak zwykle kulą w płot z centrum przesiadkowym. Jest ono potrzebne, wystarczy pobyć kilka godzin na stacji i popatrzeć. Pomóc ludziom szukającym informacji i zobaczyć ile osób i w jakich kierunkach się przesiada, nie tylko z pociągu na pociąg. Także z aut w pociąg, w busy i autobusy, w taxówki i na samolot. Siedząc za ladą się tego nie dojrzy.
          Co do wydania 140 tyś. na konkurs.
          Jakby tak policzył, to wydano około 200tyś., bo nie tylko konkurs ale prace po nim pochłonęły swoje. Czy to jednak pieniądze wywalone w błoto? Tak się może wydawać, jednak trzeba poznać szczegóły a i dostrzec różnicę miedzy konkursem a przetargiem.
          Konkurs miał jasno opisane zasady i wygrała najlepsza praca, która z małymi poprawkami mogła wejść w życie. Skupiam się na centrum przesiadkowym, bo kulturalna część projektu była i nadal będzie długo pieśnią przyszłości. Mieliśmy pomysł niewielkiego dworca, dającego możliwość przesiadki w dowolny środek komunikacji z przejściem podziemnym i ścieżką rowerową pod torowiskiem oraz parkingiem podziemnym. Od początku informowałem, ze kasy na parking nie ma i zrobić trzeba wszystko, aby się znalazła. Nie znalazła się i gmina wymyśliła, że stawia na parking naziemny. Błąd, za który wszyscy byśmy płacili w przyszłości, bo ten teren nie jest z gumy i go nie rozciągniemy a parkingi buduje się w dół lub w górę, zostawiając przestrzeń naziemną celom kulturowym (zakładając kulturalną cześć w tym miejscu). Ładniej wygląda skwer, plac niż parking, przyzna to każdy.
          Druga strona medalu to podejście architektów do finalnego podpisania umowy.
          Można wierzyć, można badać samemu ale dobrze się stało, że umowa z nimi nie została zawarta.
          Wierzę, że w wyniku przetargu, gdzie niestety głównym kryterium jest cena, wyłoniony zostanie projekt z parkingiem podziemnym i gmina znajdzie na niego pieniądze. To nie jest inwestycja na kilka lat a na dwa-trzy pokolenia. Warto o tym pamiętać, patrząc na ilość rejestrowanych co roku aut w Starostwie i plany rozbudowy kolei metropolitalnej dla okręgu Szczecińskiego, gdzie Goleniów jest najbardziej na północ wysuniętym punktem, samoczynnie zbierającym podróżnych.
          Kto chce niech policzy, ale ja to już wiem, że podróż z chociażby Mostów do Szczecina, bardziej opłaca się z zaparkowaniem auta w Goleniowie i przesiadką na pociąg czy busa. To jest cel centrum przesiadkowego, konsolidować mieszkańców w podróży, ułatwiać dostęp i zapewnić komfort.
          Przy okazji burzenia tego co stare, zachować pamiątki po kolei, bo kilka się znajdzie na tym terenie i zapewnić w nowym centrum przesiadkowym punkt informacyjny, automat, ale być musi. Nasze miasto odwiedzają turyści, podróżni mają kilka godzin aby coś zobaczyć i chcą to robić, tylko brak informacji ich zniechęca, nie wiedzą gdzie iść nawet. Najczęściej wybierają Mini Park i Empik w nim. Przykre to, ale tak jest. a spacer pod mury miejskie to 15 minut, w 1,5 godziny można zobaczyć już prawie wszystko. Tego zza lady też się nie dowiemy.

          Mała prośba do radnych. Tylko jedna radna nie ma oficjalnego maila. reszta z Państwa go podała. Warto czasami zaglądać do tych skrzynek ;)

           
          • ~Andrzej Bugajski

            20 kwietnia 2016 o 14:57

            do KGZ . JESTEM za budową Dworca – czy też stacji ! Jestem absolutnie przeciwny budowania tu jakiegoś klocka dla Kultury. Tylko nie rozumiem tej szumnej nazwy Centrum przesiadkowe, raczej nazwał bym to węzeł komunikacyjny. Co do parkingów , zgadzam się z panem, ale pojawiła się koncepcja jeszcze inna . Otóż miasto po drugiej stronie torowiska pod którym ma być tunel , posiada plac , na którym w/g burmistrza można umieścić 200 miejsc parkingowych, gdyby tak zrobiono można by zrezygnować z parkingów pod ziemią.

             
          • ~KZG

            8 maja 2016 o 16:02

            Panie Andrzeju, stacja to już jest ;) Nie mieszajmy w nazwach. Centrum przesiadkowe, bo łączy w sobie dworzec kolejowy, autobusowy, dla busów, funkcje taxi. Można zdobyć informację (o co będę zabiegał, poprzez postawienie mobilego informatora miejskiego), odpocząć, zjeść. Co do parkingów, to ponownie nie wie Pan nic o tym projekcie. Koncepcja z parkingiem na placu węglowym nie pojawiła się z kapelusza. Miał to być jeden z parkingów, obok podziemnego a nie zamiast niego. Parking za torami, jak to się zwykło mówić, nie rozwiązuje sam w sobie problemu braku miejsc parkingowych po stronie centrum miasta. Miasto nie zrezygnowało przecież z pomysłu parkingu w tej części, po prostu są one konieczne. Starostwo, Prokuratura, przypuszczalnie Centrum Kultury, miejsca parkingowe dla podróżnych i pracowników dojeżdżających do pracy do GPP czy Szczecina. Wystarczy podejść rano, podejść około 14 czy 16-17 w okolice dworca i porozmawiać z ludźmi. Parkują z konieczności za MiniParkiem a nawet przy Lidlu. Plac węglowy nie pomieści 200 aut. Do tego musi być zapewniony pas załadunkowy dla bocznicy (chociażby załadunek drewna, który obserwujemy na stacji). Planowana ścieżka rowerowa, która połączy Maszewską, przejście podziemne z istniejącą ścieżką ciągiem torowiska maszewskiego. Miejsc parkingowych nigdy dość. tylko nie buduje się ich kosztem przestrzeni społecznej. teraz mamy przetarg, zobaczymy jaki pomysł wyłoni. Obawiam się, że po podziemnym zostanie tylko wspomnienie i dostaniemy samochodową pustynię przed fajnym małym centrum przesiadkowym.
            Jeśli komuś się chce, to proszę policzyć auta w południe wokół dworca. Może to otworzy oczy jakie są potrzeby. Od wieży wodnej po byłą przychodnię kolejową. Tylko parking podziemny ratuje sytuację i zapewnia teren pod przyszłe inwestycje czy pomysły. Tak zamienimy parkingowy nieład na parkingową pustynię. Wolę jednak skwery i przestrzeń dla ludzi. Tak się buduje obecnie.