RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2016

Smrodliwy temat – goleniowska oczyszczalnia ścieków

28 cze
W Goleniowie znów śmierdzi... Zdjęcie: radiostargard.fm

W Goleniowie znów śmierdzi…
Zdjęcie: radiostargard.fm

Już od kilku ładnych tygodni łapią mnie znajomi i mniej znajomi za rękę żądając, żebym coś im wyjaśniał. Konkretne pytają tak: – Co się dzieje z naszą oczyszczalnią ścieków, bo zaczęło z niej niemożebnie śmierdzieć!? Niektórzy kulturalnie najpierw sondują, czy o sprawie wiem, inni bezpardonowo od razu zaczynają od połajanki. Gdybym miał zacytować treść kilku otrzymanych esemesów, to po opuszczeniu brzydkich słów zostałoby mniej więcej tyle: „W mieście śmierdzi jak z szamba, a wy, barany, nic nie robicie, żeby przestało. Wyjaśnijcie, o co chodzi i sprawę załatwcie raz a dobrze. Przecież już nigdy smrodu być nie miało!”

Próbowałem pytającym zrazu cierpliwie odpowiadać, że to pewnie sprawa przejściowa, efekt chwilowych splotów okoliczności, sytuacja sporadyczna. Niczego groźnego nam przecież nikt odpowiedzialny nie sygnalizował, żadnych trudności nie zgłaszał. Ani ze strony organu władzy wykonawczej, czyli burmistrza, ani ze strony zarządzającej oczyszczalnią gminnej spółki Goleniowskie Wodociągi i Kanalizacja. Taką mniej więcej miałem na ten temat świadomość aż do połowy maja tego roku. I odpowiadałem na pytania zdenerwowanych goleniowian wprawdzie szczerze, lecz głupio i całkiem niepotrzebnie, bo jak się okazuje, jest zupełnie inaczej. Po uważniejszym zbadaniu przyczyn bulwersującego mieszkańców fetoru, szybko przeszła mi pewność, a zastąpiła ją dezorientacja. Dotąd nie wiem, jak sprawy się naprawdę mają, choć pilnie próbowałem pozbierać wszelkie fakty (tfu, nomen omen!) do kupy. I o tym dziś Państwu opowiem.

Najpierw wyjaśnię, skąd brało się moje niedoinformowanie. Przede wszystkim z wiary, że ten temat rzeczywiście został już u nas skutecznie załatwiony. Przecież całkiem niedawno, z pomocą specjalnie do tego powstałego GWiK-u, sięgnęliśmy do przepastnej kieszeni bogatych podatników unijnych i przy udziale wyciągniętych z niej grubych milionów (hej, nie zapomnij o mniej zasobnych kieszeniach goleniowskich użytkowników wody i wytwarzaczy ścieków – oni się też szczodrze dołożyli płacąc za usługi GWiKu, Panie Zygmański!) zbudowaliśmy oczyszczalnię cud-marzenie. Przypomnę, co na ten temat publikował oficjalny gminny portal www.goleniow.pl 10 września 2009 r., słowo w słowo na podstawie informacji przygotowanych przez GWiK:

„Miliony na zakończenie śmierdzącej sprawy i na czystą wodę”

Przyznanie dofinansowania dla projektu: „Zapewnienie prawidłowej gospodarki wodno-ściekowej na terenie miasta i gminy Goleniów” jest już pewne ! Obsługująca mieszkańców gminy Goleniów spółka Goleniowskie Wodociągi i Kanalizacja Sp. z o.o. jest kolejnym beneficjentem w naszym regionie, który otrzymał dofinansowanie z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w ramach I osi priorytetowej – Gospodarka wodno-ściekowa. Całkowita wartość projektu wyniesie 68,8 mln zł, w tym kwota dofinansowania z Unii Europejskiej 32,1 mln zł. To ogromne pieniądze jak na naszą goleniowską skalę.

Celem projektu jest m.in. zmniejszenie uciążliwości oczyszczalni ścieków w Goleniowie, modernizacja sieci kanalizacyjnej, a także zapewnienie odpowiedniej jakości wody pitnej. Będzie to w konsekwencji miało ogromny wpływ na  jakość życia i zdrowia  mieszkańców gminy. Choćby „zapachy” z naszej oczyszczalni – wszyscy ich doświadczamy, a żadne prowizoryczne rozwiązania tego problemu się nie sprawdziły.

Prezes Dawidziak (drugi z prawej) tuż przed podpisaniem umowy z Marszałkiem Województwa 14 września 2009 r. Zdjęcie: Adam Łaskowski

Prezes Dawidziak (drugi z prawej) tuż przed podpisaniem umowy z Marszałkiem Województwa 14 września 2009 r. Zdjęcie: Adam Łaskowski

Uroczystość podpisania umowy o przyznaniu dofinansowania oraz konferencja prasowa odbędą się 14 września 2009 roku o godzinie 10:00 na terenie oczyszczalni ścieków w Goleniowie. Wezmą w niej między innymi udział: Stanisław Gawłowski – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska, Olgierd Geblewicz – Przewodniczący Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego, Władysław Husejko – Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, Marcin Zydorowicz – Wojewoda Zachodniopomorski, Andrzej Wojciechowski – Burmistrz Gminy Goleniów oraz przedstawiciel NFOSIGW.

Zaledwie po dwóch miesiącach, 5 listopada 2009 można było na portalu gminy przeczytać o podpisaniu pierwszego z pięciu kontraktów tego wielkiego projektu – na realizację nowej oczyszczalni. Treść notatki oczywiście toczka w toczkę na podstawie informacji GWiK:

W piątek 30 października została podpisana umowa na kontrakt  „Rozbudowa i przebudowa oczyszczalni ścieków w Goleniowie”. Kontrakt ten wchodzi w skład projektu współfinansowanego z UE „Zapewnienie prawidłowej gospodarki wodno- ściekowej na terenie miasta i gminy Goleniów’. Wykonawcą będzie Przedsiębiorstwo Inżynierii Ochrony Środowiska Ekoklar Spółka z o.o. z Piły. Podpisy pod umową złożyli Prezes Goleniowskich Wodociągów i Kanalizacji Janusz Dawidziak oraz Prezes Zarządu Firmy Ekoklar Waldemar Lechnik i członek zarządu spółki Ekoklar Jerzy Kiner. (…) Wartość kontraktu wynosi 25.132.799,43 PLN brutto.

Później były kolejne informacje o podpisaniu i realizacji następnych kontraktów. A już w maju 2012 r. cały ogromny projekt został zakończony. Sądzę, że tempo było iście ekspresowe. Nie tylko ja tak uważam, bo inwestycji w tej dziedzinie powszechnie nam zazdroszczono. Doceniano przede wszystkim całościowe traktowanie kompleksu spraw kanalizacji gminy, poczynając od serca systemu – oczyszczalni ścieków. Przykładowo na portalu www.radioszczecin.pl zamieszczono 28 maja relację redaktora Pawła Palicy na ten temat:

Dyrektor Dariusz Kozak pokazuje świeżo otwartą oczyszczalnię zaproszonym gościom Zdjęcie: www.zfw.szczecin.pl

Dyrektor Dariusz Kozak pokazuje świeżo otwartą oczyszczalnię zaproszonym gościom
Zdjęcie: www.zfw.szczecin.pl

„Koniec olbrzymiego projektu wodno-kanalizacyjnego w Goleniowie.”

W mieście wybudowano prawie 30 km nowej sieci kanalizacyjnej i 5 km wodociągowej. Zmodernizowano oczyszczalnię ścieków i kupiono nowoczesny pojazd do czyszczenia kanalizacji. Projekt kosztował ponad 55 mln zł. Prawie połowę dołożyła Unia.

Jak mówi prezes Goleniowskich Wodociągów Janusz Dawidziak, dzięki temu znacznie poprawi się jakość życia tysięcy jej mieszkańców. -Tak, jak w cywilizowanym świecie, ścieki będą trafiały do kanalizacji sanitarnej, natomiast oczyszczalnia została zmodernizowana tak, że uciążliwość zapachowa nie będzie się powtarzała, jak to było przy starej oczyszczalni – zapewnia Dawidziak.

28 maja 2012 r. nastał wielki dzień – otwarcie całkowicie zmodernizowanej oczyszczalni ścieków. Prezes GWiK Janusz Dawidziak powiedział wtedy m.in.:

Prezes GWiK przemawia na nowej oczyszczalni ścieków w dniu jej otwarcia.  Zdjęcie: www.zfw.szczecin.pl

Prezes GWiK przemawia na nowej oczyszczalni ścieków w dniu jej otwarcia.
Zdjęcie: www.zfw.szczecin.pl

Celem projektu było przede wszystkim zmniejszenie uciążliwości oczyszczalni ścieków w Goleniowie – stara, sprzed dwudziestu lat została całkowicie zmodernizowana – była przestarzałą technologicznie i miała zbyt małą wydajność jak na potrzeby gminy i Goleniowskiego Parku Przemysłowego. Znacznie zwiększyły się też możliwości przerobowe oczyszczalni, która może teraz przerobić 8 tys. m. sześć. ścieków (przerabia maksymalnie 5 tys.). Inwestycja zapewni odpowiedniej jakości wodę pitną, co ma ogromny wpływ na jakość życia i zdrowia mieszkańców gminy.

Podobnych wypowiedzi, wcale nie tylko Prezesa Dawidziaka, przytoczyć mógłbym na pęczki. Wszystkie one podkreślały, że to już koniec problemu zapachu z oczyszczalni w Goleniowie. Nota bene nie takiej przecież starej, bo oddanej do użytku w roku 1994. Była to chyba najbardziej sztandarowa inwestycja I kadencji goleniowskiego samorządu, obok ukończonego już w 1996 roku ujęcia wody. Jej pechem była zastosowana (wtedy dość powszechnie w Polsce występująca) technologia oczyszczania typu biooxyblok, która nie rozwiązywała problemu osadów pozostających po zakończonym procesie. Składowano je na tzw. lagunach, na których sobie spokojnie leżały, schły, fermentowały… i śmierdziały. Szczególnie, gdy zabierano się za opróżnianie przeładowanych lagun. Chwaliliśmy się tym nowiutkim obiektem przed wszystkimi przyjeżdżającymi do gminy zagranicznymi i krajowymi gośćmi, ci zaś zatykali nosy i podziwiali na głos. Po cichu zaś mówili, że u nich oczyszczalnie ścieków tego typu właśnie całkowicie wychodzą z użytku, bo są przestarzałe.

Stara oczyszczalnia. Z książki "Goleniów - wczoraj, dziś, jutro" autorstwa Ewy Aberbuch Skan: Ireneusz Zygmański

Stara oczyszczalnia. Z książki „Goleniów – wczoraj, dziś, jutro” autorstwa Ewy Aberbuch
Skan: Ireneusz Zygmański

Ponad dwadzieścia lat później szeroki dostęp do wielkich środków unijnych pozwolił lokalnym władzom zmontować plan wielkiej modernizacji tego od początku przestarzałego obiektu. Jądrem projektu było utworzenie GWiK, nowej spółki gminnej, powołanej do specjalistycznej obsługi gminy w dziedzinie dostarczania wody, odprowadzania i oczyszczania ścieków, a przede wszystkim obsługiwania sieci i prowadzenia inwestycji w tej dziedzinie. To był dobry plan, skoro powstały w 2006 r. GWiK tak sprawnie poradził sobie z wyżej opisanymi inwestycjami.

Czyż nie miałem więc prawa traktować sprawy jako załatwioną na wieki? Od chwili uruchomienia zmodernizowanej oczyszczalni od nikogo nie słyszałem słowa skargi, że czuć z niej coś niemiłego. Oczywiście żaden ze mnie ekspert od kanalizacji i ścieków, lecz to jest naprawdę mocny, choć pośredni dowód, że wszystko było pod kontrolą. W końcu czego jak czego, ale czujności na niedogodności życia mieszkańcom Goleniowa odmówić się nie da. Podkreślę dobitnie: przez cztery lata działania nowej oczyszczalni ANI RAZU nie doszły do mnie sygnały o złym funkcjonowaniu tej instalacji.

Mam na myśli obszar miasta, a nie teren samej oczyszczalni. Tam, jak twierdzą szczególnie osoby nią kierujące, zapach nie był szczególnie miły. Wręcz przyznają, że pośmierdywało cały czas. Dobrze, pewnie tak było, lecz najważniejsza jest skala zjawiska. Goleniowianie nie mieszkają przecież na oczyszczalni, a wredny zapach do ich nosów nie docierał. Co do smrodu na miejscu – też bym nie był taki pewien, że coś wybitnie złego się działo. Radni zapewne wspomną wyjazdowe wspólne posiedzenie komisji wiosną zeszłego roku, kiedy oglądaliśmy oczyszczalnię od środka. Nikomu z nas nic nadmiernie wstrętnego nosów wtedy nie zaatakowało, wręcz byliśmy zbudowani, że stoimy pośród setek tysięcy ton fekaliów, a smrodu ani ani…

Stąd przyjąłem ze szczerym zdziwieniem niedawne informacje prasowe oraz interpelacje kolegów radnych w sprawie odorów z oczyszczalni. Mieszkam w oddalonej części miasta, więc sam nie miałem okazji niczego poczuć. Szczególne zainteresowanie wzbudziła lektura odpowiedzi na interpelacje złożone na XIX sesji Rady Miejskiej 27 kwietnia 2016 r. Udzielił ich zbiorczo, w imieniu pytanego Burmistrza Roberta Krupowicza, Perezes GWiK Janusz Dawidziak. Zapytania radnych Marzeny Pach i Czesława Majdaka niżej przytaczam.

Radna Marzena Pach:

W związku z informacjami, które pozyskuję od ludzi mieszkających zarówno na osiedlu Matejki, jak i od ludzi, którzy uprawiają swoje ogródki działkowe przy oczyszczalni: czy jest jakaś możliwość, żeby sprawdzić, czy zrobić coś, aby ten odór, który unosi się z oczyszczalni był jakoś troszkę niwelowany? To naprawdę jest strasznie uciążliwe. Ludzie narzekają, że nie mogą okien otwierać, wietrzyć, bo to jest naprawdę bardzo przykry zapach.

Radny Czesław Majdak:

Kiedyś „Gazeta Goleniowska” opisywała, że jak na bezdechu trzeba było przechodzić przez poczekalnię dworcową, to rzeczywiście w sobotę będąc na spacerze na bezdechu musiałem przejść od ronda przy Wojska Polskiego, aż tam za cmentarz. Aż się trochę róża wiatrów zmieniła, to tam mogłem zaczynać głębiej oddychać. (…) Pamiętacie Państwo: inwestycja była na oczyszczalni ścieków i miała spowodować to, że nie będzie śmierdziało – proste. Wtedy w Goleniowie powstała baza perfum, czyli te zraszacze, co Pan Prezes rozpylał. No będzie inwestycja, nie będzie śmierdziało. Została zrobiona inwestycja, mówię – ta pierwsza inwestycja, no dalej śmierdzi. Pamiętacie Państwo, przy omawianiu Wieloletniego Programu Rozwoju Wodociągów i Kanalizacji, gdy wskazywałem,  jakie środki idą na ponowne załatwienie sprawy tego smrodu. Więc pytanie jest: czy ta inwestycja została zrealizowana na oczyszczalni ścieków? Ile to nas kosztowało? Mówię o tej drugiej inwestycji, nie o tej pierwszej, tylko o drugiej, i ile nas to kosztowało… I pytanie: co takiego się zdarzyło, że dalej tu śmierdzi?

Ponieważ w tym samym piśmie Prezes odpowiadał na interpelację radnego Mariusza Żebiełowicza na inny temat, przytoczę jej treść, żeby końcówka prezesowego pisma nie zawisła w próżni:

Radny Mariusz Żebiełowicz:

Mieszkańcy naszej gminy dopytują się z jakiego powodu faktury za wodę z GWiK-u wystawione zostały za okres miesięczny, gdyż zazwyczaj były wystawiane w okresie dwumiesięcznym. Chodzi o miesiąc marzec.

Odpowiedż Prezesa Dawidziaka na interpelacje radnych, przysłana 16 maja w tej sprawie:

Przyznam, zgłupiałem nieco. Wychodzi na to, że:

1) kompostownia daje smród planowo (choć miała być na ten smród remedium);

2) kompostownia jest chyba zbyt mała i nie mieszczą się na niej w całości osady przeznaczone do przerobu (który to proces i tak daje smród);

3) na poletkach osadowych leży i śmierdzi część osadów czekając na kompostowanie (bo kompostownia jest za mała?), a część na wywiezienie z oczyszczalni (bo jest za mała kompostownia?); czyli z założenia nie miano kompostować wszystkiego(?);

4) zakończona w roku 2012 nowiutka oczyszczalnia nie była wykonana docelowo, skoro finalnym sposobem likwidacji odorów ma być dopiero „hermetyzacja procesu kompostowania pod specjalnymi przykryciami membranowymi w wydzielonych boksach”;

5) przeróbka kompostowni przewidziana jest Wieloletnim Planem Modernizacji i Rozwoju Urządzeń Wodociągowych i Urządzeń Kanalizacyjnych Miasta i Gminy Goleniów na lata 2015-2020 (kurczę, głosowałem nad tym w zeszłym roku i wcale nie wiem, na czym ma polegać modernizacja i czemu jest potrzebna! ale o tym będzie dalej);

6) sprawa pilna chyba nie jest, skoro modernizacja rozłożona jest na lata (czyli ten cały smród to chyba niespecjalnie ważna sprawa?);

7) żeby było śmieszniej, Prezes obiecuje radnej Pach przeróbkę kompostowni w roku 2019, to samo zaś radnemu Majdakowi wieszczy w roku 2020 (pewnie ją lubi bardziej?);

8) osady wcale nie muszą gnić na poletkach, bo w ciągu 3 tygodni się je wywiezie, a poza tym da się to robić później na bieżąco (to czemu w ogóle je tam złożono? nie przewidzieli, że zapachną? tym bardziej, że każda operacja wywozu osadów z poletek równa się ruszeniu ogromnej kupy kupy, która zaśmierdzieć musi potężnie);

9) zaś skutecznym rozwiązaniem obecnym ma być likwidowanie gównianego zapachu poprzez sadzenie lilaków, tawuł, ligustru i jaśminowca wonnego w ilościach hurtowych (ciekawe za ile, bo nikt się nie pochwalił?). Jak powszechnie wiadomo, krzaki są nieprzepuszczalne dla odorów, które po przejściu przez ich kordon nabiorą aromatów godnych filmu „Pachnidło”. To ja jeszcze podsunę natryskiwanie słynnymi perfumami produkcji radzieckiej marki „Duchi Lenina”, będzie jeszcze wonniej.

Bardzo mi te odpowiedzi podejrzanie pachniały (tfu, znowu nomen omen). Jeszcze większa stała się moja niewiedza, kiedy kilka dni później przeczytałem na portalu www.goleniów.pl oświadczenie Burmistrza Roberta Krupowicza z dnia 9 czerwca na ten sam temat. Wynikły dla mnie z tego tekstu następujące wnioski, a właściwie zdziwienia:

1)  Czemu to Burmistrz Gminy wydaje oświadczenie w dziedzinie, na której zna się jak kura na pieprzu, a w której pełne kompetencje ma samodzielna fachowa spółka zarządzająca oczyszczalnią? Przecież tam odesłał interpelacje radnych do udzielenia odpowiedzi…. Czyżby wiedział coś więcej, niż może powiedzieć Prezes Janusz Dawidziak? Czy może chce zaoszczędzić Prezesowi zaszczytu tłumaczenia się przed mieszkańcami? Czy raczej po prostu chce pokazać, że trzyma rękę na pulsie, samodzielnie znalazł rozwiązanie problemu i leje oliwę na wzburzone fale opinii publicznej?  

2) Po co Burmistrz podkreśla, że oczyszczanie nie jest źródłem odoru i że zlikwidowano najbardziej poprzednio śmierdzące laguny, skoro obecnie śmierdzi dalej, tylko coś innego – otwarte poletka do składowania osadów? Czyżby sugerował, że oczyszczalnia jest świetna, a zastosowana w niej technologia bardzo dobra, zaś winne są krasnoludki, bo wywołują zachodni wiatr?

3) Czyżby Pan Krupowicz nie zauważył, że oddając w roku 2012 oczyszczalnię do użytku oficjalnie jednym z głównych celów była likwidacja powstających tam odorów? Wyjaśnianie, że na otwartych poletkach osady fermentują, a wiatr roznosi zgniłe smrody po mieście, jest po prostu przyznaniem się do programowego ominięcia tego sztandarowego celu budowy oczyszczalni. Ona ma taką technologię, więc śmierdzieć po prostu musi. Zatem albo wybrano tę technologię błędnie, albo niepotrzebnie głoszono mieszkańcom, że już nic na oczyszczalni śmierdzieć nie będzie.

4) Z jakiego powodu Burmistrz mówi, że „problem zostanie wkrótce rozwiązany” (patrz decyzja o natychmiastowym wywozie osadów bez składowania na poletkach), skoro w następnym akapicie oznajmia, że pozostaje drugie źródło smrodu – otwarte kompostowanie? Z którego dodatkowo nie można zrezygnować wcale, bo oczyszczalnia musi produkować kompost (grozi zwrot otrzymanych środków unijnych). To przecież nie Unia kazała nam go wytwarzać, tylko projektant oczyszczalni uznał kompostowanie jako docelowe rozwiązanie. Nie wywóz osadów w siną dal, tylko przerobienie ich na pożyteczny surowiec. Dlaczego zatem, skoro kompost musiał i musi być produkowany, nie zaprojektowano od razu tego procesu jako hermetyczny, podobnie jak samo oczyszczanie ścieków?

5) Skoro Burmistrz wie, że modernizację kompostowni przewiduje się na rok 2019 (zapewne ma na myśli przyjęty w zeszłym roku przez Radę Miejską Wieloletni Plan Modernizacji i Rozwoju Urządzeń Wodociągowych i Urządzeń Kanalizacyjnych Miasta i Gminy Goleniów na lata 2015-2020), to czemu znając nastroje mieszkańców nie dąży do przyspieszenia tej modernizacji? Coś było już na rzeczy wiosną ubiegłego roku, skoro temat wprowadzono (cichaczkiem) do Planu Modernizacji przygotowanego przez GWiK. Dlaczego znając docelowe rozwiązanie, Burmistrz dziś nie dąży do wprowadzenia go już obecnie?

Na to ostatnie pytanie spróbowałem sobie odpowiedzieć sam. Zajrzałem do „Głównych założeń” WPMiRUWiUKMiGG (piękna nazwa, nie?), które w zeszłym roku otrzymali radni przed przyjęciem tego programu. Było to na VIII sesji RM w końcu kwietnia 2015 r., którą przedstawiłem dość dokładnie na swoim blogu. W szczególności 13 punkt porządku dziennego, czyli właśnie przyjęcie WPMiR…itd., opiewającego na łączną kwotę 39 milionów złotych Ponieważ nigdzie tych materiałów Państwo raczej nie znajdziecie (na przykład na stronie internetowej GWiK nadal widnieje poprzedni WPMiR…itd., obowiązujący wprawdzie do roku 2017, ale zmieniony tym nowym WPMiR…itd. na lata 2015-2020), niniejszym publikuję ten materiał dla ciekawskich.

Główne założenia programu GWiK na lata 2015-2020

I tam w dziale „G. Oczyszczalnie ścieków”, w punkcie 1 siedzi jak byk: „Modernizacja kompostowni osadowych ścieków na OŚ w Goleniowie” o wartości netto 4.500.000 zł (cztery i pół miliona), co ma nastąpić w dziwnym terminie: „2015,2020”. Nie z myślnikiem: 2015-2020, lecz z przecinkiem, jak napisałem. Co u Burmistrza robi data 2019? Przecież WPMiR…itd. Rada od zeszłego roku nie zmieniała, a takiego terminu tam brak?

- No i to jest chyba odpowiedź na moje pytanie – pomyślałem. Skoro WPMiR…itd. mówi, że 4 i pół melona, to przyspieszyć się tego nie da. Przecież ta kasa na kupce nie leży i nie czeka, a miała pochodzić z różnych środków zewnętrznych, do których GWiK o nią dopiero aplikuje albo będzie aplikował. Te „2015,2020” to zapewne jakaś omyłka pisarska. Co ja się zresztą będę zastanawiał? Koniec języka za przewodnika, zapytaj więc Panie Radny przy najbliższej okazji.

Okazja nadarzyła się 14 czerwca, a właściwie pół okazji. Tego dnia odbywało się posiedzenie Komisję Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu, która przecież niewiele z oczyszczalnią ma wspólnego. Jednak korzystając z obecności Zastępcy Burmistrza Henryka Zajko, zgłosiłem temat w wolnych wnioskach, a reszta członków Komisji go podchwyciła. Poprosiłem Henryka Zajko o przygotowanie na dzień następny, 15 czerwca, kiedy odbyć miało się posiedzenie Komisji Gospodarki, Inwestycji i Ochrony Środowiska (więc jak najbardziej merytorycznie „po linii i na bazie”), dokładnej informacji o harmonogramie czasowym i finansowym wydatków objętych tym wyżej wspomnianym tajemniczym „punktem G” z WPMiR…itd. Burmistrz Zajko obiecał to dokładnie przedstawić. Jednocześnie zrugał mnie, że przecież na VIII sesji ta tematyka już była szczegółowo radnym przedstawiana.

Otóż nie, Panie Burmistrzu, nie była. Przeczytałem protokół z sesji od deski do deski (choć i tak go pamiętałem; przecież na blogu opisałem sesję punkt po punkcie, a nieszczęsny punkt 13 wyjątkowo dokładnie). Na sesji wspomniano o modernizacji kompostowni tylko raz. Otóż było to wtedy, gdy radny Czesław Majdak mówił o inwestycjach wynikających z WPMiR…itd. i chciał wyjaśnień na taki temat: „Proszę Państwa, są tutaj pozycje np. tego rodzaju: „Opracowanie dokumentacji projektowo-technicznej dla zadania pn. „Przebudowa kompostowni osadu na czyszczalni ścieków w Goleniowie”. W tym roku [2015] jest to 470.000 zł, a całość zadania 4.500.000 zł. Z tego, co wiem, Panie Burmistrzu, to oczyszczalnia ścieków była realizowana i modernizowana. Pamiętamy te dezodoranty mieszane, a później, że po modernizacji oczyszczalni ścieków wszystko będzie OK.(…)”. Co ja będę zresztą cytował, przeczytajcie sobie sami, Szanowni Czytelnicy, co zawiera protokół z sesji w punkcie 13. Znajdziecie go w BIP-ie Gminy Goleniów na stronie www.goleniow.pl.

Dodam, że ani Czesław Majdak, ani inni radni na sesji nie usłyszeli w tej kwestii żadnych wyjaśnień, dlaczego WPMiR….itd. zakłada modernizowanie za niebagatelne 4,5 mln zł kompostowni w oczyszczalni, która została oddana zaledwie 3 lata wcześniej. Być może Burmistrzowi Zajko zapomniało się zatem, komu i gdzie wyjaśniano te sprawy znacznie dokładniej? Bo mi i radnemu Majdakowi na pewno nie.

Zatem na posiedzeniu KGIiOŚ 15 czerwca miał mi Burmistrz Zajko wszystko nareszcie wyjaśnić. Wprowadziłem ten temat do porządku dziennego w wolnych wnioskach, a reszta członków Komisji z dużym zainteresowaniem wysłuchała złożonych wyjaśnień. Też widocznie byli niedoinformowani. Aha, nie Henryk Zajko informował, lecz przyprowadzony przez niego dyrektor ds. technicznych GWiK Pan Dariusz Kozak. Mówił kompetentnie i na temat, ale przyznam, że jednak liczyłem na jakąś informację pisemną. Zdążyłem sobie trochę zanotować, ale przy moich półsłyszących uszach dotarło do mnie piąte przez dziesiąte. Jeszcze mnie koledzy radni zbesztali, że coś wolno kapuję i ciągle się dopytuję. Reszta członków komisji zrozumiała chyba więcej ode mnie, bo nastąpiła dość burzliwa dyskusja. Po niej zaś radny Andrzej Wojciechowski złożył wniosek, który jednogłośnie został przyjęty. Dotyczył on zobowiązania Burmistrza Gminy do podjęcia działań maksymalnie przyspieszających modernizację kompostowni, bez czekania na rok 2020. Bo na taką datę uściślił Dyrektor Kozak finał wykonania przebudowy.

Nie chciałem jednak pozostać tylko częściowo poinformowany. Po posiedzeniu komisji zwróciłem się z prośbą do Dyrektora Dariusza Kozaka, by odpowiedział pisemnie na moje szczegółowe pytania. W zasadzie obejmowały one tematykę przedstawioną przez niego na posiedzeniu Komisji, choc część dołożyłem od siebie. Niżej zamieszczam zarówno moje pytania, jak i treść uzyskanej odpowiedzi.

Oto o co zapytałem:

1. Czy technologia oczyszczania ścieków komunalnych stosowana w oddanej w roku 2012 oczyszczalni ścieków w Goleniowie zakładała efekt w postaci braku uciążliwości odorów dla mieszkańców miasta?

2. Jaki procent osadów ściekowych jest obecnie poddany przeróbce na kompost, a jaki procent składuje się na poletkach osadowych?

3. Ile (procentowo) ze składowanych na poletkach osadów podlega dalszej przeróbce na kompost, a ile (procentowo) wywozi się poza teren miasta?

4. Czy stosowana obecnie technologia oczyszczania zakładała docelowe kompostowanie 100% osadów, a jeśli nie, to jaki %?

5. Czy GWiK ma dziś certyfikat dopuszczający wytwarzany kompost do sprzedaży, w szczególności jako nawóz rolniczy lub ogrodniczy? Jeżeli nie, to czy ma go zamiar uzyskać?

6. Jaki % produkcji kompostu jest sprzedawany (lub inaczej utylizowany), a jaki pozostaje na terenie kompostowni?

7. Jakie działania modernizacyjne zakłada program zadań inwestycyjnych GWiK na lata 2015-2020 w dziale „G. Oczyszczalnia ścieków” w punkcie 1? Jaki ma być ich końcowy efekt i czy przewidziany jest czasowy harmonogram realizacji (wraz z wydatkami w poszczególnych latach)?

8. Czy kompostowanie osadów po dokonaniu modernizacji odbywać się będzie w cyklu hermetycznym, bez dostrzegalnej dla mieszkańców uciążliwości zapachowej?

9. Czy wykonanie planowanych przedsięwzięć modernizacyjnych docelowo zlikwiduje problem uciążliwości odorów dla miasta?

10. Czy poza kompostowaniem lub wywożeniem osadów istnieje jakaś alternatywa rozwiązania problemu powstawania odoru na oczyszczalni i czy jest ona rozważana do zastosowania?

11. Czy wniosek złożony w trakcie posiedzenia Komisji Gospodarki, Inwestycji i Ochrony Środowiska w dniu 15 czerwca o przyspieszenie wykonania zadań modernizacyjnych na oczyszczalni wymaga dokonania zmian w uchwalonym programie na lata 2015-2020 i czy jego realizacja idzie w parze z zamierzeniami Spółki?

12. Czy jakieś pominięte przeze mnie w pytaniach zagadnienia nie wymagają dodatkowych wyjaśnień z Pańskiej strony? Jeśli tak, proszę o rozszerzenie.

A taką dostałem odpowiedź, którą w całości przytaczam:

Dyrektor do spraw technicznych GWiK mgr inż. Dariusz Kozak Zdjęcie: www.teraz-srodowisko.pl

Dyrektor do spraw technicznych GWiK mgr inż. Dariusz Kozak
Zdjęcie: www.teraz-srodowisko.pl

Goleniów, 23 czerwca 2016 r.

Od zakończenia budowy oczyszczalni ścieków w roku 1994 gospodarka osadowa polegała na odprowadzaniu nadmiernych osadów ściekowych do trzech lagun osadowych, ich mechanicznym odwadnianiu za pomocą przewoźnej stacji odwadniania, magazynowaniu na poletkach osadowych (co wiązało się z dużymi uciążliwościami odorowymi) a następnie ich utylizacji najczęściej rolniczo, przyrodniczo lub do rekultywacji składowisk odpadów, jak np. składowisko odpadów komunalnych w Podańsku, składowisko popioło-żużla w Zespole Elektrowni Dolna Odra.

Projekt modernizacji oczyszczalni ścieków został opracowany na zlecenie Gminy Goleniów i uzyskał pozwolenie na budowę w roku 2006. Poddany został ocenie merytorycznej profesora Brochmana. Projekt w kształcie z roku 2006 był podstawą do aplikacji o środki pomocowe z UE w perspektywie 2007-2013. Celem modernizacji było zwiększenie jej wydajności oraz dostosowanie jakości oczyszczania ścieków do obowiązujących przepisów. Projekt swoim zakresem obejmował między innymi rozwiązanie problemu braku jakiejkolwiek przeróbki osadów na oczyszczalni, w tym braku odwadniania osadów i ich stabilizacji i związane z tym problemy odorowe. Autor projektu założył odwadnianie mechaniczne osadów wraz z higienizacją wapnem oraz docelową przeróbką osadów ściekowych za pomocą procesu kompostowania, mającego zapewnić stabilizację osadów. W wyniku realizacji projektu zlikwidowano jeden z największych problemów oczyszczalni, a mianowicie zlikwidowano główne źródło odorów jakim były laguny osadowe. Ograniczono, choć nie w 100%, kolejne źródło, jakim były poletka osadowe. Gromadzono tam przed docelową utylizacją nieustabilizowane i nie zhigienizowane osady ściekowe po odwodnieniu mechanicznym za pomocą przewoźnej stacji odwadniania. Niestety autor projektu nie przewidział, że likwidując problemy odorowe związane z lagunami osadowymi, oczyszczalnia będzie generować odory na kompostowni. Co prawda o innym charakterze zapachowym i w mniejszej skali, ale jednak…

W ramach projektu zaprojektowano nowy węzeł mechanicznego odwadniania osadów wraz z urządzenia do higienizacji wapnem oraz płytę kompostową, która zgodnie z projektem technologicznym miała pozwolić na przeróbkę wszystkich wytwarzanych na oczyszczalni osadów ściekowych. Jak jednak pokazały doświadczenia eksploatacyjne, założenia projektowe nie sprawdziły się. Powierzchnia płyty kompostowej jest wystarczająca dla ilości wytwarzanych osadów, ale tylko czysto teoretycznie i to jedynie przy pełnym jej wykorzystaniu wyłącznie na lokalizację pryzm kompostowych oraz założeniu całorocznego prowadzenia procesu kompostowania. W tym zakładania pryzm w okresie zimowym, co jest niemożliwe. Projekt niestety nie przewidział też konieczności wydzielenia z ogólnej powierzchni płyty kompostowej niezbędnych powierzchni dla:

a) magazynowania komponentów,

b) magazynowania osadów ściekowych przed formowaniem pryzm,

c) garażowania sprzętu wykorzystywanego do kompostowania.

Powierzchnie te, jak pokazały doświadczenia eksploatacyjne, okazały się niezbędne dla prawidłowego prowadzeniu procesu kompostowania, a zwłaszcza produkcji kompostu mającego status produktu, a nie odpadu. Z tego powodu na dziś tylko część produkcji osadów (30-40%) jest poddawana procesowi kompostowania, w wyniku którego otrzymujemy kompost. Dla kompostu GWiK uzyskał  certyfikat  potwierdzający przetworzenie „odpadu”, jakim jest osad ściekowy, na „produkt”, posiadający właściwości nawozowe (tzw. polepszacz gleby).

Pozostałą część osadów, poddaną jednak już stabilizacji tlenowej i higienizacji wapnem, zmuszeni byliśmy magazynować na poletkach osadowych przed docelową ewakuacją osadów poza oczyszczalnię na miejsce utylizacji. W chwili obecnej zgodnie z naszymi deklaracjami zaprzestaliśmy magazynowania na poletkach osadów ściekowych nie przewidzianych do kompostowania. Osady od kilku dni są wywożone na bieżąco poza oczyszczalnię.

Stosowanie nieprzetworzonych osadów ściekowych w rolnictwie, choć ciągle jeszcze formalnie dozwolone (nie wiadomo jednak jak długo jeszcze przepisy unijne będą na to pozwalały), jest ograniczone tylko do upraw roślin nieprzeznaczonych do spożycia przez ludzi, stąd trudności z pozyskaniem tego rodzaju gruntów. Oznacza też całkowitą odpowiedzialność wytwórcy osadów (czyli GWiK) za sposób, dawki i skutki nieprawidłowego zastosowania osadów ściekowych przez rolnika na jego gruntach rolnych. Z kolei utylizacja osadów przez ich wykorzystanie do rekultywacji składowisk odpadów komunalnych czy też innych tego rodzaju miejsc, jak np. kwatery popioło-żużla w Zespole Elektrowni Dolna Odra, jest incydentalna i nie może stanowić docelowego, podstawowego sposobu zagospodarowania osadów ściekowych.

Jako alternatywną, docelową metodę utylizacji osadów wytwarzanych na oczyszczalniach eksploatowanych przez GWiK (głównie Goleniów i Komarowo), rozważaliśmy również ich oddawanie do spalarni osadów ściekowych w Szczecinie. Jednak jak wykazała analiza ekonomiczna, ta opcja jest rozwiązaniem droższym na tą chwilę oraz obarczona jest ryzykiem wzrostu kosztów w przyszłości. Spalarnia będzie miała silniejszą pozycję negocjacyjną niż GWiK, który będzie musiał poddać się on dyktatowi cenowemu z uwagi na brak alternatywnych sposobów zagospodarowania osadów ściekowych.

W związku z powyższym w roku 2014 rozpoczęliśmy poszukiwania metod zwiększenia wydajności kompostowni, w tym skrócenia czasu kompostowania, całkowitego wyeliminowania uciążliwości odorowej oraz skutecznego przetwarzania osadów ściekowych w procesie kompostowania na „produkt” posiadający właściwości nawozowe, a nawet status nawozu organicznego. Ten w sposób legalny i bezpieczny będzie mógł być wprowadzany do środowiska oraz będzie mógł być wprowadzony do sprzedaży, dzięki czemu zostaną obniżone koszty kompostowania. W wyniku rozpoznania rynku ustaliliśmy, że w chwili obecnej istnieją dostępne technologie na rynku polskim (niedostępne w roku 2006, kiedy był opracowywany  projekt modernizacji oczyszczalni), których zastosowanie pozwala osiągnąć zwiększenie wydajności kompostowni, wyeliminowanie uciążliwości odorowej oraz skuteczne przetwarzanie osadów ściekowych w procesie kompostowania na „produkt” posiadający właściwości nawozowe.

Jedną z takich technologii, którą zamierzamy zastosować w ramach planowanej modernizacji kompostowni, jest tzw. technologia membranowa. Proces kompostowania prowadzony jest niej w specjalnych betonowych boksach przykrytych półprzepuszczalnymi membranami, w których wsad jest napowietrzany za pomocą wentylatorów, a redukcja odorów odbywa się w czasie samego procesu kompostowania, dzięki wykorzystaniu półprzepuszczalnych membran, bez konieczności dodatkowego oczyszczania powietrza w urządzeniach typu biofiltr.

W związku z pojawieniem się możliwości uzyskania dofinansowania ze środków pomocowych UE z perspektywy finansowej na lata 2014-2020, podjęta została decyzja o wprowadzeniu tego zadania do Wieloletniego Planu Modernizacji i Rozwoju odpowiednio na lata 2015 – dokumentacja i 2020 – realizacja, na co uzyskaliśmy zgodę Rady Miejskiej.

Moim zdaniem realne możliwości przyśpieszenia modernizacji kompostowni zależą od uzyskania dofinansowania ze środków pomocowych. Oczywiście zmiana terminu modernizacji kompostowni wymagać będzie zgody Rady Miejskiej w postaci zatwierdzenia zmian w WPMiR.

Niezależnie od docelowego rozwiązania w postaci modernizacji kompostowni w roku 2020 lub szybciej, o ile się da (choć z uwagi na sam proces uzyskania dofinansowania, a później  inwestycyjny, realnie możemy moim zdaniem mówić najwcześniej o zakończeniu modernizacji w roku 2018), na dziś usilnie poszukujemy rozwiązań dla prowadzenia procesu kompostowania w taki sposób, aby zminimalizować powstawanie odorów. Niestety jak pokazują doświadczenia z innych oczyszczalni, zapachy złowonne są związane z tym procesem. Jedyną skuteczną obecnie w 100% alternatywą jest zaprzestanie kompostowania i wywóz osadów poza oczyszczalnię. Oczywiście to nie oznacza, że oczyszczalnia nie będzie odczuwalna przez mieszkańców z powodu swej lokalizacji w ogóle.

W załączeniu nasz certyfikat dla wytwarzanego na kompostowni „środka poprawiającego właściwości gleby” ( w skrócie „polepszacza gleby”).

Certyfikat dla kompostu

Myślę, że nareszcie wiele z wątków poruszonych przeze mnie w zadanych pytaniach zostało poważnie potraktowanych. Spróbuję podsumować, co zrozumiałem z udzielonych odpowiedzi na poszczególne kwestie. Może ktoś coś do moich wniosków zechce dodać?

Ad. 1) Nie, technologia zastosowana w Goleniowie dla oczyszczalni wcale nie zakładała efektu w postaci likwidacji odorów. Kto tak mówił, ściemniał albo wcale się na tym nie znał.

Ad. 2) Kompostuje się ok. 30-40% osadów. Reszta spoczywa na poletkach, a później jest wywożona w jakieś inne miejsca.

Ad. 3) Wszystko z poletek wyjeżdża z Goleniowa, a nic nie podlega kompostowaniu. Zatem 60-70% osadów nie podlega faktycznej docelowej utylizacji. Jest to dalej odpad, choć częściowi przerobiony.

Ad. 4) Tak, projektant zakładał 100%. Jednocześnie jego założenia w praktyce się nie sprawdziły, i to bardzo mocno – o 60-70%.

Ad. 5) Certyfikat jest, ale na polepszacz gleby, nie na nawóz. Nie wiadomo, czy GWiK będzie dalej się starał o pozyskanie certyfikatu na pełnowartościowy nawóz rolniczy lub ogrodniczy. Nie jest też jasne, co było ku temu przeszkodą. Dzisiejszy produkt (polepszacz gleby) jest dla GWiK niewygodny i woleliby go nie wytwarzać wcale.

Ad. 6) Brak jasnej odpowiedzi, ale chyba raczej znikomy. „Gazeta Goleniowska” z 20 maja informowała o podjęciu sprzedaży od tego roku, lecz żadnych konkretnych danych nie podała. Produkt ten ma niejasną przyszłość i nie wiadomo, czy wkrótce nie stanie się bezużyteczny. Co innego nawóz, ale tego w Goleniowie na razie nie ma.

Przykład urządzenia kompostowni w technologii membranowej  Grafika: equipo.com.pl

Przykład urządzenia kompostowni w technologii membranowej
Grafika: equipo.com.pl

Ad. 7) Technologia membranowa ma uszczelnić proces kompostowania. Ale dotyczy ona tylko 30-40% osadów, bo reszta się na kompostowni i tak nie mieści. A gdyby dotyczyła 100%, to być może całkiem niepotrzebnie – przecież nie wiemy, czy będą klienci na kompost. Ile kosztować ma ta technologia? Odpowiedzi brak; przecież w kwocie 4,5 mln zł siedzi też powiększenie i przebudowa samej płyty kompostowej. Wszelkie szczegóły są na razie nieznane, skoro GWiK dopiero poszukuje źródeł dofinansowania zewnętrznego. A gdzie aplikowanie, projektowanie, realizacja, wdrażanie…?

Ad. 8) Gdyby stało się skutecznie wszystko, co zakłada pkt. 7) – to chyba tak. Przynajmniej tak sugeruje odpowiedź Dyrektora Kozaka. Ale ja głowy bym nie zaryzykował.

Ad. 9) Nie, śmierdzieć będzie dalej. To na końcu Dyrektor zapowiada. Musieliby zaprzestać kompostowania, które zawsze daje odór. Nie mogą, o czym mówił Burmistrz Krupowicz – bo ryzykują utratę dofinansowania unijnego. A nawet i to nie musiałoby zakończyć definitywnie smrodu z oczyszczalni.

Ad. 10) Alternatywa jest – spalanie osadów w spalarni. Ale to też dość niewygodny dla GWiK sposób, przy czym grozi kumulowaniem kosztów. To nie nam będą płacić za kompost, a my będziemy płacić za spalanie!

Ad. 11) Pewnie ten wniosek nic nie zmieni, skoro wszystko zależy od znalezienia odpowiednich źródeł dofinansowania. Gdyby były dotąd dostępne, przecież by je już znaleziono! Czyli sprawa polega na czekaniu, którego okres w małym stopniu zależy od naszej woli. To, że w WPMiR…itd. zapisano 4,5 mln zł, to tylko chciejstwo. Jak te pieniądze się pojawią, dopiero będzie można konkretnie działać. Czekajcie zatem mieszkańcy i trzymajcie kciuki. Oby nam się do tego czasu Unia nie rozpadła…

Co do pytania nr 12, życie samo coś dołożyło. Otóż w ostatnim numerze „Gazety Goleniowskiej” z dnia 24 czerwca ukazał się wywiad z Prezesem Januszem Dawidziakiem. Potwierdził on prawie w całości informacje, które przekazał mi Dyrektor Dariusz Kozak. Niektóre wątki zostały rozwinięte. W szczególności kwestia pochodzenia środków zewnętrznych. Prezes wspomina o współpracy z Zachodniopomorskim Uniwersytetem Technologicznym w zakresie pozyskania docelowej technologii kompostowania, mówi też o przygotowywanym wniosku GWiK „w ramach większego projektu” (bez szczegółów, konkretów czasowych i finansowych). Już nie ma optymistycznych zapowiedzi likwidacji odorów z goleniowskiej oczyszczalni – jest ostrożność i unikanie konkretów. Nie dziwię się Prezesowi, pewnie mu poprzednie szumne zapowiedzi niejeden ostatnio wypominał.

Jednego wątku jednak całkiem nie rozumiem. Otóż Prezes Dawidziak mówiąc o współpracy z naukowcami podał między innymi takie informacje: „Przystąpiliśmy do międzynarodowego projektu Interreg Południowy Bałtyk, z którego chcemy uzyskać dofinansowanie do zhermetyzowania tego obiektu [kompostowni], który mamy w tej chwili oraz odsysanie i unieszkodliwianie odorów przy wykorzystaniu – zamiast biofiltrów – metody opracowanej przez naukowców z ZUT z wykorzystaniem jonizatorów powietrza. To będzie kosztowało ok. 100 tys. zł.” Jak się to ma do kwoty 4,5 mln zł, zapisanej w WPMiR…itd.? Przecież gdyby dziś zamontować na obecnej kompostowni te jonizatory za groszowe 100 tys. zł, to na co ma iść reszta środków? Na przebudowę płyty kompostowej? Po co, skoro GWiK wcale nie jest na rękę produkcja tak uciążliwego produktu jak obecny kompost? To lepiej nie szukać wcale 4,4 mln zł w unijnych funduszach, nie zmarnować ich na niepotrzebne przebudowy niepotrzebnej kompostowni, a 100 tys. na jonizatory pożyczyć w banku, jak normalny inwestor szukający drobnych na pilną potrzebę…

W ostateczności zawsze przecież można zwrócić się o pożyczkę do Burmistrza Krupowicza. Dysponuje on po zmianach budżetu kwotą grubo ponad 600.000 zł przeznaczonych na pożyczki dla organizacji pozarządowych. Chyba wybaczyliby mu radni, gdyby pożyczył stówę na tak zbożny cel dla GWiK? Pewnie znacznie chętniej, niż pożyczkę 40.000 zł dla motocyklistów na koncert „Behemotha”!

I co, Panie Burmistrzu Henryku Zajko? Naprawdę już o tym kiedyś rozmawialiśmy? Dobrotliwa władza dbająca o komfort życia zaopiekowanych przez nią mieszkańców naprawdę im to wszystko jasno powiedziała? Moim największym zawodem i kolejną gorzką życiową nauczką jest, że jak dotąd już dwukrotnie dałem się nabrać na obietnice zlikwidowania smrodu z oczyszczalni. Miało najpierw nie śmierdzieć od roku 1994, później od roku 2012. Cóż, w dobrym towarzystwie dałem się oszukać, bo wierzyli w to zarówno goleniowianie, jak i kolejne władze, za każdym razem załatwiające sprawę „docelowo” i „na wieki wieków”, amen.

Mam jeszcze na koniec całkowicie darmową radę dla Prezesa Dawidziaka co do tego kompostu, czyli polepszacza gleby. Prezesie, nie szukaj Pan klientów na jego zakup. Rozdaj go Pan za darmo każdemu, kto przyjedzie na oczyszczalnię własnym środkiem transportu, choćby z taczką i z własną szufelką, żeby wpakować własnoręcznie do swoich prywatnych worków. Zaoszczędzi Pan na kosztach składowania, pakowania, marketingu, handlowych i wszelkich innych. A na zwolnionej ze składowania zbędnego na dziś niechodliwego produktu płycie kompostowej posadźcie tawuły, ligustry i lilaki. Zasłonią skutecznie brak kompostu, gdyby przyjechali kiedyś unijni kontrolerzy sprawdzać, czy w oczyszczalni się go wytwarza. Mieliśmy go produkować przecież przez pomyłkę projektanta oczyszczalni, który jak się okazuje nie przewidział różnych związanych z tym uciążliwości. Umowę z odbiorcą osadów podpisano w ostatnich dniach (tak mówi Prezes w wywiadzie) – czyli to już nie będzie nasz problem.

 

Rzućcie wszystko w kąt: pora na czarny bez

04 cze

Sprawca zamieszania - czarny bez w pełnej krasie Zdjęcie: www.czarnybez.pl

Sprawca zamieszania – czarny bez w pełnej krasie
Zdjęcie: www.czarnybez.pl

Obfotografowana niedawno wiosna odchodzi już szybkim krokiem, a gorące lato dyszy za progiem parnym oddechem. Szkoda wiosny, trwa tak krótko… Nie martwmy się i nie narzekajmy, zawsze przecież coś da się uratować. Fotki z wiosennych dni pokażą kolory i kształty. Lecz co ze smakiem i zapachem wiosny? Właśnie nadarza się idealna okazja, by przytrzymać trochę uciekinierkę za nogi, skraść jej jakiś klejnot i przechować w bezpiecznym sejfie aż do następnego roku. Jest taki sposób – trzeba zamknąć wiosenne skarby w butlach i słojach, przerabiając za pomocą alchemicznych czarów na syropy i nalewki. Do tego Was dziś spróbuję namówić.

Robieniem nalewek zajmuję się już kilkanaście lat. Trochę doświadczenia już więc nazbierałem i mogę się nim podzielić z każdym chętnym. Coraz więcej osób bawi się w takie hobby, a ja z radością spotykam coraz to nowych znajomych oddających się tej rozrywce. Jednak wielu niewtajemniczonym nalewki źle się kojarzą. Albo z jakimiś słodkimi ulepkami, mdlącymi i słabymi w smaku, albo z kolorowymi podróbkami dla pijaków, nieudolnie naśladującymi coś znośnego do picia. Zaręczam wszystkim wątpiącym, że prawdziwe domowe nalewki nie mają nic wspólnego z alkoholizmem. Za to służą zdrowiu na kilka sposobów, no i wspaniale relaksują w naszych zestresowanych i zagonionych czasach.

- Picie relaksuje? – zapyta ktoś. – Do czego ty nas namawiasz? I gdzie tu zdrowie? – No właśnie w nalewkach – odpowiadam. I wcale nie tylko w piciu, lecz w ich robieniu. Ich wartością nie jest alkohol, bo on służy do zakonserwowania właściwości roślin, z których robimy nalewkę. To z nich wynika zdrowotne działanie, bardzo różne dla każdego gatunku. Czy już samo wyjście z domu, kontakt z naturą i  spacerowanie po świeżym powietrzu nie poprawiają zdrowia? A wyjść trzeba, bo bez zebrania w naturze surowca przecież niewiele zrobicie. Wielu głównych składników nie da się po prostu kupić w sklepie. Ich pozyskanie wymaga wiedzy, sprytu, lecz rzadko pieniędzy. Czasem potrzeba detektywistycznych umiejętności, żeby odszukać dobre miejsce, w którym rośnie nasze potrzebne zielsko, a czasem akrobatycznych, żeby tam wleźć, zebrać surowiec, a jeszcze się przy tym nie zabić, spadając na kark. Obróbka i przygotowanie wielu owoców, kwiatów czy liści uczy cierpliwości, dokładności i daje możliwość rodzinnej współpracy. Przyznajcie, niewiele jest prac, które cała rodzina robi wspólnie. A w czyszczeniu czy przebieraniu zebranego surowca pomóc mogą nawet najmłodsi. Nie będę ukrywał, że mnie jednak interesują głównie walory smakowe i towarzyskie nalewek.

Smaki są niepowtarzalne, charakterystyczne dla każdej rośliny. Poza tym to nalewkarz sam decyduje, jak skomponować swoje nektary. Jasne, są gotowe przepisy, trzeba z nich skorzystać. Po jakimś czasie możecie spróbować samemu coś zmienić, poprawić, ulepszyć. Ani podane w przepisach składniki, ani ich proporcje nie są święte. Jeśli Wam coś wyjdzie za słodko (kwaśno, gorzko czy ostro), następnym razem można przecież postąpić inaczej. No i samemu można poeksperymentować, by zmienić kolor, mętny lub nudny, wyostrzyć ulubione smakowe nutki, dodać bądź ująć mocy, przerobić coś nieudanego na coś genialnego.

Jeszcze większej cierpliwości trzeba się nauczyć, kiedy nalewka dojrzewa. Niektóre potrzebują kilku dni, inne tygodni, większość miesięcy, zaś bywają i „oporniki”, którym potrzeba kilku lat dla osiągnięcia pożądanego efektu. Ale kiedy już nasze cudo dojrzeje, przychodzi pora na nagrodę. Jak to fajnie, kiedy siądą z Wami goście do stołu, by posmakować (koniecznie w małym kieliszku, malutkimi łyczkami i w niedużych ilościach!) jakiejś tajemniczej mikstury, zrobionej własnoręcznie przez dumnego gospodarza domu… Który zresztą próbuje gości namówić na odgadywanie: – No i z czego to jest? Nie bójcie się, zawsze w końcu z dumą wyzna, jaką wspaniałość zamknął w butelce. I na pewno z ochotą, kiedy goście pochwalą jego dzieło, wręczy wielkodusznie ładną butelkę pyszności w prezencie. I to jakim – takiego czegoś nie dostaniecie już nigdy, nigdzie i od nikogo!

Drzewko sąsiadów, kiedy dopiero zaczęło kwitnąć Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Drzewko sąsiadów, kiedy dopiero zaczęło kwitnąć
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Do konkretów, dziś chcę namówić Was na roślinę i cudowną, i łatwo dostępną zarazem. CZARNY BEZ! Choć obecnie rośnie prawie wszędzie, niemal jak chwast, niewielu na niego nawet spogląda. Szczególnie o tej porze roku, bo przecież nie ma teraz owoców, charakterystycznych czarnych jagódek, zebranych w baldachach. Rzeczywiście, nie ma, ale ma coś znacznie lepszego: KWIATY! To z nich zrobicie dwa wspaniałe przetwory, które tu pragnę zarekomendować – syrop oraz nalewkę. Właśnie w tej kolejności. Syrop jest po pierwsze znacznie prostszy do zrobienia i ma szersze zastosowanie. Nalewka jest przede wszystkim dla koneserów. Możemy też obie delicje zrobić na raz, za jednym zamachem.

Najpierw skąd brać surowiec i jak go pozyskać? Jak wspomniałem, czarny bez rośnie wszędzie: w mieście i poza nim. Radzę oczywiście wyjść z miasta (właściwie w dowolnym kierunku), bo tam jest czyściej, bez spalin i zawartego w nich ołowiu, który raczej zdrowy nie jest.  Wybierajmy takie drzewa, które rosną w miejscach jak najbardziej oddalonych od dróg. Kwiaty, wbrew nazwie rośliny, są białe jak śnieg. Trzeba je zbierać zawsze w suchy dzień, o ile można rano lub do południa, najlepiej 2-3 dni po deszczu, który spłukał z nich kurz i brud. Po zebraniu nie będziecie już mogli baldachów umyć, bo wypłuczecie z nich niezbędny pyłek. Bierzmy te kwiatostany, które mają świeży jasny kolor i są w początkowej, a nie w końcowej fazie kwitnienia. Przekwitające baldachy nadadzą bardziej cierpkiego lub gorzkiego smaku syropowi lub nalewce, a przecież nie o to nam chodzi.

Już za parę dni te kwiaty będą do zrywania Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Już za parę dni te kwiaty będą do zrywania
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Dodam, że należy unikać gałęzi, na których usadziły się mszyce. Uwielbiają one czarny bez i czasami aż oblepiają kwiaty i liście czarnym kożuchem. Krzywdy nam nie zrobią, ale przecież nie chcemy zrobić nalewki z mszyc, prawda? Po prostu weźmy czyste kwiatostany, a mszyce omijajmy. Bierzmy duże, w pełni rozwinięte baldachy, obcinając je najlepiej nożycami. Już w domu rozłóżmy je na papierze lub płótnie, by pozbyć się nieproszonych gości – owadów czy pająków. Lepiej w tym celu kwiatów nie wytrząsać, bo wypada z nich cenny pyłek. Aha, na końcu policzmy ile kwiatostanów zebraliśmy, bo w przepisach podaje się ilość baldachów i do niej stosuje się proporcje innych składników.

Te kwiaty będą już niedługo idealne do zbioru Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Te kwiaty będą już niedługo idealne do zbioru
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Surowiec powinien być przerobiony TEGO SAMEGO DNIA. Ścięte kwiaty szybko żółkną lub ciemnieją, a nawet mogłyby zacząć się psuć, co zawsze wpłynęłoby negatywnie na końcowy efekt. Niektórzy wprawdzie przechowują kwiaty przez noc w lodówce, jeśli nie mają czasu na robienie przetworów tego samego dnia, lecz pogorszy to ich jakość. Można też kwiaty (o ile się da, bez zielonych gałązek) zalać odrobiną soku z cytryny z dodatkiem cukru i pozostawić lekko przykryte w lodówce. Znów dodam, że ze stratą jakości. Więc po co? Zatem przygotujmy pozostałe składniki już wcześniej, nie zapominając też o niezbędnym sprzęcie. A są nim duże słoje, w których będziemy robić nasze transformacje. Ja mam do tego szczelnie zakręcane 5-litrowe słoje z szerokim otworem, co znacznie ułatwia wszystkie operacje.

Zebrane kwiaty natychmiast trzeba zużyć Zdjęcie: www.poradnikzdrowie.pl

Zebrane kwiaty natychmiast trzeba zużyć
Zdjęcie: www.poradnikzdrowie.pl

Słój kwiatów przygotowany do zalania Zdjęcie: zchatynakoncuwsi.blogspot.com

Słój kwiatów przygotowany do zalania
Zdjęcie: zchatynakoncuwsi.blogspot.com

A to już zalane słoje przed odcedzeniem Zdjęcie: wegetarianka.blox.pl

A to już zalane słoje przed odcedzeniem
Zdjęcie: wegetarianka.blox.pl

A teraz przepisy. Najpierw będzie syrop. Wykorzystacie go przede wszystkim do rozcieńczania wodą, co już wystarczy, by otrzymać wspaniały napój. Jeśli dodacie lodu i listek mięty do wody gazowanej – otrzymacie świetny bezalkoholowy orzeźwiający koktajl na lato, o oryginalnym smaku. Można też syrop dodawać do prawdziwych koktajli (mniej lub bardziej procentowych), ciast, deserów czy lodów. Uwaga: to jest BARDZO SŁODKI syrop. Trzeba go brać malutko, ostrożnie i z umiarem. Oczywiście jest wiele wariantów tego przetworu, lecz podam Wam swój wypróbowany.

Syrop z kwiatów czarnego bzu

30-40 baldachów czarnego bzu

2 kg cukru

4 dag kwasku cytrynowego lub sok z 1 średniej cytryny (lepiej!)

1 litr przegotowanej zimnej wody

Najlepiej przechowywać syrop w takich butelkach Zdjęcie: www.kulinarneprzygodygatity.pl

Najlepiej przechowywać syrop w takich butelkach
Zdjęcie: www.kulinarneprzygodygatity.pl

Bezpośrednio nad naczyniem w którym będziemy przygotowywać syrop,  odcinamy kwiaty tak, by było jak najmniej części zielonych. Im więcej jest kwiatów, tym mocniejszy będzie syrop, jednak nawet z kilkunastu dużych baldachów wyjdzie całkiem niezły. Kwiaty delikatnie przyciskamy w naczyniu, zalewamy wodą, wsypujemy kwasek lub wlewamy sok z cytryny. Płyn powinien zakryć kwiaty całkowicie, więc można je obciążyć. Naczynie zamknąć, odstawić na 2-3 dni w ciemne miejsce. Warto codziennie przemieszać zawartość słoja. Później filtrujemy ją przez gazę lub grube płótno. Otrzymamy żółtawy płyn, do którego w większym garnku wsypujemy powoli cukier. Należy go dodawać powoli, stale ucierając. To ważna faza, bo cukier z biegiem czasu rozpuszcza się coraz trudniej. Musi go jednak być dużo, bo tak robiony syrop nie będzie pasteryzowany, a stać będzie mógł długo i się nie zepsuje. Pod koniec, gdy płyn nie chce już przyjmować cukru, można dolać kieliszeczek wody. Starać się trzeba jednak wkręcić cały cukier do płynu. Im więcej, tym lepiej. 

... choć mój własny syrop już rok stoi w zwykłej monopolówce Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

… choć mój własny syrop już rok stoi w zwykłej monopolówce
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Następnie dokładnie filtrujemy syrop i przelewamy do wyparzonych butelek z drucianym zamknięciem (takie lepsze) lub szczelnie zamykanych na zakrętkę. Przechowuję zawsze w piwnicy (bo mam nieogrzewaną!), ale można też w lodówce. Po otwarciu syrop trzymamy w lodówce, bo w cieple może zacząć fermentować. Tak zrobiony syrop nigdy jeszcze mi się nie zepsuł, nawet stojąc cały rok! Na dnie butelek może tworzyć się osad, a i w szyjce butelki na wierzchu też może pojawić się cieniutki „korek”. To całkiem naturalne i niczemu nie przeszkadza. Po jej otwarciu delikatnie go zdejmujemy, by nie dostał się do produktów, które będziemy syropem zaprawiać.

Teraz nalewka. Będzie mocna, działająca napotnie i rozgrzewająco, więc nigdy nie można z nią przesadzić w konsumpcji. Natomiast kiedy przyjdziecie do domu zimą zmarznięci lub z przemoczonymi od chlapy nogami, wlejcie sobie pięćdziesiąteczkę i wypijcie małymi łyczkami. Niejednego uratowało to przed przeziębieniem, zaś smak wiosny, który sobie przypomnicie, to dodatkowa frajda.

Nalewka z kwiatów czarnego bzu „Bzik”

50-60 baldachów kwiatów czarnego bzu

2 cytryny (20 dag)

2 limety (20 dag)

50 dag cukru

1 l wody

1 l spirytusu 96%

1 płaska łyżeczka sproszkowanego  suszonego korzenia arcydzięgiela (do nabycia w sklepach zielarskich)

Z wody i cukru ugotować syrop i odstawić do przestygnięcia. Cytryny wyszorować namydloną szczoteczką, opłukać gorącą wodą, pokroić w cienkie plastry i wybrać pestki. Do wyparzonego wrzątkiem słoja włożyć kwiaty czarnego bzu, przekładając plastrami cytryny. Zalać syropem, przykryć słój pergaminem i postawić w nasłonecznionym miejscu na 10 dni. Codziennie sprawdzać, czy sok nie fermentuje (wyraźnie widać wtedy bąbelki gazu na powierzchni). Jeśli tak, należy zawartość słoja przemieszać wyparzoną łyżką. Po 10 dniach sok przecedzić przez sito wyłożone gazą, połączyć ze spirytusem, wymieszać, dodać sok wyciśnięty z limet. Przelać do litrowych butelek, do każdej wsypując pół łyżeczki arcydzięgiela, odstawić na miesiąc w ciemne miejsce. Należy co 3-4 dni potrząsać butelkami. Później przez 2 tygodnie zostawić butelki w spokoju, żeby płyn się sklarował. Potem ostrożnie zlewamy płyn, żeby nie wzburzyć osadu. Osad oddzielnie przesączamy przez gęsto złożoną gazę (jak do jałowych opatrunków), położoną na dnie sita. Ja stosuję do tego duży lejek, do którego do dzióbka wkładam „korek” z gazy. Potem cały uzyskany płyn ponownie powoli przesączam przez gazę (jak wyżej, przez korek wsadzony do dzióbka lejka) do słoja. Nie ma lecieć ciurkiem, tylko kapać, wtedy będzie idealnie klarowny. Później przelewam nalewkę do butelek, które odstawiam jeszcze na miesiąc do piwnicy. Po tym można ją już pić. Jak każda nalewka, im dłużej stoi, tym jest lepsza.

"Bzik" z trzech różnych lat: 2015, 2014, 2016 (daty zbierania kwiatów) Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

„Bzik” z trzech różnych lat: 2015, 2014, 2016 (daty zbierania kwiatów)
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Jak widać na zdjęciu, z różnych lat nalewka ma różne kolory. To raczej wynik moich eksperymentów z obróbką zerwanych z drzew kwiatów, niż rezultat długiego leżakowania. Ciemniejszy kolor w środkowej butelce (najstarszej) pochodzi przede wszystkim od zielonych ogonków liściowych, których kiedyś dawałem więcej. Nowsze nalewki, robione dwa lata temu i w zeszłym roku, są jaśniejsze, bo ogonki obcinałem dokładniej. I tak jest lepiej – smak jest delikatniejszy, szlachetniejszy.  

I to by było na tyle. Śpieszcie się, czarny bez już jest prawie idealny do zebrania, a czekać przecież nie będzie. Za pierwszym razem możecie spróbować na niewielkiej próbce, żeby sprawdzić wiarygodność mojej reklamy. Później, w następnych latach, zrobicie sobie tyle, ile dusza zapragnie. Dacie spróbować znajomym, przekażecie im przepisy, nauczycie ich robić, a oni nauczą innych. I zapewne będziecie z utęsknieniem czekać na kolejny początek czerwca, żeby przygotować zapasy na następny rok. Zaręczam. Jak inaczej przetrwacie długą jesień i zimę bez zakonserwowanej w nich wiosny?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Nowe felietony