RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Moje wywiady’

Pan Filip wśród przyjaciół drzew, czyli … psy zająca zjadły

10 mar

Filip Brzykcy Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Filip Brzykcy
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Pan Filip Brzykcy, mieszkający przy ul. Akacjowej goleniowianin, na początku grudnia 2014 r. podjął się akcji, która stała się sławną niemal w całym kraju. Pisały o niej media lokalne, regionalne, wiele komentarzy zebrała na różnych forach internetowych. Dodajmy, przychylnych i z reguły działania Pana Filipa popierających. Postanowił mianowicie obronić drzewo, które niektórzy zacni sąsiedzi, nie pytając nikogo o zdanie, próbowali w majestacie prawa wyciąć. Nie wiem, czy byłoby mnie stać na tak aktywne występowanie w obronie przyrody; pewnie nie. Stąd przyznaję, że śledziłem działanie Pana Filipa z podziwem, życząc mu powodzenia. Jak niedawno media poinformowały, dobrzy ludzie jednak swego dopięli, drobnych podstępów się imając. Wsparły ich w tej zawziętości samorządowe władze Goleniowa szczebli obojga, czyli powiatowego i gminnego.

Stało się więc tak, jak w jednej z bajek biskupa Ignacego Krasińskiego, „Przyjaciele”. Psy rozszarpały w niej zająca, który próbował zwrócić się o ochronę do wielu swoich przyjaciół. Żaden z nich, choć wykazywał sympatię, szarakowi jednak nie pomógł:

„Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,

Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.”

 

Oflagowany jesion Zdjęcie: Filip Brzykcy

Oflagowany jesion
Zdjęcie: Filip Brzykcy

Pan Filip całą akcję nazwał żartobliwie: „Goleniów Otwarte Bramy 2015”. Jak do niej doszło i co się zdarzyło, najlepiej niech opowie on sam w wywiadzie, którego udzielił mi niedawno na ten temat.

Ireneusz Zygmański: Niektórzy mówią, że trzeba mieć niezłego świra, żeby walczyć z całym światem z powodu drzewa. Czy jest Pan zwariowanym „zielonym ekstremistą”?

Filip Brzykcy: Nie, nie czuję się żadnym szalonym ekologiem. Lubię przyrodę, drzewa też, bo mają wiele zalet. Produkują tlen, zatrzymują kurz i hałas, dają schronienie ptakom i innym żywym stworzeniom, są piękne. Ich zieleń pozwala odpocząć naszym oczom. Wcale z nikim walczyć nie chciałem, lecz kiedy zobaczyłem, co święci się przed moim oknem w pewien grudniowy dzień, postanowiłem działać. Gdybym od razu nie wstrzymał pilarzy, za parę minut nie byłoby już czego bronić. Akcja musiała być szybka i energiczna.

IZ: A co takiego działo się pod Pańskim oknem?

FB: Naprzeciwko naszej klatki schodowej, na parkingu wyłożonym polbrukiem, rosły dwa drzewa, jesiony. Stały tam odkąd pamiętam, tuż przy tylnej ścianie budynków gospodarczych sąsiedniej nieruchomości. Były w odległości ok. 10 metrów od siebie, przez co od wiosny do jesieni tworzyły wysoką barierę, odgradzającą nasze podwórko od sąsiednich kominów, powstającego tam dokuczliwego kurzu i pyłu. Skutecznie zasłaniały widok na okna i podwórko mieszkańców z naprzeciwka. Tego dnia, 4 grudnia, zobaczyłem pilarzy zabierających się do wycinania jednego z tych jesionów. Przedstawiciele Zarządu naszej Wspólnoty Mieszkaniowej „Akacjowa” powiedzieli mi, że wycinka jest legalna, na podstawie decyzji Starostwa Powiatowego i zgody właściciela terenu, czyli Gminy Goleniów.

IZ: Czy jest Pan mieszkańcem bloku administrowanego przez Wspólnotę na Akacjowej 5? Czyżby mieszkańcy nie wiedzieli o mającej nastąpić wycince?

FB: Tak, jestem lokatorem w bloku nr 5, w którym są 4 klatki schodowe. Na żadnym wcześniejszym zebraniu Zarząd Wspólnoty nie informował lokatorów, że nosi się z zamiarem wystąpienia o wycinkę naszych jesionów, a powinien przecież działać w naszym imieniu i dla naszego dobra, za naszą wiedzą. Pomijając wszystkie inne okoliczności choćby dlatego, że wycinka miała się odbyć na koszt lokatorów, ze środków naszego funduszu remontowego. Jak zorientowałem się później pytając sąsiadów, nikt z nich nie wnioskował do Zarządu Wspólnoty, by ten podjął działania. Około połowy sąsiadów stwierdziło, że nie chcą, by drzewo wycinać, reszcie było to właściwie obojętne. Natomiast zależało na tym bardzo samemu Zarządowi.

IZ: I co Pan zrobił, żeby wycinkę powstrzymać?

Bronimy jesiona Zdjęcie: Filip Brzykcy

Bronimy jesiona
Zdjęcie: Filip Brzykcy

FB: Powiesiłem na drzewie biało czerwona flagę, samo drzewo zatarasowałem samochodem, który zaparkowałem tuż przy nim. Po prostu nie dopuściliśmy pilarzy do drzewa. Nie było żadnej przemocy, odstąpili widząc nasz opór. Jeszcze tego samego dnia zwróciłem się do naszej Wspólnoty Mieszkaniowej o zwołanie zebrania w sprawie zmiany stanowiska Zarządu odnośnie wycinki drzewa, informując także o moim proteście. Także tego samego dnia Stowarzyszenie „Dietetyk”, którego jestem członkiem, wystąpiło do Urzędu Gminy i Miasta w Goleniowie, żeby uchylić zgodę na wycięcie drzewa.

IZ: Zaraz, to kto w końcu zezwolił na jego wycięcie, powiat czy gmina?

FB: Drzewa rosły na terenie gminy, więc nie mogła ona sama wydać pozwolenia na wycięcie. Stąd Zarząd Wspólnoty zwrócił się jeszcze latem 2014 r. do Starostwa Powiatowego o wydanie decyzji administracyjnej zezwalającej na usunięcie obu jesionów. Pozwoliło ono niechętnie, bo tylko na wycięcie jednego z nich, 29 sierpnia 2014 r. Ale właściciel terenu, czyli gmina, miał wyrazić zgodę na usunięcie drzewa i określić warunki tego działania. Zgodę podpisał Zastępca Burmistrza Tomasz Banach 24 listopada 2014 r. Ta zgoda była ważna do 31 grudnia 2014 r.

IZ: Jakie były przyczyny uzasadniające wycięcie drzewa, zawarte w pierwotnej decyzji powiatu? Zagrożenie dla ludzi, a może zły stan drzewa?

FB: A gdzie tam… Powody były dwa, z czego jeden nieprawdziwy. Tym nieprawdziwym był jakoby fakt dewastacji przez drzewa mienia, czyli sąsiednich pomieszczeń gospodarczych. Chodziło o podłogę tych komórek, którą jakoby drzewa rozsadzały. Brak dewastacji potwierdził wobec Stowarzyszenia „Dietetyk” jeden z długoletnich mieszkańców tej nieruchomości. Natomiast prawdziwy był drugi argument, że korzenie drzew wybrzuszyły nieco polbruk na parkingu dla mieszkańców. To wybrzuszenie nie powodowało jednak żadnych trudności w parkowaniu, nie zabierało ani jednego miejsca parkingowego. Można było swobodnie stawiać samochody po obu stronach jesionów. Decyzja Starosty nie wyceniała nawet, na jaką kwotę nastąpiła szkoda w mieniu. 

IZ: Nie rozumiem, to po co właściwie Zarząd chciał te drzewa wyciąć?

FB: Myślę, że jedynym rzeczywistym powodem, który stał za tym wnioskiem, były sezonowe opady liści, które należy co roku sprzątać, a to wydawało się dla Zarządu uciążliwe.

IZ: Czy próbowaliście jakoś przekonać Zarząd Wspólnoty, by nie usuwał drzewa?

FB: Zarząd nie zwołał zebrania wspólnoty. Rozmawialiśmy z jego członkami, ale nie przyjmowali żadnych argumentów. Ich zdaniem tylko oni mają rację, opinia protestujących mieszkańców się dla nich nie liczyła. Byli przekonani, że swoim działaniem robią coś bardzo dobrego. Z uporem twierdzili, że lokatorzy powinni być Zarządowi wdzięczni, a nie stawiać przeszkody w wycince. Myślę, że potraktowali sprawę ambicjonalnie i z dużymi emocjami. No i robili swoje, konsekwentnie i z użyciem sprytnych podstępów.

IZ: Czy widzi Pan inne niż usunięcie sposoby, by ograniczyć dolegliwość korzeni na parkingu?

FB: Wypiętrzenie kostki polbrukowej nastąpiło tylko przy samych pniach. Gdyby dać korzeniom więcej miejsca, odsłonić nieco bardziej polbruk, niż to jest w tej chwili, pewnie wyszłyby one nieco nad ziemię, ale nie podnosiłyby kostki w dalszych miejscach. Kosztowałoby to zapewne nie więcej, niż jedno miejsce parkingowe. Ale drzewa mogłyby dalej rosnąć, z pożytkiem dla wszystkich.

IZ: Czy to drzewo wywołało konflikt miedzy mieszkańcami? Pytam, bo o sporze między członkami Wspólnoty mówi pismo, jakie w odpowiedzi Stowarzyszenie „Dietetyk” otrzymało z Urzędu Gminy i Miasta.

FB: Odpowiedź rzeczywiście Stowarzyszenie dostało natychmiast, bo już następnego dnia. Moim zdaniem nie było sporu między członkami Wspólnoty. Już mówiłem, że sąsiedzi nasze jesiony jeśli nie lubili, to co najmniej tolerowali. Nie podobały się one tylko Zarządowi Wspólnoty, to znaczy kilku osobom. Rozłam dotyczył oceny zachowania Zarządu w tej sprawie, które po prostu wzburzyło lokatorów.

IZ: Jak ocenia Pan zaangażowanie się władz w prowadzenie tej sprawy i finalny sposób jej załatwienia?

Myślałem, że w tych papierach jest prawda Zdjęcie,: Ireneusz Zygmański

Myślałem, że w tych papierach jest prawda
Zdjęcie,: Ireneusz Zygmański

FB: Myślę, że zadziałał tu bezwład rozpędzonej maszyny administracyjnej. Jeśli jeden urząd wydał decyzję, drugi już jej nie kwestionował. Tak pisze dosłownie gminny urzędnik: „Według organu wydającego zezwolenie, tj. Starostwa Powiatowego w Goleniowie, wniosek zasługiwał na pozytywne rozpatrzenie (…) Powyższa decyzja nie jest aktem prawnym nakazującym, a udzielającym prawa do wycinki.” Ktoś z papierem w ręku, Zarząd przecież, czegoś żądał, powołując się na wolę i dobro mieszkańców, urzędnicy nie chcieli się więc w to mieszać. Jednak kiedy myśmy interweniowali, w Urzędzie wykazywano zrozumienie i sympatię. W Wydziale Planowania Przestrzennego, Nieruchomości i Ochrony Środowiska UGiM usłyszałem, że pierwotna decyzja pozwalająca wyciąć drzewo do 31 grudnia straciła moc, a nowa nie będzie wydana. To samo powiedziano tam pytającemu o sprawę dziennikarzowi „Gazety Goleniowskiej” Pawłowi Palicy, więc mam dowód, że się nie przesłyszałem.

Myśleliśmy zatem, że udało nam się drzewo obronić. Mówię „nam”, bo nie sam działałem. Powiedziałem już o Stowarzyszeniu „Dietetyk”, ale inni lokatorzy bloku przy Akacjowej 5 też pomagali. Założyli „Komitet Obrony Drzewa Jesion Wyniosły”, którego członkowie w ilości około 10 osób protestowali przeciwko działaniom Zarządu Wspólnoty „Akacjowa”.

IZ: Rozmawiamy już po wycięciu jesionu. Jak do tego doszło, skoro zgoda gminy wygasła?

Ale się uwijają... Zdjęcie: Filip Brzykcy

Ale się uwijają…
Zdjęcie: Filip Brzykcy

FB: Niestety, Zarząd Wspólnoty nie słuchał lokatorów wcale, wierząc chyba w swoją misję „zrobienia im dobrze mimo ich woli”. Wprawdzie deklarował, że o nową zgodę występować nie będzie, ale zwrócił się do gminy o przedłużenie wcześniejszej zgody do końca lutego, i takie „przedłużenie” uzyskał. Tym razem decyzję podpisał Zastępca Burmistrza Henryk Zajko, a nas, lokatorów o tym nie powiadomiono. Gdybyśmy o niej wiedzieli, z pewnością znowu byśmy próbowali do tego nie dopuścić. Lecz skoro zapewniano nas, że decyzja wygasła, a nowej nie będzie, nikt nie spodziewał się, że mamy drzewa nadal pilnować. Mówiąc dosłownie, nikt nas nie okłamał: nowej decyzji nie było, a tylko „przedłużono” moc poprzedniej. Lecz czy tak mieliśmy rozumieć to, o czym nas w UGiM zapewniano? Przecież władze gminne nie miały angażować się po żadnej stronie konfliktu. Jednak  jesion wycięto 24 lutego rano, pod nieobecność lokatorów, którzy próbowali do tego nie dopuścić. Dziwny to brak angażowania się, skoro w ten sposób zalegalizowano wolę Zarządu działającego przeciw woli mieszkańców.

IZ: Czy uważa Pan, że goleniowskie władze podchodzą do wycinania drzew jakoś inaczej, niż w innych miastach w Polsce?

FB: Nie wiem, nie śledzę tego tak dokładnie. Myślę, że w tych sprawach potrzebny jest rozsądek. Drzewa chore, obumarłe lub rzeczywiście przeszkadzające w zagospodarowaniu terenu w dobry dla wszystkich sposób należy usuwać. Natomiast nie powinno wycinać się okazów zdrowych, które nie zagrażają zdrowiu lub mieniu. Należy dbać o regularne przycinanie gałęzi czy sprzątanie liści. Szczególnie w mieście drzewa spełniają ważną role. Bez nich zostanie nam tylko smutny betonowy krajobraz.

IZ: Jak Pan ocenia, czy trudno jest w Polsce wyciąć legalnie drzewo?

FH: Patrząc tylko od strony wymogów przepisów – raczej tak. Prawo stawia wiele barier, poczynając od określenia przyczyn, z powodu których drzewa można usuwać. Jednak w praktyce ograniczenia prawne są przez organy udzielające zezwoleń traktowane, hm, dość „elastycznie”.

IZ: To co,  przegraliście waszą walkę o drzewo?

FB: Początkowo rzeczywiście myślałem, że nam się uda. A już szczególnie po wygaśnięciu terminu 31 grudnia 2014 r., kiedy utraciła moc zgoda gminy. Sądziłem, że warto się sprzeciwiać, bo w ten sposób można zmienić każdy zamiar, szczególnie zły zamiar. Choć nasze drzewo wycięto, to jednak do końca przegranym się nie czuję. Przede wszystkim wciąż rośnie drugi jesion. Będzie nas nadal cieszył swoją zielenią, Udało się też zmobilizować i zaangażować lokatorów naszego bloku do wspólnego działania. Mam nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości. Nie tylko w tym miejscu, bo udało nam się poruszyć sumienia innych mieszkańców, którzy być może zmienią nieco swoje obojętne nastawienie do drzew i ich roli w miejskim krajobrazie.

Teraz na pewno widok jest przyjemniejszy Zdjęcie: Filip Brzykcy

Teraz na pewno widok jest przyjemniejszy
Zdjęcie: Filip Brzykcy

Zarząd Wspólnoty wygrał ambicjonalny spór i postawił „na swoim”. Paradoksalnie, wielkie zwycięstwo to nie jest. Cała sprawa nie przyda im popularności, wręcz może zaszkodzić w trakcie wyborów nowych władz Wspólnoty. Także i z samym parkingiem niewiele dobrego się zmieni. Gdyby ktoś miał zamiar poprawić wybrzuszone kostki polbrukowe, musiałby najpierw usunąć ciągle pozostające w ziemi korzenie wyciętego jesiona. A to wymagałoby chyba przełożenia znacznej części parkingu. Jesiony wyniosłe (tak dokładnie ten gatunek się nazywa), mają bardzo silny system korzeniowy, mocno rozrastający się w gruncie. Pozostawione resztki pnia nie pozwolą zwiększyć ilości miejsc parkingowych. Więc chyba nie o to Zarządowi naprawdę chodziło.

Zostało parę klocków Zdjęcie: Filip Brzykcy

Zostało parę klocków
Zdjęcie: Filip Brzykcy

Wkrótce mam zamiar wyprowadzić się wraz z rodziną w inne miejsce, gdzie drzewa będą mogły rosnąć swobodnie. Z pozostawionego na pamiątkę zdarzenia kawałka pnia naszego jesionu planuję coś wyrzeźbić i wkopać przy nowym domu. Taki mały pomniczek, żeby sprawy nie zapomnieć. Na odchodne pomaluję jeszcze szary, brudny mur przed klatką. Będą tam drzewa i krzaki, szukam artystów i graficiarzy. Może te rysunki spodobają się bardziej goleniowskiej władzy…

IZ: Dziękuję bardzo za rozmowę.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Moje wywiady