RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Moje wnioski i interpelacje oraz odpowiedzi’

Moje wnioski z IX sesji z odpowiedziami i różne remanenty

22 cze

Karta pocztowa Cp 392 z 1968 r. dla uczczenia 700-lecia Goleniowa Skan: Ireneusz Zygmański

Karta pocztowa Cp 392 z 1968 r. dla uczczenia 700-lecia Goleniowa
Skan: Ireneusz Zygmański

Na IX sesji Rady Miejskiej dnia 27 maja 2015 r. zadałem burmistrzowi 3 pytania. Otrzymałem już odpowiedzi, przedstawiam je zatem kolejno. Dostałem także dodatkowe odpowiedzi na wcześniej złożone wnioski, których losy warto śledzić dalej. Zatem po kolei, najpierw sprawy bieżące.

1. Zapytałem czy firma STRABAG zakończyła już prowadzenie prac poprawiających stan gruntu przy garażach na łuku ul. Szkolnej w Goleniowie. W zeszłym roku w trakcie remontu tej ulicy ciężkie maszyny tej firmy ubiły na kamień teren przed prywatnymi garażami, przez co po każdym większym deszczu robi się bajoro wody, wcale nie mającej zamiaru wsiąknąć w twardy grunt. Kiedy po raz pierwszy w styczniu tego roku składałem w tej sprawie wniosek, burmistrz zapowiedział wykonanie prac poprawkowych na wiosnę. Wiosna niemal minęła, stąd pytanie o dalszy los tej obietnicy.

Odpowiedź otrzymałem następującą: Wniosek garaże

Jak widać, sprawa nie jest jeszcze zakończona. Nie ośmielę się zatem oceniać skuteczności prac. Cieszę się, że obietnica nie została zapomniana. Od kilku dni popaduje trochę deszczu, choć trudno nazwać to ulewami. Przy wjeździe na drogę prowadzącą do garaży stoi woda (to pewnie tam, gdzie zabrakło „destruktu asfaltowego”). Na odtrąbienie sukcesu poczekam zatem do oficjalnego zakończenie tego remontu, a później przedstawię Państwu, jak efekty komentują właściciele garaży.

2. Chciałem dowiedzieć się, czy przeprowadzono już przetarg na zakup 50 ulicznych koszy na śmieci. Niedawnymi zmianami w budżecie przeznaczono na to kwotę 230.000 zł. Odpowiedź niby jest prosta i konkretna, ale przyznam, że nie wszystko jest klarowne. Brzmi tak: wniosek kosze

„Z powodu braku środków finansowych”?! Odpowiedź jest na tyle lakoniczna, że może oznaczać wszystko między: „w budżecie nie ma pieniędzy, jesteśmy niewypłacalni i Gmina Goleniów zbankrutowała”, a „oferty sprzedających przekroczyły posiadane w budżecie środki na zakup”. Nic o żadnym krachu gminy mi nie wiadomo, skłaniałbym się zatem do drugiej skrajnej opcji. Czyżby 230.000 zł na zakup 50 koszy ulicznych stanowiło zbyt małą kwotę i oferty opiewały na większe sumy? Zatem jest gorzej, niż wcześniej myślałem. A sądziłem, że 4600 zł za jeden kosz to już poziom Rolls-Royce’a. Okazuje się, że na taki luksus nas jednak nie stać.

Może już poszła w świat fama, że jest w Polsce taka bardzo bogata gmina, kupująca tylko z górnej półki, której normalnych, przeciętnych cen nawet nie wypada pod nos podstawiać, bo się komisja przetargowa obrazi? Żeby nie macać we mgle postaram się tę sprawę dalej drążyć. Co by nie powiedzieć, koszy wciąż nie mamy, goleniowianie chodzą nadal z kieszeniami pełnymi papierków po cukierkach, a przetarg będzie kontynuowany. Zapewne do skutku.

3. Zgłosiłem temat, który z jednej strony wybiega w przyszłość, z drugiej zaś już trzeba o nim myśleć. Otóż w roku 2018 nasze miasto obchodzić będzie 750. rocznicę nadania praw miejskich. To okazja, jaką będziemy mieli tylko raz, by zorganizować godne tego uroczystości i przygotować naprawdę pamiętne uczczenie jubileuszu. Wnioskowałem do burmistrza o powołanie zespołu organizacyjnego obchodów rocznicy.

Udzielono mi takiej odpowiedzi: wniosek 750 lecie

Sięgnę troszkę do swoich wspomnień 8-letniego dziecka, jakim byłem, kiedy w roku 1968 Goleniów obchodził 700-lecie. Przypominam sobie przechodzące przez miasto korowody kolorowych przebierańców, wojów w zbrojach i rycerzy na koniach, mieszczan w pstrokatych strojach. Stałem z otwartą z zachwytu buzią w tłumie mieszkańców, podziwiając wspaniałą kawalkadę. Duma mnie rozpierała, wyrył mi się tak wyraźny obraz w pamięci. Nie wiem, jak wiele różnych imprez towarzyszyło temu wydarzeniu, warto jednak pokusić się o wykorzystanie zbliżającej się okazji. Niech obecne dzieci też mają co wspominać.

W odpowiedzi pojawia się motyw przygotowania jakichś pamiątek rocznicy. Moje filatelistyczne serce podskakuje z radości na wieść o możliwości wydania znaczka pocztowego z Goleniowem. Jednak chłodna głowa podpowiada, że będzie to bardzo trudne. Otóż praktyka polityki emisyjnej Poczty Polskiej jest taka, że podobne rocznice czczone są znaczkami pocztowymi nieczęsto, raczej wobec dużych i sławnych miast naszego kraju. Nadzieję jednak budzą przykłady miast nieszczególnie sławnych czy wielkich. Ostatnie okazje uczczone znaczkami były takie: 300-lecie Suwałk w roku 2012 (miasto nieolbrzymie, choć znane, ale 300 lat?! chyba mieli jakieś chody?), 750-lecie Tczewa w roku 2010 (też nie gigantyczna metropolia) czy 750-lecie Krakowa w roku 2007. Ukazało się natomiast dość wiele znaczków obiegowych z miastami bez uwidaczniania specjalnych okazji, choć takie rocznice faktycznie obchodzono. Przykładem niech będzie znaczek z Gorzowem Wielkopolskim z roku 2007, kiedy to miasto obchodziło 750. rocznicę założenia. Podobnie było ze znaczkami ze Szczecinem, Łodzią, Katowicami czy Przemyślem. Sądzę, że bez pewnego lobbingu na wysokich szczeblach władzy jednak się nie obędzie. Jestem za, warto spróbować. Byłaby to świetna promocja Goleniowa.

Reprodukcja datownika okolicznościowego z okazji 700-lecia Goleniowa z 1968 r. Skan: Ireneusz Zygmański

Reprodukcja datownika okolicznościowego z okazji 700-lecia Goleniowa z 1968 r.
Skan: Ireneusz Zygmański

Wydaje się, że łatwiej pokusić się o wydanie karty pocztowej (uwaga: nie tak zwanej karty beznominałowej). Ich tematyka nie jest poddana zbyt ścisłym regułom, a czasem świętują one okazje mniejszej wagi. Ponadto szlaki już są przetarte, bo kartę pocztową z okazji 700-lecia Goleniowa Poczta Polska już wydała, choć może być to także argument negatywny. W 1968 wyszła karta pocztowa w katalogu Fischera oznaczona numerem Cp 392, którą przedstawiam na fotografii u góry artykułu. Towarzyszył jej także pokazany obok datownik okolicznościowy, stosowany w urzędzie pocztowym Goleniów w dniach 10-12 czerwca 1968 r. (wcale nie łatwy do zdobycia, szczególnie z oryginalnej korespondencji). Goleniowskie pamiątki pocztowe przedstawię jednak kiedy indziej, nie teraz na to pora. Wróćmy do głównego wątku.

Sprawą najważniejszą wydaje mi się powołanie odpowiedniego zespołu organizacyjnego do przeprowadzenie obchodów. To, że burmistrz już to rozważa, wydaje mi się ze wszech miar optymistyczne. Tylko przy szerokim potraktowaniu tematu obchody będą miały sens. Mam na myśli rzeczywisty, integracyjny wobec lokalnego społeczeństwa wymiar kreowania dumy z życia w miejscu ważnym na mapie naszego kraju, gdzie się dużo dzieje i jest się czym pochwalić. Bez górnolotnych stwierdzeń, lepszej okazji do wspólnego świętowania w najbliższych latach mieć nie będziemy.

A teraz remanenty, czyli dalsze życie wcześniej złożonych wniosków. Po pierwsze wniosek z IV sesji z 16 stycznia 2015, czyli sprawa zbiornika przeciwpożarowego w Kliniskach Wielkich. Otrzymałem już odpowiedzi, a teraz kolejne pismo w tej sprawie: wniosek zbiornik ppoż w Kliniskach

Znów optymistycznie: ktoś się nad sprawą pochylił na tyle, że już wiadomo co trzeba zrobić i mniej więcej za ile. Jedyny problem to brak środków w budżecie. Sprawa jasna: trzeba się będzie nadal starać, żeby w budżecie na rok 2016 znalazły się pieniądze na niezbędne prace. Oczywiście zapowiadam, że będę do tego dążył. Gdyby jednak była możliwość załatwienia sprawy jeszcze w tym roku (np. w wyniku pojawienia się nadwyżki budżetowej), nie zaniecham wnioskowania o właśnie takie rozwiązanie problemu zaniedbanego już od długiego czasu. Postaram się także zyskać przychylność kolegów radnych z Komisji Rozwoju Obszarów Wiejskich, którzy mam nadzieję nie pozostaną głusi na kwestię bezpieczeństwa w tej miejscowości.

Ostatni temat, też już z brodą, to kolejne pismo w sprawie mojego wniosku z V sesji RM z 25 lutego 2015 r. w sprawie oznakowania ulicy Józefa Sorysa w Goleniowie. Tym razem sprawa dotyczy parkowania na tej uliczce. Odpowiedź brzmi następująco: wniosek parkowanie na ulicy Jócefa Sorysa

I znów czuję poważniejsze niż dotąd podejście do załatwienia sprawy. Już nie dyskutujemy, czy na ulicy Józefa Sorysa jest wszystko w porządku, czy zastawianie jej stale parkującymi pojazdami to sprawa normalna, czy bez określenia sposobu parkowania właściciel terenu (gmina Goleniów) może spać spokojnie. Na pewno niepoważnym byłoby zrobienie tej ulicy jednokierunkową, co zapewne okoliczni mieszkańcy sklęli by siarczyście. Ani myślę utrudniać im dojazdu do własnego domu, nie taką miałem intencję. Sprawę rozwiązuje tylko wykonanie odpowiedniego „rasowego” parkingu.

Wpisanie „do propozycji do projektu budżetu na rok 2016” oczywiście mnie nie uspokaja, bo to mglista zapowiedź. Od „propozycji” do „projektu budżetu” droga daleka i wyboista. O ile przy zbiorniku przeciwpożarowym skalkulowano, o jaką kwotę chodzi, w tym wypadku takiej kalkulacji brak. Ba, brak także przedstawienia koncepcji właściwego rozwiązania problemu. Bo jak parking, to gdzie? Koszt wykonania inwestycji na pewno będzie zależny od wyboru miejsca pod parking, lecz na razie żadna sugestia jeszcze nie padła. Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią dyrektora Jerzego Wysockiego temat wkrótce będzie miał dalszy ciąg. Póki jednak nie pojawia się jakakolwiek propozycja zakresu wykonania prac i kalkulacja ich kosztu, póty sprawy nie można uznać za zmierzającą do skutecznego finału.

 

Moje wnioski na VIII sesji Rady Miejskiej 29 kwietnia 2015 r. i odpowiedzi na nie

21 maj

Dziś, poza przedstawieniem wniosków składanych na sesji, poinformuję Państwa od razu o przedstawionych mi odpowiedziach. Opiszę też za jednym zamachem los zapytania złożonego w trakcie posiedzenia Komisji Gospodarki, Inwestycji i Ochrony Środowiska dnia 22 kwietnia w sprawie koszy na psie odchody, o którym już wcześniej pisałem.

Najpierw VIII sesja Rady Miejskiej:

1. Zapytałem Burmistrza, czy w trakcie niedawno przeprowadzonych wyborów sołtysów lub też zaraz po ich zakończeniu wpłynęły jakieś protesty wyborcze.

Czy lubicie, gdy wam ktoś zagląda przez ramię przy głosowaniu? Zdjęcie: miastoknurów.pl

Czy lubicie, gdy wam ktoś zagląda przez ramię przy głosowaniu?
Zdjęcie: miastoknurów.pl

Wyjaśniam, co skłoniło mnie do takiego pytania. Otóż przed sesją udostępniono mi dokument, który wpłynął na ręce Burmistrza Gminy Goleniów, Roberta Krupowicza, po wyborach sołtysa i Rady Sołeckiej w Białuniu 9 kwietnia tego roku. Jest to skarga dwojga mieszkańców sołectwa odnośnie braku właściwych warunków tajności głosowania w tych wyborach. Choć w tytule ich pisma nie ma słowa „protest”, to tak na pewno należy rozumieć jego treść – wnioskują o unieważnienie uchwały zebrania wiejskiego w sprawie wyborów. W kilka dni później, przed VIII sesją Rady Miejskiej, na portalu Gminy Goleniów o tym proteście poinformowano i jednocześnie stwierdzono, że Burmistrz ten wniosek odrzucił. Zapytałem na sesji w nadziei, że Burmistrz wyjaśni szczegóły swojej decyzji. Jednak zawiodłem się; odpowiedź jest ogólnikowa, nie odnosząca się do żadnych konkretnych zapisów statutu sołectwa. Brzmi ona tak:

Wniosek nr 1

Zatem Burmistrz odpowiedział mi, że protest był, ale niesłuszny. Skarżących się poinformował, że wszystko było OK i tyle. Niczego więcej się nie dowiedziałem, więc serdecznie dziękuję i za to. Sprawa, jak się okazuje, ma dalszy ciąg. Składając wniosek, nie wiedziałem jeszcze o dalszym „życiu” protestu dwojga białunian. Po odrzuceniu pierwotnego protestu złożyli na postępowanie Burmistrza skargę do Rady Miejskiej, a zajęła się nią Komisja Rewizyjna. Poniżej macie Państwo całość „korespondencji”, aż do chwili bieżącej włącznie.

Skarga Małgorzaty Kurkowskiej oraz Jacka Kusia odnośnie wyborów w Białuniu

Komisja Rewizyjna właśnie pracę skończyła i przedstawiła Radzie projekt uchwały w tej kwestii, rekomendujący radnym odrzucenie skargi na Burmistrza. Czemu? Oto uzasadnienie (cytuję dosłownie):

„Analizując skargę Komisja Rewizyjna zapoznała się z wyjaśnieniami Burmistrza Gminy zawartymi w piśmie z dnia 05 maja 2015 r. i stwierdziła, iż zgodnie z § 37 ust. 1 Statutu Sołectwa Białuń przyjętego uchwałą Nr XXXIX/450/13 Rady Miejskiej w Goleniowie z dnia 27 listopada 2013 r. kontrolę nad działalnością Sołectwa sprawuje Burmistrz. W związku z powyższym Burmistrz Gminy Goleniów prawidłowo postąpił rozpatrując wniosek złożony przez Panią Małgorzatę Kurkowską oraz Jacka Kuś w dniu 13 kwietnia 2015 r. o unieważnienie uchwały zebrania wiejskiego w sprawie wyborów Sołtysa i Rady Sołeckiej Sołectwa Białuń w związku z naruszeniem zasady tajności głosowania.”

Jak w chocholim tańcu… Skarżący piszą do Burmistrza, że nie było tajnego głosowania, opisując popełnione ich zdaniem naruszenia. Burmistrz odpowiada, że wszystko jest cacy, żadnych warunków odnośnie tajności głosowania w statucie sołectwa nie ma. A tajność zapewniły jakoby oddzielne kartki do głosowania. Protest jest odrzucony. Skarżą się Radzie na działanie Burmistrza. Komisja Rewizyjna ściąga z barków radnych rozpatrywanie sprawy, bo „kontrolę sprawuje Burmistrz”. I jakoś nikt nie zauważa, że Burmistrz właśnie kontrolował wybory, w których nie zapewniono (zdaniem skarżących) tajnego głosowania. Odrzucając protest, Burmistrz zdjął z siebie odpowiedzialność za ewentualną niewłaściwą kontrolę. Nie zauważa jednak, że statut sołectwa nie daje mu prawa do rozpatrywania protestów wyborczych. Bo o protestach wyborczych nie ma w nim ani słowa. I nic do rzeczy nie ma argument praktyczny, że wybrany sołtys miał nad innymi kandydatami dużą przewagę. Burmistrz miesza wolę wyborców, na którą nikt się nie skarżył, ze swoim prawdopodobnym niekompetentnym działaniem, które było przyczyną protestu.

Poprzednio obowiązujący statut sołectwa, z roku 2003, stwierdzał:

 „§ 7. 1. Zebranie wiejskie podejmuje uchwały we wszystkich sprawach należących do sołectwa.

2. Do wyłącznej właściwości zebrania wiejskiego należy:

a)      wybór sołtysa i rady sołeckiej oraz odwołania tych organów,

(…)

7. Nieważność uchwał sprzecznych z prawem stwierdza Rada Miejska, informując o tym fakcie radę sołecką.”

W nowym statucie, z roku 2013, takie zapisy „wyleciały”. Spowodowało to, że Rada Miejska nie może stwierdzać już niezgodności uchwał zebrania wiejskiego z prawem, tym samym ich nieważności. W obecnym statucie zapisano bowiem tak:

„§ 35. Nadzór nad działalnością Sołectwa sprawują Rada i Burmistrz.

(…)

§ 37. 1. Kontrolę nad działalnością Sołectwa sprawuje Burmistrz.  

2. Kontrola, o której mowa w ust. 1 sprawowana jest na podstawie  kryteriów zgodności z prawem, celowości, rzetelności i gospodarności.”

Nie jestem entuzjastą takich zmian i nie znam ich przyczyn. W nowych statutach sołectw znacznie zwiększyła się rola Burmistrza, zmniejszyła rola Rady Miejskiej. Doprowadza to do paradoksu, że organ wykonawczy (burmistrz) kontroluje i nadzoruje wybory, rozpatrując skargę de facto na siebie, jako mającego obowiązek kontroli prawidłowości wyborów. Natomiast organ uchwałodawczy (Rada Miejska), sprawujący również funkcję nadzorczą nad wykonawczym, ma mniejsze pole do działania. Ponadto § 35 wprowadza pomieszanie kompetencji burmistrza i rady. Nadzór sprawują jednocześnie, czy oddzielnie? W których sprawach rada, w których burmistrz? Czy mają się dublować, wydzierać sobie sprawy z rąk, czy przeciwnie – spychać je na drugą stronę?

Ciekaw jestem, czy każdy dostrzega różnicę między „nadzorem” a kontrolą”? Potocznie są to pojęcia niemal tożsame. Jednak różnią się, bo nadzór jest czymś szerszym, ogólniejszym. Kontrola ma charakter cykliczny, wyrywkowy, niespodziewany, może jej dokonać każdy zwierzchnik. Nadzór prowadzi się stale, przez organa specjalnie w tym celu przygotowane i niezajmujące się niczym innym. Tak jak na przykład Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej.

Dlaczego więc Komisja Rewizyjna cytując przepis § 37. 1 nie zauważa zasady zawartej w § 35? Burmistrz miał prawo wybory kontrolować, zgodnie z § 37. Nie można jednak jako jedyny argument odrzucenia skargi zastosować tego przepisu, omijając kompetencję nadzorczą Rady w § 35. Przegapili ten przepis taktycznie, czy się nie doczytali? Ja ze swej strony zwróciłem się na wspólnym posiedzeniu wszystkich komisji w środę 20 maja w stronę Komisji Statutowej, by wzięła „na tapetę” istniejącą sprzeczność w statutach sołectw. Uważam, że protest wyborczy powinien być rozpatrywany przez Radę Miejską w trybie nadzoru, a nie przez Burmistrza w trybie kontroli. Inaczej zaakceptujemy sytuację, że Burmistrz sam rozstrzyga protest w sprawie własnego działania.

Myślę, że radni na najbliższej sesji, głosując wniosek Komisji Rewizyjnej o odrzucenie skargi, wezmą pod uwagę takie wątpliwości. Dla jasności, absolutnie nie twierdzę, że w trakcie wyborów w Białuniu nastąpiło naruszenie przepisów. Natomiast sądzę, że tryb rozstrzygnięcia tego zagadnienia był niewłaściwy, niezgodny z zasadami prawa i duchem demokracji. To nie burmistrz powinien oceniać jakość swojej pracy.

2. Pod koniec zeszłego roku, jeszcze ze środków zeszłorocznego budżetu, zakupiono kilkanaście gablot informacyjnych, zamontowanych następnie na terenie sołectw gminy Goleniów. Doszły do mnie sygnały, że część z gablot usytuowano w miejscach innych niż poprzednio gabloty stały. Zdaniem mieszkańców niektórych wsi wcale nie są to miejsca poręczne. Chciałem wiedzieć, czy miejsca zamontowania gablot konsultowano z sołtysami wsi.

Odpowiedź dostałem taką:

Wniosek nr 2

Zapewne też Marszałek kazał postawić w tym miejscu Zdjęcie: formu.pkp-jazda.pl

Zapewne też Marszałek kazał postawić w tym miejscu
Zdjęcie: formu.pkp-jazda.pl

Czyli skucha, bo gabloty nie zmieniły miejsca. Może miałem niezbyt dokładne informacje co do nowych/starych gablot, jednak to w sumie niczego nie zmienia. Informujący mnie twierdzili po prostu, że niektóre nowe gabloty ustawiono w miejscach nieporęcznych, do których nikt z mieszkańców normalnie nie dociera. A zatem ich rola informacyjna jest znikoma. Nie pytano ich, gdzie im najlepiej pasują, zamykając drogę do pytań stwierdzeniem, że „Unia tak każe”. Po co zatem te tablice stanęły, skoro swej funkcji nie spełniają? Wiem, wymogi Urzędu Marszałkowskiego… Skoro nie umieszczono ich w miejscach poręcznych, bo nie było to zgodne z warunkami dofinansowania od Marszałka, lepiej byłoby ich pewnie wcale nie stawiać. Nie przekonuje mnie, że własnych pieniędzy gmina nie zmarnowała, bo pieniądze Marszałka jednak marnieją bezproduktywnie w „pasie drogowym dróg gminnych”. A on ma je także z naszych podatków.

3. I jeszcze odpowiedź w sprawie koszy na psie odchody, o których pisałem wcześniej. Odpowiedź dostałem, zgodnie z przewidywaniem, odmowną.

Wniosek kosze dla psich odpadów

I po sprawie. O co ten hałas z koszami? Zdjęcie: Agencja Gazeta

I po sprawie. O co ten hałas z koszami?
Zdjęcie: Agencja Gazeta

Uśmiałem się, przyznam, setnie. Bo rzeczywiście, kiedy wyobraziłem sobie to straszliwe zagęszczenie dodatkowymi koszami… Nie daj Bóg, gdyby dzisiejszą ilość zdwoić, jak można byłoby się po chodnikach poruszać? Gdyby tak na Szkolnej zamiast dwóch koszy na śmieci (jak wyliczyłem w jednym z wpisów) stanęły AŻ 4?! Zatarasowałoby to niechybnie ruch pieszych całkowicie. To samo zapewne przeżyliby mieszkańcy wielu innych ulic, na których nie ma ani jednego kosza na śmieci. Bo jak się pomnoży 0 przez 2, zagęszczenie będzie na pewno nie do pojęcia.

Kończąc swoje żarciki proponuję panu Burmistrzowi wzięcie pod uwagę prostego faktu: póki na ulicach miasta nie staną jakiekolwiek pojemniki na odpady w zasięgu normalnego spaceru z pieskiem, to jednak nie na papierkach będziemy się ślizgać, tylko na psich odchodach. Brak koszy na wielu ulicach jest ewidentny. Nikt nie pójdzie 500 metrów z torebką w ręku do najbliższego kosza. Cały wcześniejszy wysiłek w przekonanie właścicieli do zbierania po swoich psach idzie na marne. Chciałem napisać, że trafia do kosza. Ale przypomniałem sobie, że koszy przecież nie ma.

 

Moje wnioski – stare i nowe

28 kwi

Ulica Józefa Sorysa Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Ulica Józefa Sorysa
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Najpierw parę słów o dwóch „starych” wnioskach, które zostały potraktowane przez burmistrza i jego ludzi w sposób poważny, czyli przyjęto je do wykonania. Jeden z moich postulatów udało się w całości zrealizować, i to tak, jak można najlepiej. Nie odpowiadając pismami, tłumaczącymi dogłębnie, dlaczego czegoś nie da się zrobić, lecz po prostu czynem.

Wniosek złożyłem nie tak dawno, bo na V sesji Rady Miejskiej dnia 25.02.2015. Był to wniosek nr 1, dotyczący ulicy im. doktora Józefa Sorysa, w części odnoszący się do tabliczki z nazwą „J. Sorysa”. Prosiłem o jej poprawienie uważając, że taka nazwa jest dla części mieszkańców Goleniowa, szczególnie młodszych, nie pamiętających osoby Doktora, niejasna. Nie od razu zostałem dobrze zrozumiany, więc początkowo musieliśmy trochę o tej sprawie „porozmawiać”. Chyba z właściwym wynikiem, skoro kilka dni temu idąc ulicą Witosa aż musiałem przystanąć ze zdumienia. Oto na początku wspomnianej uliczki już nie widniała nazwa „J. Sorysa”, lecz „Józefa Sorysa”. Nie doklejone na poprzednim miejscu literki za wysknerzone grosze, ale jak trzeba, z pełnymi szykanami, po obu jej stronach! Ktoś powie, że taka tabliczka to drobiazg, lecz przecież z drobiazgów się nasze życie składa. Dziękuję serdecznie, panie burmistrzu, takiego pana lubię.

Inna sprawa także zmierza (moim zdaniem) w dobrą stronę. Dostałem informację o losach wniosku złożonego jako piąty z kolei na IV sesji RM 16.01.2015. O zbiorniku przeciwpożarowym w Kliniskach Wielkich odpowiedź już otrzymywałem, ale zapowiadała ona dalszy ciąg. Kliniska basen ppoż ciąg dalszy I ten dalszy ciąg właśnie trwa. Oczywiście kibicuję finalnemu załatwieniu problemu, czyli oszacowaniu kosztów, umieszczeniu w budżecie właściwych kwot do przeprowadzenia remontu, a następnie wyremontowaniu zbiornika, w tym jego ogrodzenia. Zabezpieczenie zbiornika, jeżeli jest on potrzebny i będzie istniał nadal, jest tym bardziej potrzebne. Ani myślę być żadną Kasandrą wieszczącą nieszczęścia, ale po co kusić los i prowokować w tym miejscu jakiś wypadek? Lepiej zabezpieczyć basen przed dostępem osób niepowołanych niż płakać i szukać winnych po tragicznym zdarzeniu.

A teraz pora na nowy wniosek. Nie jestem wprawdzie wielkim optymistą co do jego dalszego losu, szczególnie po doświadczeniach ostatniej sesji co do koszy na śmieci, lecz sprawa nie jest całkiem błaha. Można nawet kolokwialnie powiedzieć, że jest „gówniana”. Otóż 22 kwietnia w trakcie posiedzenia Komisji Gospodarki, Inwestycji i Ochrony Środowiska złożyłem następujący wniosek:

„Proszę pana burmistrza o odpowiedź na pytanie, czy zamierza zająć się problemem braku na ulicach Goleniowa koszy na odchody psów. Coraz więcej właścicieli psów sprząta z chodników i trawników to, co ich psy tam zostawiają, lecz co zrobić dalej? Mają przede wszystkim wątpliwości, czy psie odchody można wrzucać do „zwykłych” ulicznych koszy na śmieci. Ponadto obecnie na wielu ulicach miasta takich zwykłych koszy po prostu nie ma.”

Tak by było najprościej...

Tak by było najprościej…

Sprawa jest oczywiście z gatunku „nie do załatwienia” i „przecież z tym zawsze był problem”. Tak mówili mi niemal wszyscy, którzy prosili o zgłoszenie powyższego wniosku. Niektórzy łapiąc za rękę na ulicy, inni w komentarzach na moim blogu. Nie do końca się zgodzę, że sprawa jest „niezałatwialna”. Widziałem wiele miejsc na świecie, gdzie sobie z tym poradzono. Nie tylko w super wysprzątanej Szwecji czy Holandii, ale także w Irlandii, której nie uważamy za najczystsze miejsce w Europie.

Pamiętam dyskusje radnych na ten temat w kadencji 1994-1998. Wtedy było znacznie gorzej, bo po ulicach miasta pętały się całe hordy „bezpańskich” czworonogów. Faktycznie olbrzymia większość była „pańskich”, tylko ich właściciele wypuszczali je na cały dzień z domu, mając swoje obowiązki za nic. Natomiast co do psich kup większość radnych w dyskusji wyrażała wtedy pogląd, że to problem służb miejskich. Nie właścicieli, płacących przecież podatki, z których pokrywa się koszt sprzątania ulic i chodników. Mówili: „Płacimy, powinniśmy wymagać.” Słabo przebijał się pogląd, że zanim kupę sprzątną służby miejskie, często ktoś i tak w nią wdepnie, zaś wyprowadzający psa właściciel mógłby to zrobić od razu.

Od tej pory wiele się zmieniło. Za sprawą dobrze działającej Straży Miejskiej ulice uwolniły się od niebezpiecznych psich watah, znaczny procent psów jest chipowanych, działa przytulisko dla psów (najpierw w Miękowie, a od roku mieszczące się w Budnie), poprzez które coraz sprawniej bezdomne psy trafiają do nowych właścicieli (pozdrawiam Agatę Kiziuk i innych miłośników zwierząt z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami). Przypominam akcję „Znajdź swojego psa”, prowadzoną kilka lat temu na stronie internetowej gminy Goleniów (szkoda, że jej zaprzestano!), poprzez którą wiele psów zyskało lepszych opiekunów.

... tak też dobrze

… tak też dobrze

Z kupami też jest już inaczej. Coraz powszechniejszy stał się widok osób sprzątających odchody swoich pupili od razu na miejscu zdarzenia. I rzadko spotyka się to ze zdziwieniem, najczęściej budzi natomiast odruchy sympatii u współobywateli. Sam będąc właścicielem dwóch psów zawsze wychodziłem na spacer z trzema torebkami: dwie na kupki moich suczek + jedna na czyjąś inną, „bezpańską”. Czemu ta ponadplanowa? Bo nie lubiłem wdeptywać w „cudze” kupy tak samo, jak w odchody własnych piesków. Efekt był taki, że na trawnikach prawie nigdy nie zdarzało mi się wleźć w coś smrodliwego. Co niestety zdarzało się często na miejskich chodnikach.

Wiem, że pan burmistrz jest miłośnikiem porządku, ładu i estetyki. Gdyby częściej przemierzał ulice Goleniowa na piechotę, pewnie podszedłby do wniosku w sprawie psich odchodów na poważnie. Natomiast nie ulega wątpliwości że ci, którzy po chodnikach spacerują pieszo wdeptując co rusz w kupy milusińskich, powinni zostać potraktowani przez burmistrza poważnie.

 

Odpowiedzi na pytania złożone na VI sesji Rady Miejskiej 25.03.2015

15 kwi

Moje pytania z VI sesji:

Odpowiedzi burmistrza na pytania

Mój komentarz:

Uff, uspokoiłem się… Jak lakonicznie, a jak treściwie. Nie to, co moje wypociny… Po co było mi snuć niepotrzebne domysły, skoro sprawa jest tak banalna i prosta. Asystent Zbigniew Łukaszewski nie ma żadnych zadań wobec Ośrodka Pomocy Społecznej w Goleniowie, nie jest też dla jego pracowników żadną szarżą. On tam po prostu tylko bywa. No, nie było gdzie indziej miejsca, to tam go posadzili. Gdyby zdarzało się, że chciałby porozmawiać o czymś z pracownicami OPS, byłyby to rozmowy całkiem prywatne. Panie z OPS oczywiście tych prywatnych rozmów prowadzić z nim nie muszą. Mają wystarczająco dużo roboty, aby nie tracić czasu na prywatne pogaduchy. Jeśliby czuły dotąd jakiś dyskomfort, jakąś niepewność co do przyszłości swej instytucji, którą powodowałaby obecność asystenta burmistrza, powinny wyzbyć się takich niepokojów. Troszkę więcej luzu, drogie panie, po prostu… Róbcie mu herbatę i ładnie się uśmiechajcie, a stosunki ułożą się jak ta lala.

Zawarty w zakresie obowiązków asystenta punkt 1: „Przygotowanie nowej struktury organizacyjnej OPS w formie Centrum Integracji i Aktywizacji” nie jest oczywiście zadaniem wykonywanym „wobec  OPS”. Najwyżej „wobec burmistrza”, skoro to jego osobisty asystent. Burmistrz zapewne chciałby mieć przygotowaną taką strukturę „na wszelki wypadek”, gdyby miała się kiedyś przydać. Jak już tę nową strukturę organizacyjną asystent przygotuje, to burmistrz mu podziękuje i zastanowi się, do czego ewentualnie ją wykorzystać. I czy wykorzystać. Zaś OPS to nie dotyczy w najmniejszym stopniu. Wcale.

Także i następny punkt z zakresu obowiązków: „Przygotowanie nowej koncepcji działu pracy socjalnej w strukturze OPS” nie jest zadaniem wykonywanym „wobec OPS”. To także jedynie robota teoretyczna, taka etiuda pod roboczym tytułem „Świeżym spojrzeniem waszą pracę ocenię”. Przygotowanie koncepcji nie musi przerodzić się przecież we wprowadzanie ich w życie. Mało to wokół nas koncepcji, walających się po zakurzonych półkach?  

Uspokojony niemal całkowicie troszkę tylko nie rozumiem odpowiedzi na pytanie 3, o uzgodnienie z dyrektorem OPS ewentualnych działań. Bo czy „Dyrektor Rybicka została poinformowana o zatrudnieniu asystenta Zbigniewa Łukaszewskiego” oznacza uzgodnienie czegokolwiek, to śmiem wątpić. Lecz z drugiej strony, skoro asystent nie ma żadnych zadań „wobec OPS”, to co miał Burmistrz z nią uzgadniać?

Zanosi się zatem na happy end. Wcześniej opublikowane informacje prawdopodobnie podrzucili jacyś źli ludzie. Jak okazuje się, Ośrodek Pomocy Społecznej może raczej nadal prowadzić pracę socjalną w staromodny sposób, bez żadnych rewolucji. Asystent ds. organizacji Centrum Integracji i Aktywizacji może sobie spokojnie rozmyślać nad niezwykle ważnymi koncepcjami niezwykle ważnej instytucji. Burmistrz zgromadzi na podorędziu sporo nowatorskich koncepcji na różne okazje. A nędzne 3700 zł miesięcznie („na rękę”) do końca kadencji to chyba niezbyt wiele za tak dobre wieści?

 

Moje wnioski złożone na VI sesji Rady Miejskiej 25 marca 2015 z trzecim asystentem burmistrza w tle

07 kwi

Wszystko, o co Burmistrza w trakcie tej sesji pytałem, związane było z Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Goleniowie i działaniem w nim burmistrzowskiego asystenta, Zbigniewa Łukaszewskiego. Zadałem następujące 3 pytania:

1) jakie zadania zlecił do wykonania swemu asystentowi Zbigniewowi Łukaszewskiemu wobec Ośrodka Pomocy Społecznej, jego dyrektora i pracowników?

2) czy upoważnił pana Zbigniewa Łukaszewskiego do dysponowania pracownikami OPS i wydawania im poleceń służbowych?

3) czy ewentualne działania zostały skonsultowane i uzgodnione z dyrektorem OPS?

Mój komentarz:

Zbigniew Łukaszewski, asystent burmistrza ds. organizacji CIA Zdjęcie: www.goleniow.pl

Zbigniew Łukaszewski, asystent burmistrza ds. organizacji CIA
Zdjęcie: www.goleniow.pl

Transfer Zbigniewa Łukaszewskiego, człowieka bardzo dla goleniowskiej kultury zasłużonego, do drużyny burmistrzowskich asystentów i doradców, był w lutym i na początku marca tego roku sensacyjnym lokalnym newsem. Sprawa od razu zaistniała w postaci dojrzałej koncepcji gotowej do wprowadzenia w życie. O wszystkim mówiła informacja zamieszczona najpierw na stronie www gminy Goleniów, a niemal natychmiast w bardzo podobnej formie zaprezentowana na portalu „Gazety Goleniowskiej”. I tak w piątek 13 lutego (jak nie wierzyć w feralność dat?) strona gminy podała taką wiadomość:

„Z GDK do CIA”

1 marca nastąpią zmiany personalne w Goleniowskim Domu Kultury, a w połowie roku obejmą one również Ośrodek Pomocy Społecznej. Planowane jest przekształcenie Ośrodka Pomocy Społecznej w gminne Centrum Integracji i Aktywizacji. Dotychczasowy OPS wraz ze swoimi zadaniami ma się stać jednym z pionów CIA.

Nowa instytucja zajmie się – zgodnie z nazwą – integracją i aktywizacją osób korzystających z pomocy społecznej, zajmie się jednak również seniorami, emerytami i rencistami. Przejmie szereg zadań, które obecnie w stosunku do tych środowisk realizuje Goleniowski Dom Kultury. Nic więc dziwnego, że na czele nowej struktury stanie Zbigniew Łukaszewski, na razie – na czas jej organizacji – jako pełniący obowiązki. Dotychczasowy dyrektor GDK dał się poznać jako osoba wrażliwa na potrzeby społeczne, jest świetnym i doświadczonym animatorem życia społecznego.

Goleniowskim Domem Kultury od 1 marca będzie kierować Aleksandra Holz, wieloletnia zastępczyni dyrektora GDK, znająca tę placówkę doskonale.”

Ujawnienie planów burmistrza okazało się chyba przedwczesne, jako że zapomniał on o tym pomyśle poinformować kogokolwiek, poza samym Zbigniewem Łukaszewskim. Oczywiście przede wszystkim zapomniał powiedzieć o tym goleniowskim radnym. Merytoryczna komisja Rady Miejskiej, czyli Komisja Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu, o sprawie usłyszała (ode mnie) na posiedzeniu dnia 17 lutego. Widocznie nie wszyscy radni zaglądają na portal swojej gminy tak często, jak ja. Byli zdumieni, że nikt z nimi idei nie konsultował, a o samym pomyśle stworzenia CIA nie mieli bladego pojęcia. Obecny na spotkaniu zastępca burmistrza  Henryk Zajko niczego nie wyjaśnił, obiecując jedynie, że radni się wszystkiego dowiedzą w odpowiedniej chwili i że nic się nie stanie bez ich wiedzy. Na drugi dzień po wspomnianym posiedzeniu komisji informację ze strony gminy dyskretnie zdjęto.

Aż do sesji Rady w dniu 25 marca burmistrz niczego jednak radnym w tej sprawie nadal nie wyjaśnił. Czyżby ta „właściwa chwila” do przedstawienia sprawy miała nastąpić za 3 miesiące na sesji, kiedy pozostawi radnym niezbędną formalność klepnięcia swoich pomysłów stosowną uchwałą? Bo to nie burmistrz, a Rada Miejska nadaje statut gminnej jednostce organizacyjnej, jaką jest Ośrodek Pomocy Społecznej. Doprowadzenie do zapowiedzianych zmian wymaga całkowitego przebudowania obecnego statutu OPS. Dziś reguluje go uchwała Nr XXIV/310/04 Rady Miejskiej w Goleniowie z dnia 13 października 2004 r. (później trzykrotnie zmieniana). Oto kilka istotnych wyjątków z tego statutu:

„§ 3. 1. Ośrodek jest jednostką organizacyjną Gminy.

§ 6. Organem zarządzającym i nadzorującym działalność Ośrodka jest Burmistrz.

§ 8. Zakres działania Ośrodka określają:

1)     ustawy i akty wykonawcze do ustaw,

2)     uchwały Rady i zarządzenia Burmistrza.

§ 17. 1. Ośrodkiem kieruje Dyrektor Ośrodka, który reprezentuje Ośrodek na zewnątrz i jest za niego odpowiedzialny.

2. Dyrektora Ośrodka zatrudnia i zwalnia Burmistrz.

3. Burmistrz udziela Dyrektorowi Ośrodka upoważnienia do wydawania decyzji administracyjnych w indywidualnych sprawach z zakresu pomocy społecznej należących do właściwości gminy.

4. Dyrektor Ośrodka kieruje pracą Ośrodka przy pomocy Zastępcy Dyrektora oraz kierowników komórek organizacyjnych.”

Co z tego wynika? Że działaniem OPS zarządza przede wszystkim Burmistrz. Do bieżącego kierowania ma Dyrektora OPS. O nikim innym mającym wpływ na bieżące zarządzanie jak i na strategiczne działania OPS w statucie się nie wspomina. Od niedawna jednak w tym polu działania kręci się (wręcz dosłownie) asystent burmistrza Zbigniew Łukaszewski, któremu nawet dano stałe krzesło w sali konferencyjnej OPS. Nie jest on żadnym organem statutowym tej instytucji, podlega zaś wprost burmistrzowi, a działa jedynie w oparciu o bezposrednie polecenia służbowe. Dostał dość tajemniczy zakres czynności, zmierzający krótko mówiąc do demontażu dotychczasowej struktury. Jak burmistrz wyobraża sobie zapowiedziane przekształcenie, bez popsucia bieżącej pracy OPS – nie wiem. Stąd zadane przeze mnie pytania. Może uchylą one nieco rąbka tajemnicy co do kierunku zapowiedzianych przekształceń OPS?

Gizela Rybicka, Dyrektor OPS w Goleniowie Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Gizela Rybicka, Dyrektor OPS w Goleniowie
Zdjęcie: www.opsgoleniow.pl

Od wielu lat rolę dyrektora OPS pełni pani Gizela Rybicka. Przeżyła na swoim stanowisku 3 kadencje burmistrza Wojciechowskiego, jedną burmistrza Lewka i jedną burmistrza Krupowicza. Nie słyszałem nigdy dotąd, by na jej „dyrektorowanie” któryś z nich się skarżył, nigdy też doroczne sprawozdanie OPS z działania w roku poprzednim nie spotkało się z trudnościami przy zatwierdzaniu przez Radę Miejską. Krótko mówiąc, pod jej rządami ta instytucja robiła i robi to, do czego jest stworzona.

Nie ukrywajmy, niewiele nowatorskiego organizacyjnie można w tym zakresie wymyślić. Działanie ośrodków pomocy społecznej wynika wprost z art. 110 ustawy o pomocy społecznej, a o żadnych „CIA” mowy w tej ustawie nie ma wcale. Nie sądzę, by łatwo to było zmienić oddolnymi inicjatywami bez stwarzania pewnych zagrożeń. Choćby zagrożenia utraty środków przekazywanych przez wojewodę na różne formy działania OPS. Byłby to dla nas bardzo niebezpieczny eksperyment. Nikt też dotąd w jakikolwiek znany mi sposób nie prowadził w naszej gminie dyskusji na temat czegokolwiek o nazwie „Centrum Integracji i Aktywizacji”. Wspomniana niewiedza radnych jest tu znamienna. Cokolwiek zatem by to być miało wydaje się, że istnienie takiej instytucji potrzebne jest burmistrzowi do czegoś zupełnie innego, niż usprawnienie działania OPS. Usprawnienie, którego nikt wcześniej nie postulował.

Dlaczego mówię, że potrzebne jest burmistrzowi? To on przecież powołał swojego asystenta i powierzył mu zakres czynności. Od niedawna dysponuję jego treścią, którą niniejszym Państwu przedstawiam. Zakres obowiązków Zbigniewa Łukaszewskiego Tak naprawdę pierwsze 3 punkty tego zakresu odnoszą się do jakiegoś koncepcyjnego zadania przed asystentem postawionego. Przyznam, że nic z tego nie rozumiem. Wydaje się, że burmistrz na razie zna tylko samą nazwę CIA, pod którą jeszcze nic się konkretnego nie kryje. Po prostu zadanie jest tak nowatorskie, że jego inicjator nie zna go nawet w ogólnych zarysach. Kurczę, gdyby pan Krupowicz polecił panu Łukaszewskiemu przygotować koncepcję postępowania w gminie z kendraktytami lub fibzikami owocowymi, byłoby to mniej więcej to samo!

Mam na ten temat pewną śmiałą teorię, która może oczywiście być prawdziwa, choć kto wie, co naprawdę poeta ma na myśli? Brzmi ona tak: powstanie CIA potrzebne jest jedynie do personalnego  zniknięcia Zbigniewa Łukaszewskiego sprzed oczu Roberta Krupowicza. Ten dał mu tymczasową rolę asystenta, żeby sprawę załatwić kulturalnie i bez „rozlewu krwi”. Ma on sobie wymyślić instytucję, na której czele będzie mógł stanąć, nie włażąc więcej w oczy burmistrzowi. Który go czemuś, jak gminne wróble ćwierkają,  nie całkiem lubi. Poczytajcie sobie wywiad Leszka Ozimka ze Zbigniewem Łukaszewskim w „Gazecie Goleniowskiej” z 27 marca, poczujecie te klimaty. Po zakończeniu „nowatorskiej transformacji” pan burmistrz upiecze kilka pieczeni na jednym ogniu: będzie miał i czyste ręce, i spokój sumienia, i otwartą przestrzeń przed ócz błękitem, nieskażoną widokiem osób nie całkiem lubianych.

Co, niesprawiedliwie i bez żadnego uzasadnienia tak sobie powiadam? Przykro mi, ale nic innego nie uzasadnia w mojej chorej głowie powierzenia koncepcji tworzenie instytucji pomocy społecznej o autorskim zakresie działania człowiekowi, nie mającemu bladego pojęcia o działaniu pomocy społecznej. Przecież kompetencje Zbigniewa Łukaszewskiego w tej dziedzinie równe są choćby moim lub innej pani Frani. Potwierdza to także powtarzane wielokrotnie w różnych miejscach jak refren zdanie: pan Łukaszewski dostaje na stanowisku asystenta dotychczasową dyrektorską pensję 3.700 zł na rękę, żeby „nie był stratny”. Tylko burmistrzowskie wyrzuty sumienia usprawiedliają stworzenie za takie pieniądze stanowiska asystenta do spraw CIA, kendraktytów lub innych fibzików (owocowych).

 

Odpowiedzi na moje wnioski z V sesji Rady Miejskiej 25.02.2015

01 kwi

Moje wnioski z V sesji:

Treść odpowiedzi na Wniosek nr 1 V sesja:

Później o tym wniosku napisałem:

Mój komentarz:

Wiem, że oznakowanie jest prawidłowe. Sam to powiedziałem we wniosku. Znak drogowy D-40 „strefa zamieszkania” ma konkretne znaczenie, wystarczająco opisujące ograniczenia i obowiązki uczestników ruchu. Zależało mi na przypomnieniu kierowcom, że na takim terenie obowiązuje limit prędkości do 20 km/h, a nie, jak w terenie zabudowanym, do 50 km/h. W praktyce prawie nikt tego limitu nie przestrzega. Interwencje Komendy Powiatowej Policji czy Straży Miejskiej pewnie powinny się tam odbywać częściej, żeby o tym przypominać. Boję się jednak, że skończy się na kilku pouczeniach lub mandatach. Nie zadziała to prawdopodobnie „szkoleniowo”, raczej rozdrażni przypadkowo przyłapanych. Gdyby odżałować parę złotych i umieścić tam znaki informujące o ograniczeniu do 20 km/h, byłoby to stałe przypomnienie. Nikt wtedy nie mógłby tłumaczyć się niewiedzą, a zagrożenie kolizji z pieszymi lub rowerzystami zmniejszyłoby się. Ale dobre i to. Co do parkowania – mam nadzieję, że opinia od KPP wpłynie szybko. W ślad za nią właściciel drogi, czyli gmina Goleniów, powinien zdecydować się, czy na ulicy Józefa Sorysa parkowanie jest dozwolone i w jaki sposób. Stan dzisiejszy świadczy albo o braku decyzji, albo o intencji niepozwalania na parkowanie. A skoro ulica jest stale „umeblowana” parkującymi samochodami, to właściciel może w każdej chwili sobie o tym „przypomnieć”, wyciągnąć bloczek mandatowy i zacząć karać kierowców. No tak, ale przecież oni święcie wierzą, że nic złego nie robią. Stosowne znaki powinny ich o prawdziwych intencjach właściciela poinformować.

Tabliczka z nazwą ulicy Józefa Sorysa Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Tabliczka z nazwą ulicy Józefa Sorysa
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Co do tej nieszczęsnej tabliczki, za krótkiej dla umieszczenia bardzo długiego imienia „Józef”… Tu rzeczywiście nic się już nie da zrobić. Bo jak, wymienić „całkiem dobre” tabliczki? Od „wielu lat” zresztą stosowane. Dokładnie od października 2011 r., bo wtedy nazwę uliczce nadano. To by była jawna rozrzutność, no i naruszenie odwiecznej już tradycji. Przypomnę, że od samego początku z tymi tabliczkami był kłopot. Najpierw pisało na nich po prostu „Sorysa”. Po medialnej krytyce, na przykład w „Gazecie Goleniowskiej”, ktoś dokleił „J.” i uznał, że sprawa załatwiona. Super oszczędnie, przyznaję. Żeby gmina była tak oszczędna we wszystkich wydatkach, pretensji bym nie miał. Ale kiedy płaci się za uliczne kosze na śmieci 4600 zł za sztukę, oszczędność kilku złotych na paru od początku źle zrobionych tabliczkach z nazwą ulicy po prostu denerwuje. Jedyną szansą zmiany pozostaje apel do miejscowych chuliganów. Pomóżcie, kochani! Zamiast niszczyć kosze na śmieci, zniszczcie te nieszczęsne tabliczki. Może wtedy wymienią je w ramach naprawy na nowe? Oby nie z napisem „J. Sorysa”…    

Treść odpowiedzi na Wniosek nr 2 V sesja

Mój komentarz:

Cieszę się, że nikt nie popełnił przestępstwa. Wszystko było legalnie, za przyzwoleniem gminnej decyzji. Fachowcem od chorób drzew nie jestem, zatem polemizować ze zdecydowanymi stwierdzeniami w niej zawartymi nie mam zamiaru. Na moje amatorskie oko te drzewa były w dobrym stanie. Tak samo sądzili zresztą gminni urzędnicy za burmistrza Wojciechowskiego, nie pozwalając na ścięcie tych drzew około 10 lat temu, gdy ówczesny Swedwood zwrócił się z takim samym wnioskiem. Polecono przyciąć radykalnie konary i gałęzie, a drzewa nabrały wspaniałego wyglądu. Widocznie przez te 10 lat drzewa dostały galopujących suchot i nic już się nie dało zrobić dla ich uratowania. Dla formalności zapytałbym tylko, czy gminni urzędnicy załatwiający te sprawy legitymują się dyplomami wyższych uczelni, potwierdzającymi wiedzę dendrologiczną? Albo posiłkują się opiniami ekspertów w wypadkach wycinki drzew z powodów zdrowotnych? Jeśli tak, już milczę i czekam na szybkie posadzenie tych nowych „27 drzew dowolnego rodzimego gatunku” lub „50 sztuk krzewów ozdobnych rodzimego gatunku”. Aha, przypomniało mi się. Ukochane przez wielu tuje nie są gatunkiem rodzimym. Niestety…

 

Wnioski złożone na V sesji Rady Miejskiej 25 lutego 2015 r.

27 lut

1. Ul. Józefa Sorysa w Goleniowie, łącząca ul. Pocztową i Witosa, w całości jest tak zwaną pieszo-jezdnią. W praktyce jest to droga przeznaczona zarówno dla ruchu pieszych, rowerzystów, jak i pojazdów samochodowych. Nie ma tam ani chodnika, ani ścieżki rowerowej, brak też fizycznej możliwości ich wykonania. Są na niej dwa ostre zakręty o 90 stopni, przy których widoczność jest bardzo ograniczona z obu stron. Ulicę oznakowano znakiem drogowym D-40,

Znak D-40 "Strefa zamieszkania". Kierowco, naprawdę wiesz, co tu wolno ci robić?

Znak D-40 „Strefa zamieszkania”. Kierowco, naprawdę wiesz, co tu wolno ci robić?

czyli jest to tak zwana „strefa zamieszkania”. Teoretycznie w takim obszarze pieszy może się poruszać swobodnie po całej udostępnionej do użytku publicznego przestrzeni i ma pierwszeństwo przed pojazdami. Kierujący musi ustąpić pieszemu w każdym wypadku. Obowiązuje ograniczenie prędkości pojazdów do 20 km/h. W takiej strefie wolno parkować pojazdy jedynie w miejscach do tego wyznaczonych. W praktyce przepisy te nie są kierowcom chyba znane. Na ul. Sorysa od strony ul. Pocztowej niemal zawsze parkują pojazdy, zawężając i tak wąskie przejście, choć nie ma tam żadnego znaku zezwalającego na parkowanie.

Wejście na ul. Józefa Sorysa od strony ul. Pocztowej. Brak jakichkolwiek znaków odnośnie parkowania. Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Wejście na ul. Józefa Sorysa od strony ul. Pocztowej. Brak jakichkolwiek znaków odnośnie parkowania.
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

A przecież jeśli go brak, to nie wolno parkować! Kierowcy poruszają się po tej uliczce często znacznie szybciej niż dozwolone 20 km/h. Myślą prawdopodobnie, że wolno się tu poruszać tak samo, jak w „terenie zabudowanym”, czyli do 50 km/h. Stwarza to wielokroć zagrożenie dla pieszych i rowerzystów, którzy w wypadku kolizji są zawsze w słabszej pozycji. Łatwo w tej sytuacji o nieszczęśliwy wypadek.

Mieszkający w okolicy proszą o postawienie na tej ulicy znaków informacyjnych przypominających o ograniczeniu prędkości pojazdów do 20 km/h, gdyż ich tam obecnie nie ma, oraz odpowiednie oznakowanie strefy parkowania.

Tabliczka z nazwą ulicy "J.Sorysa". Kto z młodszych mieszkańców Goleniowa wie, o co chodzi? Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Tabliczka z nazwą ulicy „J.Sorysa”. Kto z młodszych mieszkańców Goleniowa wie, o co chodzi?
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Od siebie dodam, że tabliczka z nazwą ulicy „J. Sorysa” jest jednak zbyt oszczędna i lakoniczna. Nie każdy mieszkaniec wie, co się pod literką „J” kryje. Lepiej podać pełne imię Zasłużonego Mieszkańca Gminy Goleniów doktora Józefa Sorysa, a jego postać warta jest przypominania. Jeżeli gmina nadaje tak godne tytuły nielicznym przecież mieszkańcom, a jeszcze mniej licznych honoruje nadaniem ulicom ich imienia, tak drobny ukłon z naszej strony to nie łaska, lecz obowiązek.

2. Około 2 tygodnie temu na terenie firmy IKEA Industry przy ul. Witosa wycięto kilkanaście wysokich, około 50-letnich topoli, identycznych jak te, które w 2012 r. gmina wycięła przy „Orliku” na ul. Szkolnej.

To była topola  Zdjęcie: www.wycinkadrzewwarszawa.pl

To była topola
Zdjęcie: www.wycinkadrzewwarszawa.pl

Proszę o odpowiedź, na takie pytania: czy odbyło się to legalnie na podstawie decyzji właściwego organu?; jeśli tak, to co było uzasadnieniem wydania takiej decyzji?; czy podmiot wycinający topole zobowiązany został do nasadzenia jakichś nowych drzew?

Odpowiedzi na wnioski

 

Odpowiedzi na wnioski złożone na IV sesji Rady Miejskiej 16.01.2015

21 lut

Moje wnioski z IV sesji:

odpowiedzi na wnioski 1 i 2

Mój komentarz:

Odnośnie wniosku nr 1, wspólnego z radną Haliną Nebratenko, to nie wiem, co mam myśleć. Pozornie wszystko OK, bo i firma STRABAG wyrówna teren, i uzupełni ubytki na wiosnę, i mieszkańcom wszystko jakoby już w grudniu wyjaśniono. Sprawa zatem załatwiona. Akurat! Albo mieszkańcy nie rozumieli, że im to już wyjaśniono, albo nie podoba im się obiecane rozwiązanie, bo prosili radnych o interwencję. Sama odpowiedź wyraźnie także wskazuje, że sprawa załatwiona będzie „po łebkach”, prowizorycznie, spychologicznie i „na odwal się”. Przecież Burmistrz Zajko stwierdza, że: „(…) teren będzie (…) zawsze niezwykle trudny do utrzymania (…); wymaga, by woda deszczowa została na nim prawidłowo zagospodarowana. (…) docelowym rozwiązaniem problemu jest utwardzenie terenu i podłączenie kanalizacji deszczowej przez właścicieli placu”. Prawda! On tym samym nie zapowiada, że gmina się w to włączy z pomocą, lecz jedynie przerzuca finalne załatwienie sprawy na właścicieli terenu. Jasne, ktoś jeździł im pół roku po ich własnym gruncie na zlecenie gminy, ubił przepuszczalny żwir na twardą skałę, a teraz się ich z tym zostawia i radzi, by sami to sobie załatwili.

Takie maszyny skutecznie ubiły grunt przed garażami  Zdjęcie: szczecinbiznes.pl

Takie maszyny skutecznie ubiły grunt przed garażami
Zdjęcie: szczecinbiznes.pl

Oczywiście nikt tego terenu uprzednio od nich nie wynajął, żeby z odłożonych pieniędzy mogli sobie później sami wykonać remont. Ani dziękuję, ani pocałuj psa w nos. A może by tak zaproponować „garażowiczom” jakieś uczciwe, a za to docelowe rozwiązanie?

Połączę powyższe uwagi z odpowiedzią na wniosek  nr 2, która mnie całkowicie nie zadawala. Ona mówi tylko o tym, że teren, na którym faktycznie przebiega nieoficjalna ścieżka, jest własnością prywatną (chyba „garażowiczów” właśnie). Gmina zatem nie będzie na nim żadnych prac prowadzić. Nie o taką informację mi chodziło. Domyślałem się, że to grunt prywatny. Jednak jest używany publicznie i nieodpłatnie przez mieszkańców, zaś właścicielom garaży z pewnością zbędny. Chciałem wiedzieć, czy władze poczuwają się do potrzeby załatwienia tej sprawy docelowo, z pożytkiem dla wszystkich. Gdyby gmina podjęła wysiłek porozumienia się z właścicielami odnośnie nabycia praw do tego gruntu, następnie mogłaby już zagospodarować teren. Na przykład nabywając grunt jako darowiznę, w zamian za pomoc w załatwieniu sprawy skanalizowania terenu przed garażami. Myślę, że mogłoby być to dla właścicieli atrakcyjne. Pytanie tylko, czy gmina chce to zrobić. W odpowiedzi nic na ten temat nie wspomniano. Brzmi ona zatem prosto: „nie da się”. Przykro mi, nie wierzę, że się nie da. Dużo bardziej skomplikowane sprawy na styku z prywatnymi właścicielami gruntów załatwiano już w tej gminie. Trzeba tylko chcieć i nad tym popracować. A czy Panu się chce coś w tej sprawie zrobić, Panie Burmistrzu?

odpowiedź na wniosek 3

Mój komentarz:

Wszystko właściwie już skomentował Paweł Palica w notatce „Przesadzili” z „Gazety Goleniowskiej” z 13.02.2015 r. Oto, co napisał:

Tuje za topole

Tuje za topole

Co mogę dodać? Otóż decyzja Starostwa Powiatowego nic nie wspominała o możliwych nasadzeniach zastępczych, w szczególności nie wskazując żadnego zamiennego terenu dokonania nasadzeń. Po prostu nakazała obsadzić teren po wyciętych drzewach innymi 90 drzewami. Odkąd to ktoś podlegający nakazowi decyzji administracyjnej sam decyduje o sposobie jej wykonania? Bez odwołania od decyzji, jej zmiany, podjęcia innej? Nie wiem, czy tych nowych tuj na Plantach było 90, ale dziś już i tak wiele z nich zmarniało. Po prostu, tuje nie są drzewami bagiennymi, zaś przy Strudze Goleniowskiej przez co najmniej pół roku ich korzenie przebywają w wodzie. Sadzenie tuj nad wodą jest zwyczajnie sprzeczne z naturą.  Przypomnę, że posadzono je „zamiennie” za wierzby, które rosły tam świetnie aż do chwili wyrżnięcia. Pewnie nie trafiały w czyjś wysublimowany gust, a może, tak jak topole, wierzby to też chwasty? Tuje natomiast to sama szlachetność; szkoda, że nie rosną na rozkaz.

Po co w gminie ktoś wpadł na pomysł szukania zastępczych terenów dla tych nasadzeń? Nie mam pojęcia, czy drzewa rodzaju Thuja [rodzaju, nie gatunku!] przy Strumyku Goleniowskim [nie przy „strumyku goleniowskim”; nazwy własne pisze się po polsku wielkimi literami, a ta rzeczułka tak się właśnie nazywa] były bardziej potrzebne, niż drzewa przy „Orliku” na Szkolnej. Pewnie i jedne, i drugie byłyby w swoim miejscu bardzo przydatne. Skąd zatem „zastępczość”? Gmino, sadź drzewa, kiedy ci to nakazują, a nie wij się w wyjaśnieniach, co zastępuje co. Z odpowiedzi wynika także, że teren przy Niemcewicza i Barnima I nie będzie obsadzany drzewami po zakończeniu zadania. Przecież głogi na „Orliku” zasadzi się kiedyś zastępczo za wyrżnięte drzewa z Niemcewicza/Barnima. Czyżbyśmy musieli poczekać na następne rżnięcia, za które zastępczo pojawiłyby się drzewa w tym miejscu? Obawiam się, że teren zostanie łysy.

Jeżeli kogoś temat wycinania drzew w Goleniowie interesuje trochę bardziej, odsyłam do moich starych felietonów: „Goleniowska masakra piłą mechaniczną” i „Znowu drzewa przeszkadzają”.

odpowiedź na wniosek 4

Mój komentarz:

Zrozumiałem tyle: 1) zmiana organizacji ruchu została zaplanowana w roku 2012, a zatwierdzili ją wszyscy, co potrzeba; 2) zgodnie z tym projektem zrobiono oznakowanie; 3) zdarzało się mimo to, że cytuję: „samochody przejeżdżali przez miasto”, ale w 2013 już wszystko było OK; 4) od czasu zaczęcia remontu ul. Szkolnej w 2014 problem wrócił, mimo że na zjeździe na Goleniów z S3 stoi znak informacyjny; chyba jednak z tym oznakowaniem było coś nie tak, bo gmina zwróciła się do GDDKiA z wnioskiem o dodatkowe oznakowanie na węźle drogowym; 5) oczekujemy na odpowiedź; 6) na ul. Andersa ustawiono dodatkowe oznakowanie informujące o sposobie jeżdżenia w centrum miasta; 7) firma IKEA do chwili skończenia remontu ul. Szkolnej mogła oficjalnie przez tę ulicę przejeżdżać od ronda przy szpitalu; 8) policja kontroluje kierowców i wali mandaty, kiedy trzeba.

Po kolei: punkty od 1) do 3) to historia. Mój wniosek dotyczył sytuacji obecnej, czym zajmuje się dopiero punkt 4). Mówi on, że oznaczenie było, lecz sama gmina dostrzegła jego niewłaściwość. Po co by inaczej zwracała się do GDDKiA z wnioskiem? No i choć sam remont się już skończył, to do dziś odpowiedzi nie ma (punkt 5). Gdy kiedyś być może przyjdzie, to już nikogo nie będzie obchodziła – musztarda po obiedzie. Wymieniona w punkcie 6) ul. Andersa to środek miasta. Jak ma tam postąpić nieuważny kierowca TIRa, który nieuprzedzony przed zjazdem do miasta już tu dotarł? Przy normalnym ruchu wykręci w pół godziny, blokując całe centrum. Wspomniana w punkcie 7) firma IKEA to raczej setki innych firm, które na rzecz IKEI jeżdżą i dla niej wożą. Nie oburzyło mnie, że dla nich tymczasowo udrożniono wjazd do IKEI ul. Szkolną od ronda do skrętu w ul. Witosa, lecz że tej trasy i wjazdu nie oznakowano właściwie. Kierowcy przegapiali malutką strzałkę na barierce przed samym skrętem, przez co ładowali się w sam środek rozkopanej ul. Szkolnej. Wielokrotnie próbowali wykręcać przez wąskie uliczki osiedlowe wśród bloków GTBS, a to już był prawdziwy horror. I co, spokój sumienia? Próbowałbym raczej wszystko to dogadać najpierw z GDDKiA, pooznaczać zmianę organizacji ruchu odpowiednio wcześniej gdzie tylko się da, przed wszelkimi wjazdami do miasta, a dopiero wtedy zabrałbym się za konsumowanie punktu 8).

odpowiedź na wniosek 5

Mój komentarz:

Dobrze, zapowiada to dalsze działanie dla rozwiązania sprawy. Poczekam.

Kliniska basen ppoż ciąg dalszy

odpowiedź na wniosek 6

Mój komentarz:

Wypunktujmy znowu, co zawiera odpowiedź. 1) prowadzi się bieżącą weryfikację deklaracji; 2) gdy mieszkamy w domu jednorodzinnym deklarując selekcjonowanie odpadów musimy je gromadzić w workach do tego przeznaczonych (co z nimi mamy robić, gdy się napełnią?; na jakie odpady musimy mieć worki? ile frakcji trzeba oddzielać, by uznać że właściciel dopełnił obowiązku selekcjonowania i zasługuje na niższą opłatę z tego tytułu? – na te pytania odpowiedzi nie znam); 3) odbierające odpady PGK musi informować gminę o stwierdzeniu przypadków mieszania odpadów przez właściciela (jak następuje to stwierdzenie? czy zawiązane worki są otwierane?; czy właściciel powinien być obecny w momencie odbioru odpadów, by mógł się odnieść do ewentualnych zastrzeżeń?; czy wystarczy samo oświadczenie PGK o stwierdzeniu mieszania odpadów?; jeśli mieszka w jednym miejscu więcej niż 1 właściciel, skąd wiadomo, które worki są jego? – kolejne pytania, na które odpowiedzi nie znam); 4) gdy mieszkamy w zabudowie wielorodzinnej i deklarujemy selekcjonowanie, głowa nas boleć nie musi o nic. Tu pytań nie mam żadnych, bo sprawa jest jasna: pojemniki na różne frakcje stoją na mieście; przyjęto zatem teoretycznie, że tam wrzucamy nasze selekcjonowane odpady, choćbyśmy niczego nie selekcjonowali i po mieście łazić nam się z workami nie chce; i tak tego nikt nie sprawdzi, gdyż nie wiadomo, które śmieci są nasze; a kiedy w pojemnikach przy naszym bloku ktoś znajdzie zmieszane odpady, i tak może nam nagwizdać, bo nie wiedząc, co myśmy wyrzucili i gdzie, ukarać nas nie można.

Skutki segregacji odpadów w obecny sposób

Skutki segregacji odpadów w obecny sposób

Odpowiedź jest rozbrajająco szczera, jak bezradne rozłożenie rąk. Przykro mi, ale w takim „systemie” żaden człowiek mieszkający w bloku odpadów selekcjonować nie będzie. Jeżeli zaś jeszcze nie wybrał sobie dotąd niższej ceny za wywóz odpadów, to jest po prostu beznadziejnym filantropem, za frajer dopłacającym do czegoś, za co bez wyrzutów sumienia i legalnie może płacić prawie 30% taniej. Jesteśmy narodem inteligentnym, zaradnym, a działalnością charytatywną zajmujemy się kiedy indziej – na pewno nie oddając swoje śmieci do odbioru. Hej, blokowicze, czy jest jeszcze wśród was jakiś przepłacający frajer?

Frajerzy natomiast mieszkają w domkach jednorodzinnych. Im niczego do ogólnodostępnych pojemników wrzucać nie wolno. Muszą udowodnić, że selekcję prowadzą na swojej posesji, nie znając zresztą sposobu prowadzenia weryfikacji, czy robią to właściwie. Osoby uczciwe, szczere i praworządne oczywiście segregacji zadeklarować po prostu nie mogą. Wolą uniknąć z tym jakichkolwiek kłopotów i dopłacić parę złotych więcej. Jest to faktycznie cena za spokój. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy i dlaczego ktoś zakwestionowałby prowadzanie selekcji, gdyby mu się zechciało. A jak miałbym udowodnić, że do mojego worka ze zużytymi bateriami, który przecież faktycznie jest ogólnodostępny, skórkę od banana wrzuciłem nie ja ani nikt z moich domowników, lecz jakiś leniwy przechodzień? Leń paskudny, bo mu się nie chciało iść z tą skórką pół kilometra do zwykłego ulicznego kosza na śmieci (taki mniej więcej jest dystans od kosza na śmieci, który stoi na mojej ulicy Szkolnej w pobliżu do następnego najbliższego).

Nie spodziewałem się, że sprawa odbioru odpadów komunalnych może być probierzem sumienia mieszkańców gminy: kłamać legalnie i mniej płacić, czy frajersko mówić prawdę i płacić więcej. Pewnie do tego tematu trzeba będzie jeszcze wrócić…

 

Wnioski składane na IV sesji Rady Miejskiej dnia 16.01.2015

21 sty

1. Dołączam się do wniosku złożonego przez radną Halinę Nebratenko odnośnie garaży położonych na łuku ulicy Szkolnej, naprzeciw terenu „Orlika”. Właściwie po każdym deszczu stoi tam jedno wielkie bajoro na całej długości drogi gruntowej, przed wejściami do wszystkich garaży. Przed remontem ulicy Szkolnej tak jednak nie było. Teren ten wykorzystywano przez kilka miesięcy w trakcie remontu ulicy jako miejsce postoju i zawracania ciężkiego sprzętu budowlanego. Codziennie dziesiątki, może setki razy przejeżdżały tam wielotonowe koparki i spychacze, ubijając te kilkadziesiąt metrów żwiru. Woda nie wsiąka i stagnuje, uniemożliwiając dotarcie do garaży. Ładnie uporządkowano przyległy trawnik. Jeżeli właściciele nie będą mogli parkować swoich samochodów na poboczu żwirówki, bo stoi tam woda, zaparkują na suchym trawniku, bo jest on położony wyżej, niż pobocze. Cała sytuacja to ewidentnie skutek uboczny prowadzonego remontu. Jego wykonawca powinien naprawić szkody po sobie.

2. Na terenie dokładnie przyległym do wspomnianego w poprzednim wniosku, wzdłuż ściany szczytowej garaży wiedzie ścieżka, którą codziennie setki pracowników IKEI (dawniej Swedwood) przechodzi do i z pracy, a mnóstwo dzieci do i ze Szkoły Podstawowej Nr 2. To oczywiście nie jest żadna publiczna droga, ale po prostu skrót wykorzystywany już od wielu lat. Za każdym razem, gdy Dyrektor OSiR Łukasiak zagradzał teren Orlika płotem, był on w tym miejscu rozbierany przez „nieznanych sprawców” niemal od razu, po kilku dniach. Przejście to, choć rzeczywiście ruchliwe, nie jest utwardzone, zatem są tam kałuże po każdym deszczu, jest często grząsko. Jest też nierówno, bo „dobrzy ludzie” położyli tam trochę połamanych płyt betonowych. Poza tym jest tam wieczorem kompletnie ciemno, zatem i nogę złamać łatwo, i wpaść do kałuży. Nie wiem, czyj jest ten teren: albo prywatny, w ramach działki z garażami, albo gminny. Corocznie na wiosnę PGK uprząta to przejście, wywożąc parę przyczep śmieci. Wypadałoby się zdecydować, czy jest tam droga, czy nie. Jest to przejście na pewno potrzebne, znacznie skracające drogę. Jeżeli zadbałoby się o choćby prowizoryczne, ale porządne utwardzenie żwirem i postawiło latarnię lub dwie, mieszkańcy uzyskaliby w tym miejscu miasta bardzo pożyteczny ciąg pieszy.

3. Jeszcze jedna sprawa dotycząca prawie tego samego terenu. Konkretnie chodzi mi o obszar „Orlika”, na którym gmina wiosną 2012 roku wycięła 79 drzew, moim zdaniem bez potrzeby. Zgodę na to wydało Starostwo Powiatowe w roku 2011, w tej samej decyzji nakazując gminie nasadzenie 90 nowych drzew. Od tego czasu minęło kilka lat, a tych drzew ciągle nie ma. Proszę o odpowiedź, jakie są i będą losy decyzji powiatu i czy drzewa na „Orliku” się wreszcie pojawią.

4. Na wielu obszarach miasta Goleniowa ustanowione zostały zakazy poruszania się pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 2,5 tony. Wiemy o tym, choćby z mediów, ale przede wszystkim z własnych obserwacji, że zakazy te są często naruszane. Mieszkając na ul. Szkolnej mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że obecnie przejeżdża przez nią codziennie co najmniej kilkadziesiąt TIR-ów, nie wspominając już o innych pojazdach powyżej 2,5 tony. Straż Miejska podaje, że kontroluje sytuację poprzez prowadzenie monitoringu. Że współpracując z Komendą Powiatową Policji ściga sprawców wykroczeń, prowadzi też działania prewencyjne, ostrzegając przez CB radio kierujących pojazdami ciężarowymi przed wjazdem do centrum miasta. Uważam, że sytuację można poprawić prościej, zadawalając zarówno mieszkańców, jak też kierujących. Postępowanie większości kierowców, szczególnie tych spoza naszej gminy, nie wynika przecież z chęci popełniania wykroczeń. Sygnalizują oni często, że brak jest odpowiedniej wczesnej informacji o istniejących zakazach. Postulują, by wprowadzić znaki informujące o obowiązujących zakazach kilka kilometrów przed wjazdami do miasta z każdego kierunku. Dałoby to szanse kierowcom ciężkich pojazdów na wybranie trasy alternatywnej. Jeżeli natomiast już do miasta wjadą, mają małe możliwości zawrócenia i uniknięcia popełnienia wykroczenia.

5. W Kliniskach Wielkich znajduje się zbiornik wodny, oficjalnie nazywany zbiornikiem przeciwpożarowym. Tak naprawdę jest to zwykła sadzawka, nieogrodzona glinianka, do której dostęp mają wszyscy. Także i miejscowe dzieci, dla których jest to świetne miejsce do zabawy. Zimą bardzo łatwo tam o wypadek, jeżeli powierzchnia zamarznie. Mieszkańcy Klinisk sygnalizują, że zbiornik ten należy ogrodzić.

6.  Odbiór odpadów komunalnych od mieszkańców w naszej gminie reguluje uchwała Nr XXVI/306/12 Rady Miejskiej z dnia 28 listopada 2012 r. w sprawie wyboru metody ustalenia opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi oraz ustalenia stawek opłat na obszarze Gminy Goleniów. Stawka opłaty za odpady selekcjonowane z nieruchomości zamieszkałych wynosiła 14,03 zł, a nieselekcjonowane 18,00 zł miesięcznie. Od 01.01.2014 r. stawki zostały zmienione i wynoszą odpowiednio 12,00 i 16,00 zł. Różnica w wysokości obu stawek jest istotna, bo prawie 30%. Właściciele nieruchomości indywidualnie lub podmioty administrujące nieruchomościami wybierają jedną ze stawek, składając oświadczenie. Uchwała nie określa sposobu weryfikacji oświadczeń, deklarujących selekcjonowanie lub jego brak. Czy zatem dokonuje się weryfikacji oświadczeń? Kto, kiedy i w jaki sposób ją prowadzi?* Czy w wyniku kontroli stwierdzono dotychczas przypadki składania nieprawdziwych oświadczeń, ile i jakie były tego konsekwencje? Uchwała działa już 2 lata i czas ten na pewno pozwala na dokonanie takich podsumowań.

* W tym miejscu Przewodniczący Łukasz Mituła próbował mi przerwać składanie wniosku słowami: – Niech Pan niczego tu nie insynuuje, Panie radny. Odpowiedziałem mu, że ja niczego nie insynuuję, próbuję tylko zadać konkretne pytania. Ciekawe swoją drogą, co moje pytanie mogło insynuować?

Odpowiedzi na moje wnioski

 

Odpowiedzi na moje wnioski z III sesji Rady Miejskiej 19.12.2014

17 sty

Moje wnioski z III sesji

Odpowiedź na wnioski nr 1 i 3

Mój komentarz:

Cieszę się bardzo, że wniosek nr 1 został potraktowany poważnie, a prace nad ujednoliceniem BIP-u już trwają. Zapowiedziany podział na lata, w których uchwały przyjęto, i tak wymaga jednak sprawnej wyszukiwarki bądź jakiegoś skorowidza. Inaczej, dysponując tylko tytułem uchwały lub nawet samym głównym jej tematem, będzie bardzo trudno coś znaleźć. Mam nadzieję, że szybko będzie można skorzystać z dobrodziejstwa znalezienia wszystkich lokalnych aktów prawa bez jakiejś tajemnej wiedzy na ten temat.

Poniżej załączam artykuł z „Gazety Goleniowskiej” z dnia 06 lutego 2015 r., odnoszący się do losów mojego wniosku.

Śladem mojego wniosku Gazeta Goleniowska, 06.02.2015

Śladem mojego wniosku
Gazeta Goleniowska, 06.02.2015

Nieco inaczej jest z wnioskiem nr 3. Powinienem klepnąć się we własne piersi i przeprosić. Taka inicjatywa rzeczywiście już była realizowana w poprzedniej kadencji. Nawiasem mówiąc, kiedy poruszałem ten temat jeszcze przed złożeniem mojego wniosku w rozmowach z kilkoma „starymi” radnymi, z dużą niepewnością odsyłali mnie do strony www gminy twierdząc, że „to już chyba jest publikowane”. Jednak zbyt mocno oklepywać się nie będę i dużych wyrzutów sumienia nie czuję. A to dlatego, że naprawdę szukałem na stronie www tych wniosków i odpowiedzi. Nieskutecznie, o czym właśnie opowiem.

Otóż na stronie www naszej gminy wkradł się pewien, hm, bałagan. Tak jakby oddzielnie prowadzono samą stronę, a oddzielnie Biuletyn Informacji Publicznej, do którego wchodzi się poprzez nią. Odwiedzający stronę główną widzi na niej przede wszystkim kilka zakładek, opatrzonych tytułami. Na przykład u samej góry jest zakładka „Samorząd”, a w niej wejście „Rada Miejska”. Tam właśnie zabłądziłem szukając, i cóż spotkałem? Takie oto zagadnienia: 1) „Skład osobowy RM” – odsyłacz do BIP, a w nim zdjęcie… wszystkich radnych poprzedniej kadencji, wraz z listą ich nazwisk. 2) „Przyjęcia interesantów” – odsyłacz do BIP, a w nim… nic. 3) „Najbliższe posiedzenia” – odsyłacz do BIP, a w nim… oczywiście informacja o wszystkim, co działo się w poprzedniej kadencji. 4) „Komisje” – oczywiście odsyłacz do BIP, a tam składy komisji poprzedniej kadencji. 5) „Uchwały” – jasne, że odsyłacz do BIP, a tam jak zwykle wszystko stare (zresztą tak właśnie, jak opisałem to w moim pierwszym wniosku). 6) „Podsumowanie kadencji” – wchodzimy, otwieramy – jest! Podsumowanie kadencji… 2006-2010. Wszystko, więcej nie ma.

(Na marginesie: czegoś takiego mniej więcej spodziewałem się po Burmistrzu Krupowiczu odnośnie rozliczenia kadencji 2010-2014, pisząc stary felieton „Kończ Waść, wstydu oszczędź”. Nie samej listy inwestycji z fotkami, lecz rzetelnego pokazania całego czteroletniego działania w różnych aspektach działania gminy. Możecie zatem sami, Drodzy Czytelnicy, porównać oba sposoby rozliczenia się z działania władzy samorządowej. Wasza wola, który się Wam bardziej podoba.)

Po dygresji wracam do głównego wątku. Nie ma na stronie głównej żadnej zapowiedzi, że to wszystko wyżej opisane to jakieś archiwalia. Pomyślałem sobie prostodusznie, że poprowadzono mnie za rękę prościutko do całej prawdy. Skoro wywalono do kosza wszystkie uchwały RM sprzed 2006 roku, to może i te interpelacje wraz z odpowiedziami też już są na śmietniku? Skąd ja, średnio sprawny poszukiwacz internetowy, miałem wiedzieć, odsyłany co chwila do staroci w BIP-ie, że w tym samym BIP-ie mam jednak poszukać oddzielnie wniosków i interpelacji?

No i tam, wchodząc specjalnie przez małą ikonkę „BIP” w prawym górnym rogu, można ponownie dotrzeć do zakładki „Rada Miejska”. Tu wreszcie króluje teraźniejszość i bieżąca informacja. W chwili składania przeze mnie wniosku trzeba było tylko wleźć w tytuł „Poprzednie kadencje”, skąd już dwa wejścia poprowadziłyby mnie osobno: 1) do zakładki „Interpelacje, wnioski i zapytania radnych” – tu nazwisko po nazwisku rejestr listuje wnioski „starych” radnych, cytując je dosłownie, dając także odnośniki do skompresowanych skanów udzielonych odpowiedzi; 2) do zakładki „Interpelacje, wnioski i zapytania radnych – odpowiedzi” – tu zaś inaczej, w podziale na sesje, posiedzenia komisji, itp., dalej zaś same numery pism, które nadawano odpisując radnym. Żadnych nazwisk, same numerki bez tytułów czy innego opisu. Wchodzę w dowolny numerek, rozpakowuję skan, otwieram – i właśnie dowiaduję się, czego dotyczy to pismo i komu odpowiada. Poezja !

Po co ta druga zakładka, bez żadnej szansy na odnalezienie czegokolwiek, skoro w pierwszej już wszystko raz zostało podane kawa na ławę? Nie mnie pytajcie. Ja tylko konstatuję bałaganik i brak koordynacji między stroną www a BIP-em. Czy ktoś tego pilnuje? Czy leci z nami pilot?

Moje wnioski z III sesji

Odpowiedź na wniosek nr 2

Mój komentarz:

W świetle obowiązującego prawa Burmistrz ma rację. Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe w art. 6 stwierdza:

„2. Organy państwowe, przedsiębiorstwa państwowe i inne państwowe jednostki organizacyjne oraz organizacje spółdzielcze są obowiązane do udzielenia odpowiedzi na przekazaną im krytykę prasową bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.

3. Przepis ust. 2 stosuje się odpowiednio do związków zawodowych, organizacji samorządowych i innych organizacji społecznych w zakresie prowadzonej przez nie działalności publicznej.”

Burmistrz mi odpowiedział jasno: będzie odpowiadał na krytykę prasową, gdy taka zostanie mu przekazana. Czyli szanując prawo. Prawo troszkę nieświeże wprawdzie, z innej epoki, pełne zapisów o „państwowych jednostkach organizacyjnych”, „przedsiębiorstwach państwowych”, „organizacjach spółdzielczych”, „radach narodowych”, „Głównym Urzędzie Kontroli Publikacji i Widowisk” czy innych reliktach „słusznie minionego okresu”, nieznanych już większości obecnie żyjących Polaków. Przecież to nie Burmistrza wina, że Sejm nie zabrał się od roku 1984 do stworzenia nowych regulacji w tej dziedzinie, łatając ustawę jak starą kapotę 24 nowelizacjami do dnia dzisiejszego. Duch tamtej epoki drzemiąc spokojnie w zmurszałych artykułach ustawy, w trakcie już 30-letniego snu przespał zmianę ustroju, demokratyzację sfery społecznej, pojawienie się prawdziwej samorządności w dzisiejszym rozumieniu, wzrost znaczenia mediów w naszym życiu, pojawienie się Internetu, przepisów o dostępie do informacji publicznej, standardów europejskich w kontaktach władzy z obywatelami, i wszystkie inne drobiazgi. Ba, gdyby się ten duch właśnie obudził, zapewne nie wiedziałby nawet , że samochody się dziś kupuje, a nie dostaje na talony, nie ma już kartek na mięso, a pomarańcze i cytryny leżą na każdym straganie.

Jak więc rozumiem, Burmistrz będzie dochowywał wierności tym standardom reakcji na krytykę mediów, które obowiązywały sekretarza gminnego jedynej słusznej partii. Tamtemu musiał ktoś przysłać „Trybunę Ludu” czy jakiś inny „Zielony Sztandar”, żeby sprawa nabrała mocy urzędowej. Tak też i nasz wybraniec poczeka, bo skąd przecież ma wiedzieć, co pisze lokalna prasa? Czytać obowiązku nie ma! Jakieś tam marudzenia o szacunku dla czytających, kontakcie władzy z mieszkańcami, kryształowej przejrzystości i pełnej jawności to niepotrzebne bicie piany. A że poprzednia władza była nadwrażliwa i nerwowo chwytała za pióro nie żądając przysyłania sobie niczego? Jej sprawa… Odpowiedź upewniła mnie, że działania Burmistrza w tej sferze (a raczej ich brak) to nie przypadek, a podejście systemowe. I że zmiany nie będzie.

Niech zatem piszący lub czytający „Gazetę Goleniowską”, Puls Goleniowa”, „Nowiny Goleniowa i Nowogardu”, a nawet „Wiadomości Pszczelarskie” przyjmą to do wiadomości. Jeżeli mają zamiar dowiedzieć się, co Burmistrz myśli o wyrażanej w tych periodykach krytyce, wystarczy wyciąć tylko artykuł (żadne kserowanie! – sfałszować można dziś wszystko!), wsadzić w kopertę, nakleić znaczek i wysłać na adres: Burmistrz Gminy Goleniów Robert Krupowicz, Plac Lotników 1, 72-100 Goleniów.  O to właśnie mi chodziło i tego się chciałem tylko dowiedzieć. Dziękuję.