RSS
 

Notki z tagiem ‘zlot motocyklowy w Goleniowie’

Zaciemniające wyjaśnienia, czyli jak Burmistrz Krupowicz zdemaskował wojującego ateistę

28 mar
Prezydium Komisji Spraw Społecznych z radnymi Krystyną Jaworską i Marzeną Pach Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Prezydium Komisji Spraw Społecznych z radnymi Krystyną Jaworską i Marzeną Pach
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Dzisiejszy temat wynika niejako automatycznie: jestem winien Państwu zapowiedzianą relację z posiedzenia Komisji Spraw Społecznych, Edukacji, Kultury i Sportu. W środę 23 marca drugi raz zajęła się zlotem motocyklowo-rockowym, o którym pisałem poprzednim razem. Tym razem nie zachowam chronologii, gdyż pełne nagranie spotkania znajdziecie Państwo na portalu www.goleniow.net.pl. Jego jakość pozostawia wiele do życzenia, lecz najważniejsze usłyszeć można. Skoncentruję się na niektórych wątkach.

Frekwencja była nadspodziewanie wysoka. Nie poczytują sobie tego oczywiście jako własną zasługę, bo poza opublikowaniem poprzedniego wpisu nic więcej ku temu nie uczyniłem. Zatem zainteresowanie było samoistne,  a na sali obrad Rady Miejskiej, w której rzecz miała miejsce, pojawiło się kilkadziesiąt osób. Przybyło „na moje oko” około 40-50 osób – żałuję, że nie policzyłem dokładnie. Mówię oczywiście o publiczności, bo było to przede wszystkim posiedzenie KSSEKiS. Stawiła się ona w pełnym, 8-osobowym składzie: Krystyna Jaworska – Przewodnicząca Komisji, Marzena Pach – Wiceprzewodnicząca, Irena Henkelman, Agata Wilińska-Onyśko, Krzysztof Czerwiński, Artur Panek, Wojciech Łebiński i Wasz sprawozdawca, Ireneusz Zygmański.

Komisja na to posiedzenie zaprosiła Burmistrza Gminy Roberta Krupowicza, który pojawił się w towarzystwie obu zastępców, Tomasza Banacha i Henryka Zajko. Przyszedł także zaproszony Prezes Zarządu Stowarzyszenia Motocyklistów Goleniowskich pan Jacek Szambelan. Ten ostatni w towarzystwie pana Pawła Bartoszewskiego, który przedstawił się jako „osoba z zewnątrz, wspierająca SMG”.

Co do roli Pawła Bartoszewskiego wyjaśnienia były potrzebne dalej w trakcie posiedzenia, bo kilkakrotnie na pytania kierowane do organizatora imprezy, którym jest SMG, właśnie on rozpoczynał odpowiedzi. Dziwiło to, skoro nie jest on członkiem SMG (sam o tym mówił), a obok niego siedział Prezes Szambelan. Wypowiedzi pana Bartoszewskiego zajęły sporą część posiedzenia (czasu wystąpień nie ograniczano). Część pytań kierowano wprost do niego, często jednak, nawet mitygowany przez pytających, wyręczał Prezesa SMG. Ten też udzielił kilku wyjaśnień bardzo wyczerpujących. Liczne pytania dotyczyły Burmistrza Krupowicza, który był raczej lakoniczny. Wypowiedzi pytających nieraz też były obszerne, z dużą ilością komentarzy. Spotkanie trwało ok. 2 godzin. Spróbuję przedstawić, co powiedzieli poszczególni „odpowiadacze” – p. Szambelan, p. Bartoszewski i burmistrz.

Prezes Jacek Szambelan, obok radna Agata Wilińska-Onyśko, wyżej publiczność Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Prezes Jacek Szambelan, obok radna Agata Wilińska-Onyśko, wyżej publiczność
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Zaczynam od Prezesa SMG Jacka Szambelana. Planowany festiwal opisał jako przede wszystkim zlot motocyklowy organizowany przez swoją organizację. Szeroko mówił o wcześniejszych wydarzeniach organizowanych w krótkiej historii SMG. Przyszłą imprezę określił jako prywatną, biletowaną, przeznaczoną dla środowiska motocyklowego Goleniowa i wielu motocyklistów z zewnątrz, także zaproszonych z zagranicy. Koncert heavymetalowy uważa za jedną z atrakcji, przyciągających uczestników. Jako ważniejsze przedstawiał jednak czysto motocyklowe akcenty, jak parady, konkursy czy licytacje. Absolutnie nie ukrywał, że SMG ma zamiar na imprezie zarobić, a uzyskany dochód przeznaczyć na cele statutowe swej organizacji. Wykazywał, że w koncercie wystąpią zespoły o różnym zabarwieniu ideowym, nie wykluczając także grup o charakterze chrześcijańskim (cokolwiek miałoby to znaczyć). Uważał, że udział zespołu Behemoth jest przesadnie wyolbrzymiany, podczas gdy on sam za „gwóźdź programu” uważa brytyjskich weteranów z Saxona. Dementował zdecydowanie plotki, jakoby punktem koncertu miała być „czarna msza” satanistyczna, choć program jest jeszcze nieustalony. Wszystkich zamierzających oceniać negatywnie festiwal przez Internet odsyłał do ich własnych stron, bo na stronie festiwalu możliwości komentowania nie będzie. Pod koniec spotkania bez owijania w bawełnę nazwał imprezę „wielką prywatką na prywatnym terenie”, co miało oddalić publiczne zainteresowanie pytających o szczegóły.

Pan Bartoszewski odpowiada, a raczej opowiada Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Pan Bartoszewski odpowiada, a raczej opowiada
Zdjęcie: Andrzej Bugajski

Paweł Bartoszewski, kolejny odpowiadający na pytania publiczności, uściślił swą rolę w spotkaniu jako „nieformalny współorganizator” festiwalu, ponadto zaproszony do udziału przez Burmistrza Krupowicza jako doradca ds. Goleniowskiego Parku Przemysłowego, w którym ma mieć miejsce impreza. Później kilkakroć powtarzał, że nie jest oficjalnie w gronie organizatorów. Z drugiej strony był bardzo emocjonalnie w wydarzenie zaangażowany, często mówiąc o nim „nasz festiwal”, „nasza impreza”, „nasz koncert”. Imprezę też nazwał „prywatną, biletowaną”.

Wystąpił także w roli eksperta, bardzo szeroko analizując kulturowe aspekty wartości muzyki heavymetalowej, stosowanych w niej konwencji. Podkreślał absolutne niezrozumienie czystych intencji muzyków głównie przez środowiska chrześcijańskie. Jego zdaniem (całkowicie niesłusznie) poważnie traktują one diaboliczną oprawę koncertów, lecz to tylko jest styl, konwencja, wręcz żartobliwe mruganie do słuchaczy. Wykazywał, że niczego w tej muzyce i jej otoczce nie można traktować dosłownie, szczególnie zaś tekstów utworów, stąd nie ma sensu ich analizowanie. Argumentował, że także tekstu Biblii nie można traktować dosłownie, a tylko metaforycznie. Sugerował, że zamieszanie wokół „satanizmu” grup ciężkiego rocka jest sztucznie tworzone przez ludzi go nierozumiejących, a obawy przez nich wyrażane są wyolbrzymione. To, co streściłem w tym akapicie, panu Pawłowi zajęło łącznie kilkanaście minut. Ku wyraźnemu zniecierpliwieniu jednych, których wypowiedzi kontrował, narzucając swoje interpretacje, oraz innych, pragnących zadawać dalsze pytania.

Pan Paweł podkreślił, jak szeroko i dokładnie informuje się o przyszłym wydarzeniu, szczególnie wskazując na swój profil facebookowy, gdzie od lutego udzielane są wszelkie informacje (na razie tylko tam, bo na oficjalnej stronie festiwalu nie ma żadnego miejsca na zapytania czy komentarze). Akurat ten aspekt wydał się na spotkaniu szczególnie niejasny. Dokładniej pokażę więc, jakie poglądy Paweł Bartoszewski wygłosił co do obiektywnego informowania o imprezie i jak traktowani są chętni do „myślenia inaczej niż on”.

Jedna z osób zwróciła uwagę, że na tym profilu wpisy (powiedziała o licznych przypadkach) zawierające jakiekolwiek wątpliwości co do imprezy są natychmiast, w ciągu minut lub wręcz sekund, blokowane i kasowane, przez co nie ma mowy o rzetelnym informowaniu. Na profilu widnieją w ten sposób same pozytywne wpisy o imprezie, dające wrażenie powszechnego co do niej entuzjazmu. W odpowiedzi pan Bartoszewski strofował ją, że zadawanie pytań na profilu o godzinie 1.00 w nocy jest niewłaściwe, on o tej porze nie musi reagować. Uznał intencję tego jako sprytną chęć, by nieprzychylnie zadane pytanie „powisiało na Facebooku przez całą noc”, co dałoby okazję opatrzenia go także nieprzychylnymi komentarzami. Określił treść i formę przysyłanych na profil wpisów jako „niecywilizowane”, za przykład podając kilkunastokrotną próbę załączenia filmu dokumentalnego o satanizmie „przez środowiska chrześcijańskie”. Ponieważ celem profilu ma być „organizacyjne przedstawienie imprezy od strony zawartości”, usuwa wszystkie wątki o innym charakterze, na przykład polityczne czy ideologiczne. Ma to „wygasić napięcia między zwolennikami i przeciwnikami Behemotha”. Dodał także, że wszystkie wpisy komentujące udział Behemotha były nieprzychylne i oczywiście… zostały usunięte. Pan Paweł zapytany, dlaczego jego profil działa także w godzinach, w których jest on zobowiązany pracować, wyjaśnił bez żadnego skrępowania, że na profilu naprawdę pracują „pod jego nazwiskiem”… cztery różne osoby.

Wybaczcie, skomentuję od siebie. Ręce mi opadają, bo nigdy nie zrozumiem facetów tak „logicznie” myślących. Mieć pretensje o godziny, w jakich ktoś coś wpisuje przez Internet??? Toż „połowa Internetu” by zniknęła, gdyby zabroniono go używać w nocy! Z jednej strony on „nie ma obowiązku” odpisywać o późnej porze, bo „w nocy się śpi”, z drugiej zaś czuwa do rana, żeby nic nieprawomyślnego się nie pojawiło. Czemu zatem w ciągu dnia nie można jednak do pytań wrócić i je skomentować dowolnie, odpowiadając choćby „co ślina na język przyniesie”? Czterech „murzynów” posługujących się nazwiskiem „Paweł Bartoszewski” udaje, że rozmawiacie właśnie z nim! Zwodzą użytkowników portalu zafałszowaną tożsamością, choć to zwykłe oszustwo. Wyręcza się nimi właściciel profilu, zamiast po prostu odpowiadać na pytania czy zarzuty. I jeszcze kreowanie zakłamanego wizerunku imprezy, która ma jedynie „dobrą prasę”, wszystkim się podoba, jest bezdyskusyjnie piękna. Po co umożliwiono przysyłanie komentarzy, skoro i tak tylko jednoznacznie pozytywne mają pozostać? Żadnego regulaminu użytkowania nie podano; gdyby był i stosował opisane przez p. Bartoszewskiego reguły, może nikt by mu nie zawracał głowy i nie tracił czasu na próby kontaktu. Pokrętne i śliskie tłumaczenie, kompletny brak szacunku, lekceważenie, manipulacja dążąca jedynie do postawienia na swoim wszelkimi środkami. Żonglerka słowami „prywatny”, „służbowy”, oficjalny”, „nieoficjalny”, w której efekcie wszystko się zaciera i nikt już nie wie, co pan Paweł robi przy tej imprezie, prywatnie czy służbowo. Tak moralnie umiejscowiony gość gani bez żenady kogoś, że ośmielił się prosić o wyjaśnienia!

Za niepotrzebny zgrzyt uważam jedno z pytań zadanych p. Bartoszewskiemu przez radną p. Dorotę Chodyko. W kontekście daty przyjętej do przeprowadzenia imprezy (24 czerwca – wspomnienie Jana Chrzciciela), jej zdaniem dobranej jako prowokacja religijna, zapytała wprost: „Czy jest pan wierzący?” Usprawiedliwiam to zachowanie brakiem odpowiedzi na podnoszona przez nią kwestię, czy można wyeliminować z imprezy „złe zespoły” (miała na myśli zespoły propagujące zło, konkretnie wymieniła Behemotha). Wybacz, Doroto, Paweł Bartoszewski powinien ci odpowiedzieć, ale jego wierzenia są wyłącznie prywatną sprawą. Takimi kartami grać nie wolno.

Trzecim udzielającym licznych odpowiedzi był sam Burmistrz Robert Krupowicz. Najpierw ponownie odżegnał się od współuczestnictwa gminy w organizacji festiwalu, której udziałem ma być jedynie udzielenie pożyczki dla SMG jako organizacji pozarządowej działającej na naszym terenie. Sam festiwal z jednej strony określił jako imprezę prywatną, na gruncie prywatnym, biletowaną, prowadzoną w oddaleniu od miasta, przez co nie będzie rodzić żadnych zagrożeń dla osób postronnych. Stwierdził, że jeśli SMG złoży w odpowiednim terminie prawidłowo sporządzony wniosek o przeprowadzenie zlotu, on taka zgodę wyda. Przypomniał prezesowi o odpowiedzialności karnej wynikającej z przepisów ustawy o organizacji imprez masowych.

Tu dygresja: nie mogę pojąć, czemu wszyscy trzej „odpowiadacze” jak mantry używają terminu „biletowana impreza”. Sprawdziłem w słowniku. Biletować znaczy dokładnie tyle: sprzedwać bilety wszystkim uczestnikom wydarzenia, wyprzedać. Czyżby chodziło o zamiennik, by nie padło niesympatycznie brzmiące „impreza komercyjna”? Semantyczna sztuczka, i tyle. Komercja źle się kojarzy, więc ją ukrywają pod inną nazwą.

W odniesieniu do przyczyn udzielenia pożyczki nieznanej sobie organizacji pozarządowej, z którą wcześniej gmina nie współpracowała, pan Krupowicz powiedział jedynie: „Wniosek o przyznanie pożyczki wpłynął bodajże w grudniu albo styczniu. Od razu rozpoznałem w Stowarzyszeniu ogromny potencjał, który warto wspierać. Przyznanie pożyczki to tylko moja odpowiedzialność, ale uznałem, że należy im dać szansę.”. Zamierzoną imprezę uznał za mającą „światowy rozgłos”, o dużym walorze promocyjnym dla gminy, wręcz unikatową w skali kraju, a pieniądze z pożyczki jako świetnie zainwestowane. Przemilczał komercyjny charakter organizowanej imprezy, bagatelizując go. SMG wprawdzie nie ma zgodnie z wpisem do Krajowego Rejestru Sądowego prawa prowadzić działalności zarobkowej, lecz pana Krupowicza to nie interesuje.

Dodam, że udzielenie pożyczki przez burmistrza podlegać będzie jeszcze kontroli przez Komisję Rewizyjną. Był to wniosek radnego Wojciecha Łebińskiego (członka tego ciała), który przyjęła Komisja Spraw Społecznych na koniec posiedzenia. Konkurencyjny wniosek, by sprawę powierzyć do zbadania zewnętrznej instytucji, przepadł większością głosów. Nie wróżę inicjatywie powodzenia. Komisja Rewizyjna oceni tylko legalny aspekt sprawy, a nie on jest kwestionowany. Jak wszyscy wiedzą, interpretacje prawne to obosieczne miecze. Moralność natomiast to spojrzenie przez pryzmat sumienia konkretnych osób. Burmistrz też to wie i niczego się od tej strony złego nie spodziewa. Oświadczył już 26 marca na stronie www gminy: „Chcę wyraźnie oświadczyć, że w sprawie czerwcowego koncertu rockowego na terenie należącym do jednej z firm działających w GPP będę się kierował wyłącznie zasadami obowiązującego w Polsce prawa. Tak więc jeśli organizatorzy koncertu spełnią wymagania stawiane imprezom masowym, otrzymają zgodę na jego przeprowadzenie.(…) Oświadczam, że pożyczka została udzielona zgodnie z prawem, na powszechnie obowiązujących zasadach, podobnie jak szereg innych pożyczek udzielanych innym organizacjom działającym w gminie. Cieszę się, że sprawę zbada komisja rewizyjna Rady Miejskiej, na wynik kontroli będę czekał spokojnie.”

Logo Rock Hard Festival wykorzystuje "nasz herb" Ilustr.: http://rockhardridefree.pl

Logo Rock Hard Festival wykorzystuje „nasz herb”
Ilustr.: http://rockhardridefree.pl

Zapytany przeze mnie o pozwolenie dla SMG na użycie herbu Goleniowa burmistrz stwierdził, że je wydał. Odnośnie przeróbek dokonanych w wyglądzie herbu na banerze imprezy powiedział, że nie widzi w nich nic złego, a ich ocena zależy od subiektywnych impresji odbiorców. Jest to jedynie „projekcja artystyczna”, utrzymana w konwencji stylu miłośników muzyki hardrockowej. Tak można uważać, przyznaję. Jeśli przerabia się jakiś nieistotny znak, można się tak pobawić. Lecz nasz herb podlega ochronie prawnej. Nasuwa mi się analogia z herbem państwa, do którego stosuje się art. 137. § 1 kodeksu karnego: „Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Powie ktoś, że nasz herb to nie godło państwa. No cóż, w skali gminy to odpowiednik godła krajowego. Nie ulega wątpliwości, że w świetle Statutu Gminy na burmistrzu spoczywa obowiązek chronienia go przed zniewagą, a nie tylko przywilej uzasadniania gustowności popełnionej przeróbki. Ten zaś zwracając się do mnie, stwierdził tylko, że każdy urażony ma prawo iść do sądu i tam dochodzić praw. On urażony nie był. Ciekawe, co by się stało, gdyby projektanci plakatu goleniowskiej imprezy przerobili logo jakiegoś znanego koncernu, np. Volkswagena, Coca-Coli albo Shell? Zapewne to właśnie burmistrz byłby pierwszym biegnącym w te dyrdy do sądu, w obawie o przypisanie mu pomocy w takim świętokradztwie, a w konsekwencji nieuchronnej srogiej kary finansowej.

Zespół Behemoth już wie, jak się znieważa godło Zdjęcie: www.facebook.com/behemoth/photos

Zespół Behemoth już wie, jak się znieważa godło
Zdjęcie: www.facebook.com/behemoth/photos

Tu jeszcze jedna dygresja co do stylistyki przerobionego herbu. Wydaje się, że grafik czerpał pomysł z tego samego źródła, co projektant plakatu promującego tegoroczną trasę zespołu Behemoth. Głównym motywem jest godło Polski, Orzeł Biały, któremu dorobiono diabelskie rogi, dodano odwrócony krzyż, oplatające go węże oraz trupie czaszki na skrzydłach. Sympatyczna stylistyczna zabawa orzełkiem czy świadoma prowokacja milionów Polaków, dla których ten symbol jest święty? Tym razem już nie tylko zaczepka religijna, lecz znieważenie symbolu Państwa, za który wielu oddało swoje życie. Tytuł reklamowanego koncertu „Rzeczpospolita Niewierna” prowokuje i chrześcijan, i patriotów. Pewnie zareagują z oburzeniem, a pan Darski będzie się śmiał w kułak, kiedy ciągnące się procesy sądowe zapewnią mu darmową reklamę i status męczennika szatana na długo.    

Gdy dalej pytałem, czy nie pojawiły się u niego jakieś moralne wątpliwości co do celów festiwalu, który jest całkowicie komercyjny, a ponadto rodzi kontrowersje (ich dobitnym wyrazem było najpierw poprzednie posiedzenie Komisji Spraw Społecznych, prowadzące do przeprowadzenia bieżącego), pan Krupowicz nic zdrożnego nie odnotował. Na końcu odpowiedzi powiedział natomiast coś takiego: „Widzę pozytywny aspekt całej tej dyskusji. Otóż pan Zygmański, taki zdeklarowany antyklerykał i wojujący ateista, podejrzewam że doświadcza w tej sytuacji nawrócenia. I chciałbym, żeby pan wiedział, o czym pan mówi. (…) I niech pan przeczyta, a jak pan uzna, że już coś z tego zrozumiał, to proszę mi oddać moje Pismo Święte”. To mówiąc pan Krupowicz podszedł, z trzymanej w ręku reklamówki coś wyciągnął i położył przede mną na stole.

Czy te oczy mogą kłamać? Zdjęcie: radioszczecin.pl

Czy te oczy mogą kłamać?
Zdjęcie: radioszczecin.pl

Kiedy burmistrz szedł w moim kierunku, ledwie słyszałem, co do mnie mówi, a rozumiałem jeszcze mniej. Patrzyłem z fascynacją na jego twarz. A zbliżał się ku mnie z takim uśmiechem, jak na fotografii obok: twarz ściągnięta w sztywny grymas, zaś oczy jak stalowe noże. Nawet trochę się bałem, że wyciągnie z tej reklamówki pistolet. Jego słowa dotarły do mnie dopiero wtedy, gdy odszedł, a przede mną leżała na stole Biblia. Przyznam, że wyłączyłem się z dalszego toku spotkania na parę minut, a moje myśli były daleko od sali obrad.

Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy i w jaki sposób dałem się poznać jako zdeklarowany antyklerykał, a tym bardziej jako wojujący ateista. Czym się to u mnie przejawiało? Przecież nigdy się publicznie nie wypowiadałem na tematy religijne, nigdy nie uczestniczyłem w żadnych otwartych dyskusjach światopoglądowych, nie krytykowałem nikogo za stosunek do religii, nie napisałem ani jednego słowa przeciw komukolwiek z powodów religijnych. Nawet w prywatnych rozmowach nie są to tematy, w jakich zabierałbym głos. Nie próbowałem nikogo do ateizmu namawiać czy przekonywać. Bo że jestem ateistą, to wyłącznie moja prywatna sprawa. Przez pół wieku ani razu jeszcze nie miałem na ten temat żadnej kontrowersji z nikim. Nie mam pojęcia, skąd burmistrz zna mój światopogląd, a już zupełnie nie wiem, jak mógł sobie o mnie wyrobić opinię kogoś, kto agresywnie ateizmem się posługuje.

To ten egzemplarz Biblii dał mi burmistrz Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

To ten egzemplarz Biblii dał mi burmistrz
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Później przyjrzałem się egzemplarzowi Biblii, którą burmistrz mi dał. Piękna książka, oprawiona w grubą skórę. Wyglądała jak nowa, dziewicza, prosto z drukarni. Nie tak, jak dwa egzemplarze różnych wydań, które mam  w domu; każdy przeczytałem sumiennie po dwa razy od deski do deski, inni domownicy dołożyli swoje, więc się trochę zużyły. Dziwne, czemu ateista czyta Biblię? Pewnie znam ją lepiej niż niejeden żarliwy chrześcijanin – po prostu sądzę, że każdy człowiek powinien to dzieło znać. Znalazłem tam wiele wskazówek moralnych, jak w życiu postępować, cenię ją też za piękny język.

Kartkowałem ten śliczny egzemplarz, nie bardzo wiedząc, co mam z nim zrobić. I wtedy zauważyłem kartę wklejoną pod okładką. Pomyślałem, że burmistrz coś tam do mnie napisał. Była na niej treść, jaką zauważycie na zdjęciu zamieszczonym obok. Dopiero doszło do mnie, że pan Krupowicz dał mi Biblię swojego dziecka! Przyznam, że teraz rzeczywiście się zdenerwowałem. Czemu burmistrz miesza córkę do swojej prywatnej wojny? Czyżby nie miał w domu pod ręką innego egzemplarza, swojego, który mógłby poświęcić w wypadku utraty? Co bowiem taki antychryst jak ja z Pismem Świętym uczyni, pewności nie ma żadnej.

Dedykacja córce burmistrza w Biblii, którą mi dał Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

Dedykacja córce burmistrza w Biblii, którą mi dał
Zdjęcie: Ireneusz Zygmański

I teraz już poważnie, bez ironii. Biblię zwróciłem burmistrzowi natychmiast, jeszcze na posiedzeniu, tuż przed swoim wyjściem. Podziękowałem mu i poprosiłem, by oddał ją swojemu dziecku. Odparł, że przecież mi jej nie dał na zawsze, a tylko użyczył. Korciło mnie, by przekręcić na „pożyczył”, ale ugryzłem się w język. Wyjść zaś musiałem, bo za chwilę zaczynały mi się lekcje. Trzeba było wrócić do realnego życia. Usłyszałem już wszystkie ważne odpowiedzi na wszystkie ważne pytania, nie było więc powodu do dalszego marnowania czasu.

Burmistrzowskie przedstawienie zostało wcześniej przygotowane, wyreżyserowane i pewnie przećwiczone przed lustrem. Biblia w reklamówce nie znalazła się przypadkiem, miała zagrać jako rekwizyt wobec widzów na sali. Nie była to sztuka wysokiego lotu. Ta fanfaronada przypominała mi pamiętne zagrania w stylu partii Palikota, która do perfekcji dopracowała wykorzystywanie różnych spektakularnych gadżetów dla dyskredytacji przeciwników. A to pistolet, a to świński ryj, a to wibrator. Czyżby burmistrz lekcje pobierał u tych samych mistrzów czarnego piaru? Przykro mi, że księgę najważniejszą dla tak wielu wykorzystano jako rekwizyt w marnym skeczu.

Akcja w stylu pana Palikota. Nocnik to jeszcze bardzo sympatyczny gadżet - były gorsze Zdjęcie: tarnowskikurierkulturalny.blox.pl

Akcja w stylu pana Palikota. Nocnik to jeszcze bardzo sympatyczny gadżet – były gorsze
Zdjęcie: tarnowskikurierkulturalny.blox.pl

Pan Robert Krupowicz wyróżnił mnie swoim gestem z rozmysłem, taktycznie. Potraktował jako domniemanego przywódcę wrogiej mu akcji, którego należy wskazać swoim wojskom, ośmieszyć przed sojusznikami, wyizolować z ich grupy. Jeśli gra się dla złej sprawy, jakoś wygrać trzeba. Należy tylko sprawę oderwać od jej meritum, odsłonić inspiratorów, zindywidualizować wroga, przedstawić jako osobiste porachunki. Taktyka, którą w wykonaniu pana Krupowicza obserwuję często, choćby wobec wcześniejszych sojuszników. „Patrzcie jaki to łobuz, z niskich pobudek osobistej i politycznej zemsty, prowadzi Was w złą stronę. Pewnie nie wiedzieliście, ale ten „moralista” nawet nie wierzy w Boga!”

Kulą w płot, panie burmistrzu! Źle pan rozpoznał wroga. Może pan w to nie wierzyć, ale ludzie na salę przyszli naprawdę przez nikogo nie inspirowani. Przywiódł ich sprzeciw dla imprezy, w którą się pan tak mocno zaangażował. A nie bierze się on tylko z pobudek religijnych, lecz przede wszystkim moralnych, także z oburzenia dla profanowania idei samorządności, z odrzucania panoszącego się kolesiostwa, z niezgody na arogancję. Nie muszę być głęboko wierzącym katolikiem, żeby mieć prawo do negatywnej oceny pańskich działań. Jeśli tak panu zależy na przyklejaniu etykietek, to ateista też jest zdolny do rozpoznawania zła. I niech się panu nie wydaje, że neutralizacja jednej osoby rozwiąże problem. Lepiej niech pan po prostu słucha, o co proszą mieszkańcy i wykonuje płynące z burmistrzowskiej przysięgi zobowiązania wobec nich.

Ta sprawa nie nazywa się „Krupowicz kontra Zygmański”, aż tak prosto nie jest. Ta sprawa to jeden z wielu wątków serialu „Krupowicz kontra mieszkańcy gminy Goleniów”. Jeżeliby Państwo mieli jeszcze wiele złudzeń co do moralnej postawy burmistrza, wróćcie do mojego bloga i przeczytajcie następny tekst. Będziecie sobie sami mogli wyrobić zdanie o moralnym kręgosłupie miłościwie nam panującego.

 
Komentarze (33)

Napisane w kategorii Nowe felietony